Przegląd Polski
30 maja 2008
- RWE na szlakach pisarzy- Lechosław Gawlikowski
- Dlaczego warto grać w teatrze. - Z Zygmuntem Malanowiczem rozmawia Hanna Kosińska-Hartowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Stomma, ty debilu!
Wiadomo nie od dziś, że ruszanie piórem zastępuje ruszanie głową. Potwierdza to każdego tygodnia niniejsza kolumna, a ostatnio wywiad z profesor Barbarą Kudrycką, minister nauki i szkolnictwa wyższego, udzielony Newsweekowi. Pani minister mówi w nim bez ogródek: "Wiadomo, że z przyczyn biologicznych szczyt naszych możliwości intelektualnych przypada między 30 a 40 rokiem życia".
No i masz, Barbaro, placek. Mikołaj Kopernik ukończył pisać O obrotach sfer niebieskich, gdy miał lat 57, czyli zgodnie z ustaleniami pani minister był już kompletnym debilem, choć zaczynał pisać swe podstawowe dzieło jeszcze w wieku dającym mu niewielkie szanse, bo gdy miał lat 42. Tyle wiosen liczył profesor Albert Einstein, gdy otrzymał Nagrodę Nobla. Ale w ostatnim roku swojego życia przeszedł na wegetarianizm, co może tylko potwierdzać poglądy pani Kudryckiej, jak i dyrektora szkoły Einsteina, który mówił o nim: "Nieważne, czego będzie próbował, i tak do niczego w życiu nie dojdzie".
Einstein obliczył wszak, że w ciągu całego życia wykorzystał zaledwie pięć procent swojego mózgu, co jest tylko wodą na mózg, przepraszam: młyn pani minister. Gdyby wykorzystał więcej, zostałby ministrem, a tak był tylko zwykłym geniuszem. Innym z geniuszy, który przez swój nabyty z wiekiem debilizm nie został ministrem, był William Szekspir: miał dobrze ponad czterdziestkę, gdy pisał Makbeta, Otella i Króla Leara. Do genialnych imbecyli zaliczyć należy autora noweli, nomen omen Idioci, Josepha Conrada: napisał Korsarza na rok przed śmiercią, mając lat 66. Fiodor Dostojewski napisał Idiotę w wieku postępującego zaniku szarych komórek, bo miał lat 47, ale był już zupełnie skretyniałym starcem, bo miał prawie sześćdziesiątkę, gdy pisał Braci Karamazow. Ernest Hemingway skrócił sobie proces idiocenia w wieku lat 62; Starego człowieka i morze napisał po pięćdziesiątce, czyli w wieku mocno posuniętego kretynienia... Inny amerykański noblista, William Faulkner, pisał Miasto, Rezydencję i Koniokradów dobrze po sześćdziesiątce, choć zgodnie z opinią pani Kudryckiej nie nadawał się już do niczego.
W świetle światłych poglądów profesor Kudryckiej profesor Czesław Miłosz wiele swoich najlepszych dzieł napisał już jako ruszające piórem warzywko, bo po osiemdziesiątce (jeden z jego najlepszych zbiorów wierszy, To, ukazał się, gdy poeta miał lat 89). Maria Curie-Skłodowska wydzieliła czysty rad w wieku lat 44, za co otrzymała Nagrodę Nobla. Nie miałaby żadnych szans na polskiej uczelni, gdyby objęły ją pomysły pani Kudryckiej. W świetle jej światłych poglądów gaśnie także gwiazda autora Ucznia czarnoksiężnika: Johann W. Goethe miał lat 48, gdy napisał wspomniany poemat, a lat aż 82, gdy ukończył Fausta. W rok później umarł, mówiąc: "Więcej światła!".
Pani minister chce także więcej światła, czyli oświaty, wpuścić na polskie uczelnie, odsuwając najbardziej światłych, którzy jej zdaniem świecą jak próchno... Immanuel Kant był zidiociałym starcem, bo miał lat 63, gdy pisał Krytykę czystego rozumu. Czysty rozum pani Kudryckiej nie podlega żadnej krytyce, dlatego wysłałaby takiego Kanta na emeryturę.
Na jej pomysły zareagował 58-letni starzec Stanisław Stomma, profesor Sorbony, a przy okazji felietonista - jak na szanującego się idiotę przystało - w tekście o wiele mówiącym tytule "Między nami debilami" (Polityka z 24 maja). Zwraca się do Barbary Kudryckiej w te słowa: "Szanowna pani minister! Stuknęło mi już pięćdziesiąt osiem, toteż podług pani kategorii jestem już debilem, a skretynieję za chwilę. Sądząc jednak ze zdjęć pani też czterdziestką może się pochwalić. Innymi słowy, pożegnała już pani szczyty swoich możliwości intelektualnych i głupieje teraz zupełnie tak samo jak ja. Czy nie jest to przypadkiem wystarczający argument, żeby opuścić ministerstwo zajmujące się bądź co bądź nauką, czyli dziedziną wymagającą sprawności szarych komórek na najwyższym poziomie?".
Stomma jest łaskawy dla damy. Z powszechnie dostępnego życiorysu pani minister wynika, że ma lat 52. I chyba tylko dlatego, że ma już dawno za sobą "szczyt możliwości intelektualnych", jest "zdeterminowana - jak mówi - przeprowadzić reformy w nauce i szkolnictwie wyższym".
Reforma zakłada m.in.: likwidację habilitacji i przewietrzenie uczelni ze starych, zidiociałych profesorów. Pani minister wyjaśnia: "Tytuł profesora wiele osób uzyskuje dopiero po 60. roku życia, a nawet później. A potem czasami nie ma już siły i woli, żeby dalej się rozwijać".
Pani Kudrycka już dawno nie jest ani miauczącą trzydziestką, ani ryczącą czterdziestką, dlatego nie ma lekko, choć ma chęć szczerą. Ma jednak przeciw sobie stetryczałą kadrę naukową i służące im, zidiociałe media. Cała nadzieja pani minister w tym, że z przyczyn biologicznych szczyt naszych możliwości intelektualnych już dawno minął, a z opinią podstarzałych mediotów z Warszawy, Paryża czy Toronto światłe ministerstwo oświaty i tak nie zamierza się liczyć...

