Przegląd Polski
2 stycznia 2009
|
Tylu sukcesów, żeby w Nowym Roku 2009 redakcja "Przeglądu Polskiego" |
![]() |
- Tylko w Nowym Jorku! - Marta Wryk
- Remanenty z końca roku 2008 - Jacek Fedorowicz
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Remanenty z końca roku 2008

15 GRUDNIA - prezydent Kaczyński zawetował ustawę o emeryturach.
A butem rzucono w prezydenta Busha.
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
20 GRUDNIA - wszystkie gazety donoszą o sensacji: wczoraj Sejm weto odrzucił. Ale OPZZ nie składa broni. Niedługo przedstawi projekt ustawy umożliwiającej wszystkim Polakom przechodzenie na emeryturę zaraz po maturze. Marszałek Komorowski obiecał, że aby poddać ten projekt pod głosowanie, będzie pędził do Sejmu przez miasto z szybkością 160 km na godzinę, ale pod warunkiem, że poseł Karski nie będzie usiłował wjechać na salę meleksem, a poseł Kurski nie podczepi się pod straż pożarną.
KOLEJARZE BLOKUJĄ TORY co kilka dni na różnych stacjach, by zmusić rząd do zrewidowania rządowego stanowiska w sprawie wcześniejszych emerytur. Pasażerom wstrzymanych pociągów tłumaczą, że strajk odbywa się dla dobra pasażerów. Bo przedwcześnie zestarzały, niedołężny maszynista może wykoleić pociąg. Powstało właśnie Stowarzyszenie Poszkodowanych przez PKP i kolejarzom wracającym po pracy na święta Bożego Narodzenia będzie blokować dostęp do domów. Tłumacząc, że to dla ich dobra. Bo w święta można się przejeść.
W KWESTII KONDYCJI przeciętnego 60-letniego Polaka występują dwie przeciwstawne diagnozy. Jeżeli się da do zrozumienia czerstwemu 60-latkowi, że jest zgrzybiałym starcem, zaoferuje podsadzenie do autobusu, z troską zaproponuje powiadomienie, na którym przystanku ma wysiąść, bo on przecież niedowidzi lub nie kojarzy, to już nawet nie trzeba się dopytywać, czy ma równo założone pampersy - można być pewnym karczemnej awantury. Gdy jednak pojawia się problem wcześniejszego przejścia na emeryturę, czerstwy staruszek robi się natychmiast zgrzybiały i niedołężny. Jako maszynista niedowidzi i niedosłyszy, przestaje rozróżniać kolory, a ujrzawszy opuszczony semafor chce zatelefonować do zawiadowcy z pytaniem, co też to może znaczyć, tylko niestety zapomniał, jak się obsługuje telefon.
W GDAŃSKU ODBYŁY SIĘ OBCHODY 25-lecia wręczenia Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie. Grudniowe uroczystości zakłóciło niestosowne zachowanie prezydenta Sarkozy'ego, który nie dość, że przyjął zaproszenie osoby prywatnej o - użyjmy słów możliwie jak najoględniejszych - niejasnej przeszłości, to jeszcze w dodatku demonstracyjnie unikał spotkania z prezydentem Kaczyńskim. Nicolas Sarkozy wiedział, że Lech Kaczyński już leci, że ma jeszcze tylko dwie zmiany samolotów, jedną w Kazachstanie, drugą w Kijowie, remont generalny lewej turbiny w Mielcu, potem już tylko czarter helikoptera pod Grudziądzem i będzie w Gdańsku. Sarkozy mógł zaczekać. Nie zaczekał, choć minister Kownacki wyraźnie mu to proponował, a nawet zasugerował, że strona polska zapłaci za hotel. Sarkozy zlekceważył naszego prezydenta i opuścił Gdańsk.
Po głośnym stwierdzeniu Radka Sikorskiego, które padło podczas konferencji w Gdańsku, o karłach moralnych atakujących Wałęsę, nikt - wbrew oczekiwaniom - nie wystąpił z oskarżeniem o obrazę. Wszyscy uznali, że są wysocy.
KANCELARIA PREZYDENTA jest oburzona wybrykiem pewnego dziennikarza, który na pytanie, jak prezydent powinien zareagować na odwołanie audiencji u cesarza Japonii, miał jakoby doradzić prezydentowi seppuku. Dziennikarz tłumaczy, że owszem, radził, ale tylko, żeby zapukać do bram cesarskiego pałacu. Zrób se puku puku - miało brzmieć feralne zdanie.
Kancelaria Prezydenta wciąż dementuje plotki, jakoby prezydent obraził Monikę Olejnik. Kancelaria boleje nad faktem, że dziennikarze TVN źle zrozumieli słowa prezydenta, który po wywiadzie wykrzykiwał: "Stokrotka! Jesteś na mojej krótkiej liście! Ja cię wykończę!". Kancelaria stwierdza, że wiele złej woli trzeba, aby interpretować słowa prezydenta jako obraźliwe, a "Stokrotkę" jako rzekomy pseudonim tajnej współpracowniczki służb. Prawda jest taka, że pan prezydent podczas wywiadu z ogromnym znawstwem oglądał kreację Moniki Olejnik i uznał, że sukienka jest piękna, choć może trochę za krótka, brak jej wykończenia, ale za to Monika wygląda jak kwiatuszek spowity w liście.
BAL U PREZYDENTA w Teatrze Wielkim z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości (dla odróżnienia od uroczystości dziennych na placu Piłsudskiego określany jako kiczowisko wieczorne) odbył się bez Lecha Wałęsy, który nieostrożnie powiedział, że chętnie zatańczy z Marią Kaczyńską. Lech Kaczyński śmiertelnie się wystraszył, że to może być odbijany. Nie przybyły również zapowiadane koronowane głowy, ale podkreślmy, że jednak był obecny burmistrz Koronowa (Kujawsko-Pomorskie).
Głównym daniem wieczoru była kaczka z kapustą, co - według Kancelarii Prezydenta - stanowi dowód wspaniałego poczucia humoru prezydenta i jego zdolności do autoironii. Niestety, kancelaria nie potrafiła wyjaśnić, do czego aluzją była kapusta. Być może do wciąż nierozliczonych byłych tajnych współpracowników.
PAN PREZYDENT OSTATNIO bez przerwy się uśmiecha. Bardzo naturalnym uśmiechem, to zrozumiałe, skoro już udowodniono, że prezydent ma duże poczucie humoru. Każdy, kto oglądał uważnie reportaż z podpisania porozumienia w sprawie tarczy antyrakietowej - którego to aktu dokonali Condoleezza Rice i Radek Sikorski w obecności premiera i prezydenta - już wie, co najbardziej śmieszy prezydenta Kaczyńskiego. Otóż prezydenta śmieszy do rozpuku mówiący po angielsku premier. To rzeczywiście musiało być śmieszne: stoją obok siebie prezydent i premier jednego i tego samego kraju, premier coś mówi, a prezydent nie rozumie ani w ząb.
Kancelaria wyjaśnia od razu, że prezydent może nie zna języków w sensie, żeby się nimi posługiwać, ale znakomicie je rozróżnia. Podczas strzelaniny w Gruzji wyraźnie usłyszał rosyjski, i to z akcentem moskiewskim. Jeden z głosów zdradzał też, że jego właściciel biegle zna niemiecki, co wskazywać by mogło na prezydenta Putina.
W TVP przystąpiono do pracy nad scenariuszem filmu fabularnego O człowieku, który się kulom nie kłaniał. Dane osobowe człowieka trzymane są w tajemnicy, ale telewidzowie się domyślają.
PRZESADNA ZNAJOMOŚĆ JĘZYKÓW może być bardzo szkodliwa. Minister Sikorski na przykład ma pewien słaby punkt, o którym nie wszyscy wiedzą. Jest to właśnie jego angielszczyzna. Sikorski zna takie słowa w angielskim, że połowa Anglików go nie rozumie. Rozumie tylko, że "o! znowu jakiś mądrala po Oksfordzie!", i wpada w kompleksy. Z kolei Amerykanie wpadają w rozpacz, że nie mają takiego świetnego amerykańskiego akcentu, jak nadający korespondencje z USA dla TVP Mariusz Max Kolonko.
NIE MIAŁ NIGDY KOMPLEKSÓW językowych Andrzej Lepper. W internecie do dziś kursują fragmenty jego słynnego - niewygłoszonego niestety - przemówienia przygotowywanego na uroczystą wizytę w Parlamencie Europejskim. Nasz były wicepremier miał się zwrócić do zebranych: "Tall room, wysoka izbo, thanks from the mountain, dziękuję z góry, powiem krótko, bo ktoś mi tu za przeproszeniem underpepper my shit, podpieprzył kartkę. Zaraz... szyt to jest... a nie, w porządku: gówna rzecz, co chcę powiedzieć, to że polish ice is poor. Polski lud jest biedny. I dlatego I am the penis of judo, ja jestem członkiem Samoobrony".
ZE ŚWIATA MEDIÓW. W Polskim Radiu zawieszono prezesów Czabańskiego i Targalskiego. 19 grudnia zawieszono w TVP prezesa Urbańskiego. Powołano na stanowisko prezesa osobnika nazwiskiem Farfał. Prezes Farfał anulował przepustkę prezesowi Urbańskiemu, prezes Urbański anulował przepustkę prezesowi Farfałowi. Strażnik przy wejściu usiłował popełnić samobójstwo.
Na przyszłość PiS postanowiło, że zawczasu umieści na stanowisku prezesa kogoś trudniejszego do ruszenia. Wszyscy twierdzą zgodnie, że w takiej sytuacji kandydat może być tylko jeden: Ojciec Dyrektor.
Natomiast na kanale Animal TV wielką sensację wzbudziły przedstawicielki trzody chlewnej, które przyszły do studia z głową Palikota.
W WARSZAWIE DOKOŃCZONO BUDOWĘ PIERWSZEJ LINII METRA. Nie wszystkich to cieszy. Pewna młoda warszawianka oświadczyła, że nie będzie korzystać z metra, bo boi się zajść w ciążę. Na pytanie, co ma piernik do wiatraka, powiedziała: no jak to! Tyle się ciągle mówi o zapłodnieniu in metro!
W CAŁYM KRAJU POWSTAJĄ (w przyspieszonym tempie, z powodu zbliżającego się końca roku sprawozdawczego) kolejne boiska "Orlik". Są one zalążkiem życia nie tylko sportowego. Pewien instruktor przed rozpoczęciem zajęć piłkarskich zaproponował, by chłopcy, w ramach integracji, przedstawili się kolejno i powiedzieli, czym zajmują się rodzice. Pierwszy chłopiec mówi: jestem Jurek, moja mama pracuje na poczcie, tato w sklepie. Drugi mówi: jestem Jasio, mój ojciec jest policjantem. Trzeci: jestem Staszek, mój ojciec jest striptizerem. Tańczy na rurze w klubie nocnym dla gejów. Instruktor zarządził przerwę, wziął chłopca na bok i spytał: naprawdę twój ojciec w ten sposób zarabia? Na co chłopiec: przepraszam... skłamałem... mój ojciec jest doradcą posła Kurskiego, ale ja się wstydziłem przyznać.
STAN SŁUŻBY ZDROWIA WCIĄŻ JEST KATASTROFALNY. Doszły nas słuchy, że w niektórych szpitalach zabrakło już nawet termometrów do mierzenia gorączki i korzysta się tam z termometrów okiennych. Pacjent wchodzi na parapet, otwiera okno, przytula się do termometra i po dziesięciu minutach podaje wynik siostrze.
Musimy sobie radzić jakoś jako potencjalni pacjenci. Każdemu z nas w każdej chwili może się przytrafić jakiś nagły wypadek, powinniśmy więc być odpowiednio przygotowani. Każdy powinien zawsze nosić przy sobie bandaż, jodynę, gips na złamania i zastrzyk przeciwtężcowy, bo w szpitalu na ostrym dyżurze na pewno tego nie będzie, oraz jakieś kanapki z serem lub wędliną, żeby głodnemu lekarzowi nie trzęsły się ręce.
Oczywiście nie wszyscy lekarze w Polsce głodują, są lekarze lepiej zarabiający, były minister Ziobro bardzo żałuje, że nie zdążył ich wyaresztować. Prawo i Sprawiedliwość liczy, że lada dzień wróci do władzy i wtedy dokończy zaczętą przez siebie reformę służby zdrowia. Lekarze będą leczyć chętniej, bo tylko do szpitala lub przychodni będą wypuszczani na przepustkę.

