Przegląd Polski
25 kwietnia 2008

RYTMY NOWEGO JORKU

11 najróżnorodniejszych naj...

GRAŻYNA DRABIK

Polski bas-baryton Jan Opalach świetnie śpiewał i dobrze aktorsko zagrał bardzo trudną tytułową rolę w Falstaffie Verdiego

1. Najliczniejszy chór, do tego jeszcze śpiewający a cappella: w czasie koncertu Bobby'ego McFerrina - już po zakończeniu części głównej, czyli po duecie z Yo-Yo Ma i z Orkiestrą St. Luke's - McFerrin pozostał na scenie sam, wykonując głosem o rozpiętości czterech oktaw swoje zwykłe niezwykłe improwizacje. Zacierał granice między jazzem i klasyką, między pieśnią a głosem używanym jako instrument i perkusja. W pewnym momencie cichutko, prawie szeptem rozpoczął jakąś nieznaną melodię - ludową piosenkę arabską? Pieśń Tuaregów? Wystarczył jego zachęcający gest w naszą stronę i jakby w tajemniczym porozumieniu, prawie dwa tysiące ludzi wypełniających wielką salę Carnegie dołączyło spontanicznie i naturalnie - jak szum wiatru. Jak tęsknota za otwartym horyzontem. A ponad naszym westchnieniem wznosiła się jasno i pięknie jedna solowa melodia. (Carnegie Hall, 10 kwietnia).

2. Najliczniej zebrana grupa mieszkańców Nowego Jorku i okolic polskiego pochodzenia: zwołało nas przesłanie "Ducha nie gaście" Jana Pawła II, w rocznicę odejścia Papieża. Piękny zamiar, piękna muzyka organowa w wykonaniu Tomasza Lewtaka, pięknie dobrane fragmenty z poezji Karola Wojtyły. Niestety, kłopoty techniczne trochę zakłóciły ogólny efekt uroczystej mszy. I szkoda, że było nas za mało, by wypełnić katedrę. (St. Patrick's Cathedral, 6 kwietnia).

3. Najbardziej gorzki komentarz o bieżącej sytuacji politycznej i społecznej w Stanach Zjednoczonych: Laurie Anderson posiada dar mówienia, a raczej śpiewania, w sposób wyjątkowo kuszący o najtrudniejszych nawet sprawach. Recytując, przygrywając sobie na elektronicznych skrzypeczkach i klawiaturach, komentuje niebezpieczne działania rządu, który w imię "prawa i porządku" podważa podstawowe wolności obywateli lub o ogłupiających pokusach kultury komercyjnej. Jej nowe multimedialne przedstawienie (oraz CD przygotowywane przez Nonesuch) byłoby po prostu ostrym politycznym esejem, gdyby nie hipnotycznie fascynująca oprawa muzyczna. Laurie Anderson jest trochę jak syrena wyśpiewująca mądre ostrzeżenia, trochę jak Don Kichot - walczący z wiatrakami. (Homeland, 26 marca, Zankel Hall, w Carnegie Hall).

4. Najostrzejsze zderzenie trudnej muzyki z przesadnymi chwytami inscenizacyjnymi: opera Gracz, na podstawie noweli Dostojewskiego, znana jest ze swej skomplikowanej muzyki. Prokofiew używa orkiestry do określenia osobowości poszczególnych postaci, łącząc w nowatorski sposób solowe głosy z instrumentalną aranżacją. A że prawie wszyscy bohaterowie tej przypowieści o hazardzie i hazardzistach są w różny sposób niesympatyczni, to i muzyka nie ma w sobie nic z rzewności czy łatwych sentymentów. Słuchać trzeba z uwagą, a tu na scenie puszą się malownicze ogrody. Stół w kasynie rozpiera się od ściany do ściany. Spod ogona konia na wysokim postumencie tryskają nagle fajerwerki, koń wzlatuje... (Metropolitan Opera, 4 kwietnia).

5. Najbardziej złośliwe rozegranie rodzinnych podskórnych konfliktów, wyśpiewane triumfalnie ze sceny, także w Graczu: z jednej strony jest zadłużony już po uszy Generał, jego nowa młoda kochanka, inne zależne od niego osoby i arystokratyczny nicpoń, który pożycza mu coraz większe sumy na lichwiarski procent. Generał co dzień stara się odegrać w kasynie. Co dzień coraz więcej przegrywa. Co dzień czeka na wiadomość, że babcia - wreszcie! - zeszła z tego świata i zostawiła mu swój majątek. Babcia jednak niespodziewanie zjeżdża - stara, ale w całkiem niezłej formie - do Roulettenberga i ucina niezbożne oczekiwania, oznajmiając, że sama zamierza zasiąść do ruletki. A żeby nie było najmniejszych wątpliwości, co myśli o swej pasożytniczej rodzince, rzuca im w twarz z satysfakcją, mocnym głosem Larissy Diadkovej: "Tylko nie myślcie, że coś po mnie odziedziczycie! Nic!".

