[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (22 wrzesnia 2000)


Jerzy Giedroyc
(1906-2000)

Zyl za krotko. Przeoral swiadomosc wielu, ale nie wbil jeszcze do konca rodakom do glow, ze musza zmienic swoj stosunek do wschodnich sasiadow. Nie zdazyl takze w pelni przekonac owych sasiadow, ze czas juz zrewidowac spojrzenie na Polske. No, moze przekonal, ale nie wiekszosc. Raczej elity niz masy. Masy bowiem sa dosc odporne na wszystko, co nie jest stereotypem. Potrzebuja tez miec nad kims przewage, bo odczuwaja kompleksy nizszosci. Polacy wobec Zachodu, Litwini, Bialorusini i Ukraincy wobec Polski. Oczywiscie w roznym stopniu. W roznym stopniu mozna by to powiedziec takze o Rosjanach, ale nie nalezy popadac w przesade. Ich kompleks nizszosci wobec Polakow jest znacznie mniejszy, niz sie nam wydaje. A poza tym sa przekonani o wlasnej sile wynikajacej chocby z liczebnosci. To raczej my powinnismy zabiegac o swoj pozytywny wizerunek w ich swiadomosci anizeli odwrotnie. Nie jest to sprawiedliwe, ale musimy brac to pod uwage.

Jerzy Giedroyc przypominal, ze dla dobrego zrozumienia czyjegos punktu widzenia trzeba przynajmniej od czasu do czasu spojrzec na dany problem jego oczami. Nie udalo sie to Polsce miedzywojennej, ktora nie potrafila zrozumiec, ze nie ma najmniejszych szans na stanie sie panstwem narodowym, majac w swych granicach jedna trzecia obywateli niepolskiej narodowosci. Nikt jakos nie dostrzegal, ze polityka odgornej polonizacji Kresow Wschodnich przynosi rezultaty odmienne od zamierzonych, co straszliwie zemscilo sie na Polakach w 1939 roku i pozniej. Niewielu tez pamieta o tym dzisiaj. Pamietal jednak redaktor Kultury i jednym z celow, jakie sobie postawil, byla pomoc we wzajemnym zrozumieniu sie ze wschodnimi sasiadami. I cel ten przyswiecal mu do konca zycia. Kiedy odwiedzilem go u progu tegorocznego lata, z duma pokazywal mi bialoruskie i ukrainskie wydania Kultury poswiecone zblizeniu z Polakami. W wiekszym niz dotychczas stopniu zamierzal wplywac na swiadomosc Litwinow, Bialorusinow i Ukraincow. Smierc przerwala te plany. Nikt z nas nie zrobil tyle co on w tej mierze, ale to dopiero zaczyn. Naprawde zyl za krotko. Czy ktos podejmie jego idee? Na razie nikogo na horyzoncie nie widac. Ani w Polsce, ani na emigracji. Pozostaly dzialania dyplomatyczne, odgorne, ale to nie wyczerpuje zagadnienia. Trzeba trafic nizej. NATO ani Unia Europejska tego za nas nie zalatwia. A inicjatywa powinna wychodzic wlasnie od nas, bo to my jestesmy teraz w lepszym polozeniu. Dla Giedroycia bylo to rownie wazne, jak starania o wejscie do Unii Europejskiej, wiazace sie przeciez z przezwyciezeniem zywionych na Zachodzie uprzedzen wobec nas. W odniesieniu do polskiej polityki zagranicznej oczekiwal pelnej symetrii - tyle samo uwagi poswieconej Zachodowi, ile Wschodowi.

Spojrzenie na Wschod to przede wszystkim dostrzeganie Rosji. To ona jest dzis glownym problemem Polski, to ona jest glownym problemem Litwy, Bialorusi i Ukrainy. Potrzebne jest zblizenie elit polskich z elitami rosyjskimi, potrzebne sa ozywione kontakty na wszystkich szczeblach i plaszczyznach, potrzebne sa zabiegi o pozyskanie dla nas swiadomosci rosyjskiej. Poza Giedroyciem wiedzial to swietnie niezyjacy juz Andrzej Drawicz, wie to rowniez wykladajacy w USA Andrzej Walicki, kto jeszcze? Redaktor Kultury cale zycie byl pomny slow Norwida: Tylko wolni ludzie, tylko ci, co nie sa od kolebki zelazem napietnowani jako NIEWOLNICY, wiedza o tym, ze graniczac z Rosja trzeba w niej miec SWA PARTE - inaczej albowiem spotykaja sie zawsze dwa monolity nic posredniego nie majace - a skoro dwa monolity sie zetra ze soba, zostaje nicestwo i trzaskanie sie sil ostateczne.

Kluczem do utrwalenia niepodleglosci Polski byly dla redaktora Kultury stosunki z Ukraina. Twierdzil, iz trzeba raz na zawsze zasypac przepasc powstala w wyniku wielowiekowego konfliktu miedzy obiema nacjami, ktory umozliwil Rosji przesuniecie sie na zachod. W rozmowie ze mna pytal, jak to jest, ze Polacy potrafili sobie jakos ulozyc poprawne stosunki z Niemcami, mimo ogromu zbrodni popelnionych przez nich na narodzie polskim, a nie potrafia ich ulozyc z Ukraincami, ktorych przewiny wobec Polakow sa jednak zdecydowanie mniejsze. Pamietna rzez na Wolyniu nie moze jatrzyc bez konca, ostrzegal. Przestrzegal tez przed megalomania narodowa, ktora kaze nam spogladac z wysoka na wschodnich sasiadow i nie przeszkadza plaszczyc sie przez Zachodem. Od siebie dodam, ze pojednaniu na pewno nie bedzie sluzyc nieludzkie wyzyskiwanie Bialorusinow i Ukraincow, ktorzy ciagna do Polski za zarobkiem. To, ze Polacy wyzyskiwani sa na Zachodzie, nie okaze sie tu wcale okolicznoscia lagodzaca. Niemalo nieporozumien powstaje tez z tego, ze Rosjanie, Ukraincy i Bialorusini traktuja Polakow jako czlonkow tej samej rodziny slowianskiej, o ktorym to pokrewienstwie nie chcemy raczej slyszec.

Obawiam sie, ze przeslanie Jerzego Giedroycia dotyczace pojednania ze wschodnimi sasiadami w umiarkowanym tylko stopniu (jesli w ogole) dociera do tych formacji swiatopogladowych, ktore mozna od biedy okreslic jako polska prawice. Zbyt wiele tam jeszcze myslenia przeszloscia i przekonania o tym, ze jestesmy lepsi od innych, bo bardziej pokrzywdzeni przez historie. Tak zwani prawdziwi Polacy, ktorych wcale nie jest malo, nie umieja sie uwolnic od narodowego narcyzmu i kontemplacji wlasnego patriotyzmu typu rocznicowo-pomnikowo-oltarzowego. Dotarcia do prawicy nie ulatwialy Giedroyciowi jego lewicujace sklonnosci odziedziczone w jakims stopniu po ojcu, ktory byl dzialaczem zwiazkow zawodowych zainteresowanym mysla socjalistyczna i spoldzielczoscia. Starsi pamietaja jeszcze Giedroyciowa niechec do Narodowej Demokracji i stereotypu Polaka-katolika. Wielu emigrantow starszego pokolenia nie moze do dzis darowac mu nadmiernie - ich zdaniem - postepowych przekonan i zbyt szybkiego pogodzenia sie z utrata Kresow Wschodnich. Niemniej problem pojednania bedzie wracal jak bumerang i im szybciej uswiadomimy sobie koniecznosc jego rozwiazania po mysli redaktora Kultury, tym lepiej.

Gdy mowa o ksztaltowaniu sie pogladow spolecznych i politycznych Giedroycia w okresie miedzywojennym, trzeba przypomniec, ze byl on zwolennikiem idei silnego panstwa i popieral Pilsudskiego w jego walce z poslami uprawiajacymi partyjniactwo. Popieral tez federacyjne koncepcje Marszalka i nalezal do stowarzyszenia Mysl Mocarstwowa, zmierzajacego do spopularyzowania mysli konserwatywnej (sic!) wsrod studentow i inteligencji w celu zmniejszenia wplywu ideologii nacjonalistycznej. Byl redaktorem Dnia Akademickiego, przeksztalconego pozniej w dwutygodnik Bunt Mlodych. Z biegiem czasu, redagujac ow periodyk, Giedroyc rozstal sie z Mysla Mocarstwowa i poswiecil krytyce polityki rzadu z pozycji wyzej wspomnianej idei silnego panstwa. Zeby panstwo bylo silne, musi pozyskac dla siebie mniejszosci narodowe - twierdzil redaktor Buntu Mlodych. Juz wtedy wierzyl, ze imperium sowieckie rozpadnie sie na kilka, jesli nie kilkanascie niepodleglych panstw, w czym wolna Ukraina odegra kluczowa role. W tej sprawie utrzymywal korespondencje z wieloma ukrainskimi dzialaczami na calym swiecie. W kwestii zydowskiej Giedroyc byl zwolennikiem masowej emigracji Zydow do Palestyny z wyjatkiem tych, ktorzy utozsamiaja sie calkowicie z interesami narodu polskiego. W celu wyrazniejszego wylozenia wlasnych pogladow przeksztalcil Bunt Mlodych w Polityke i wraz ze swymi wspolpracownikami wydal w 1938 roku dzielo Polska idea imperialna. Byl to program polityczny srodowiska Polityki, zakladajacy nie uleganie opinii mas, ale ksztaltowanie jej. Wedlug niego najwazniejsza cecha polityka powinien byc jego autorytet moralny. Andrzej Stanislaw Kowalczyk w ksiazce Giedroyc i "Kultura" - na ktorej sie opieram przytaczajac przedwojenne poglady Giedroycia - pisze ze autorzy Polskiej idei imperialnej podkreslali koniecznosc wziecia w obrone "warstw uposledzonych: chlopow i bezrobotnego proletariatu miejskiego. W dziedzinie gospodarki domagali sie industrializacji kraju, w czym miala pomoc likwidacja monopoli panstwowych, karteli, biurokracji, dostepnosc kredytow i zachecenie przedsiebiorcow do inwestowania zyskow". Konflikt polsko-ukrainski mial byc zakonczony przez przerwanie przymusowej polonizacji, rownouprawnienie jezyka i szkolnictwa ukrainskiego. Srodowisko Buntu Mlodych i pozniejszej Polityki tworzyli m.in. bracia Aleksander, Jozef i Adolf Bochenscy, bracia Ksawery i Mieczyslaw Pruszynscy, Stefan Kisielewski, Czeslaw Milosz i Kazimierz Studentowicz. W odroznieniu od braci Bochenskich, Giedroyc reprezentowal stanowisko socjaldemokratyczne. Wobec perspektywy sojuszu niemiecko-sowieckiego Polityka stala - jak twierdzi Kowalczyk - na stanowisku zawarcia przymierza z Niemcami i wspolnego ruszenia na Sowiety, by rozpadly sie na panstwa narodowe. Po wojnie Giedroyc przyznal, ze takie myslenie bylo bledem, podobnie jak popieranie koncepcji federalistycznej Pilsudskiego i opowiadanie sie za Polska mocarstwowa.

Ksztaltowaniu sie postawy spolecznej przyszlego redaktora Kultury patronowaly trzy wielkie indywidualnosci: Stanislaw Brzozowski, najwybitniejszy polski mysliciel z poczatku XX wieku, upatrujacy sens zycia w czynie i pracy, Stefan Zeromski - jako krytyk spoleczenstwa polskiego - i wspomniany juz Jozef Pilsudski, ktory jako polityk, "zawsze ryzykowal przeciwko spoleczenstwu i wygrywal". Wszyscy trzej rozumieli zycie jako powolanie spoleczne i troske o dobro wspolne. Nie bez znaczenia byl dlan takze wplyw profesora Leona Petrazyckiego rozwazajacego wzajemne odniesienia miedzy prawem a moralnoscia. To on zarazil Giedroycia wrazliwoscia na poszanowanie prawa i krytycznym stosunkiem do niewielkiej swiadomosci prawnej rodakow.

11 lutego 1946 roku w Rzymie zostal powolany do zycia Instytut Literacki, ktorego zadaniem bylo gromadzenie i upowszechnianie pismiennictwa polskiego. 4 pazdziernika tego roku kierownikiem tej placowki zostal Jerzy Giedroyc. W szkicu programowym napisal: "Instytut Literacki postawil sobie za cel dostarczanie Polakom na obczyznie wyboru arcydziel naszego pismiennictwa, ukazanie im w ten sposob wielowiekowej tradycji kulturalnej, dzieki ktorej wiemy, ze 'upasc moze nawet narod wielki, ale zginac tylko nikczemny - narod bez wczoraj i dzis'". Bylo to przypomnienie slow Pilsudskiego. Liste dziel rozpoczynal wybor pism Stanislawa Brzozowskiego, pozniej szly ksiazki Pilsudskiego i... Dmowskiego. Bardzo wazna pozycja byly Ksiegi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicza.

