Przegląd Polski
20 czerwca 2008

Język Polaków
jest kłótliwy i agresywny

O współczesnej polszczyźnie, jej zagrożeniach, o wpływie czasów na język z prof. Jadwigą Puzyniną rozmawia Anna Bernat

Prof. Jadwiga Puzynina (ur. 1928) - językoznawca, badaczka literatury związana z Uniwersytetem Warszawskim i Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W 1983 r. na Wydziale Polonistyki UW powstała Pracownia Słownika Języka Cypriana Kamila Norwida, którą powołała do życia i do dziś nią kieruje. Profesor jest członkiem Rady Języka Polskiego przy PAN, wieloletnią redaktorką Słownika Cypriana Norwida oraz autorką znakomitych książek poświęconych aksjologii języka (m.in. Słowo. Wartość. Kultura), twórczości Cypriana Norwida (Słowo Norwid), podręczników do nauki języka polskiego w szkole średniej

Co się stało z polszczyzną?

Można powiedzieć: taki jest język, jakie są czasy. A że są to czasy demokracji i wyraźnych tendencji liberalnych, swobodne i liberalne podejście jest też widoczne w stosunku do języka.

Wielu ludzi uważa, że można mówić tak, jak się chce. W szkołach i na studiach uczy się głównie młodych ludzi, jak pisać CV, jak przygotować własną prezentację, jak się wysławiać, by dobrze wypaść podczas rozmowy z przyszłym pracodawcą. Język zatem staje się instrumentem, którym interesujemy się jedynie z punktu widzenia jego przydatności do zdobycia pracy, zrobienia kariery zawodowej, do funkcjonowania w środowisku pracy. Jest to jeden z przykładów odzwierciedlania się rzeczywistości "naszych czasów" w języku.

Nie tak dawno język polski wyzwolił się z pułapek propagandy, a już gładko przeszliśmy na angielski i posługując się swoistym żargonem snobujemy się na znawców anglojęzycznego marketingu, lobbingu, reklamy.

Obecne czasy to także czasy globalizacji wszystkiego: kultury, obyczajów, sposobów komunikowania się, języka. W Europie Środkowej, a więc i w Polsce, są to wciąż czasy fascynacji zachodem Europy i Stanami Zjednoczonymi. To stamtąd wraz z nowymi wzorami zachowań społecznych, rozwiązań ekonomicznych napływają zapożyczenia językowe. I to jest normalne zjawisko dopóty, dopóki naleciałości z zewnątrz nie zagrażają tkance języka narodowego.

Ale to przecież m.in. Pani Profesor zawdzięczamy, że nie musimy tłumaczyć na język polski takich obcych nazw, jak pizza, frutti di mare, volkswagen czy hot dog.

Pomysłowi tłumaczenia takich nazw byłam przeciwna od początku, czemu dałam wyraz w swojej opinii na temat ustawy uchwalonej przez Sejm RP w 1999 r. Tę kwestię, po wprowadzonych wówczas przez Senat blisko trzydziestu poprawkach, mamy uregulowaną w obowiązującej obecnie ustawie o języku polskim i jego ochronie. Ustawa ta zarazem rozsądnie chroni przed zbytnim nasyceniem języka polskiego naleciałościami z zewnątrz. Natomiast mniej skutecznie chroni język przed kaleczeniem go przez społeczeństwo. Istnieją np. zapisy mówiące o tym, że urzędnicy państwowi powinni posługiwać się poprawnym językiem polskim, ale nie ma żadnych mechanizmów, które pozwalałyby sprawdzić, czy tak się dzieje.

Czy zagrożeniem dla polszczyzny są wulgaryzmy? Przecież dosadnym językiem posługiwał się Marszałek Piłsudski, znane są soczyste cytaty z Kochanowskiego, Fredry...

