Przegląd Polski
23 stycznia 2009
- Klucze do Kapuścińskiego - Marek Kusiba
- "Czepiam się obietnicy, że list niedługo" - Izabela Joanna Bożek
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Klucze do Kapuścińskiego
Ryszard
Kapuściński
w podróży do Pińska.
Książki o mieście swojego dzieciństwa już nie zdążył napisać...
Życie i twórczość Ryszarda Kapuścińskiego należą do najbardziej fascynujących i zarazem najtrudniejszych wyzwań dla badaczy - w Polsce i na świecie.
Pracowicie tkając przez całe pół wieku wielobarwny dywan tekstów, pisarz nie tylko przemierzał kontynenty i epoki historyczne, ale konsekwentnie i świadomie, z odwagą odkrywcy i determinacją zdobywcy stwarzał wciąż na nowo i zmieniał świat swojej twórczości. Był nie tylko wybitnym reporterem i prozaikiem, ale niezwykłym tłumaczem kultur i podróżnikiem porozumienia, antropologiem i historykiem, filozofem i poetą. Stale też testował nowe modele opisu świata i jego skomplikowanych zagadek. Przekraczał niezliczone granice na mapach, ale i granice reportażu. Poza Lapidariami i tomikami wierszy nie ma chyba w jego dorobku dwóch podobnie napisanych książek. Autora Chrystusa z karabinem na ramieniu nie przerażały zagrożenia związane z zawodowym ryzykiem, łącznie ze zdradą klasycznie rozumianej relacji reporterskiej na rzecz relacji syntetyzującej doświadczenia. Jego nadrzędnym celem było rozjaśnianie mroków procesów historii i sytuacji zanurzonej w niej drobiny ludzkiej.
ŻYCIE, ZAWODOWE I PRYWATNE, PODPORZĄDKOWAŁ MISJI porozumienia pomiędzy światami - zwłaszcza Trzecim Światem a Pierwszym, zachodnim, i Drugim, wschodnioeuropejskim. Ta pasja, powołanie i wezwanie do scalania rozdartego wiekiem ideologii i konfliktów narodowych, etnicznych i religijnych świata, towarzyszyły mu od początku twórczości. Sam dotknięty i napiętnowany wojennym dzieciństwem, biedą, strachem i poniżeniem, realizował przez całe świadome życie wyznaczoną sobie misję zbliżenia podzielonej rodziny człowieczej, a konkretnie: cywilizacji dostatku z cywilizacją przetrwania. W prywatnej rozmowie wyznał kiedyś skromnie, że chciałby dołożyć mały szczebelek do pomostu, po którym obutą w końcu stopą będzie mógł kiedyś przejść afrykański biedak na tę naszą, podobno lepszą stronę świata.
Z czasem ta misja stała się obsesją, a pisarz zamienił skromną walizkę reportera na walizkę ambasadora zbliżenia oddalających się stale od siebie dwóch połówek tej samej planety: biednego południa i bogatej północy. Pod koniec życia bardzo się spieszył, by zdążyć napisać książki mające służyć jako swoiste podręczniki poznania Innego - jak planowaną książkę o antropologu Bronisławie Malinowskim, już wiek temu antycypującym przyszłą działalność pisarza z Pińska. Malinowski uważał przecież, że uprawianie antropologii społecznej wymaga poczucia przynależności do całej rodziny człowieczej i widzenia jej spraw w perspektywie, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, globalnej, a nie jednego narodu czy kontynentu. Podobnie myślał jego "późny wnuk", Ryszard Kapuściński, i marzył o napisaniu książki o wielokulturowym Pińsku dzieciństwa, z którego wypływając rzeką Piną można było opłynąć świat; z którego się wywodząc można było próbować ogarnąć i zbliżyć świat...
AUTOR IMPERIUM NAPISAŁ BLISKO TRZYDZIEŚCI KSIĄŻEK, wydawanych w ponad trzydziestu językach, oraz niezliczoną ilość depesz agencyjnych, reportaży i komentarzy, analiz i wykładów; udzielił rekordową w dziejach literatury polskiej liczbę wywiadów; był erudytą i niekwestionowanym ekspertem w problematyce afrykańskiej, w zagadnieniach dotyczących wojen i rewolucji, globalizacji, neokolonializmu i nierówności. Był zarazem pisarzem przecierającym literaturze nowe szlaki, poetą piszącym reportaże i reporterem uprawiającym poezję. Poddając swoje pisarstwo nieustannym przemianom, stawiając przed sobą karkołomne wyzwania, zarówno reporterskie, jak i literackie, rzucał się na najgłębsze wody, w sam środek strzelaniny - nie bojąc się potem ostrzału konserwatywnych recenzentów, kręcących na przykład nosem po ukazaniu się Lapidariów - dla mnie pereł poetyki fragmentu - albo po debiucie poetyckim, na jaki się zdecydował po światowych sukcesach Cesarza i Szachinszacha. Wydając w wieku lat 54 debiutancki tomik wierszy Notes, przewracał ustalone hierarchie, kładł na szali cały autorytet, dając piękną lekcję odwagi intelektualnej.
Podobnej odwagi wymaga dziś, w dwa lata po przedwczesnej śmierci tego niezwykłego pisarza i człowieka, pisanie o jego życiu i twórczości. Jak bowiem ogarnąć ten ogrom? Jak wejść do świata Ryszarda Kapuścińskiego nie przemierzając tych samych szlaków, które przemierzył - co fizycznie niemożliwe? A przecież przykładów tak ścisłej "przylegalności" życia i pisania trudno szukać w literaturze polskiej. Jak wreszcie rozkodować to pisarstwo, rozbroić, rozłożyć je na części, nie narażając się na implozję własnego, krytycznego dzieła, nie mówiąc o eksplozji śmiechu wiernych mistrzowi "kapumaniaków": czytelników, ale i znawców tej twórczości?
PRZYZNAJĘ, ŻE Z NIEPOKOJEM PRZYSTĘPOWAŁEM DO LEKTURY dwóch ostatnio wydanych książek: biografii twórczej pisarza pióra Beaty Nowackiej i Zygmunta Ziątka oraz szkicu do portretu Kapuścińskiego-człowieka, autorstwa Jarosława Mikołajewskiego. Ta ostatnia pozycja jest emocjonalnym zapisem reminiscencji z kilku lat przyjaźni dwóch pisarzy, pierwsza owocem wieloletniego wysiłku badawczego dwójki literaturoznawców. Beata Nowacka poświęciła wiele prac autorowi Wojny futbolowej, w tym rozprawę doktorską i powstałą na jej kanwie znakomitą książkę Magiczne dziennikarstwo. Ryszard Kapuściński w oczach krytyków. Zygmunt Ziątek wydał m.in. książkę o jednym z ojców polskiego reportażu, Ksawerym Pruszyńskim, drukował także liczne eseje o twórczości autora Notatek z Wybrzeża (m.in. na łamach Przeglądu Polskiego). Jarosław Mikołajewski też publikował artykuły, wywiady z pisarzem i recenzje jego twórczości.
Niewielką książkę Mikołajewskiego można przeczytać w godzinę, na lekturę ponad 400-stronicowej książkę Nowackiej i Ziątka trzeba poświęcić kilka dni. Obie różnią się zasadniczo objętością i sposobem ujęcia tematu-rzeki o nazwie Kapuściński, ale obie budzą szacunek wnikliwością i subtelnością analiz. Trójkę autorów cechuje zafascynowanie twórczością i osobowością Ryszarda Kapuścińskiego, ale to nie gwarantuje jeszcze sukcesu. Piszącym o autorze Jeszcze dzień życia udała się wszak rzadka sztuka: napisali o "dziennikarzu XX wieku" z takim pietyzmem i tak dobrze literacko, jakby on sam o sobie pisał - gdyby o sobie pisać kiedykolwiek zamierzył osobną książkę. Wiemy, że to nie wchodziło w rachubę; Kapuściński pytany o autobiografię wyjaśniał, że przecież wpisuje ją szczątkowo w swoje teksty, że z biegiem czasu staje się bohaterem swoich reportaży, że szczegóły swego życia rozsiewa po Lapidariach, a wojenne przygody zatapia w Hebanie, Imperium, Podróżach z Herodotem...
NOWACKA I ZIĄTEK opisują w Biografii pisarza proces formowania się autora Rwącego nurtu historii, jego nieustannego rozwoju, a ich opowieść rzucona jest na bogate tło przemian w świecie, jakich Kapuściński był świadkiem i uczestnikiem. Imponują rozmach pracy i jej skrupulatność interpretacyjna, ale i udane ze wszech miar zadanie "uchwycenia dynamiki rozwoju duchowego autora Cesarza - jego próby rekonstruowania własnej biografii w rytmie przemian historii, poszukiwania zgodności pomiędzy nowym obliczem świata a własną tożsamością" (s. 11).
Badacze zwracają uwagę na znaczenie "żarliwej, walczącej publicystyki" dla biografii twórczej pisarza. Wyposażają wszak reportera w "rewolucyjnego ducha" i "postawę czynnego zaangażowania po jednej ze stron konfliktu". Piszą o chęci "udziału w powojennej, rewolucyjnej naprawie świata", na którą po klęsce Października '56 w Polsce nie było już miejsca, "ale znalazło się krajach Trzeciego Świata". I dochodzą do wniosku, że "wyjazd na placówkę PAP do Afryki był jakby wyjazdem na front rewolucji afrykańskiej, a wyjazd do Ameryki Południowej - na front rewolucji południowoamerykańskiej". Oba miały być "przedłużeniem frontu międzynarodowej solidarności ´sił postępuª z dawnych zetwuemowskich wyobrażeń", etc.
Pisarzem nie kierowała jednak wtedy ani chęć zaangażowania się w walce po "właściwej" stronie, ani "głód wielkiej przygody" tudzież pragnienie posmakowania "trudu budowania nowego niepodległego państwa" (sic!) - jak piszą o jego pierwszym wyjeździe do Ghany. Młody reporter przyjął ofertę, bo żaden ze starszych kolegów nie kwapił się do wyjazdu w tropiki...
Nie wydaje mi się także prawdziwe twierdzenie, jakoby Cesarz "zrodził się raczej z wędrówek po ulotnym świecie literatury niż z warsztatowej sprawności w dysponowaniu przeżytym doświadczeniem". Autorzy sami zaznaczają, że Kapuściński był zwolennikiem amerykańskiego "nowego dziennikarstwa", przez które rozumiał "opis wydarzenia przy użyciu literackich środków wyrazu". Ale o zasadniczym znaczeniu new journalism dla tej twórczości piszą tylko jedno zdanie; nie ma też nazwiska Toma Wolfe'a, twórcy tej szkoły pisania, którą najpierw przejął, a potem rozwinął i udoskonalił autor Hebanu.
Wśród reporterów światowych agencji Kapuściński miał opinię wyroczni. Był guru dla kilku pokoleń wstępujących w ten trudny zawód. Świat pełen jest jego wychowanków, czcicieli jego wiary w sprawczą moc słowa. "Kapumania" to jeden z najlepszych polskich towarów eksportowych. "Kapu" kochany jest w Azji, Afryce, Ameryce Południowej i Północnej - gdzie bardzo lubił bywać. W Europie Zachodniej najbardziej jest czczony we Włoszech. Nowacka i Ziątek piszą o tym szczegółowo. W Italii ukazał się pierwszy tom wierszy zebranych Kapuścińskiego (dopiero po włoskiej premierze Prawa natury opublikowano w kraju), tam też najpierw wyszła książka będąca plonem spotkań z młodzieżą w Bolzano (polski tytuł Dałem głos ubogim); po włosku i hiszpańsku wreszcie wydano serię wykładów To nie jest zawód dla cyników, które w Polsce nie znalazły, niestety, wydawcy.
ZE SŁONECZNĄ ITALIĄ ŁĄCZĄ SIĘ WSPOMNIENIA poety, dziennikarza i italianisty Jarosława Mikołajewskiego, przyjaźniącego się z autorem Podróży z Herodotem w ostatnich latach jego życia. Mikołajewski odbywa wyjątkowej urody literackiej sentymentalną podróż z Ryśkiem, jak pisze poufale, do źródeł jego człowieczeństwa. Ta skromna książeczka jest hymnem na cześć głębokiego humanizmu wielkiego pisarza i dosłownie chwyta za gardło. Po głębszym namyśle nie budzi sprzeciwu umieszczenie w niej zdjęć z pracowni pisarza, ani obecność intymnej kroniki odchodzenia - Zapisków szpitalnych, poczynionych ręką Ryszarda Kapuścińskiego.
Znamienną puentę do obu omawianych pozycji stanowi list Alicji Kapuścińskiej do Jarosława Mikołajewskiego, pełniący w jego książeczce rolę słowa wstępnego: "(...) Wiele osób pyta mnie, jak znosiłam Jego częste i długie podróże, niepokój o Niego. Mam na to stałą odpowiedź: wyłączałam wyobraźnię w chwili, gdy zamykały się za nim drzwi samolotu. Po jego powrocie dowiadywałam się o kolejnych niebezpieczeństwach, jakim zdołał stawić czoło, o wielokrotnych stanach zagrożenia życia, o przebytych chorobach, z których udawało mu się wychodzić obronną ręką. Jego pasja poznawania świata i innych ludzi była silniejsza ponad wszystko. Wprawdzie nie mówił o tym w wywiadach, ale wiem, że świadomość, iż czekamy na Niego obie z Zojką (później ja sama), pomagała mu przetrwać różne trudne chwile. Dowodem na to może być jedno: zawsze zabierał ze sobą klucze do naszego mieszkania, aby mieć pewność, że ma dokąd wrócić. Nie zdarzyło mu się ani razu o nich zapomnieć. Pakowanie kluczy to był rytuał przed każdą podróżą (...)".
Beata Nowacka, Zygmunt Ziątek, Ryszard Kapuściński.
Biografia pisarza. Wydawnictwo Znak, Kraków 2008, s. 418, cena 26
dol.
Jarosław Mikołajewski, Sentymentalny portret Ryszarda Kapuścińskiego.
Ryszard Kapuściński: Zapiski szpitalne. Słowo wstępne Alicja Kapuścińska.
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 96, cena 20 dol.
Obie książki są do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika. W przypadku
zamówienia z wysyłką prosimy doliczyć 6,50 dol.
tel. (212) 594-2386; e-mail: ksiazki@dziennik.com; www.ksiazkionline.com
