Przegląd Polski
25 kwietnia 2008
- Wspomnienia o Andrzeju Pomianie (1911-2008) - Jerzy R. Krzyżanowski, Zdzisław Najder, Julita Karkowska
- Rytmy Nowego Jorku. 11 najróżnorodniejszych naj... - Grażyna Drabik
- Miniatury - Katarzyna Buczkowska
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Sezon w maglu
Ostatni weekend wypełniły nam rozmowy z poetą Andrzejem Buszą, który przyjechał do Toronto na uroczystość wręczenia nagród Fundacji Turzańskich. Mówiliśmy m.in. o Rafale Wojaczku, któremu profesor Busza poświęcił fragment poematu Kohelet. Tymczasem w Rzeczpospolitej ukazał się wywiad na temat tego poety-samobójcy, ze świata jawnie przez siebie wyklętego w wieku zaledwie 28 lat. Profesor Busza poświęcił Wojaczkowi fragment poematu, piszący niniejsze poświęcił mu pracę magisterską, zatem poniekąd mamy obaj jako takie pojęcie o znaczeniu tej postaci i tej poezji w literaturze polskiej. I na tym polega nasz błąd, jako że my tu, na emigracji, nie wiemy zupełnie, jak oceniać krajowy dorobek literacki. Okazuje się, że dorobek literacki nad Wisłą ocenia się za pomocą literatek, czyli szklaneczek na wódkę.
Do tego bowiem, ile, czego, z kim i gdzie wypił Wojaczek sprowadza się wywiad Stanisława Beresia z kolegą Wojaczka z lat wrocławskich - Bolesławem Nowickim. Nowicki jest artystą plastykiem i tłumaczem na stałe mieszkającym we Francji. Na inteligentne pytania profesora Beresia udziela równie inteligentnych odpowiedzi. Żal by było nie pocytować. Gdzie najczęściej spotykali się Nowicki i Wojaczek? "W Klubie Związków Twórczych i w Empiku. Wódkę piliśmy nawet w Empiku. A po ich zamknięciu kontynuowaliśmy balangę na dworcu lub za ´Pałacykiemª". Bereś docieka: "Co to za miejsce, gdzie piliście - za ´Pałacykiemª"? Odpowiedź: "Na podwórko za ´Pałacykiemª wchodziło się przez bramę i tam w podwórzu, na murku lub pod siatką, spotykaliśmy się. Zaglądało się tam często, żeby zobaczyć, czy jest się z kim napić. (...) Najczęściej kupowało się jakieś bełty, np. w PDT, i szło za ´Pałacykª, żeby wypić je w towarzystwie i pogadać o byle czym".
Rozmowa o bełtach i byle czym najwyraźniej fascynuje profesora Beresia. Drąży: "Dlaczego Rafałowi odpowiadały takie miejsca, jak murek za ´Pałacykiemª albo knajpy dworcowe?". Nowicki odpowiada ochoczo: "Bo za ´Pałacykiemª spotykało się towarzystwo, z którym lubiliśmy pić, a stamtąd było wszędzie blisko: do sklepu monopolowego i do wszystkich lubianych przez nas knajp. Dworzec natomiast był jedynym żywym miejscem we Wrocławiu po północy. Dlatego najczęściej po zamknięciu Związków, kiedy jeszcze nie zamierzaliśmy iść spać, a szukaliśmy alkoholu, szliśmy tam".
Uważny profesor zgłębia fascynujący go temat kolejnym inteligentnym pytaniem: "Co piliście z Rafałem? Jak zachowywał się po alkoholu?". Nowicki: "O piciu z Rafałem mogę opowiadać godzinami. (Z zadumą) Ileż myśmy razem wypili! Wojaczek pił właściwie wszystko: bełty, wódkę, piwo, ale także spirytus salicylowy i wodę brzozową. Pamiętam, jak któregoś dnia ukradł sekretarce z Odry perfumy z torebki i wypił je. Niezły był z niego oryginał! (śmiech). Salicyl, który często nosił przy sobie, pił czasem nawet wtedy, kiedy miał pieniądze. Pierwszy raz spróbowałem go właśnie namówiony przez Rafała".
Zaintrygowany tematem picia spirytusu salicylowego, profesor Bereś docieka smaku onego: "Pamiętasz tę sytuację? Jak ci smakował?". Nowicki odpowiada radośnie: "O, pamiętam bardzo dobrze! Któregoś dnia skończyliśmy libację w Klubie Związków Twórczych, bo było już po północy i zamykali. Ale nam chciało się dalej pić. Poszliśmy więc na dworzec. Szliśmy peronem, zataczając się, i Rafał wtedy właśnie wyciągnął buteleczkę spirytusu salicylowego, który stale nosił przy sobie na wszelki wypadek. Poczęstował mnie, ale kiedy wypiłem łyk, od razu wzięło mnie na wymioty i dostałem wzdęcia".
Fascynująca rozmowa zbliża się małymi kroczkami do dramatycznego wzdęcia, przepraszam, pytania Beresia: "Uważasz, że Rafał był alkoholikiem?" Nowicki odpowiada ochoczo: "Oczywiście, że był. Wszyscy byliśmy wtedy młodymi alkoholikami! Byli tacy, którzy codziennie musieli pić, i tacy, jak Rafał i ja, którzy nie pili, gdy pracowali". W wywiadzie pada jedno jedyne pytanie o pisanie, ale i tak utopione w alkoholu. Bereś: "Czy Rafał pokazywał ci swoją poezję, chciał o niej mówić?". Nowicki: "Rafał uwielbiał czytać swoje wiersze. Bardzo często robił to za ´Pałacykiemª (...) Cieszył się, że chcą go wydawać, bo za tomik dostawało się ładne pieniądze, a on ich potrzebował. Miałby trochę pieniędzy, gdyby ze sobą nie skończył...". "Jakby ich nie przepił..." - puentuje wypowiedź Bereś.
Profesora interesuje też życie erotyczne autora Sezonu. Pyta więc: "Czy nazwałbyś Rafała babiarzem?" albo "Które jego dziewczyny poznałeś?", a gdy Nowicki zaprzecza, jakoby Wojaczek był wrocławskim Casanovą, i mówi wprost, że kochał z wzajemnością Grażynę Lisowską. Bereś jest wyraźnie rozczarowany i składa subtelne doniesienie: "Lisowska, chociaż była ostatnią osobą, która widziała Wojaczka (nie wiemy, czy żywego, czy już martwego), nie zgodziła się na spotkanie z nami i zarejestrowanie jej wspomnień. Wiesz może, dlaczego?".
Ja wiem, dlaczego, panie profesorze Bereś. I zapewne wie to także profesor Busza. Jak i każdy co bardziej trzeźwy czytelnik pańskiego natchnionego wywiadu rodem z magla...
