Przegląd Polski
21 marca 2008
- Wielkanoc 2008 - Ks. Janusz Balicki
- Na natchnienie trudno liczyć. - Z pianistą Piotrem Anderszewskim rozmawia Marcin Włosek
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Wpadki i wypadki
Gdy ten felieton sięgnie druku i zostanie wpuszczony w sieć, świat obchodzić będzie Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Wypadków przy Pracy. Jakoś nikt nie pomyślał o czczeniu pamięci ofiar wypadków przy pracy twórczej. Postaram się dziś wypełnić tę lukę.
Ofiarami takich wypadków są zarówno liczni twórcy, padający na zawały i wylewy, jak i odbiorcy ich "tfurczości". Żniwo idzie często w setki tysięcy, a jeśli policzyć ofiary pań Chmielewskiej, Grocholi czy Rowling - w miliony. Nie liczę ofiar wypadków przy pracy za kamerami telewizji, widzów są niezliczone miliony. Największe żniwo telewizja zbierze w sierpniu, gdy w Pekinie rozpoczną Igrzyska Cynizmu i Hipokryzji (Chinizmu i Chipokryzji?). Nietrudno mi sobie wyobrazić tę codzienną gimnastykę sprawozdawców i komentatorów, starających się zasłonić realia zbrodni w Tybecie i w zamordystycznych Chinach Ludowych - zasłoną dymną smogu nad miastem. Sportowcy będą mieli kłopoty z inhalacją, o czym na okrągło prawić będą sprawozdawcy, inhalujący odbiorcom w podświadomość kłamstwo.
Kłamstwo chińsko-olimpijskie Anno Domini 2008 polega na globalnym już samooszustwie, że tu nie chodzi o pieniądze i potężny rynek chiński oraz tanią chińską siłę roboczą, a o zbliżenie komunistycznych Chin do świata, w celu rzekomego szczepienia w chińskim ludzie idei demokracji i wolności. Tak misternej robótce nie przeszkadzają lekcje Meksyku 1968 i Moskwy 1980, więc się ich nie przerabia. W stolicy Meksyku na dwa tygodnie przed igrzyskami zamordowano na placu Trzech Kultur ponad 350 studentów, uczestników pokojowej manifestacji. Wojsko rozstrzeliwało dzieciaki z karabinów maszynowych i dobijało bagnetami, a akredytowani przy nieco innych igrzyskach dziennikarze pisali o zmaganiach z oszczepem...
Podobnie było w 1980 r., choć sporo państw zbojkotowało "święto sportu i pokoju" w Moskwie. Rosjanie rozjeżdżali czołgami wioski w Afganistanie, a świat zachwycał się rozprowadzaniem kolarskiego peletonu. W niecałą dekadę później na placu Niebiańskiego Spokoju armia chińska najechała czołgami i transporterami opancerzonymi własnych obywateli. Było kilka tysięcy ofiar śmiertelnych tego "wypadku przy pracy" władz komunistycznych. Dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego to zaprzeszła historia, bo zdarzyło się to przecież aż w roku 1989 ubiegłego wieku... W sierpniu medioci z całego świata będą więc kręcić salta pojęciowe, wspinając się na wyżyny elokwencji, by skrzętnie ominąć wspinaczkę na wyżyny Tybetu i na wyżyny człowieczeństwa...
Tak zawsze było i będzie, gdyż za wypadki przy pracy nie uważa się upadków z wysokiej półki literatury i humanizmu w odmęty grafomanii, zakłamania i cynizmu - a upadki z rusztowania, zmiażdżenie kończyn przez zgniatarkę, rozjechanie przez wózek akumulatorowy czy uduszenie w wyniku braku tlenu w procesie testowania łodzi podwodnej. Nomen omen, ostatnio usłyszałem kolejny polski dowcip w popularnej amerykańskiej audycji telewizyjnej "Saturday Night Live". Zachwycona własną inteligencją prezenterka odnotowała wizytę premiera Tuska u prezydenta Busha zdankiem na temat amerykańskiej pomocy Polsce w modernizacji sił zbrojnych. Zdanko, w wolnym przekładzie i w mojej dziurawej pamięci, brzmiało mniej więcej tak: Amerykanie pomogą polskiej armii wymienić screen doors (drzwi z siatki) w polskich okrętach podwodnych... Publiczność wybuchnęła śmiechem, ale dla mnie był to kolejny wypadek przy pracy tfurczej. "Polskie" okręty podwodne zostały zbudowane przez Niemców. Rosyjskie poszły już dawno nie tyle na dno, w wyniku przecieków przez siatki, co na żyletki...
Do najciekawszych i najbardziej spektakularnych wypadków przy pracy tfurczej ostatnich lat zaliczam bardzo wysoko w Polsce cenioną przez krytyka Henryka Berezę i suto nagradzaną przez krytyka Henryka Berezę i Agorę radosną tfurczość Doroty Masłowskiej. Ofiarami jej kolejnych wypadków przy klawiaturze są już nie tylko czytelnicy krajowi, ale i zagraniczni, bo książki pisarki są już tłumaczone na języki, wyraźnie poprawiając wizerunek Polski w świecie - z kraju antysemitów na kraj dresiarzy. Tym bardziej zawiódł moje oczekiwania Departament Stanu USA, nazywając w raporcie o globalnym antysemityzmie tfurczość Radia Maryja "jedną z najbardziej ewidentnie antysemickich rozgłośni w Europie".
W raporcie pojawiają się też polscy "kibole" piłkarscy, którzy okrzyku "Żydzi!" używają ponoć jako przekleństwa. W pierwszym przypadku nie mamy wszak do czynienia z antysemityzmem, a z cynizmem, przeliczanym na zyski w twardej walucie, najchętniej w EURO. W drugim wypadku mamy do czynienia z chamstwem chuliganerii, nazywającej "Żydem" każdego innego i lepszego. Nobilitowanie stadionowych rozrabiaczy do miana antysemitów to za duże dla nich wyróżnienie, a tym samym wypadek przy pracy nadgorliwych pracowników Departamentu Stanu.
Niestety, kończy mi się miejsce, by podać przykłady ofiar wypadków przy pracy felietonistów, nie pomijając Szanownych Czytelników "Żabki"...

