Przegląd Polski
18 kwietnia 2008
- Wileńskie tropy autora "Polski Jagiellonów" - Z Ewą Beynar-Czeczott rozmawia Romuald Mieczkowski
- Nie ma bułek! - Jacek Fedorowicz
- Wrocław - the meeting place - Małgorzata Markoff
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Bonjour Bonaire!
Oglądanie amerykańskiej telewizji należy do najbardziej lubianych przez moją rodzinę i wyrafinowanych rozrywek, dających ubaw po pachy i co ważne - za darmo (notorycznie odmawiam wykupienia kabla, nie mówiąc o instalowaniu talerza, zadowalając się tradycyjną anteną). Niezapomnianych wrażeń dostarczają zwłaszcza rozplenione w ramówce jak wyspy na Morzu Karaibskim liczne teleturnieje, będące najlepszą i czasami jedyną formą edukacji Amerykanów i Kanadyjczyków.
Ostatnio dowiedzieliśmy się z ust rumianej blondynki, że Amerykę odkrył Marco Polo. Zawsze myślałem, że Marco Polo odkrył Polonię, tyle że chińską, a nie chicagowską. Jakiś Chińczyk uznał, że Marco Polo wymyślił koszulki polo. Zażywna Kolumbijka z kolei bardzo się upierała, że Krzysztof Kolumb odkrył Kolumbię. Z ciekawości zajrzałem do atlasu. Nie była zbyt daleka od prawdy, zaledwie kilkaset kilometrów, czyli dobę żeglowania przy dobrym wietrze. Na mapie wypatrzyłem położoną niedaleko wspomnianej Kolumbii, tuż przy brzegach Wenezueli, niewielką wyspę o bumerangowym kształcie i nazwie Bonaire. Zaguglałem i okazało się, że dobry Bóg umieścił Bonaire w archipelagu Antyli Holenderskich, zwanych Małymi.
Na stronie InfoBonaire czytamy, że wyspa jest rajem dla amatorów podwodnych ślubów. Tak się reklamują: Dreaming about a wedding on the beach? Or getting married underwater? Dlaczego nie, pomyślałem. Odkąd wymyślono podwodne rodzenie, dlaczego miałoby nie być podwodnego poślubiania, połączonego z podwodnym weselem, tańcami z płetwami i nocą poślubną na łożu z rafy koralowej? Nie reklamują jeszcze podwodnych rozwodów, gdyż mogłyby się za często kończyć podwodnymi pogrzebami jednej ze stron, robiąc konkurencję marynarce podwodnej, zwłaszcza rosyjskiej. Jest tylko jeden mały problem: biurokracja tej wyspy potrzebuje od czterech do sześciu tygodni na załatwienie uciążliwej roboty papierkowej, związanej ze związkami małżeńskimi. Nie wiem, czy przypadkiem nie zsyłano kiedyś na Bonaire holenderskich biurokratów, których potomkowie krzewią tam teraz rodzinne tradycje.
Jedno z przyszłych małżonków zmuszone jest także uzyskać od urzędu imigracyjnego prawo tymczasowego pobytu. Tego samego obowiązku obowiązani są dopełnić świadkowie ceremonii, o ile amatorzy podwodnych zaślubin upierają się przywozić ze sobą własnych świadków. Organizatorzy proponują wszak zorganizowanie świadków na miejscu, a w szczególnie nagłych wypadkach także pannę lub pana młodego. Gdyby zabrakło wybranek i wybranków serca, wybranych przez poprzednich amatorów silnych wrażeń, można od biedy poślubić barakudę lub płastugę, a nawet żółwia lub ośmiornicę, tym bardziej że ta ostatnia posiada inteligencję domowego kota...
Życie w raju Bonaire nie należy za to do zbyt przyjemnych dla posiadaczy zwykłych kąpielówek - w miejsce ślubnych strojów nurkowych. Jeśli chcesz tam ponurkować, musisz ukończyć odpowiedni kurs. Nie pozwolą ci się nawet za darmo utopić. Zwłaszcza ci od scuba-diving oskubią cię do slipek.
Wyspa zalicza się z dumą do grupy czterech najlepszych na świecie miejsc do podwodnych peregrynacji. Dziewiczo czyste i słone jak łza wody Morza Karaibskiego kryją niezwykłej piękności i bogactwa rafy koralowe. Po dniu nurkowania w wielkim zachwycie i wielkim błękicie, można zanurzyć się w lekturę książki Zanurzeni w wielki błękit Francisco Pipina Ferrerasa.
Pipin Ferreras to jeden z najlepszych nurków bezdechowych wszech czasów. Nurek bezdechowy jest jak saper: oddycha tylko raz i myli się tylko raz... Pipin opisuje swój związek z Audrey Mestre i własne życie, pełne pogoni za podwodnymi rekordami, aż do fatalnego nurkowania własnej żony, która chciała pobić rekord męża, ale nie uszła cało z wyprawy w głębinę. Pipin opisuje jednak kolejne zanurzenia w kolejne małżeństwa oraz głębiny, próbując zmyć z siebie winę za podwodne zaślubiny Audrey z niebytem. Tym bardziej że organizacje wolnego nurkowania nigdy nie uznawały jego rekordów, zarzucano mu nonszalancję, narażanie życia kolegów i koleżanek po fachu, łącznie z życiem koleżanki małżonki. Po śmiertelnym wypadku Audrey oskarżano Pipina o czynny udział w jej zejściu w głębinę i z tego świata. Najbliższy przyjaciel Audrey, Carlos Serra, wydał książkę The Last Attempt. Dowodzi w niej bezpośredniej winy Pipina, a nawet oskarża go o chorobę psychiczną, która pchnęła go do zabicia żony.
Biedny chłopiec z Kuby, który zyskał światową sławę dzięki niezwykle wydolnym płucom, nie miał łatwego życia na powierzchni. W wód odmęcie czuł się za to jak ryba... Teraz mieszka w Miami na Florydzie. Przed pięciu laty zszedł bez tlenu na głębokość 170 metrów.
Jak się okazuje, wyspy Morza Karaibskiego dostarczają nie mniej ciekawych przeżyć niż amerykańskie teleturnieje. Choć na jednych i drugich można się wiele nauczyć, nie zalecałbym wszak korzystania z tej wiedzy...
Bonsoir Bonaire!s