6. Najbardziej harmonijna symbioza obrazu i muzyki: Basil Twist, aktor, artysta wizualny, lalkarz z trzeciego pokolenia lalkarzy i poeta kolorów, raz jeszcze, po sukcesach koncertu/przedstawienia Symphonie fantastique Berlioza, proponuje bardzo własną, szczególną interpretację znanego utworu muzycznego. Lepi z bibuły i fantazji Baletnicę, Mauretańskiego Zbója i urwisa Pietruszkę. Na pierwszym planie siostry bliźniaczki Julia i Irina Elkina grają na fortepianie, a ponad nimi z tyłu, na niewielkiej scenie za czerwoną kurtyną, muzyka Strawińskiego i sprawne ręce dziewięciu lalkarzy nadają papierowym postaciom samoistne życie. Skromna niby rzecz, a fascynująca i śliczna. (Pietruszka Igora Strawińskiego, inscenizacja wizualna Basila Twista, w ramach serii Great Performers, 4 kwietnia, Clark Studio Theater, Lincoln Center).

7. Najbardziej udane połączenie satyry i melancholii, rubasznego humoru i wzniosłej muzyki: Falstaff Verdiego na podstawie dramatów Szekspira, jedna z ostatnich oper wiosennego sezonu w New York City Opera, bardzo ładnie się prezentuje na scenie w prostej, lecz pomysłowej oprawie Johna Conklina (scenografia) i Pata Collinsa (oświetlenie). Wśród solistów znalazł się polski bas-baryton Jan Opalach, który potrafił świetnie zaśpiewać, jak i dobrze aktorsko rozegrać tę bardzo trudną tytułową rolę. Może szczególnie zajmujące jest oglądanie polskiego artysty w tej roli, bowiem w angielskim gawędziarzu/łakomczuchu i hultaju o złotym sercu rozpoznać można bliskiego kuzyna Zagłoby. W przyszłym sezonie na scenie New City Opera odbędą się tylko trzy prezentacje koncertowe; budynek ma być remontowany, między innymi po to, by poprawić szwankującą od lat akustykę sali. Za to sezon 2009/2010 zapowiada się ciekawie - pod kierunkiem nowego dyrektora Gerarda Mortiera, obecnie kierującego jeszcze Narodową Operą w Paryżu. Mortier znany jest ze swych nowatorskich prowokacji. Przyda się taki odmłodzony konkurent dla Metropolitan Opera. (21 marca, New York City Opera).

8. Największe kukły, jakie kiedykolwiek zjawiły się na wielkiej scenie: dziwne ptaki i stwory przechadzają się wśród wieżowców miasta w Republice Południowej Afryki, ignorując ludzi plączących się im pod nogami. Ogromne papierowe głowy z twarzami wykrzywionymi grymasami podejrzliwości i niechęci pochylają się ponad siedzącymi robotnikami i innymi zwykłymi ludźmi. Mityczni wojownicy z eposu Mahabharata górują nad armiami swych sojuszników... Nieprawdopodobne wręcz w rozmachu i pomysłowości twory pracy i fantazji licznego zespołu artystów, lalkarzy, malarzy. Czyli wydarzenie sezonu: opera Philipa Glassa na podstawie klasycznego tekstu w sanskrycie Bhagavad Gita oraz biografii Gandhiego, o jego filozofii pokojowego oporu i walce o wolność.. (Satyagraha, M.K. Gandhi in South Africa, 11 kwietnia, Metropolitan Opera).

9. Wydarzenie najbardziej dwuznaczne w swym znaczeniu i ogólnej wymowie: raz jeszcze Satyagraha. Muzyka Glassa ma hipnotyczną moc - monotonnie niezmienna i w nieustannej transformacji. Każda poszczególna scena jest tu jak oryginalny obraz, wymalowywany kolorami i światłem, piękny sam w sobie i piękny w bogactwie szczegółów. Ale jaki związek ma to wizualne piękno z trudem życia Gandhiego? Jaki efekt ma fakt, że tekst śpiewany - fragmenty z pradawnego tekstu - jest nietłumaczony i z zasady ma pozostać nam niedostępny? Co to znaczy, gdy wszystko zostaje podporządkowane sensualnym przeżyciom - rozkołysaniu muzyką i rozkoszy dla oka?

10. Najdziwniejsza wiadomość transatlantycka: jakiś złośliwiec obciął głowę Ringo Starra. Ściślej mówiąc, obciął czubek krzewu reprezentujący głowę słynnego perkusisty Beatlesów. Zielona rzeźba zespołu, stworzona przez włoskiego rzeźbiarza Franco Covillego, stała sobie - rosła? - przy dworcu kolejowym The South Parkway w Liverpoolu. Na pytanie dziennikarza: "Za czym tęsknisz, co pozostawiłeś w Liverpoolu?", Ringo nieostrożnie odpowiedział: "Za niczym". A więc to zemsta jakiegoś lokalnego patrioty?

11. Najsympatyczniejsza wiadomość transatlantycka: młodziutka Zuzanna Osiecimska (wnuczka współpracującego z naszą gazetą Michała Osiecimskiego - przyp. red.) wygrała główną nagrodę w konkursie Write-A-Book w Irlandii. Po dwóch zaledwie latach pobytu w anglojęzycznym otoczeniu Zuzia wyróżniła się wśród kandydatów piszących w rodzimym języku ciekawą opowieścią, udaną konstrukcją fabuły, sprawnością stylistyczną i bogactwem wyobraźni.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail