Przegląd Polski
25 kwietnia 2008
- Wspomnienia o Andrzeju Pomianie (1911-2008) - Jerzy R. Krzyżanowski, Zdzisław Najder, Julita Karkowska
- Rytmy Nowego Jorku. 11 najróżnorodniejszych naj... - Grażyna Drabik
- Miniatury - Katarzyna Buczkowska
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
MINIATURY
Duch Bożego Narodzenia
Wolnym krokiem wchodziła po kamiennych schodach biblioteki. Ręką, w której ściskała laskę, trzymała się poręczy, w drugiej miała parasol i wielki bukiet białych kwiatów.
- Uratowałam kwiaty! - mówiła cała rozpromieniona. Sapiąc patrzyła na kilka stopni do pokonania. - Tam, po drugiej stronie ulicy - wskazała laską - była zabawa choinkowa. Wszyscy chwytali za torby z prezentami, perfumy, gadżety i inne cuda, a kwiaty wyrzucali do kosza.
Weszła na ostatni stopień. Ociekający parasol położyła przy skromnym legowisku z koca.
- Nie mogłam wszystkich uratować. To był prawdziwy pokaz braku szacunku dla kwiatu! - kiwała głową.
- Czy mogę ofiarować ci jeden? - zapytała z uśmiechem.
- Dziękuję. Wezmę ten ze złamaną łodygą - powiedziałam. - Co pani z tymi kwiatami zrobi?
- Będę się nimi cieszyła.
Wieczór przyodział najciemniejszy odcień czerni. Śnieg w locie zamieniał się w deszcz. Wolnym krokiem schodziłam po kamiennych schodach. Zastygłe w kamieniu lwy strzegły biblioteki i kobiety z białymi kwiatami. Przyniosę jej ciepłe skarpety i gorące kakao, pomyślałam.
Złamany kwiat, który mi dała, długo odmawiał więdnięcia.
2008
Dżungla
W święta miasto przestaje być dżunglą. Uwalnia się od ludzi, którzy wyjeżdżają tłumnie. Mniej galopu, cwału, ryku, szczebiotania, brzęczenia, świergolenia. Taki czas to moje święto.
Idę wzdłuż parku Centralnego, słyszę swoje kroki, wiatr i drzewa. Przez ulicę przechodzi szop pracz solidnej postury. Podąża w dół Piątą Aleją, łeb ma lekko wciśnięty w ramiona, odwraca się co chwilę. Skręca w ulicę i udaje się w serce miasta.
W parku ogrom przestrzeni, powietrza i nieba. Na trawie medytuję słowa poety. Podmuch wielkich skrzydeł strąca mi kapelusz z głowy i przewraca kartki. Podnoszę wzrok, na konarze siedzi jastrząb z poważną miną.
Stoję na przystanku, podziwiam fasadę pięknej kamienicy. Tuż przy moim bucie szczur, zadziera łeb i patrzy mi w oczy. Nie wiem, czy prosi o pokarm, czy śle świąteczne pozdrowienia.
Wieczorem, gdy prawie usypiam, nagle trzepot. Zapalam światło. Pod sufitem nietoperz wykonuje okrążenia. Otwieram szerzej okno i czekam.
Sen już leży mi na powiekach. Słyszę lot komara.
2008
Jazz w metrze
Na peronie metra dziewczynka zabawiała młodszego brata w wózku. Dreptała tanecznie, robiła figury, obroty. Chłopczyk obserwował bacznie i łakomie lizał czerwony lizak. Mama w obcisłych dżinsach i ogromnych słuchawkach na uszach stała przy wózku, kołysząc ciałem.
Pociąg wjechał na peron. Kobieta chwyciła dziewczynkę za rękę i gdy pchnęła wózek do środka wagonu, lizak wypadł dziecku z ręki na tory. Natychmiast rozległ się płacz. Matka nie reagowała. Posadziła córkę obok siebie. Mały krzyczał coraz bardziej. Przysypiający pasażerowie podnosili zmęczone powieki. Matka z zasłuchanym, lekko nieobecnym wzrokiem, zrobiła ostrzegawczy gest palcem, by uciszyć dziecko. Nie skutkowało.
- Cyfrowa generacja! - dezaprobatę przekazała pani drugiej pani.
- Tak, dziś nikt o nic nie walczy. A zwłaszcza o maniery - odparła starsza pani w kapeluszu Sherlocka Holmesa. - Dzieci traktuje się jak dorosłych, a dorosłych dziś stać na mniej niż dzieci.
Płacz przeradzał się w zawodzenie. Zniecierpliwiony mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze zrolowaną gazetą uderzał o kolano. Głowy podnosiły się znad gazet, książek, by wymienić kwaśne miny. Zgrzebnie ubrana dziewczyna nie przerywała szydełkowania.
Uwagę dziecka próbował odwrócić pasażer ze zwichrzoną czupryną, w spodniach od piżamy w niedźwiedzie i renifery. Też nie skutkowało.
Dziewczynka spoglądała na matkę, sprawiała wrażenie, że wstyd jej za brata.
- Cicho bądź! Zapomnij o lizaku! Nie widzisz, że mama słucha jazzu! - wrzasnęła niespodziewanie.
Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. Mały w wózku znieruchomiał i zamilkł. Jeszcze nie potrafił mówić, ale zdawał się rozumieć, że coś ważnego zostało powiedziane.
- Ile masz lat? - nastolatek zapytał dziewczynkę życzliwie.
- Pięć - odpowiedziała nieśmiało.
- Przybij piątkę. Mój typ człowieka - mrugnął do niej okiem i wysiadł na stacji.
- A nie mówiłam, że dorosłych dziś stać na mniej niż dzieci - z samozadowoleniem rzekła do sąsiadki pani w kapeluszu Sherlocka Holmesa.
Pan w garniturze zasalutował dziewczynce rurką z gazety, zanim opuścił wagon. Dziewczynka machała nogami nad ziemią, dumna, że obroniła sztukę od taniej zachcianki.
2008

