Przegląd Polski
2 maja 2008
- IV Festiwal Polskich Filmów w Nowym Jorku. Od dramatu do komedii - Izabela Kalinowska Blackwood
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Sprawa Kazimierza Pużaka - Krzysztof Mazowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Sprawa Kazimierza Pużaka

Stryj poznał Zosię Pużakową na drodze do... socjalizmu, chciałoby się powiedzieć. No, prawie. Było to we wrześniu 1939 roku.
Nasza rodzina uciekała właśnie z Warszawy przed niemieckimi bombami. Wszyscy zatrzymali się gdzieś na Grochowie, u znajomych z Polskiej Partii Socjalistycznej. Był tam Kazimierz Pużak z córkami. Tymczasem niemieckie bomby spadające na Warszawę torowały właśnie drogę do Polski socjalizmowi w sowieckim wydaniu.
A jakby na to nie patrzeć, Zosia stanęła na drodze stryja przez socjalizm dziadka. Dziadek był socjalistą prawie od urodzenia, i to bardzo bojowym. Agitował, wysadzał w powietrze... Do partii wprowadził go Mieczysław Michałowicz, pseudonim "Leonard". Towarzysze mieli chyba poczucie humoru, bo dziadka, który był małego wzrostu i przy wielkim Michałowiczu musiał wyglądać mikroskopijnie, obdarzyli pseudonimem "Leonardek". Do dziś w naszym domu przy alei 3 Maja wisi zdjęcie prof. Michałowicza z dedykacją "Leonardkowi od Leonarda". A dom to spółdzielnia mieszkaniowa PPS, która powstała z inicjatywy Kazimierza Pużaka.
Pużak zainicjował także inną spółdzielnię mieszkaniową - domków jednorodzinnych na Grochowie - i zamieszkał w jednym z nich wraz ze swoją rodziną. To właśnie w jednym z tych domków stryj spotkał Zosię po raz pierwszy, kiedy warszawscy socjaliści naradzali się we wrześniu 1939 roku, co robić w obliczu nadchodzącej klęski.
Od więzienia do więzienia
Stryj mówi, że widział Pużaka tylko trzy razy w życiu. Wtedy, we wrześniu 1939 roku, potem zaraz po wojnie, kiedy ubiegał się o rękę Zosi, a ostatni raz na widzeniu w więzieniu przy Rakowieckiej. Rodzice mojego ojca i stryja odnawiali po wojnie stare pepeesowskie kontakty i właśnie wtedy stryj spotkał Zosię na Grochowie, potem spotykali się coraz częściej. Ślub wzięli w marcu 1948 roku.
W międzyczasie Pużak odbył "wycieczkę" do Moskwy i z powrotem jako uczestnik procesu szesnastu, a potem... otrzymał propozycję zostania premierem rządu Polski Ludowej. Oczywiście odmówił, co oznaczało kolejne uwięzienie, latem 1947 roku, z wyrokiem dziesięcioletnim. Po odmowie Pużaka, który chciał legalizacji Polskiej Partii Socjalistycznej-Wolność, Równość, Niepodległość i wolnych wyborów, premierem został jego były współpracownik z Krakowa Józef Cyrankiewicz, który już dokonał wyboru. Starano się wtedy przeciągnąć na swoją stronę jak najwięcej przedwojennych socjalistów.
Po uwięzieniu Pużaka dokonano rewizji w jego domu na Grochowie, tak szczegółowej, że nawet rozkopano ogródek. Uczestniczył w tym cały oddział wojska, a szukano archiwum PPS. Jak wspomina mój ojciec, który był właśnie u swojego brata podczas rewizji, podobno jeden z żołnierzy krzyknął nagle radośnie i zawołał dowódcę. Odkopano drewnianą skrzynkę, ale gdy ją otworzono, nie było w niej wcale archiwum PPS, tylko... zdechły pies.