Kierownikowi Instytutu nie wystarczalo tylko wydawanie. Chcial miec wlasna trybune, z ktorej moglby mowic o sprawach doraznych. Stworzyl ja wraz z Gustawem Herlingiem-Grudzinskim i Zofia Hertz. Byla nia Kultura. Jej pierwszy zeszyt ukazal sie w czerwcu 1947 r. Otwieraly go dwa studia: Z kryzysu ducha Paula Valery'ego i Zmierzch cywilizacji Benedetto Crocego. Byly w nim takze rozwazania o socjalizmie chrzescijanskim Tymona Terleckiego, studium o filozofii egzystencjalnej Sartre'a piora Tadeusza J. Kronskiego, szkic o Przeobrazeniach wewnetrznych spoleczenstw w okresie miedzywojennym Zygmunta Zaremskiego, artykul o Lyttonie Stracheyu Wiktora Weintrauba, posmiertne wspomnienie Jozefa Czapskiego o malarzu Bonnardzie, a takze utwory Andrzeja Bobkowskiego, Arthura Koestlera, Hermini Naglerowej i wiersze Federica Garcii Lorki. Celem przyswiecajacym redaktorom bylo podtrzymanie wsrod polskich emigrantow wojennych (i nie tylko) przekonania, iz "krag kulturalny, w ktorym zyja nie jest kregiem wymarlym" i podtrzymanie wsrod czytelnikow w Polsce wiary, ze "wartosci, ktore sa im bliskie nie zawalily sie pod obuchem nagiej sily". Zadaniem, ktore stawiala sobie Kultura, bylo rowniez szukanie w swiecie Zachodu "tej woli zycia, bez ktorej Europejczyk umrze", tak jak umarly kiedys kierownicze warstwy dawnych imperiow. Wzorem pisma wydawanego na emigracji i oddzialujacego na nia i na kraj byl rosyjski dwutygodnik Kolokol wydawany przez Aleksandra Hercena w Londynie i Genewie w latach 1857-1867.

Od pierwszego numeru Kultura wziela tez na siebie obowiazek przeciwstawiania sie komunizmowi. Jej redaktor drukowal utwory dysydentow sowieckich, od Solzenicyna i Brodskiego poczawszy. Namawial do poznawania mysli i literatury rosyjskiej. Oddzialywal na niektorych tworcow sowieckich. W przeciwienstwie do Stefana Kisielewskiego, Giedroyc wierzyl w upadek komunizmu. Byl na to przygotowany i pielegnowal w sobie wizje Polski niepodleglej, promieniujacej na sasiednie kraje, zwlaszcza na Wschod, ktory wolnej Polski potrzebowal - jego zdaniem - najbardziej. "Polska, ale jaka? "- pytal glosno cytujac Slowackiego. Nie mial watpliwosci, ze demokratyczna, wolna od nacjonalizmu i wszelkich ksenofobii i fundamentalizmow. Podkreslal wielokrotnie, ze Kultura chce "oduczyc Polakow anarchii i wychowac ich do panstwowosci". Z uznaniem mowil w ostatnich dniach o popieraniu przez Polske staran o przylaczenie do NATO innych panstw wschodnioeuropejskich. Przewidujac upadek komunizmu i imperium sowieckiego nie przewidzial jednak roli "Solidarnosci" w tej sprawie; nie sadzil, ze dojdzie do okraglego stolu. Wczesniej nie docenial oporu Kosciola katolickiego, dzialalnosci kola poselskiego Znak, misji miesiecznikow Znak i Wiez.

Drukowal opinie, z ktorymi sie nie zgadzal, choc nie wszystkie. Socjalista mogl w Kulturze sasiadowac z prawicowcem pod warunkiem, ze ten ostatni jest demokrata. Decydowala jakosc artykulu i rzetelnosc, z jaka zostal napisany. Wiele tematow Giedroyc inspirowal. Podpowiedzial Miloszowi Zniewolony umysl, Gombrowiczowi Dziennik, Stempowskiemu watki ukrainskie do Dziennika podrozy do Niemiec i Austrii... Dzieki niemu, oprocz juz wspomnianych, mogli drukowac swe utwory swietni pisarze emigracyjni, ktorzy nie mieli gdzie sie udac ze swymi utworami: Jozef Mackiewicz, Stanislaw Cat-Mackiewicz, Teodor Parnicki, Melchior Wankowicz, Henryk Grynberg, Slawomir Mrozek, Marek Hlasko, Jerzy Andrzejewski, Marek Nowakowski, Kazimierz Orlos, Wiktor Woroszylski, Stanislaw Baranczak, Adam Zagajewski, Zbigniew Herbert. Wspomniec jeszcze trzeba chocby niektorych eseistow: Michala Hellera, Wojciecha Skalmowskiego, Leopolda Ungera, Zdzislawa Najdera, Jakuba Karpinskiego, Wojciecha Karpinskiego, Jana Jozefa Lipskiego, Konstantego Jelenskiego, Adama Michnika...

Byl odwazny. Nie bal sie podejmowac spraw, ktore moga przysporzyc mu wrogow, takich chocby jak uznanie obecnych granic Polski czy prymitywizm polskiego katolicyzmu. Nie bal sie spotkan z inaczej myslacymi, podchwytliwych pytan swoich wrogow, oskarzen o nadmierna selektywnosc i atakow, jakie nan przypuszczal raz po raz rezym komunistyczny. Byl w niezgodzie z wieloma od Kisiela poczawszy, a skonczywszy na Herlingu-Grudzinskim, z ktorym spor o postawe wobec nowej rzeczywistosci polskiej przybral dramatyczny i spektakularny zarazem charakter, dzielac na dwa obozy dotychczasowych czytelnikow Kultury. Odzwierciedlal on glowny podzial, jaki istnieje obecnie nad Wisla. Giedroyc nie lekal sie takze wyznac, ze woli na stanowisku prezydenta Polski Aleksandra Kwasniewskiego niz Lecha Walese. Mial odwage krytykowac solidarnosciowych bohaterow wyznajac w ostatnich miesiacach, ze nie widzi na polskim firmamencie politycznym zadnej partii, ktorej mozna by bez obaw powierzyc kierowanie panstwem, ani zadnego meza stanu z prawdziwego zdarzenia. Byl gorzki. Ale byla to gorycz uzasadniona, bezinteresowna, nie plynaca z zadnych zabiegow o zaszczyty czy stanowiska. Byl przekonany, ze im mniej go lubia, tym bardziej sluchaja. I w duzym stopniu mial racje. Zaden liczacy sie polityk nie mogl nie brac pod uwage zdania Giedroycia, zaden nie mogl go wyminac. Dla intelektualistow z prawdziwego zdarzenia byl wielkim autorytetem. Nawet wtedy, kiedy sie z nim nie zgadzali.

Dobrze sie stalo, ze w wolnej Polsce powstalo kilka ksiazek o Jerzym Giedroyciu i jego dziele. Wszystkie mowia o jego pogladach, postawie i tytanicznej pracy. Wszystkie podkreslaja jego upor, niezaleznosc i wspomniana odwage, niewiele mowiac o Giedroyciu nie-pomniku. Zapewne dlatego, ze niewiele da sie powiedziec o kims, kto dla Polski zrezygnowal ze swego zycia prywatnego i bez reszty utozsamil sie z Kultura i Instytutem Literackim. Tym cenniejsza jest obserwacja poczyniona przez Stefanie Kossowska, redaktorke konkurencyjnych i nie zawsze przyjaznych Wiadomosci Londynskich, ktora zauwazyla, ze "Jerzy Giedroyc kocha tylko abstrakcje, swoje wizje, koncepcje, pomysly, postanowienia, utopie, ktore moga zawiesc, ale nie groza wscibska wzajemnoscia, ani nie moga zranic. Tak jak jego ptaki. Kosy, szpaki, synogarlice, golebie pamietaja, ze posiadlosc Kultury w Maisons-Laffitte nazywala sie kiedys La Domaine des Oiseaux i zlatuja chmarami pod okno, przez ktore Jerzy Giedroyc je codziennie karmi. I gdy odwrocony, oddalony od tego, co za jego plecami, sypie im chleb czy ziarno, gdy nachyla sie nad kwitnaca za oknem zasiana przez siebie maciejka i wdycha zapachy plynace z ogrodu, moze w tej krotkiej chwili otwieraja sie jego 'oczy serca', o ktorych mowi sw. Pawel, znika gorzkosc nagromadzona przez cale zycie i ukazuje sie twarz, jakiej nie zna zadna fotografia".

Mialem szczescie widziec te twarz. Szukam teraz slow, by moc ja opisac. Z tym co piekne, bywa jednak najtrudniej...

Andrzej Jozef Dabrowski

---------------------------------------------

Od redakcji

W nastepnym wydaniu Przegladu Polskiego szerzej omowimy zycie i dzialalnosc Jerzego Giedroycia.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail