Przegląd Polski
6 czerwca 2008
- Polonijne plakaty - Peter J. Obst
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Zwis męski
Czytałem właśnie w Forum o roli trzech kolejnych żon w życiu Michaiła Bułhakowa, zastanawiając się, czy tytuł jednej z najważniejszych powieści XX wieku nie powinien jednak brzmieć Mistrz i Małgorzaty, gdy zadzwonił Edek Zyman z pytaniem o krawat. Wybieraliśmy się na wieczór Romka Chojnackiego, co prawda poetycki, ale połączony z wręczeniem autorowi Lekcji przyrody nagrody Fundacji Turzańskich, a Zyman miał trzymać mowę do zahalsztukowanej, zamuszkowanej, zaapaszkowanej i okrawatowanej publiczności męskiej torontońskiego konsulatu. Jako śmiertelny wróg wszelkich "zwisów męskich ozdobnych" tudzież "zwisów męskich eleganckich" - bo tak w latach 70. ub. wieku w polskim handlu zwał się krawat - miał problem: wystąpienie w koszulce polo mogło zostać uznane za prowokację.
Należało jakoś rozwiązać węzeł gordyjski krawata. Zaguglałem. I znalazłem (zgodnie z zasadą: guglajcie, a będzie wam otworzone). Okazało się, że 2 czerwca obchodzony jest Światowy Dzień bez Krawata: w firmach i na przyjęciach obowiązują stroje nieformalne; Zyman może bez krawata nie tylko przestąpić próg polskiej placówki konsularnej i przystąpić do konsumpcji ciast, win i kawiorów, może także przypomnieć polityczne implikacje i komplikacje związane z wiązaniem "zwisu męskiego", aplikowane Polakom przez władze w czerwonych zwisach. PRL był śmiesznym zbiorem niekonsekwencji: starano się eliminować zachodnie wzory, nie tylko na krawatach, ale zezwalano na działanie Peweksu, gdzie za dolary można było kupić francuskie i włoskie krawaty.
W drugiej połowie lat 70. prowadzono też radosną kampanię na rzecz czystości języka polskiego, co polegało na wymyślaniu polskich odpowiedników dla wyrazów obcego (także klasowo) pochodzenia. Tak zmieniono francuski cravate na polski zwis, w sklepach pojawił się też "zwis nocny" - jak nazwano lampkę na ścianę. Ściereczka do kurzu nosiła dumną nazwę "skurzawka", a druciana miotła została nagle "ulicznicą". Socjalistyczna nowomowa chciała podnieść w społecznej hierarchii także niektóre zawody, dlatego furmana wozu drabiniastego nazwano "kierownikiem uspołecznionego pojazdu konnego". Konstanty Idefons Gałczyński jeździł po Krakowie dorożką w drugiej połowie lat 40. i być może tylko dlatego fiakier Jan Kaczara nie przeszedł do literatury jako "zaczarowany kierownik uspołecznionej dorożki konnej"...
Antykrawaciana i prozwisowa krucjata została oczywiście obśmiana przez jak zawsze nieposłuszne, niewdzięczne i zapatrzone w Zachód społeczeństwo. "Idę kupić zwis, bo mi wszystko dynda" - żartowano. A dowcipnisie pytali ekspedientki o to, czy na radzieckim zwisie można wisieć... Czerwoni nie zarządzili jednak wymyślenia nowych nazw dla popularnych węzłów. A wszystkie one nasączone były zgniłym burżujstwem niczym zwis zanurzony w zupie: four in hand pojedynczy, four in hand podwójny, półwindsorski, windsorski, węzeł wenecki, węzeł wiktoriański, klasyczny amerykański... Jedyna w miarę polska nazwa krawacianego węzła brzmiała: skrzyżowany - co też musiało budzić zastrzeżenia.
Krawat za komuny był wszak niezbędnym atrybutem rewolucjonisty. Lenin, wzorując się na Marksie, chadzał wszędzie pod krawatem, wiązał swój węzeł wenecki do walki i pracy społecznej, w krawacie i garniturze chodził po Tatrach i Poroninie, w zwisie ozdobnym siedział w areszcie w Nowym Targu, w krawacie leży też w mauzoleum na Kremlu, niczym wzorzec metra w Sevres. Od jego śmierci na syfilis szare garnitury i czerwone zwisy stały się obowiązującym rynsztunkiem partyjnych. Dziwić się tylko należy, że w wolnej Polsce, tak ochoczo lustrującej przeszłość, nie zlustrowano jeszcze zwisów męskich, tej piątej kolumny komuny: od Kaczyńskiego po Tuska, każdy nosi szary garnitur i kolorowy, nader często czerwony gałstuk - tak Rosjanie zwą krawat, bo krawat u nich to łóżko. W czasie tłumienia rewolucji 1905 r. na zwisach męskich powiesili tysiące demonstrantów, nobilitując zwykły stryczek do godności "krawata stołypinowskiego" - od nazwiska carskiego premiera Piotra Stołypina, wielbiciela krawatów ze sznura.
Michaił Bułhakow także zmarł przedwcześnie z powodu demonstracji. W 1940, na podstawie książki Demonstracja w Batumi w 1902 roku, napisał sztukę o bohaterskiej, rewolucyjnej młodości Stalina. Sztuka została przyjęta przez radę artystyczną teatru, ale zdjęta z polecenia samego batiuszki. W drodze do Batumi dopadł autora Psiego serca telegram i nawrót nerczycy. W każdym razie ten wybitny pisarz tak bardzo się przejął brakiem przychylności wybitnego ludobójcy, że ciosu nie przeżył. Zawsze tak było, że najlepsi dawali się niszczyć najgorszym.
Myślałem o tej zagadce ludzkiej natury, słuchając przejmujących wierszy Chojnackiego z wydanego w podziemiu tomu Apel poległych. Sala zamarła w skupieniu. Widać było, jak mężczyźni wstrzymują oddech, czekając na wybrzmienie kolejnego wersu. A może tak mi się tylko zdawało, może po prostu nie poluźnili krawatów?

