Przegląd Polski
23 stycznia 2009

"Czepiam się obietnicy,
że list niedługo"

IZABELA JOANNA BOŻEK

Tak jak książki (habent sua, fata libelli), tak i listy mają swoje losy. Korespondencja Jana Lechonia i Rafała i Zofii Malczewskich może być tego przykładem.

Beata Dorosz, pracownik naukowy Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, nie od dziś znana jest mieszkającym w Nowym Jorku Polakom. Zajmując się od wielu lat życiem i twórczością Jana Lechonia, poety, który ostatnie lata swojego życia spędził w tym mieście, nieraz dzieliła się swoim odkryciami i konkluzjami, zarówno w artykułach publikowanych w Przeglądzie Polskim, jak i podczas spotkań organizowanych przez nowojorskie instytucje kulturalne i naukowe.

Najnowsza jej książka także dotyczy Lechonia, ale tym razem nie tylko jego. O istnieniu korespondencji pomiędzy poetą a malarzem i pisarzem Rafałem Malczewskim i jego żoną Zofią było wiadomo nie od dziś, głównie dlatego, że jej część, czyli listy Malczewskich, znajdowała się od lat w Polskim Instytucie Naukowym, gdzie została zdeponowana po tragicznej śmierci Lechonia.

O LISTACH PISANYCH PRZEZ AUTORA KARMAZYNOWEGO POEMATU było wiadomo, iż ich adresatka Zofia Malczewska (już po śmierci męża) przekazała je Mieczysławowi Grydzewskiemu do Londynu po to, by je pokazać Juliuszowi Sakowskiemu, wieloletniemu współpracownikowi Wiadomości, krytykowi i tłumaczowi literatury francuskiej. Ów podobno posiadał dar odszyfrowywania niewyraźnego charakteru pisma poety. A listy pisywane przez Lechonia rzeczywiście wymagały specjalnych umiejętności: pisane na półprzezroczystym papierze, gdzie treść jednej strony przebijała na drugą i w dodatku silnie pochylonym "ostrym" charakterem pisma, z licznymi przekreśleniami i poprawkami, już w czasie pierwszego czytania sprawiały odbiorcom wiele kłopotu. (Wspominała o tym żona malarza, Zofia, w liście do Anieli Mieczysławskiej: "Dziś dostaliśmy list od Leszunia, który nas bardzo wzruszył, a jak po paru godzinach pracy przy pomocy lupy plus okulary odcyfrowałam go, to nas wzruszył jeszcze bardziej").

Szesnaście listów Lechonia wróciło po czasie do Zofii Malczewskiej, po czym odkupił je od niej Aleksander Janta-Połczyński. Po jego śmierci zostały sprzedane do Harvardu przez wdowę po pisarzu, gdzie nieopisane spoczywały w archiwach Houghton Library, razem z innymi dokumentami pozostałymi po Lechoniu. Podczas poszukiwań badawczych Beacie Dorosz udało się odnaleźć, w dużym stopniu dzięki jej uporowi i intuicji, zaginioną korespondencję pomiędzy poetą a malarzem i pisarzem Rafałem Malczewskim i jego żoną Zofią.

KORESPONDENCJA TA NAWIĄZAŁA SIĘ w maju 1952 roku, po kilkudniowym pobycie Lechonia w Montrealu, gdzie pojechał na zaproszenie Kongresu Polonii Kanadyjskiej i Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, zapewne z odczytem, i gdzie odnowił znajomość z Malczewskimi, których znał i spotykał przez wiele lat w Warszawie, Zakopanem, a potem w trudnej tułaczce emigracyjnej od Paryża, przez Rio de Janeiro, aż po Nowy Jork. Los zetknął ich ponownie, aczkolwiek w okolicznościach dramatycznie różnych od tych, w jakich znali się wcześniej. Zapadający na zdrowiu Malczewski, któremu choroba zaczęła uniemożliwiać wykonywanie zawodu zarówno malarza, jak i pisarza, znalazł się na skraju wyczerpania psychicznego. Nieustający brak pieniędzy, nędzne warunki mieszkaniowe, ciągłe długi - to wszystko pogłębiało fatalny stan psychiczny artysty.

LECHOŃ PODJĄŁ SIĘ POMOCY MALCZEWSKIM. Miała ona polegać na zorganizowaniu wieczoru poświęconego artyście, połączonego ze sprzedażą jego prac. Przygotowania zajęły ponad pół roku, a inicjatywa zakończyła się sporym sukcesem finansowym. Na pewien czas problemy Malczewskich zostały rozwiązane. Nie kto inny, a właśnie Jan Lechoń stał się spiritus movens tego wydarzenia, a z zachowanych listów widać, jak wiele zachodu wymagało jego zaplanowanie i przeprowadzenie; nie tylko w kwestiach organizacyjnych, ale także, a może przede wszystkim, na płaszczyźnie niewymiernej: podtrzymywania na duchu, zachęcania do pracy, podsuwania nowych pomysłów. Czytelnik tej korespondencji, wiedzący cokolwiek o Lechoniu i jego własnych, niełatwych przecież sprawach, o depresji, która towarzyszyła mu całe życie, nabiera jeszcze większego szacunku do poety, który sam zmagając się z losem przeznaczał czas, energię i niewyczerpane zasoby cierpliwości i łagodności na pocieszanie i podtrzymywanie na duchu obojga Malczewskich.

TEN JEDEN, NOWOJORSKI WIECZÓR nie wyczerpał zaangażowania Lechonia; przez następne lata zabiegał on o zorganizowanie finansowej pomocy dla malarza z Radia Wolna Europa, negocjował także wydanie pisarskich prac Malczewskiego, a przede wszystkim przesyłał mu od czasu do czasu dobre słowo otuchy i zachęty.

Malczewscy pisali do Lechonia znacznie częściej niż on do nich. Jednakże w Dzienniku poety nieustannie pojawiają się komentarze odnoszące się i do korespondencji, i do samej twórczości Malczewskiego - zawsze entuzjastyczne, zawsze pełne zachwytu i podziwu. Ostatni (oprócz późniejszej kartki z życzeniami świątecznymi) list Lechonia do Malczewskich napisał poeta na niespełna dwa lata przed swą tragiczną śmiercią; mimo że pomiędzy wierszami wspomina o swoich kłopotach zdrowotnych, wciąż jest pełen troski i chęci pomocy Malczewskiemu.

BEATA DOROSZ DOKONAŁA WIELKIEJ i niezwykle drobiazgowej pracy składając w całość tę korespondencję. Opatrzenie każdego listu dokładną metryczką to tylko część przedsięwzięcia, które wymagało ogromnego nakładu czasu. Pod każdym niemal listem znajduje się komplet przypisów zawierających dodatkowe informacje faktograficzne, uzupełnienia z Dziennika Lechonia, komentarze z listów i artykułów innych osób związanych tak czy inaczej z autorami korespondencji, wreszcie anegdoty pochodzące z wielu innych dodatkowych źródeł. Towarzyszący książce aneks zawiera wiersz Jana Lechonia Jacek Malczewski, poświęcony ojcu Rafała, oraz trzy inne wiersze wspominane w korespondencji, a także wspomnienie Rafała Malczewskiego o Lechoniu, pierwotnie zamieszczone w 23., specjalnym numerze londyńskich Wiadomości z 1957 roku. Wyczerpujący indeks osobowy, w którym wiele nazwisk edytorka książki opatrzyła krótką notą biograficzną dopełnia całości, pozwala czytelnikowi na pełne zanurzenie się w atmosferze lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia i przywołanie czasów bezpowrotnie odchodzących w przeszłość.

TRUDNE I WIELKIE OSOBOWOŚCI Malczewskiego i Lechonia, ich losy zdeterminowane historią, wydarzeniami, które były wówczas nie do pokonania, walka o przetrwanie - to wszystko wyziera z tej niezbyt obfitej może, ale pełnej dramatyzmu korespondencji, która jest jeszcze jednym dokumentem epoki, a jednocześnie intymnym portretem dwóch artystów.

Jan Lechoń - Zofia i Rafał Malczewscy, Coraz trudniej żyć a umrzeć strach. Listy 1952-1955. Z autografu do druku przygotowała, wstępem i przypisami opatrzyła Beata Dorosz, Więź, Kraków 2008, s. 179 plus indeks osobowy.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail