Przegląd Polski
23 maja 2008

Żabką przez Atlantyk

Fruwające fortepiany

Marek Kusiba

W piątek 23 maja mija 125. rocznica śmierci Cypriana Kamila Norwida. Niedawno przeczytałem o kolejnym dowodzie ożywczego wpływu literatury emigracyjnej na współczesne życie kraju: zainspirowani Fortepianem Szopena urzędnicy warszawskiego ratusza chcą cyklicznie zrzucać instrument, a raczej jego atrapę, z okna oficyny pałacu Czapskich/Raczyńskich wprost na bruk Krakowskiego Przedmieścia.

"Późne wnuki" poety, pragnące tak atrakcyjnie promować miasto, nie przeczytały wszak dokładnie wiersza. Norwid nie pisze o oknie, w którym i tak fortepian zmieścić się nie może. Kozacy nie wyrzucili instrumentu przez okno, a jedynie go upuścili - z ganku... Stosowny fragment wyjaśnia sprawę: I znów widzę, acz dymem oślepian,/ Jak przez ganku kolumny/ Sprzęt podobny do trumny/ Wydźwigają... runął... runął - Twój f o r t e p i a n! Skądinąd wiadomo, że fortepian nie runął na "bruki z granitu" Krakowskiego Przedmieścia, a Nowego Światu, i nie z okna pałacu Czapskich/Raczyńskich, a z ganku pałacu Zamoyskich...

Wiadomość o latających fortepianach sięgnęła druku prawie jednocześnie z tekstem Julity Karkowskiej "Wycieczka TVP na tropie Lechonia", który Gazeta Wyborcza wydrukowała za Przeglądem Polskim (tu miał tytuł Skandal, PP z 9 maja), i do pewnego stopnia dotyczy podobnych wydarzeń oraz przeinaczeń. Mamy oto fortepian, sięgający warszawskiego bruku po zrzuceniu ze schodów pałacu, mamy Jana Lechonia, sięgającego bruku nowojorskiego po skoku z tarasu (a nie okna!) hotelu Hudson, i mamy materiał, sięgający druku w Nowym Jorku i Warszawie. Wbrew pozorom te trzy zdarzenia łączy wspólna nić: jej kłębek znajduje się na Kremlu...

Oto bowiem i Norwid, i Szopen opuścili kraj z tego samego powodu, dla którego nie mógł do niego wrócić Lechoń: rosyjskiej, a potem sowieckiej niewoli. Istnieje nawet hipoteza, że autor Karmazynowego poematu targnął się na własne życie z powodu depresji związanej z utrwaleniem władzy komunistycznej w Polsce. Nie ma o tym słowa w scenariuszu pani Czarneckiej, która ma inny, można powiedzieć - bardziej czarny scenariusz wydarzeń. Nie będę przytaczał znanych z tekstu Julity Karkowskiej fragmentów, może poza jednym, wiążącym Lechonia z Norwidem i Szopenem. Pisze Czarnecka, że Lechoń "brylował w paryskim środowisku ludzi pióra, sztuki i polityki" - zupełnie jak Szopen i Norwid: wszyscy mieli w Paryżu kłopoty z gotówką... W "scenariuszu" pojawiają się także te same "obiekty" do filmowania, dotyczące losów Lechonia - ale i fortepianu Szopena, a raczej Norwida: "Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście".

Tym bardziej warte uwagi są komentarze wdzięcznych czytelników GW. Przeważają obraźliwe: "Na głupotę p. Czarneckiej, autorki tzw. scenariusza po prostu ręce opadają! A jeszcze bardziej na zidiocenie i niechlujstwo intelektualne jej szefów! Gdyby głupota miała skrzydła, lataliby jak gołębice! (...)" - pisze "mateu910". Na użytek felietonu dodam: lataliby jak fortepiany...

Autor "Poznań56" domaga się z kolei wyrzucania nie tyle fortepianów, co spikerek: "To tylko przykład braku profesjonalizmu TVP. Gdyby to ode mnie zależało już dawno wyrzuciłbym p. Wysocką (...). Dlaczego TVP zatrudnia jakieś mało atrakcyjne brunetki, które nie stać na dobrego fryzjera? Tymczasem doskonała reporterka (prawdziwa ´baba z jajamiª) p. Iwona Sulik pęta się w TVP Info". Gdyby życzeniu autora (autorki?) stało się zadość, pani Sulik byłaby pierwszą (i ostatnią) transwestytką w historii TVP...

Z brukiem łączy się nie tylko fortepian, ale i farba. Fundacja Bęc Zmiana, Akademia Sztuk Pięknych i miejskie Biuro Promocji ogłosiły konkurs dla studentów na pamiątkę związaną z Szopenem. Wygrało przejście dla pieszych z wymalowaną na nim zamiast pasów - klawiaturą fortepianu. I słusznie: nieśmiertelni Beatlesi przechodzą ulicę na zwykłych pasach, a każdy śmiertelnik w Warszawie będzie mógł przejść po klawiaturze, i co krok na klawisz postawi, to usłyszy... klakson wściekłego kierowcy. Wyścig o stołeczną palmę pierwszeństwa w rozjeżdżaniu staruszek na pasach trwa: w ubiegłym roku zginęło 109 osób, z czego większość na przejściach. Policja mówi, że jak tak dalej pójdzie, a raczej pojedzie, będzie to rok rekordowy.

Norwid nie umarł na przejściu, a w przytułku. Wtedy nie było na ulicach zebr, tylko żebracy, także poeci. Piesi chodzili jak chcieli i ginęli, ale pod końskimi kopytami i drewnianymi wozami. A dzisiaj czytamy: "Siedmioro rannych na Grójeckiej. 26 rannych w wypadku autobusu na Okęciu. Nocny pościg za pijanym kierowcą. Kierowca skutera nie przeżył upadku. Śmiertelny upadek w Złotych Tarasach"... To tytuły spisane z jednej tylko strony dziennika internetowego Wirtualna Warszawa.

Mam w Warszawie rodzinę i ze strachem podnoszę słuchawkę, gdy telefon wyświetla warszawski numer. Przez głowę przelatują mi czarne myśli. Ale czarne myśli przelatujące przez głowę to i tak lepiej niż pani Czarnecka z jej sceno-spiskiem, czy zlatujące na głowę czarne fortepiany...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail