Przegląd Polski
9 stycznia 2009

Żabką przez Atlantyk

Gaystok na Greenpoincie

Marek Kusiba

Transformejszen Edwarda Redlińskiego nie jest książką o nowojorskich transwestytach, a szkoda. Autor Konopielki mieszkał przez parę lat w Wielkim Jabłku i miastu temu pięknemu oraz polskiemu emigrantowi zarobkowemu poświęcił powieści Cud na Greenpoincie, Dolorado i Szczuropolacy. Gdyby jednak znakomity reporter zaszedł był z ciekawości na 13 Ulicę pod numer 208, może dzisiaj jego (i mój także) ukochany Białystok nie awansowałby w mediach i portalach internetowych do - co prawda zaszczytnego - ale jednak nie w pełni zasłużonego miana Gaystok.

Powodem nieoczekiwanego awansu miasta Ludwika Zamenhofa i jego godnego następcy w dziedzinie wynalazczości językowej, kandydata na prezydenta Krzysztofa Kononowicza - twórcy najbardziej pojemnego hasła wyborczego nowej demokracji: "Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego" - jest właśnie złodziejstwo i bandyctwo. Tak przynajmniej twierdzą rozsierdzeni białostoczanie, których miasto promuje w kraju, a także już za granicą, logo... nowojorskiego centrum kultury gejów, lesbijek, biseksualistów i transwestytów.

Na pierwszy rzut oka widać, jak twierdzą Podlasianie, że krakowska agencja Grupa Eskadra, zatrudniona przez białostocki magistrat do promocji miasta, zrobiła nalot na stronę internetową nowojorskiego The Lesbian, Gay, Bisexual & Transgender Community Center, mieszczącego się przy 13 Ulicy pod numerem 208, skopiowała logo kochających inaczej, dokonała na nim niewielkiej operacji plastycznej i sprzedała to nieślubne dziecko "bandyctwa i złodziejstwa" nieświadomym niczego ("żeby nie było niczego"?) władzom Białegostoku i mieszkańcom miasta za ponad pół miliona złotych, obiecując dalszą promocję grodu Giedymina w Polsce za skromny milion dolarów. A wszystko przez to, że Edward Redliński nie pofatygował się swego czasu w grodzie Giulianiego na 13 Ulicę do domu kultury kochających inaczej, i zamiast przykładnie opisać ten przybytek, wysiadywał w przybytkach na Greenpoincie wśród kochających tradycyjnie białostocką żubrówkę i piwo Żubr.

Logo Białegostoku i logo nowojorskiego domu (odmiennej) kultury to prawie bracia lub siostry syjamskie. Wszystko mają wspólne, łącznie z rodzicami: dwa słoneczka tej samej wielkości, żółte i czerwone promienie odchodzące od konturu, a nawet rodzaj użytej czcionki. Logo "Wschodzący Białystok" zostało przyjęte za oficjalny symbol promocyjny miasta, ale internauci wpadli na trop szwindelku. Zmyślny dowódca Eskadry, Mateusz Zmyślony, wymyśla teraz różne alibi dla logo z nieprawego łoża. Na jednej z konferencji prasowych mówił o inspiracjach zza oceanu, ale o "wypożyczeniu" logo od Gaycenter nie wspomniał. Błąd. Mógł przecież powiedzieć, że jego plastycy (chirurdzy plastyczni?) świadomie "inspirowali się" znakiem graficznym nowojorskich gejów, pragnąc zacierać złe opinie o Polsce jako "kraju homofobów", zakazujących parad równości, prześladujących kochających i wyglądających inaczej, bijących też piłkarzy-Murzynów na stadionach - na szczęście nie w Białymstoku; tam biją tylko białych.

Mogli też liczyć na proces o plagiat. Nie ma bowiem lepszej reklamy dla miasta Zamenhofa, w roku 150. rocznicy jego urodzin, niż skandal na skalę międzynarodową. Darmowa reklama w mediach całego świata to gratka nie lada. Radziłbym więc włodarzom miasta odstąpić od zatrudniania specjalistów od plagiatu i pisania listów do nowojorskich gejów. Po co. Spokojnie zaczekać na proces, przykładnie przegrać, ale wygrać medialnie. Poza tym Białystok i Nowy Jork więcej łączy, niż dzieli. To miasta wielokulturowe. Współistnieją i wzajemnie się w tych metropoliach uzupełniają kultury: polska, białoruska, litewska, ukraińska, tatarska, żydowska (w przypadku Nowego Jorku także kilkaset innych, ale mniej ważnych). Na tym fundamencie można budować.

Można by zacząć od otwarcia Białegostoku na kulturę gejowską, otwierając na przykład podobne do nowojorskiego centrum. Ja bym od razu wyposażył Edwarda Redlińskiego w bilet do Wielkiego Jabłka i umowę na napisanie Transformejszen II, z prośbą, aby tym razem nie ominął w swych manhattańskich peregrynacjach 13 Ulicy i napisał powieść o najbardziej nabrzmiałym problemie, nurtującym obie społeczności. Pisanie o zmianach ustrojowych i zgubnym wpływie amerykańskiego modelu kapitalizmu już się wszystkim przejadło, łącznie z kryzysowymi zapasami.

Tymczasem w miniony piątek klub radnych PiS wyskoczył jak filip z konopi, żądając unieważnienia bardzo logicznego logo. Ich zdaniem należy zrobić wszystko, by ich Białystok nie stał się "ogólnoświatowym symbolem nieudolności, cytowanym w podręcznikach marketingowych na całym świecie". I na tym polega błąd: a niech cytują! Na Gwiazdkę spadła im jak gwiazdka z nieba szansa na prawdziwą promocję Białegostoku jako miasta porozumienia ponad podziałami, ponad preferencjami, a nawet ponad Atlantykiem. A im się marzy spokój jak w Taplarach, z Konopielką kochającą po bożemu...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail