Przegląd Polski
20 czerwca 2008
- Liczą się tylko rzeczy niemożliwe - Z Krystyną Miłobędzką i Andrzejem Falkiewiczem rozmawia Joanna Roszak
- Język Polaków jest kłótliwy i agresywny - O współczesnej polszczyźnie z prof. Jadwigą Puzyniną rozmawia Anna Bernat
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Orzeł (a) Orzechowski
Jak dobrze, że nie zniknął z życia publicznego Mirosław Orzechowski, postać barwna i radosna. Ten polityk Ligi Polskich Rodzin, scenarzysta, dziennikarz i publicysta w jednej osobie, pogromca Darwina i gejów, kandyduje oto znowu - tym razem w wyborach uzupełniających do Senatu, zarządzonych na najbliższą niedzielę w moim rodzinnym Krośnie. Będąc ministrem edukacji w rządzie PiS zyskał dozgonną wdzięczność swoich wyborców, podważając prawdziwość teorii Darwina i opowiadając się za nauczaniem w szkołach kreacjonizmu. Za ten pokaz wielkiej odwagi cywilnej 1135 niewdzięcznych wykształciuchów z tytułami profesorów zażądało jego odwołania. Niejako w odpowiedzi na donos do władz, Orzechowski opowiedział się za wprowadzeniem ustawy zakazującej propagowania homoseksualizmu. Będąc zwolennikiem kreowania i wychowywania dzieci w związkach jedynie dwupłciowych, nie uniknął wszak dwuznaczności, współtworząc z innym mężczyzną scenariusze do filmów Dziecko szczęścia i Księga Wielkich Życzeń.
Orzechowski ma kolejne wielkie życzenie. Napisał oto do prezydenta, wzywając go do "wszczęcia procedur pozbawienia obywatelstwa polskiego tych osób, które występują w narodowych barwach obcych państw". Orzechowskiemu nie chodzi o śp. Karola Wojtyłę, obywatela polskiego, który był równocześnie nie tylko obywatelem obcego państwa, ale nawet jego głową; chodzi o "niemieckich piłkarzy o polskich korzeniach", czyli o Lukasa Podolskiego i Miroslava Klose. Kandydat na senatora chce ewidentnie wziąć odwet na Niemcach za porażkę pod Klagenfurtem z 8 czerwca.
Orzechowski ma jednak luki w wiedzy na temat Konstytucji RP, twierdząc, że "polskie prawo nie przewiduje podwójnego obywatelstwa". Jestem szczęśliwym posiadaczem takowego, polsko-kanadyjskiego, ale jeśli ma to być zwiastun zapowiedzi zmiany konstytucji w kwestii obywatelstwa, już dziś proszę władze RP o zabranie mi tej pierwszej połówki. Wiadomo od dawna, że posiadacze podwójnego obywatelstwa są w jednonarodowej (podobno) i jednowyznaniowej (podobno) Polsce postrzegani jak co najmniej bigamiści, by nie powiedzieć dosadniej. Służenie dwóm panom (czy paniom), nie mówiąc już o dwóch ojczyznach, jest w orzechowych głowach niektórych naszych polityków zdradą, nielojalnością, występkiem przeciw sumieniu i mieniu państwa polskiego.
Przydałby się sporych rozmiarów dziadek do Orzechowskiego, by zajrzeć do głowy pana kandydata i zobaczyć, co tam się wyprawia. Zdaje się, że panuje w niej chaos i bałagan, nieprzewidziany nawet przez samego Darwina. Orzechowski chciałby też "dokonać rozróżnienia prawnego między dramatycznymi okolicznościami emigracji politycznych i zarobkowych w minionych latach, a występowaniem np. w sportowych reprezentacjach obcych państw". Jego zdaniem prezydent Lech Kaczyński powinien "natychmiast przystąpić do procedury pozbawienia ich obywatelstwa polskiego". W świetle tej wykładni należałoby rzeczywiście pozbawić pośmiertnie obywatelstwa polskiego Jana Pawła II. Czym się bowiem różni występowanie w reprezentacji sportowej obcego państwa od reprezentowania takowego, jako jego głowa?
Polityk przekonuje, że nie chodzi mu wcale o zemstę za to, że Polak w barwach Niemiec strzelił nam dwa gole. A o co? Twierdzi, że "podwójne obywatelstwo to rzecz nieuporządkowana i niebudująca wśród obywateli polskich szacunku dla polskości". Czyli, że my tu szanujemy jakby mniej obywatelstwo polskie. Nie będę tego komentował z powodów obyczajnych: w tej gazecie nie rzuca się (wciąż jeszcze) mięsem.
Kandydat na senatora zażądał także klarowności: "Nie do wyobrażenia byłoby, gdyby Niemcy mający obywatelstwo niemieckie występowali w barwach polskich. Sytuacja musi być klarowna". Żeby było klarowniej, kandydat musi wystąpić także do rządu Brazylii w sprawie pozbawienia polskiego obywatelstwa piłkarza Rogera Guerreiro, w tempie ekspresowym mianowanego przez prezydenta Polakiem, na kilka tygodni przed mistrzostwami Europy. Teraz być może Orzechowski razem z Kaczyńskim dojdą do wniosku, że Brazylijczyko-Polaka należy pozbawić polskiego obywatelstwa - z zemsty za blamaż drużyny. Niech sobie wraca na brazylijskie łono, razem z polską dziewczyną, także polskości pozbawioną...
Tego typu prześladowania, choć kuszące, udać się jednak nie mogą, bo Konstytucja RP nie przewiduje takiej żonglerki obywatelstwami, jaka się marzy Orzechowskiemu. Ustawa zasadnicza mówi wyraźnie, że nikomu nie można odebrać obywatelstwa. Prezydent może tylko wydać zgodę na wniosek osoby, która sama chce się go zrzec.
Jak tak dalej pójdzie, to wystąpię o odebranie mi obywatelstwa na mocy artykułu (jaki napiszę). Coraz częściej politycy polscy z Bożej łaski budują program swoich kampanii wyborczych na niechęci do farbowanych Polaków, Polaków drugiej kategorii, ssących dwie matki, bo uważają, że my tu szanujemy jakby mniej polskość.
Orzechowski odrzuca Darwina i Podolskiego, gejów i emigrantów, a ja odrzucam Orzechowskiego, kandydującego do Senatu z mojego (i Władysława Gomułki) rodzinnego Krosna...