Aresztowano wtedy stryja i Zosię Pużakową. Trafili na Rakowiecką do osobnych cel. Przesłuchiwał ich pułkownik Różański i nadal chodziło o archiwum PPS. Taktyka była taka: pana żona już wszystko powiedziała, więc niech pan tylko potwierdzi... I odwrotnie. Ponieważ jednak ani stryj, ani stryjenka nie mieli zielonego pojęcia nawet, że takie archiwum istnieje, wkrótce ich zwolniono. Do tej sprawy powrócił niedawno Dariusz Baliszewski w telewizyjnym programie "Rewizja nadzwyczajna" poświęconym w całości Kazimierzowi Pużakowi, w którym znaczne miejsce wypełniała relacja stryja.
Oszust czy nie oszust?
Później zjawił się w domu na Grochowie pewien mężczyzna. Postawny, dobrze ubrany, w długich butach, widać było, że to oficer po cywilnemu. Miał propozycję nie do odrzucenia: - Pużak ma być wysłany do gułagu - powiedział. - Ja jestem w stanie temu zapobiec. Chodzi jednak o pewną sumę, którą należy wyłożyć, aby zapłacić, komu trzeba... Więc niech się państwo zastanowią. Wrócę po odpowiedź za kilka dni.
Stryj rozumował wtedy następująco: to pewnie oszust i prowokator, który chce wyłudzić pieniądze. Jeżeli jednak to nie oszust i ma odpowiednie kontakty, a my nie zapłacimy i teścia wywiozą do gułagu, to nie podarujemy sobie tego do końca życia... Więc lepiej zapłacić.
W ten sposób pieniądze zaoszczędzone na zakup mieszkania dla młodej pary trafiły do kieszeni osobnika w długich wojskowych butach. Pużak pozostał w kraju i do dziś nie wiadomo, czy oszust był oszustem, czy rzeczywiście miał na to jakiś wpływ. Prawdopodobnie nie. Nie miało to zresztą większego znaczenia, bo 30 kwietnia 1950 roku Pużak zmarł w więzieniu w Rawiczu w wyniku obrażeń odniesionych po "przypadkowym" zepchnięciu go ze schodów. Umierał kilka dni, nie otrzymawszy żadnej opieki medycznej. Rodzinie powiedziano później, że zmarł na zapalenie płuc.
Skutecznie zabito także w PRL-u mit Pużaka i PPS-u przez wchłonięcie resztki polskich socjalistów do PZPR, tak skutecznie, że dziś nawet jego właśni wnukowie nie bardzo zdają sobie sprawę z tego, że są wnukami bohatera narodowego.
Losy pamiętników
Po konfiskacie domu na Grochowie stryj i stryjenka przeprowadzili się do domu przy alei 3-go Maja, a niebawem urodziło im się dwóch chłopców - Andrzej i Wojtek, z którymi bawiłem się w mieszkaniu naszych dziadków. Nie wiedzieliśmy jednak wtedy, że w dość prozaicznym miejscu, za spłuczką w ubikacji, ukryte były zeszyty zawierające pamiętniki Kazimierza Pużaka. Nie wiem, jak uchroniły się od rewizji na Grochowie, ale dotrwały u nas do lat 70., kiedy to wdowa po Pużaku, Jadwiga, na krótko przed swoją śmiercią w roku 1974, zdecydowała się na przekazanie pamiętników na Zachód i wydanie drukiem.
Okazało się jednak, że nie był to najlepszy pomysł, bowiem osoba, która podjęła się przekazania ich na Zachód, pani Purtalowa, żona ostatniego prezydenta miasta Łodzi Antoniego Purtala, podobno w porozumieniu z żyjącymi jeszcze socjalistami dokonała pewnej korekty, przepisując tekst z zeszytów. Korekta polegała, zdaniem stryja, na usunięciu opinii Pużaka na temat kilku żyjących jeszcze uczestników wydarzeń. Podobno, bo tej informacji nie można dziś zweryfikować z powodu zaginięcia oryginału. Według innej wersji pamiętniki były napisane tak niewyraźnie, że były trudności z ich odcyfrowaniem... W każdym razie tekst został przepisany tak, jak go odczytano, i w tej formie pamiętnik został wydany przez Instytut Literacki w Paryżu w ramach serii Zeszytów Historycznych (nr 41) w roku 1977. W latach 80. kontaktowałem się w sprawie pamiętników Pużaka z Jerzym Giedroyciem, który przesłał mi taką wersję, jaką dysponował. Pamiętniki zostały wydane potem powtórnie, jeszcze w Polsce Ludowej, w 1989 roku, ze znacznymi ingerencjami cenzury i błędami merytorycznymi. Tak więc zostały prawdopodobnie ocenzurowane dwukrotnie.
Znienawidzone słowo
W roku 1993 Kazimierz Pużak został pośmiertnie odznaczony Orderem Odrodzenia Polski przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, ale... jedyna żyjąca jeszcze córka Pużaka, Maria Pużakowa, odmówiła odebrania odznaczenia z rąk prezydenta i do dziś nie zostało ono odebrane.
O Pużaku właściwie dziś się już nie pamięta. Wspominani są Tadeusz Bór-Komorowski, Stanisław Mikołajczyk, Władysław Anders, a Pużak - przewodniczący parlamentu Polski Podziemnej, jakim był Polityczny Komitet Porozumiewawczy - został prawie zapomniany. Czy dlatego, że był socjalistą, a w kraju, w którym samo słowo socjalizm jest znienawidzone, lepiej nie pamiętać socjalistów - wszystkich? Niedawno powstał jednak komitet budowy pomnika Kazimierza Pużaka, który skontaktował się ze stryjem. Proponowano też mojemu ojcu, któremu udało się postawić pomnik Dowborczyka, aby objął przewodnictwo. Ojciec odmówił, tłumacząc, że drugiego pomnika nie da już rady postawić, stryj też był pełen wątpliwości. Obaj dobiegają już do dziewięćdziesiątki... W skład komitetu wchodzą poza tym ludzie środowiskowo związani z nową lewicą, czyli z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i nowym PPS - organizacjami pragnącymi odnaleźć korzenie swojej tożsamości historycznej... Jednym z pomysłów komitetu było utworzenie muzeum Pużaka lub choćby izby pamięci w jego dawnym domu na Grochowie. Dom jednak nigdy nie wrócił do rodziny Pużaka, a co dziwniejsze, nikt z rodziny nawet się o to nie ubiegał... Sprawa zaistniała ponownie dopiero wtedy, gdy komitet zwrócił się do wnuków Pużaka o pełnomocnictwa, na podstawie których komitet mógłby wszcząć postępowanie prawne mające na celu odzyskanie domu z równoczesnym przejęciem go na muzeum. Wnukowie jednak nie udzielili takiej zgody, ale też i sami nie podjęli żadnych działań... Ale to chyba taka typowa bezradność w obliczu konieczności walki o sprawy oczywiste.
W poszukiwaniu sprawiedliwości
W ubiegłym roku poradziłem stryjowi, aby skontaktował się z Instytutem Pamięci Narodowej, by ten, niejako z urzędu, wznowił postępowanie prawne w sprawie Kazimierza Pużaka. Chodzi w pierwszym rzędzie o zebranie dokumentów wykazujących nieważność działań prowadzących do uwięzienia Kazimierza Pużaka i konfiskaty jego majątku. Jeżeli działania te byłyby nieważne, a przecież są nieważne, to tym samym konfiskata mienia nie miałaby podstaw prawnych i dom Pużaka powinien zostać zwrócony rodzinie. Pozostawienie aktualnego stanu rzeczy oznacza de facto uznanie "winy" Kazimierza Pużaka i wynikających z tej winy następstw prawnych, a więc konfiskatę mienia. W IPN najpierw zażądano od stryja dowodów na to, że jest zięciem Kazimierza Pużaka, a po przedstawieniu takowych obiecano rozpoczęcie kwerendy źródłowej. Kiedy kilka miesięcy później stryj zapytał, czy może już odebrać "teczkę" Pużaka, okazało się, że nikt nawet nie rozpoczął kwerendy... Podobno mają dużo roboty i wiele ważniejszych spraw... Czyżby sprawa Kazimierza Pużaka, przewodniczącego parlamentu Polski Podziemnej, człowieka odznaczonego Krzyżem Armii Krajowej (legitymacja nr 1), była mniej ważna? A może człowiek, który był i socjalistą, i był pochodzenia ukraińskiego, nie zasługuje, aby w Polsce mieć status bohatera narodowego i wynikające stąd traktowanie?
