[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (15 wrzesnia 2000)


DANIELA SCOTT

Zycie i smierc pieknej Lilki

Recenzje tej ksiazki mozna by zamknac w kilku slowach: zwyczajny tytul - niezwykla tresc, bo tez parusetstronicowa biografie Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, "Lilki", czyta sie niczym sensacyjna powiesc. W parze z atrakcyjnym popularyzatorskim podaniem idzie rzetelny, naukowy warsztat biografa.

To prawda, ze wiele watkow podjeto tu wtornie, w slad za wczesniejszymi publikacjami, ale przeciez wartosc monografii polega wlasnie na zebraniu w jednym miejscu rzeczy najcenniejszych a rozproszonych, na prostowaniu niescislosci poprzednikow i na dodawaniu zupelnie nowych, nieznanych faktow.

Chyba zadna dotad z prac o Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, wlaczajac wspomnienia siostry poetki Magdaleny Samozwaniec, nie przybliza czytelnikowi tak plastycznie specyfiki czasow i nie charakteryzuje tak celnie srodowisk przedwojennej polskiej inteligencji tworczej, jak praca Elzbiety Hurnikowej. I chyba w zadnej nie zebrano w calosc tylu watkow i tylu szczegolow na temat rodowego gniazda Kossakow. Mamy wiec podana jak na dloni historie zycia Marii, wpisana w dzieje paru pokolen Domu, mamy cala "Kossakowke" z galeria postaci wokol niej krazacych, magnetyzmem tego miejsca i rola, jaka odegralo ono w naszej kulturze czasow tuz przed odzyskaniem przez Polske niepodleglosci az do drugiej wojny swiatowej. Obszerna, liczaca 22 rozdzialy monografia poswiecona Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej jest wiec takze i monografia Kossakow.

Hurnikowa podkresla, iz magiczna sile gniazdo Kossakow zawdzieczalo glownie Wojciechowi Kossakowi. Znany malarz, modny i podziwiany, pomimo charakteru bon-vivanta i pasji namietnego kobieciarza nigdy nie zaniedbal rodziny. Przeciwnie: z ogromna energia zabiegal o jej pomyslnosc finansowa, ubostwial dzieci i zone, a swoj dom uznawal za jedyne prawdziwie szczesliwe i inspirujace miejsce na ziemi.

Mocna strona ksiazki sa: dbalosc o szczegoly w kresleniu obrazu, specyficzna malarskosc znana zreszta juz i z poprzedniej pracy tej samej autorki (Natura w salonie mody, Warszawa, PIW 1995), tez poswieconej Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, wykwintny jezyk, wartka narracja, umiejetnosc stopniowania dramatyzmu opisu.

Nie sposob tez nie dostrzec bardzo istotnej cechy tej monografii: "niepomnikowego" traktowania bohaterki: Elzbieta Hurnikowa potrafi skreslic przekonujacy i budzacy sympatie psychologiczny portret pieknej Lilki, nie rezygnujac rownoczesnie z bardzo krytycznej analizy cech jej osobowosci.

A byla poetka w pierwszej i sredniej mlodosci stworzeniem egoistycznym, kochajacym zbytek. Obie siostry Kossakowny, nawet jako juz zamezne kobiety, byly wyjatkowo rozpieszczane przez rodzicow: bez miary kupowano im luksusowa, droga odziez i kosztowne cacka, fundowano liczne zagraniczne wojaze. W tym kontekscie nie dziwi fakt, ze romantyczna, zagubiona w swiecie marzen i nieokielznana w namietnosci milosnej Maria okazywala sie nieraz wyjatkowo trzezwa w sprawach materialnych i taka pozostala az do wybuchu drugiej wojny swiatowej.

Na poczatku ksiazki poznajemy wielkookie, rozpieszczone, piekne, drobne stworzenie o czulej naturze. Dramatyzm opowiesci o pieknej Lilce ulega stopniowemu cieniowaniu: oto paroletnia dziewczynka, cala w falbankach i kokardach, ulega wypadkowi - lamie reke, a pozniej zostaje poddana nieumiejetnej terapii. Niektorzy autorzy wspomnien pisza wyraznie o garbie, inni - ze jej lopatka byla tylko lekko zdeformowana, czasem jest mowa o gruzlicy kosci...

W kazdym razie, od chwili wypadku, przez cale zycie postura Lilki pozostanie skrzywiona. Byc moze - podobnie jak u Slowackiego - umiejetnie maskowany defekt fizyczny, zrodlo wielkiego kompleksu, bedzie przyczyna rzucenia swiatu wielkich wyzwan. Nie tylko poetyckich.

Biografka powiada:

"Nic nie bylo w stanie poprawic postawy dziewczynki: niewlasciwie zastosowana dlugotrwala kuracja spowodowala, ze Lilka miala nieco wystajaca lopatke, a figura jej stracila wlasciwe proporcje. Przez cale zycie zmuszona byla maskowac ow defekt figury ubiorem, powiewnymi szalami i miekkimi tkaninami". Zapewne wlasnie kalectwo stanowi klucz do odczytania kompleksow i zrozumienia namietnych przygod z mezczyznami w dojrzalym zyciu poetki. Serc, jesli wierzyc tym, ktorzy o niej pisali, zdobyla bowiem wiecej niz mezow.

Nieprawdopodobnie wprost brzmi historia zaledwie rok trwajacego pierwszego malzenstwa z mlodym, przystojnym polskim szlachcicem, oficerem wojska austriackiego Wladyslawem Bzowskim (slub w 1915 r.), uniewaznionego przez Kosciol katolicki. Powod rozpadu? Tez zaskakujacy i raczej wymyslony przez sprawnych adwokatow, wynajetych dla Lilki przez Kossakow, niz prawdziwy: ozieblosc plciowa mlodej, 23-letniej zony. Bo przeciez ta rzekomo oziebla zona Bzowskiego, to w rzeczywistosci natura namietna, erotycznie rozbudzona do granicy nimfomanii. Gdy sie jednak szczegoly biografii zlozy w jedna calosc, widac jak daleka od nimfomanii byla w istocie Maria. Jej biologiczna niemal zadza stanowila raczej przejaw desperackiego poszukiwania meskiego idealu.

Lilka uspokoi sie na czas jakis w objeciach Jana Pawlikowskiego, z ktorym nawiazala goracy, ukrywany w glebokiej tajemnicy romans jeszcze w czasie trwania malzenstwa z Bzowskim. Wprawdzie pisala od dziecinstwa, ale w czasach romansu ze swym przyszlym mezem staje sie namietnie, wrecz wybuchowo poetycka.

"Jestes moim bialym sniegiem szczytow - moim krokusem przeczystym i moja dreczaca rozkosza - (...)

Nie zamykaj sie przede mna, kwiecie moj - Byles rozpostarty jak powoj i czulam won Twojej duszy, mocna aksamitna, miodowa budzaca boskie szczescie..." - pisze do niego.

Najpiekniejsze erotyki Pawlikowskiej pochodza z najwczesniejszego okresu milosci do Jana Gwalberta i czasu calkowitego nim oczarowania. Kim byl obiekt tak silnego pozadania i sprawca szalonej ekspolzji poetyckiej?

Jan Gwalbert Pawlikowski pochodzil z bardzo znanej i zamoznej rodziny polskich pozytywistow, milosnikow Tatr. Pawlikowscy w Zakopanem (Koziniec), podobnie jak Kossakowie w Krakowie prowadzili swoj salon towarzyski. Oba domy - i Pawlikowskich, i Kossakow - przyciagaly zreszta podobne srodowiska artystyczne, a w przypadku Pawlikowskich, takze naukowe.

Piekny Pawlikowski nie zaspokoil marzen Marii. Nie posiadajac wyksztalcenia ojca i dziadka, raczej zdolny amator, niz specjalista w jakiejkolwiek dziedzinie, nie umial zapewnic obojgu zycia na odpowiednim poziomie. Porzuca zone i zakopianski dom dla wiedenskiej trupy teatralnej, by w koncu, po dluzszym okresie rozlaki z Maria, w tajemnicy zwiazac sie z mloda tancerka.

Maria Pawlikowska, ktora nawet po rozwodzie (1925 r.) zywi uczucie do meza, wdaje sie - jakby w odwecie - w szalony romans (1927-1928 r.) z przystojnym Jose Sarmento de Beiresem, Portugalczykiem, lotnikiem-rekordzista, poeta, dziennikarzem i dzialaczem politycznym.

Jak pisze cytowana przez biografke siostra poetki Magdalena Samozwaniec w swojej wspomnieniowej ksiazce Zalotnica niebieska: "Ten daleki kochanek, to jak gdyby drugi Jas tylko bardziej wykonczony, wycyzelowany".

Nie nalezy zdradzac w recenzji, w jaki sposob rozpoczela sie i jak zakonczyla ta nieprawdopodobna milosna historia. Podobnie jak i opisy innych przezyc poetki, czeka ona na oko czytelnika.

Nowy rozdzial w zyciu Lilki otwiera jej przeprowadzka do Warszawy w poczatku lat 30., spotkanie, a potem gleboka przyjazn ze skamandrytami. Tej ostatniej biografka Pawlikowskiej poswieca w ksiazce sporo uwagi.

Ten nowy akt przebiega takze pod znakiem wlasciwie malo znanej w powojennej Polsce jej tworczosci dramaturgicznej. Wiele, wiele sztuk z mniejszym lub wiekszym powodzeniem wystawiano w przedwojennych teatrach. Niektore z nich wprowadzily sporo towarzyskiego i tworczego zamieszania (Dowod osobisty, Baba-Dziwo, Mrowki, Egipska pszenica i in.).

Pawlikowska jest juz wowczas nagradzana, uznana poetka i wzieta dramatopisarka, zas hotel Bristol, gdzie ma pracownie Wladyslaw Kossak, staje sie dla niej miejscem spotkan z przyjaciolmi i wielbicielami.

Lotnik Sarmento dlugo pozostawal w jej poetyckiej pamieci . W prawdziwym, nie poetyckim zyciu zastapili go inni lotnicy: najpierw zaprzyjazniony z Maria przystojny Mieczyslaw Lisiewicz, przyjaciel rodziny Kossakow, a potem, ok. 1934 r. jej przyszly i ostatni juz maz Stefan Jerzy Jasnorzewski, "Lotek", mlodszy od oblubienicy o prawie dekade.

Podroz zyciowa z "Lotkiem" jest ostatnia przygoda milosna poetki. Historia tego malzenstwa to kronika losu nietypowej zony polskiego lotnika, rzuconej przez los z wolnomyslicielskich salonow Krakowa i Warszawy najpierw prosto w pustkowie bazy lotniczej mlodego polskiego lotnictwa w Deblinie, a potem - po wybuchu wojny - na emigracje.

Deblinski epizod, pierwszy "wygnanczy" w rozumieniu poetki, stanowi jakby wspomnienie jej mlodzienczej malzenskiej przygody, gdy to Lilka musiala zamieszkac z oficerem Bzowskim w nudnym austriackim Modlingu. W tym malym garnizonowym miescie Maria byla znudzona i bezradna w srodowisku austriackich oficerskich zon, przy tym meza nie kochala.

Zona Stefana Jasnorzewskiego nie jest tamta 20-latka, lecz aktywna tworczo, uznana w kregach kultury kobieta 40-letnia, nadto w miare ustatkowana. Ciekawe, ze wciaz wymaga wsparcia: a to ze strony zaprzyjaznionego z Kossakami bankiera, a to ubozejacego rodzica, juz wtedy nekanego przez wierzycieli. Przed sama wojna Wladyslaw Kossak popadl w ruine wskutek "przeinwestowania" rozumianego jako zbyt intensywne wspieranie ukochanych najblizszych oraz zbyt rujnujacego utrzymywania nieruchomosci zakupionych jeszcze w okresie pienieznego powodzenia.

Poetycka "kochanica" i mistyczka zafascynowana misterium smierci, szatanem, swiatem nadprzyrodzonym, nagle w polowie lat 30. staje sie dramatopisarka podejmujaca tematyke obecna glownie w publicystyce spolecznej. Widzimy teraz Marie zabiegajaca o wlasny sukces calkiem rozsadnie i nietypowo jak na poetke, korespondujaca z bankami o ewentualnej pozyczce na samochod i dom. Samochodem, nowym polskim fiatem, zdazyla sie jeszcze nacieszyc, natomiast warszawskim sluzbowym mieszkaniem juz nie, gdyz przydzielono je Stefanowi Jasnorzewskiemu doslownie w przededniu wybuchu wojny.

Wrzesien 1939 r. to moment, w ktorym na zawsze zostaja pogrzebane marzenia o spokojnym rodzinnym szczesciu: malzonkowie Jasnorzewscy wyruszaja na emigracyjna tulaczke. Podroz przez Rumunie i Francje zakoncza w malo dla nich przyjaznej Anglii. Jasnorzewska czuje sie tam pokonana. Tak bardzo przywiazana do rodziny - nagle okazuje sie pozbawiona wlasnego domu i wlasnego miejsca na ziemi.

Elzbieta Hurnikowa bardzo precyzyjnie oddaje atmosfere ostatnich tulaczych lat, smutnego rozdzialu przegranego zycia poetki. Lilka desperacko probowala wpisac sie w otoczenie emigracyjne, tworzyc wedle wlasnych standardow. Niestety, srodowisko polskiej emigracji polityczno-wojskowej w Anglii nie okaze sie idealnym odbiorca jej poetyckich przeslan, a ona sama nigdy nie bedzie miec dlan zrozumienia. Zgorzknienie i uczucie izolacji sa tym wieksze, ze oto przestaje istniec krakowski dom Kossakow - taki, jakim go znala Maria: najpierw (1942 r.) umiera niezastapiony, ukochany ojciec, potem (1943 r.) odchodzi matka - aniol opiekunczy rodu.

Juz na samym poczatku emigracyjnej egzystencji, w smutnej atmosferze beznadziei tworczej i braku jasnych perspektyw rodzi sie inna, calkiem nowa Maria. Znika bezpowrotnie egoizm dawnej Lilki. Nie baczac na trudnosci pieniezne, borykajac sie z powaznymi problemami egzystencjalnymi, z calych sil wspiera krakowska liczna rodzine w "Kossakowce". Z Anglii przez Szwajcarie sle dziesiatki paczek. Nie ma juz namietnej, mlodej, impulsywnej Lilki. Jest starzejaca sie, niezmiennie zaszokowana rzeczywistoscia emigrantka, skromna zona polskiego zolnierza.

Wkrotce, w roku 1944, Maria Jasnorzewska jest juz powaznie chora. Trafia do szpitala z diagnoza: nowotwor, ale mimo choroby stara sie tworzyc, nawet towarzysko "plotkuje". W liscie do Slonimskiego wspomina np. o "glupocie rodactwa", o ambicjach, prostactwie, o niecheci wojskowych emigrantow wobec malzonkow Jasnorzewskich. Jako podstawe niecheci wymienia zazdrosc o to, ze oboje przebywali na emigracji jako para, podczas gdy inni na ogol byli ze swymi rodzinami rozlaczeni. Krytykuje srodowisko polskiego wychodzstwa nie po raz pierwszy: jeszcze przed choroba pisze w liscie do meza (1941) stacjonujacego w innym miescie:

"Nasze 'dziady' urzadzaja sobie wraz z ksiedzem wycieczke autem do Glasgow i jezior szkockich. Orly nasze nie traca czasu, tylko sie zabawiaja jak sie da, a potem beda blagowac o zyciu pelnym trudow dla ojczyzny, ale ja to sprostuje".

Do Slonimskiego pisze takze o patetycznych domoroslych polskojezycznych tworcach, niezle widac usytuowanych w strukturach emigracyjnych wladz, zadajacych zapewne od poetki pochlebnych recenzji swych utworow.

Na dowod literackiej ich slabosci przytacza fragment dialogu pochodzacego z pewnego utworu scenicznego:

Jerzy:

Polska bedzie mocarna

Janusz:

A kiedy?

Jadwiga:

Kiedy przyjdzie noc czarna.

Gdy Bog da

... i komentuje:

"Ach Toleczku, co robic, az to banda. Mysmy sie nie orientowali, co wkolo nas wyrasta, nieuki zarozumialcy.(...).

Oni by chcieli abysmy juz nic innego nie pisali tylko recenzje o nich (...)".

Wojne pojmuje jako bardziej osobista, niz narodowa tragedie. Zakreslajac ostre granice miedzy dobrem i zlem, za dobro uwaza zycie, ktore pozostawila za soba, terazniejszosc jest jedynie zlem. Probuje racjonalizowac: wojne trzeba jakos przezyc, ale proba racjonalizacji konczy sie w wierszach jedynie doznaniem bolu:

Nie czas zalowac rozy kiedy plona lasy

Nie czas lasow zalowac kiedy plonie swiat

Gdy obszar ziemski staje sie Sahara

Nie czas zalowac swiata gdy wznowil sie chaos

Jednak zaluje rozyi placze nad soba.

(Wojno, cozes ty za pani)

Wielozeszytowe notatniki z okresu choroby to juz zapiski kobiety usilujacej beznadziejnie walczyc z nieuchronnym.

Operacje, naswietlania, konieczne zabiegi. Koniec zycia Lilki przebiega na dodatek pod znakiem klopotow finansowych: nie ma pieniedzy na kolejne operacje, pobyty w szpitalu i leki. Bohaterska walke z niegodziwoscia losu, w imie przetrwania swej Lilki prowadzi teraz juz nie ojciec poetki, lecz jej kochajacy maz. Trzecia i ostatnia milosc jej zycia - Stefan Jasnorzewski - zdal egzamin z wielkiego przywiazania i z wielkiego czlowieczenstwa. Maria pisze w swoim pamietniku:

"Lotek jest nad-czlowiek. Cudak moj, taki wielki w uczuciu".

W dniu zakonczenia wojny, na 2 miesiace przed smiercia, poetka pisze list do Tymona Terleckiego:

"Zaraz Panu powiem, dlaczego tak dawno nie daje znaku zycia. Poniewaz nie zyje, ale choruje w okropny sposob".

Stefan Jasnorzewski byl z nia do konca. Sypial w szpitalu, u stop swojej "Panny Robak", jak zwykl nazywac zone w swych czulych listach.

Ostatnie slowa dziennika Lilki zapisane w koncu czerwca 1945 r.:

"Zdaje mi sie ze nie moge juz. Slabosc straszna -".

Zmarla majac niewiele ponad 50 lat, 9 lipca 1945 r. Lotek tak pisal do przyjaciol:

"W ogole dziwie sie takze i mam zal do siebie, ze zyje, ze potrafie jesc, chodzic mowic i pisac!".

Pelen rozpaczy, zagubiony i osamotniony Lotek mial powazne klopoty z pogrzebem: wladze miasta Manchester nie chcialy wydac pozwolenia na pochowanie Marii na lokalnym cmentarzu, gdyz ani zmarla, ani jej maz nie byli obywatelami miasta.

Jakie byly dalsze losy Stefana Jasnorzewskiego - najwiekszej i ostatniej milosci Lilki? Elzbieta Hurnikowa ukazuje w swej ksiazce powojenne dzieje Lotka, jego zycie i smierc rownie dramatycznie, jak zycie i smierc jego niezwyklej ukochanej.

------------------

Elzbieta Hurnikowa, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (zarys monograficzny). Wydawnictwo "Slask", Katowice 1999, s. 431 plus ilustracje, nota o autorce.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail