Przegląd Polski
13 czerwca 2008
- Na rozdrożu. Historia i przyszłość Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku- Piotr Wandycz
- Kultura polska jest przebogata - Z profesorem Robertem Rothsteinem zrozmawia Małgorzata Markoff
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Na
rozdrożu
Historia i przyszłość Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku
Józef Piłsudski, rzeźba Stanisława Ostrowskiego znajdująca się w zbiorach instytutu
Czwartego lipca br. minie 65. rocznica powstania w Nowym Jorku Instytutu Józefa Piłsudskiego. Powołano go z myślą o prowadzeniu badań nad najnowszą historią Polski. Decyzja ta oznaczała odrodzenie przedwojennego instytutu w Warszawie, którego założycielami byli czołowi piłsudczycy - Walery Sławek, Aleksander Prystor i Leon Wasilewski.
Odtworzenie instytutu łączyło się z zaistniałą sytuacją międzynarodową. Nad Polską wyzwalaną spod okupacji niemieckiej zawisła groźba włączenia jej do sowieckiej sfery wpływów za zgodą zachodnich sojuszników. Wśród Polonii w USA pojawiły się prokomunistyczne sympatie. Aby temu przeciwdziałać, grono wybitnych piłsudczyków przebywających w Ameryce (Wacław Jędrzejewicz, Henryk Floyar-Rajchman, Ignacy Matuszewki i inni) oraz działaczy polonijnych (m.in. Franciszek Januszewski, wydawca Dziennika Polskiego z Detroit, Maksymilian Węgrzynek, wydawca Nowego Świata z Nowego Jorku, Stefan Łodziewski i Lucjusz Kupferwasser) postanowiło utworzyć w 1942 r. Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia stojący na stanowisku obrony niepodległości i demokracji w Polsce. Z tego kręgu wyszła inicjatywa stworzenia placówki, która stanie się bazą dla odtworzenia Instytutu Piłsudskiego w wolnej Polsce.
GŁÓWNE CELE INSTYTUTU zostały określone w statucie: zbieranie archiwaliów odnoszących się do dziejów popowstaniowych i popieranie prac nad tym okresem, udzielanie stypendiów, organizowanie konferencji i odczytów, wydawanie publikacji naukowych, w tym wznowionego rocznika Niepodległość. Wyrażano gotowość współpracy w tych dziedzinach z innymi placówkami naukowymi polskimi i amerykańskimi.
Początki były bardzo trudne. Instytut mieścił się w małym lokalu przy 105 East 22 St. na Manhattanie, gdzie jego zbiory z konieczności pozostawały w skrzyniach. Skromną egzystencję zapewniały donacje, z biegiem lat wzrastające. Wśród tych, którzy nieśli pomoc finansową, szczególne miejsce zajmował Lucjusz Kupferwasser z Chicago. Wcześnie pojawili się wolontariusze poświęcający instytutowi swój czas i energię. Jedynym z pierwszych był niezwykle oddany sprawie p. Kowalski z nowojorskiej Polonii.
Na podstawie statutu z 1943 r. naczelnym organem instytutu było walne zebranie. Wybierało ono radę z prezesem na czele. Z kolei rada wyłaniała dyrektora, do którego należało opracowywanie planów naukowych i kierowanie bieżącymi sprawami. Do lat 70. ub. wieku włącznie prezesami byli na ogół wyżej wymienieni reprezentanci Polonii amerykańskiej, podczas gdy funkcje dyrektorów pełnili piłsudczycy-legioniści.
PIERWSZYM DYREKTOREM, KTÓRY PRZEZ WIELE LAT BYŁ SPIRITUS MOVENS I UOSABIAŁ INSTYTUT, BYŁ WACŁAW JĘDRZEJEWICZ, drugim Marian Chodacki, trzecim Damian Wandycz. W sumie do dziś funkcje prezesów i dyrektorów pełniło jedenaście osób - niektórzy dwukrotnie. Jako pierwszych członków honorowych wybrano Aleksandrę Piłsudską i gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Później stworzono kategorię członków krajowych.
W miarę rozrastania się instytutu i związanymi z tym zmianami pierwotny statut był parokrotnie nowelizowany. W 1958 r. przeważyło sceptyczne nastawienie wobec nadziei, jakie przyniósł polski Październik '56 i wykreślono punkt o przygotowaniu bazy do odtworzenia instytutu w Warszawie. W 1976 r. walne zgromadzenie przestało być najwyższą władzą na korzyść rady. Chodziło tu zasadniczo, jak wyjaśniał Wacław Jędrzejewicz (w liście cytowanym w opracowanym przez Janusza Ciska Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935 Jędrzejewicza), o to, "by uchronić w przyszłości władze kierownicze Instytutu od zmiennych fluktuacji politycznych" mogących skierować instytut na niewłaściwe drogi. Wedle obowiązującego obecnie statutu rada wybiera nowych członków, prezesa i zarząd odpowiedzialny wobec niej za bieżące prace.
Powyższe rozwiązanie pozwoliło radzie działać przez kilkadziesiąt lat bez większych zakłóceń. Było to możliwe, dopóki istniała zasadnicza zgodność poglądów na sprawy bieżące i przyszłość. Z chwilą, gdy ujawniły się poważne różnice zdań w radzie, a "stara gwardia" piłsudczykowska wykruszyła się, zabrakło instancji mogącej rozstrzygać spory.
SPÓJRZMY NA BLASKI I CIENIE INSTYTUTU. Niewątpliwie osiągnięcia były i są ogromne. Gdy kraj znajdował się pod okupacją hitlerowską, a później pod rządami komunistów, Instytut Piłsudskiego reprezentował niezależną polską myśl historyczną. Zgodnie z ideami swego patrona wysoko dzierżył sztandar narodowej niepodległości. Jego archiwa, stojące otworem dla badaczy, zawierają tak bezcenne zbiory, jak tzw. Archiwum Belwederskie, a w nim oryginał rozkazu do bitwy warszawskiej. Są w nich też dokumenty dotyczące wczesnej działalności Piłsudskiego, akta Ambasady RP w Londynie, archiwa powstań śląskich, dokumenty Komitetu Obrony Narodowej z pierwszej wojny i KNAPP z drugiej, akta carskiego ministra Płatonowa z okresu powstania styczniowego, zespół akt personalnych etc. Na archiwaliach przechowywanych w instytucie Wacław Jędrzejewicz oparł swą Kronikę życia Józefa Piłsudskiego, która w swoim czasie wzbudziła sensację w kraju. Instytut posiada jedną z najważniejszych w USA galerii obrazów malarzy polskich, zbiory fotografii, map, znaczków, medali i militariów.
Uznanie dla osiągnięć instytutu kilkakrotnie wyrażali i wyrażają przywódcy III RP, od prezydenta Lecha Wałęsy poczynając. Od 2005 r. Senat RP za pośrednictwem Fundacji Kresowej Semper Fidelis zaczął dawać fundusze na modernizację, katalogowanie i komputeryzację archiwum i biblioteki, przysyłając zawodowych archiwistów i bibliotekarzy. Pomoc uzyskiwano również od Columbia University, która użyczała gościny na konferencje naukowe i pomagała w wydawaniu materiałów konferencyjnych. Biblioteka Yale University zmikrofilmowała na własny koszt Archiwum Belwederskie. Przechodząc do cieni, słabością instytutu jest brak stałej bazy finansowej i zaplecza w Polsce. Od deficytów budżetowych ratowały instytut donacje, jak na przykład ogromny zapis testamentowy Anny Bohomolec Farman w 2005 r. Na podobne zapisy nie można jednak liczyć. Organizowanie płatnych imprez (bankietów) dawało tylko doraźny zastrzyk finansowy. Bolączką jest brak własnego domu, jaki na Manhattanie ma np. Polski Instytut Naukowy. Wynajem lokalu od Polish National Alliance był jak dotąd na dogodnych warunkach, ale przedłużenie podobnie korzystnego kontraktu jest wątpliwe. A koszta ewentualnej przeprowadzki byłyby olbrzymie. Recesja w USA oznacza zmniejszanie się dochodów z inwestowanego kapitału. Akcja zwerbowania dwóch tysięcy nowych członków płacących składki jak dotąd nie przyniosła rezultatów.
W TEJ SYTUACJI RADA INSTYTUTU przyjęła 19 stycznia 2008 r. ogromną większością głosów wniosek o przeniesienie instytutu do Polski, z tym że w Nowym Jorku pozostanie jego przedstawicielstwo spełniające też rolę łącznika między Polską a USA. Wykonanie tak ogólnikowej rezolucji jest odmiennie pojmowane przez poszczególnych członków rady. Dotychczas były prezes, część zarządu i rady popierali koncepcję przeniesienia zbiorów do powstającego ośrodka w Sulejówku, będącego w gestii Fundacji Rodziny Piłsudskich. Szanse finansowania tego ośrodka-muzeum, mającego zawierać archiwa i zbiory, zdaniem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego są bardzo poważne. Strona polska przyjęłaby na siebie koszty przeprowadzki, jak również mogłaby finansować digitalizację zbiorów bez uzależniania się od amerykańskiej fundacji. Warunkiem jest przedstawienie do końca bieżącego roku konkretnego programu celów i działań instytutu w Polsce.
Obecne kierownictwo (wybrane w kwietniu br.) nie wykazuje wielkiego entuzjazmu odnośnie przenosin do Sulejówka, a przynajmniej zdaje się nie traktować tej sprawy priorytetowo. Istnieje obawa, że zwłoka w opracowaniu konkretnych planów może doprowadzić do tego, że fundusze ministerstwa zostaną przeznaczone na inne cele.
Drugim zagadnieniem, które powoduje podział w radzie, jest digitalizacja zbiorów. Jakkolwiek w swym założeniu słuszna, jest przedsięwzięciem bardzo kosztownym, a szanse uzyskania na nie funduszy z National Endowment for the Humanities są wątpliwe. Opracowanie projektu wymaga poważnego nakładu czasu, energii i pieniędzy. Jak dotąd, wydano lub przeznaczono na ten cel 10 tys. dolarów. Czy w obecnych warunkach digitalizacja nie jest luksusem, na który instytut nie może sobie pozwolić? Gdyby udało się uzyskać dotację z National Endowment for the Humanities, zgodnie z przepisami tej fundacji archiwa instytutu musiałby być dostępne dla wszystkich. Innymi słowy, instytut straciłby możność kontroli nad dostępem do swoich archiwów, co byłoby anomalią, bo dostęp do archiwów jest we wszystkich krajach obwarowany pewnymi przepisami. Digitalizacja jako program na przyszłość mogłaby być podjęta i sfinansowana w Polsce.
PRZYSZŁOŚĆ INSTYTUTU PIŁSUDSKIEGO W AMERYCE stoi pod znakiem zapytania. Obecne rozdźwięki są niewątpliwie szkodliwe dla tak ważnej i cenionej placówki naukowej. Należy jednak mieć nadzieję, że uda się uzgodnić kolejność zadań i sensownych rozwiązań zabezpieczających jej przyszłość. Moim zdaniem przyszłość instytutu wiąże się z powrotem do kraju i usytuowaniem go w miejscu zapewniającym bezpieczeństwo zbiorów i stabilizację finansową. Najodpowiedniejszym miejscem wydaje się być powszechnie kojarzony z postacią naszego patrona Sulejówek. Pozostające w Nowym Jorku przedstawicielstwo instytutu spełniałoby rolę łącznika między polskim a amerykańskim środowiskiem naukowym.
Autor, emerytowany profesor historii na Yale University, autor wielu książek (m.in. Polish Diplomacy 1914-1945. Aims and Achievements London, 1988; The Price of Freedom. A History of East Central Europe from the Middle Ages to the Present, London-New York, 1992), jest członkiem Rady Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku.

