Przegląd Polski
14 marca 2008
- Gustaw Holoubek (1923-2008). Teatr jest udawaniem - Justyna Hofman-Wiśniewska
- Czarodziej - Andrzej Józef Dąbrowski
- Emigracyjna podróż bez końca - Grażyna Kozaczka
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Gn-idy marcowe
Coś niedobrego się dzieje ze starą poczciwą Anglią. Od czasu niezaproszenia Polaków na paradę zwycięstwa w 1946 r. z jej moralnością jest coraz gorzej. Nie wiem, czy do upadku obyczajów na Wyspach przyczyniły się utwory Williama Szekspira, wiem wszakże, że życie jest nieudolnym naśladowaniem wielu fragmentów jego ponurych dramatów i zabawnych komedii.
W pewnych przypadkach życie jednak sztukę wyprzedza. Nawet tak zdolny pisarz jak Szekspir nie mógł bowiem przewidzieć, że na Wyspach będą kiedyś aresztowali pod zarzutem aktu miłosnego z uliczną latarnią, jak to miało miejsce w mieście Wiltshire. Literat nie mógł też wpaść na pomysł, że innego jego rodaka wsadzą na trzy lata do więzienia za akt miłosny z motocyklem. W epoce Szekspira nie było motocykli ani chodników, nie mówiąc o prądzie elektrycznym, dlatego autor Makbeta nie mógł też wiedzieć, że w mieście Redditch zapuszkują pewnego elektryka za uprawianie miłości z chodnikiem. W Polsce mówiono o pijanym, leżącym na chodniku, że słucha płyt. Też ładnie.
W czasach Szekspira nie było w Anglii zbyt wielu Polaków ani nie wymyślono jeszcze odkurzaczy, dlatego literaturze umknął akt miłosny przedstawiciela naszej społeczności z odkurzaczem marki Henry Hoover. Życie nadrobiło tę literacką niedoróbkę. Jak doniosła prasa, zbulwersowana prześladowaniem na Wyspach polskiej mniejszości, naszego budowlańca wyrzucono z pracy za nadmierne okazywanie uczuć wobec produktu kapitalizmu, wymarzonego w latach komunistycznej niewoli. Nie bez znaczenia jest tu sympatyczny wygląd odkurzacza z naklejkami uśmiechniętych ust i oczu, między którymi tkwi rura.
Źle się dzieje w państwie brytyjskim, ale nie lepiej w duńskim i polskim. Zaraz następnego dnia po podaniu powyższych rewelacji prasa doniosła o śmierci Gustawa Holoubka, wybitnego odtwórcy ról w Hamlecie i Królu Learze. W Teatrze Narodowym Holoubek stworzył legendarną kreację Gustawa-Konrada w Dziadach Adama Mickiewicza. Po zdjęciu spektaklu z afisza Holoubek razem z innymi aktorami opuścił Narodowy. Jego późniejszy przyjaciel Adam Michnik, wtedy student, po ostatnim spektaklu opuścił z kolei teatr, udając się na warszawskie trotuary protestować przeciw usuwaniu Dziadów ze społecznej świadomości. W rezultacie usunięto go ze studiów i skazano na trzy lata więzienia - z wyrokiem identycznym jak ten dla Anglika od molestowanego motocykla.
Podążając za tym porównaniem można by powiedzieć, że Michnik wjechał na Dziadach do historii i zajechał ciut za daleko. Być może dlatego autor powiedzenia "Spieprzaj, dziadu" dał teraz do zrozumienia autorowi Szans polskiej demokracji, żeby się trzymał z dala od pałacu króla Leara, to znaczy Lecha, zwłaszcza w dniu przyznawania odznaczeń za Marzec '68. Powie ktoś, że coś niedobrego się dzieje z polską demokracją. Uważam, że jest wprost przeciwnie: pałac Lecha sięgnął po najlepsze wzory, wypracowane przez pałac Buckingham, niezapraszający nas na paradę zwycięstwa.
Michnikiem nie powodowały Wściekłość i wstyd, gdy komentował decyzję polskiego pałacu. Nie były to też nowe Wyznania nawróconego dysydenta, nie pokusił się nawet o stwierdzenie, że mamy Takie czasy... Autor Polskich pytań dobrze wie, że medal za Marzec '68 jemu się po prostu nie należy z tej prostej przyczyny, że jest Diabłem naszego czasu i jako taki powinien niezwłocznie poddać się egzorcyzmom albo udać na emigrację na Wyspy Brytyjskie lub do słonecznej Italii.
Jeden z najbardziej prześladowanych w PRL dysydentów dywagował w eseju Z dziejów honoru w Polsce, napisanym w celi mokotowskiego więzienia, o znaczeniu honoru w rzeczywistości, gdzie kompromis polityczny staje się cnotą i warunkiem ładu demokratycznego. A piętnaście lat temu upominał Jarosława Kaczyńskiego w rozmowie na temat spadku po okrągłym stole: "Musimy się pojednać, jest tylko jedna Polska, wspólna Polska, gdzie będzie miejsce dla wszystkich różnych ludzi".
Teraz zabrakło dla niego miejsca przy pałacowym stole; nie wiem, czy okrągłym. Natomiast z emigracją do Italii bym nie ryzykował. Ten numer sięgnie druku dokładnie w 2050. rocznicę sięgnięcia rzymskiego bruku przez Juliusza Cezara pod ciosami towarzyszy walki i pracy. Obchodzono akurat idy marcowe. Cezar był całkiem niezłym politykiem, pisarzem i strategiem - podobnie jak Michnik - ale przyszedł na posiedzenie senatu, by otrzymać na nim dwadzieścia trzy ciosy sztyletami. Nie omieszkał tego opisać William Szekspir w dramacie Juliusz Cezar. Michnik okazał się lepszym strategiem, bo nie przyszedł do pałacu i nie otrzymał - medalu...
Cezara zakłuli ludzie, których stworzył. W 1968 r. gnidy partyjne wykorzystały idy marcowe do rozprawienia się ze współtowarzyszami. Michnika tępią też ludzie, którym torował drogę do Belwederu. Małość nie wszystko wybacza jak miłość. I nie trzeba być ani Szekspirem, ani Michnikiem, by przewidzieć rozwój wypadków zmierzających wyraźnie ku latarni - i tej z miasta Wiltshire, i tych z miasta Warszawy.