Należy uważać na coraz mocniejszą tendencję do potocznego mówienia. Potoczność w niższych rejestrach staje się wulgarnością. Dosadny język nie zaszkodzi pisarzowi, dla którego stanowi formę ekspresji, groźny jest natomiast dla dzieci i młodzieży - których potoczny język niekiedy ogranicza się do wulgarnej polszczyzny. Deformuje ona obraz otaczającego ich świata, ludzi, relacji między nimi, kultury. Wulgarny język to brak szacunku dla innego człowieka, a często wyraz agresji. Najgorsze jest to, co się dzieje w mediach. Tam obecność wulgaryzmów jest szczególnie szkodliwa. Jeśli pracownikom telewizji, radia, prasy jest bliska humanistyczna wizja człowieka i dobro ogółu, to powinni się oni zastanowić nad emitowaniem programów, filmów, artykułów obfitujących w wyrażenia wulgarne. A poza tym liczy się też aspekt estetyczny. Język wulgarny jest językiem brzydkim. Naturalnie, używanie wulgaryzmów to zjawisko dotyczące tylko części społeczeństwa. Nadal bowiem jest wielu ludzi, którzy cenią poprawną polszczyznę i są bardzo wrażliwi na jej kaleczenie. Świadczy o tym mnóstwo listów przychodzących do Rady Języka Polskiego z narzekaniami na to, że norma językowa jest nieprzestrzegana, że jest łamana.

Czy język elit politycznych jest językiem parlamentarnym czy "jazgotem politycznym"?

Coś niedobrego dzieje się między nami. Język Polaków odznacza się kłótliwością, agresją i bardzo dużo jest w nim ocen negatywnych. Można mówić wręcz o stałej tendencji do negatywnego oceniania. Brakuje natomiast w nim chęci porozumienia, przyjacielskich kontaktów, bliskości. Wygasa język w pewnych relacjach ludzkich, bo te relacje zanikają. Natomiast rozwija się język negatywnych emocji i relacji. I to się odnosi także do języka elit politycznych. Język debaty politycznej wiąże się z kulturą współżycia i jest jej wyrazem. A ponieważ z tym krucho, warto byłoby przypomnieć polskim politykom, jak np. Norwid ogromnie cenił parlament i jak często w jego pismach występuje słowo "parlament", jak o słowie parlamentarnym pisał, że to wielkie słowo "społecznie - ofiarne".

Pojawiła się nowomowa III i IV RP?

Według mnie termin nowomowa wiąże się ze strukturą społeczeństw totalitarnych lub paratotalitarnych. W demokracjach pojawia się natomiast język manipulacji, służący propagandowym celom partii politycznych, celom marketingowym, o reklamie już nie wspominając.

Czy język polski jest w stanie krytycznym?

Kryzys? To przesada. Na język polski utyskuje się od XVI wieku. Ale trzeba powiedzieć, że współczesna polszczyzna staje się uboga, mało w niej instynktu twórczego. Łatwość, z jaką przyswaja się obce wyrazy, świadczy o lenistwie, braku zainteresowania tym, co nowe. W kręgach młodzieżowych pojawiają się próby zabawy językiem - "wyczesanym" słownictwem, ale niestety dominują luz i potoczność w dość wulgarnej postaci. Cierpi na tym język. Brzydko się wysławiamy, mówimy monotonnie, źle akcentujemy. Tak lubianego słowa "Ameryka" nie potrafimy poprawnie wypowiedzieć. Zgodnie z zasadą akcentowania wyrazów obcych nacisk powinien być położony na trzecią sylabę od końca.

Dużo mówimy o ochronie języka, a lepiej mówić o jego kulturze. Kultura języka to przede wszystkim wiedza o języku, o tym, jak powinno się mówić po polsku w różnych sytuacjach i o różnych sprawach. Liczy się też styl, którego wybór zależy od wartości etycznych i estetycznych. Miłosz pisał: "Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach". Tak jest z językiem. o

Rozmowa odbyła się podczas konferencji językoznawczej "Człowiek - słowo - świat", zorganizowanej na Uniwersytecie Warszawskim z okazji jubileuszu 80-lecia prof. Puzyniny.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail