Przegląd Polski
16 maja 2008
- Pisarz-orkiestra. 75. urodziny Jarosława Abramowa-Newerlyego - Marek Kusiba
- Z pamiętnika emeryta - Jacek Fedorowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Tytuły do sławy
Lekturę polskich gazet rozpoczynam od tytułów i często na tym poprzestaję. Ostatnio sprawił to Stanisław Tym. Ale o tym potem... Tytuł jest wizytówką autora, jego znakiem firmowym i znakiem jakości. Od trafnie dobranego tytułu zależy najczęściej powodzenie tekstu. Nierzadko znakomitym materiałom autorzy lub redakcje nadają tytuły wołające o pomstę do nieba. Jak łatwo jest zniweczyć cały wysiłek włożony w pisanie, świadczą niezliczone przykłady tytułów-potworków, od jakich roi się w najlepszych magazynach. Zły tytuł prowadzi czytelnika na manowce i powoduje odłożenie gazety, nierzadko na zawsze. Dlatego wielu autorów zaczyna pisanie od mozolnego poszukiwania tytułu. Są i tacy, którzy zaczynają od tyłu, czyli od tytułu, i "dopisują" doń całe teksty, a bywa - książki.
Opowiadał mi kiedyś Ryszard Kapuściński o tym, w jakich okolicznościach przyszedł mu do głowy angielskojęzyczny tytuł Hebanu. Nowojorski wydawca starał się uniknąć powtórzenia tytułu miesięcznika dla Afroamerykanów Ebony, dlatego poprosił pisarza o wymyślenie nowego. Kapuściński jechał już windą do wydawnictwa, ale wciąż nie miał koncepcji. Czuwały jednak nad nim jasne tego dnia nieba: nagle do przeszklonej windy wpadł promień słońca, a reporter wpadł na pomysł tytułu: The Shadow of the Sun.
Tytułowanie tekstów to trudna sztuka. Bogatsze redakcje zatrudniają etatowych tytularzy, których jedyną pracą jest czytanie tekstów i wymyślanie im ciekawych tytułów. Pisma ogłaszają też wśród zespołów stałe konkursy i płacą premię za wymyślenie ciekawej czołówki. Redakcje dobrze wiedzą, że dobry tytuł może być tytułem do sławy, a fatalny obniża ocenę (bywa, że i cenę) pisma. Weźmy ostatnią Politykę, tygodnik znany z najlepszych w polskiej prasie nagłówków. Znajdujemy w nim felieton Ludwika Stommy "Jak Gorbaczow zabił papieża". Nie trzeba być wybitnym watykanistą, by wiedzieć, że ten tytuł powinien brzmieć: "Jak Gorbaczow NIE zabił papieża". Stommie, czy Polityce, chodziło o oryginalność, a wyszedł nietakt wobec pamięci Jana Pawła II.
Czytając poprzedni numer aż przykucnąłem nad tytułem felietonu Stanisława Tyma - "O psiej kupie". Już chciałem rzucić gazetą w kąt, ale w spisie treści zauważyłem zapowiedź reportażu Jagienki Wilczak "Zakochani w Biebrzy". Gdy otworzyłem magazyn na podanej stronie, elegancki tytuł zamienił się w "oryginalny": "Biebrznięci" (sic!). Najwidoczniej w ostatniej chwili ktoś wpadł na bardziej atrakcyjny pomysł nazwania tekstu o pasjonatach zakochanych w swojej rzece.
Podobnego zabiegu dokonano na tekście Edyty Gietki "Zawzięte kobiety z Wałbrzycha". Tak stoi w spisie zawartości numeru, a na podanej stronie czytamy - "Pustostan Wałbrzych". Komentarz do tej redakcyjnej żonglerki nagłówkami można zapożyczyć z Beniowskiego Juliusza Słowackiego: "Chodzi mi o to, aby język Gietki...". A skoro o wieszczach mowa: nie wiem, czy żyli w bardziej poważnej epoce, ale nadawali swoim dzieciom-dziełom imiona i eleganckie, i trafne. Nazwanie utworu Sen srebrny Salomei czy Balladyna albo Król-Duch zapraszało do lektury, było zachętą, a nie przynętą, jak dzisiaj. W naszych radosnych czasach piękna Lilla Weneda Słowackiego mogłaby się co najwyżej pojawić w jakimś piśmie w postaci tytułu reportażu o prostytutce: "Lilka Wenera" - o ile, oczywiście, oczytanie redaktora pozwoliłoby mu na skojarzenie ze Słowackim...
Literatura to morze utraconych tytułów (trawestując polski tytuł zbioru felietonów Mąrqueza Morze utraconych opowiadań) - najczęściej z pożytkiem dla dzieła. Bolesław Prus zamierzał początkowo zatytułować Lalkę inaczej - Trzy pokolenia (Rzecki, Wokulski, Ochocki), i dobrze, że tak nie zrobił. Pomysł nowego tytułu dało Prusowi felietonowe terminowanie w Kurierze Warszawskim. Pisał w nim swoje Kroniki tygodniowe, ucząc się zwięzłości stylu i puentowania tekstów. Lalkę drukował najpierw w odcinkach w Kurierze Codziennym, a na tytuł utworu wpadł po przeczytaniu notatki prasowej z procesu młodej wdowy i jej córki z Brna, oskarżonych przez sąsiadkę o kradzież lalki. Epizod ten wprowadził do powieści, której pierwotny tytuł Trzy pokolenia uznał za zbyt bombastyczny i dydaktyczny, choć treścią utworu są - jak sam wyjaśniał - "dzieje trzech pokoleń idealistów polskich na tle społecznego rozkładu".
Społeczeństwo polskie w krzywym zwierciadle pokazał wcześniej Ignacy Krasicki w Palinodii. To kongenialny tytuł, jako że jest zarazem nazwą utworu literackiego, będącego odwołaniem (albo odszczekaniem, mówiąc polszczyzną bardziej nam współczesną) innego wcześniej opublikowanego utworu i pomieszczonych w nim kalumni i oszczerstw. Krasicki w swej Palinodii bynajmniej nie wycofał się z głoszonych w bajkach i satyrach poglądów, a jedynie je rozwinął i pogłębił, pozornie je odwołując.
Skąd my to znamy? Z języka polityki oczywiście albo z tytułów Polityki... Bo, jak uczy doświadczenie, dobry, trafiony tytuł jest znakiem firmowym autora, jego znakiem jakości, a bywa, że przebłyskiem geniuszu.

