Przegląd Polski
9 maja 2008
- Serce Grotowskiego było we Wrocławiu - Elżbieta Sitek
- Skandal - Julita Karkowska
- Nowojorska kronika (muzyka) - Roman Markowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Skandal
Od śmierci Jana Lechonia mijają już 52 lata. Do dziś nie powstała książka biograficzna poświęcona jego życiu i twórczości. Ale powstanie film telewizyjny z cyklu "Errata do biografii". Cóż wymaga sprostowania?
12 kwietnia dostałam e-mail od p. Zdzisława Sajuka z Film Open Group: "Uprzejmie informuję, że na zamówienie Telewizji Polskiej S.A. - Program 1 (TVP1) firma producencka z Warszawy: Film Open Group przygotowuje 30 min. film dokumentalny o Janie Lechoniu. W tym celu 5-osobowa ekipa zdjęciowa w dniach 5-10 maja br. będzie przebywała w Nowym Jorku.
Zwracam się do Pani z prośbą o rekomendację osób, które mogłyby coś ciekawie i kompetentnie powiedzieć o Janie Lechoniu. A także pomoc w dotarciu do miejsc związanych z pobytem Lechonia w Nowym Jorku".
Odmówiłam tej prośbie, głównie z tej przyczyny, że niemal wszyscy, którzy znali poetę, już nie żyją, a na oprowadzanie ekipy po Nowym Jorku po prostu nie mam czasu.
Dwa tygodnie później trafił do mych rąk "Scenariusz dokumentu z cyklu ´Errata do biografiiª. Jan Lechoń". Jego autorką jest mieszkająca we Wrocławiu Joanna Czarnecka. Trzy stroniczki maszynopisu, z których półtorej to coś w rodzaju ściągi z bryku dla uczniów co najwyżej szkoły średniej. Potem następuje wyjaśnienie, skąd zainteresowanie autorki Lechoniem: "Jest jeszcze jedna wielka tajemnica ciążąca nad losem poety: nieartykułowana wprost i będąca w sprzeczności z jego głęboką wiarą skłonność - jego homoseksualizm. Film (...) skupi się na emigracyjnych, nowojorskich losach Jana Lechonia i jego tragicznej, do dziś niewyjaśnionej, samobójczej śmierci".
Homoseksualizm Lechonia jest może tajemnicą dla telewizyjnej ekipy, natomiast każdy, kto choć trochę o autorze Karmazynowego poematu poczytał, doskonale o tym wie. Gdzie tu więc tajemnica, gdzie "errata"?
Najciekawsza jest trzecia strona, na której pojawia się 10 nazwisk osób, z którymi realizatorzy zamierzają przeprowadzić wywiady w Stanach Zjednoczonych. Na wszelki wypadek zastrzegają: "brak informacji o datach zgonu - w razie możliwości, szukać rodzin niżej wymienionych". Na tej liście znaleźli się m.in. prof. Jerzy Krzywicki, który zmarł w 2005 r., Aubrey Johnston - zmarł w 2003 r. i Marek Święcicki, który nie żyje od 1994 roku! "Brak informacji o datach zgonu"? Wystarczyło sięgnąć do wydanego w Polsce w 2006 r. zbioru korespondencji Jana Lechonia z Mieczysławem Grydzewskim, nad którym przez kilka lat pracowała Beata Dorosz, najlepsza bodaj dziś znawczyni życia i twórczości poety. Dwa opasłe tomy zawierają indeks osób i odnośniki do stron, gdzie zostały zamieszczone krótkie noty biograficzne. I te informacje tam są. Z listy dziesięciu osób, według mojego rozeznania, przynajmniej 7 nie żyje, a jedna - Elżbieta Lipton - dwa lata temu wyjechała z Nowego Jorku do Madrytu. Z kolei Marek Rudzki, wielce zasłużony w podtrzymywaniu pamięci o Lechoniu, żyje i świetnie się ma. Zapewne rozbawi go informacja, że w "scenariuszu" przy jego nazwisku pojawia się informacja: "przyjaciel z dzieciństwa". Czyjego dzieciństwa, czyj przyjaciel? Lechoń urodził się w 1899 r., Marek Rudzki w roku 1929. Obaj panowie znali się, wielokrotnie spotykali, zarówno w pracy - obaj pracowali w nowojorskiej sekcji polskiej Radia Wolna Europa - jak i na płaszczyźnie towarzyskiej, ale to wszystko.
Tyle wystarczy chyba, żeby zdyskredytować pomysł i merytoryczne przygotowanie autorów filmu. To jednak nie wszystko. W Warszawie zamierzają przeprowadzić wywiad z Józefem Adamem Kosińskim, "młodszym kuzynem Lechonia". Przypominam, że autorka "scenariusza" Joanna Czarnecka mieszka we Wrocławiu. Józef Adam Kosiński, autor Album rodzinne (sic!), też mieszkał we Wrocławiu, był kustoszem w Zakładzie im. Ossolińskich. Zmarł w 2005 roku.
Ciekawe, co o Janie Lechoniu będą mieli do powiedzenia "pisarze-literaci deklarujący skłonność do własnej płci: Michał Witkowski, Bartosz Żurawiecki i Krzysztof Tomasik" i czy spodobają im się przewidziane - w osobnym akapicie - "Efekty": "proste animacje pocztówek z Warszawy, Paryża i Nowego Jorku i fotografii Jana Lechonia (np. uchylanie kapelusza, mrugnięcie okiem itp.). Czy żeby zrobić "proste animacje pocztówek" trzeba lecieć do Nowego Jorku? No i do Paryża zapewne też... A domyślam się, może niesłusznie, że "uchylanie kapelusza, mrugnięcie okiem" to były kiedyś sygnały dla wtajemniczonych.
Na podstawie tego "scenariusza" jakiś Bardzo Ważny Urzędnik w Telewizji Polskiej wydał zgodę na realizację filmu, a co za tym idzie - musiał zaakceptować wstępny kosztorys. Wysłanie 5-osobowej ekipy na 6 dni do Nowego Jorku to spore koszty, natomiast zupełny brak profesjonalizmu autorów (nikt się nawet nie wysilił, żeby zrobić porządną dokumentację, z której by wynikło, że nie bardzo jest z kim rozmawiać na temat Lechonia) gwarantuje, że jeżeli w ogóle film powstanie, będzie co najwyżej kiepskim przyczynkiem do wiedzy o poecie.
Platforma Obywatelska przygotowała projekt ustawy znoszącej obowiązkowy abonament radiowo-telewizyjny. Może opisany przypadek ewidentnego marnotrawstwa i amatorszczyzny przyczyni się do pożądanych zmian. Finansowanie z pieniędzy publicznych wycieczek ekip telewizyjnych po świecie jest karygodne. A przyjazd do Nowego Jorku ekipy "Erraty do biografii" jest niczym innym jak wycieczką właśnie.

