Przegląd Polski
27 czerwca 2008
- Makbet jako efekt specjalny - Andrzej Józef Dąbrowski
- Żywe świadectwo historii - Jerzy R. Krzyżanowski
- Żyd z wykrzyknikiem - Irena Grudzińska-Gross
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żywe świadectwo historii
M.B. Szonert, Null and Void. Poland: Case Study on Comparative Imperialism, University Press of America, Inc., Lanham- Boulder-New York-Toronto-Plymouth, UK 2008, s. 260, cena 36 dol.
Historię pisać można na wiele sposobów, począwszy od osobistych notatek i wspomnień aż po opasłe, opatrzone tysiącami przypisów tomy. Wszystko to może być zapisem historii, czy to najdawniejszej, starożytnej, czy tej najnowszej, wciąż żywej w naszej pamięci.
Maria B. Szonert wybrała sposób trudny i rzadko używany: wspomnienia uczestniczki wydarzeń ostatnich 70 lat historii Polski rzuciła na szerokie tło spraw międzynarodowych, ze szczególnym uwzględnieniem tego, co zaszło nad Wisłą między rokiem 1939 a latami ostatnimi. Metoda ta okazała się nadzwyczaj udana, gdyż czytając o dramatycznych przeżyciach zasłużonej działaczki Armii Krajowej, pani Haliny Zwinogrodzkiej-Junak, mieszkającej w Cleveland, Ohio, otrzymujemy bogaty obraz najnowszej historii Polski, w której bohaterka opowieści miała swój skromny, lecz jakże ważny udział.
Urodzona w Warszawie Halina - tak ją zwykle nazywa autorka - miała szczęśliwe dzieciństwo, a jej wspomnienia o warszawskich parkach, Ogrodzie Saskim, parku Ujazdowskim, Łazienkach opisane są z uczuciem wywołującym łzy w oczach każdego, kto je zna i pamięta. Ale pogodne lata skończyły się w roku 1939, gdy Halina miała zaledwie piętnaście lat. Bombardowanie i stopniowe niszczenie miasta nie ominęły jej domu, a tragedia całego narodu przełożyła się na tragedię najbliższą, domową, gdy umiera jej ojciec, pozostawiając żonę z dwójką małych dzieci. Rzucona na najszersze tło historyczne, podział kraju na okupację niemiecką i sowiecką, ta jedna z niezliczonych tragedii polskich rodzin nabiera symbolicznego niemal charakteru, personifikacji spraw, jakie dotyczyły milionów ludzi. A chociaż sprawy te znane są każdemu niemal Polakowi z osobistych doświadczeń, czytelnikowi amerykańskiemu, dla którego książka jest przeznaczona, zapewne wydadzą się rewelacją, toteż obszernie przytaczana dokumentacja historyczna powinna je uwiarygodnić. W dodatku autorka uzupełnia przeżycia Haliny wieloma relacjami innych osób z tego samego pokolenia, poszerzając w ten sposób dzieje indywidualne do rozmiarów ogólnonarodowych.
HALINA NIE STAŁA NA UBOCZU. Zaprzysiężona latem 1943 roku jako żołnierz Armii Krajowej, otrzymała zadanie przepisywania materiałów do podziemnych publikacji, a po roku, na wiadomość o wybuchu powstania warszawskiego, włączyła się do walki zbrojnej jako łączniczka w Obwodzie Śródmieście. Raz jeszcze jej osobiste dzieje były typowe dla dziejów całego pokolenia i całego narodu, co autorka znakomicie łączy, rzucając opisy dni powstania na tło wydarzeń międzynarodowych, czytelnikowi amerykańskiemu bez wątpienia lepiej znanych niż historia Polski, co pozwoli mu na lepsze zrozumienie późniejszych wydarzeń w całym kraju.
Po powrocie do zburzonej Warszawy młoda kobieta niemająca żadnego zawodu szukać zaczęła pracy i gdy latem 1945 roku otworzyła się możliwość zatrudnienia w Urzędzie Bezpieczeństwa, zgłosiła się do pracy. Nie zdawała sobie sprawy z charakteru instytucji zapewniającej mieszkanie, utrzymanie i dobre przydziały żywności. W swojej nieświadomości i nieznajomości sowieckiego systemu nie była odosobniona, z tą tylko różnicą, że w grupie podobnie jak ona zatrudnionych w bezpiece znalazło się parę osób celowo tam wprowadzonych przez Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, organizację stanowiącą kontynuację Armii Krajowej. Jednym z kolegów Haliny stał się młody oficer Stanisław Karolkiewicz, który miał od niej otrzymywać kopie list osób aresztowanych przez UB. Jednakże ani ofiarność, ani patriotyzm młodzieży nie zdołały ukryć się przed sprawnością szkolonych w Moskwie specjalistów i już w marcu 1946 roku Halina wraz z grupą koleżanek i kolegów została aresztowana i osadzona w więzieniu na Rakowieckiej, o kilka zaledwie kroków od biura, w którym pracowała. Raz jeszcze jej osobista historia nałożyła się na historię całego narodu.
DRUGA POŁOWA KSIĄŻKI OPOWIADA O LATACH, jakie młodej kobiecie przyszło spędzić w najcięższych więzieniach. Autorka starannie wylicza nazwiska prześladowców z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, opisuje wyszukane tortury i bezlitosne wyroki, jakie zapadały w procesach młodych konspiratorów. Reprodukowana na str. 7. kopia wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego z dnia 23 sierpnia 1946 roku przedstawia winę oskarżonej, dwudziestoletniej Haliny Zwinogrodzkiej: przekazywanie dokumentów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego współkonspiratorom w celu "przekazywania do centrali obcego wywiadu" za co, zdaniem sądu, oskarżona zasłużyła na karę śmierci oraz "pozbawienie praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze". I tu zaczyna się wieloletnia gehenna Haliny, podobnie jak rozpoczynała się gehenna całego narodu. Autorka przypomina, że w latach 1945-48 sądy wojskowe wydały co najmniej 2500 wyroków śmierci, 10 000 osób zamordowano w śledztwie, a 100 000-150 000 skazano na wieloletnie więzienie (str. 126). Następnie podaje kilkadziesiąt nazwisk ofiar stalinowskiego reżimu w Polsce, "co było wynikiem konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie" (str. 127).
Halina na szczęście uniknęła wykonania okrutnego wyroku. Władze uwzględniły podanie matki z września 1946 roku i zamieniły karę śmierci na dożywocie. Dożywotnie więzienie w ówczesnych warunkach oznaczało tak czy inaczej przedwczesną śmierć i tylko dzięki wyjątkowemu hartowi ducha Halinie udało się przeżyć.
PRZETRZYMYWANA W NAJCIĘŻSZYCH WARUNKACH w więzieniach w Fordonie i Inowrocławiu, Halina umiała nawiązać tam przyjaźń z wieloma wspaniałymi towarzyszkami niedoli, jednak stan jej zdrowia pogorszył się do tego stopnia, że w lutym 1956 roku otrzymała zwolnienie i mogła powrócić do normalnego życia, tak straszliwie zrujnowanego przez obie okupacje. Ale mimo chwilowego rozluźnienia sowieckiego panowania nad krajem rodzina starała się wydostać z Polski żyjącą w ciągłej obawie dalszych represji Halinę. Na szczęście istniała przysłowiowa "ciocia z Ameryki", mieszkająca w Cleveland siostra jej matki. Halina mogłaby pojechać do Janiny Topolskiej, gdyby ta nie zmarła przedwcześnie w roku 1957. Sprawą wywiezienia młodej osoby z kraju zajął się w tej sytuacji owdowiały Jan Topolski - zdecydował się przyjechać i poślubić Halinę, żeby w ten sposób ułatwić jej wyjazd, co mimo złagodzonych warunków politycznych stanowiło duży problem, zwłaszcza w odniesieniu do osoby tak obciążonej, pozbawionej wyrokiem sądu obywatelstwa i tym samym możliwości otrzymania paszportu.
Przeszło 70-letni pan Topolski przypłynął do Polski na "Batorym" w czerwcu 1958 roku, po trzydziestu latach emigracji. Po zawarciu pośpiesznego małżeństwa podjęto bezskuteczne starania o paszport, ale procedura urzędnicza trwała dłużej niż ważność wizy Topolskiego, który w rezultacie zmuszony był samotnie wracać do Stanów Zjednoczonych, pozostawiając młodą małżonkę walczącą o prawo wyjazdu. Rok później sytuacja powtórzyła się. Halina w końcu otrzymała paszport w roku 1960, ale wtedy pojawiły się trudności z otrzymaniem amerykańskiej wizy. Jej determinacja przyniosła jednak upragniony rezultat: w końcu otrzymała nie tylko wizę, ale także prawo stałego pobytu w USA i gdyby nie choroba Topolskiego wszystko zapowiadałoby się najpomyślniej. W grudniu 1960 roku Halina wystartowała z Okęcia w nieznane.
POCZĄTKI TEGO NIEZNANEGO BYŁY DRAMATYCZNE. Na lotnisku w Cleveland nikt nie czekał na samotną podróżną, a próby porozumienia się z urzędnikami utrudniała jej nieznajomość angielskiego. Kiedy w końcu dzięki pomocy jakiegoś Słowaka dodzwoniła się pod numer męża, usłyszała, że pan Topolski zmarł przed pięcioma dniami...
Po otwarciu testamentu okazało się, że Halina nie otrzymała żadnego spadku, pozostała więc "bez męża, bez dachu nad głową, bez znajomości języka, bez pracy, bez pomysłu jak się utrzymać" (str. 198). Zdecydowana nie wracać do Polski, stopniowo pokonała wszystkie te zdawałoby się nieprzezwyciężone przeszkody, osiadła w Cleveland, powtórnie wyszła za mąż i doczekała roku 1992, kiedy Rejonowy Sąd Wojskowy w Warszawie wydał decyzję odnośnie wyroku sprzed czterdziestu sześciu lat: ANULOWAĆ!
Książkę Marii B. Szonert warto polecić wszystkim naszym amerykańskim przyjaciołom, bo losy jej bohaterki są przykładem nieugiętego polskiego ducha, szlachetnej wierności ideałom i optymizmu, który pozwala przezwyciężyć największe przeszkody.

