WITOLD SULKOWSKI
Piekny widok
W
Teatrze Polskim w Waszyngtonie odbyla sie swiatowa prapremiera
sceniczna nowej sztuki Slawomira Mrozka Piekny widok.
Brzmi to nieprawdopodobnie, a jednak wlasnie tak bylo. Piekny
widok, publikowany w ubieglym roku w Dialogu,
mial byc wystawiony w Teatrze Wspolczesnym, ale przetarg
z autorem wygrala telewizja i polscy widzowie mogli jak
dotad obejrzec nowego Mrozka tylko w TV, skadinad w doskonalej
obsadzie (z Janda, Gajosem i Wakulinskim). Jednakze po premierze
telewizyjnej teatry w Polsce najwyrazniej postanowily z Pieknym widokiem poczekac. Teatr Polski w Waszyngtonie,
dzialajacy (przynajmniej na razie) poza kalkulacja komercyjna,
wystawil te sztuke kierujac sie najprostsza zasada. Rezyser
(Sylvia Daneel) przeczytala tekst w Dialogu i uznala,
ze warto sprobowac. W ten sposob Waszyngton, ktory jesli
chodzi o intensywnosc zycia polskiego wlecze sie daleko
za Nowym Jorkiem i Chicago, znalazl sie raptem w awangardzie.
Zanim opowiem o swiatowej premierze Pieknego widoku Mrozka kilka slow o waszyngtonskim teatrze. Rok temu wystawil
on komedie Mariana Hemara Pierwiastek z minus jeden.
Byla to rowniez, jesli sie nie myle, swiatowa prapremiera.
Jednakze po jednym , skadinad udanym przedstawieniu, o ktorym
napisalem zreszta bardzo przychylna recenzje w Przegladzie
Polskim, nastapila dluga, dluga cisza. Teatr nie znalazl
wtedy w sobie dosyc sily, zeby przebic sie na zewnatrz,
poza stolice, gdzie publicznosci polskiej jest akurat na
jedno, najwyzej dwa przedstawienia w duzej sali teatralnej,
jaka dysponuje zespol dzieki uprzejmosci wladz Arlingtonu
pod Waszyngtonem. Miejmy nadzieje, ze tym razem bedzie inaczej,
zwlaszcza ze spektakl Mrozka jest nieporownanie ciekawszy
od pierwszego, a takze - co nie jest bez znaczenia - bardziej
"przenosny": dwojka aktorow i prosta scenografia, czyli
da sie go przy pewnych uproszczeniach wystawic w kazdej
sali.
Sztuka Mrozka sklada sie z dwoch pozornie nie zwiazanych
ze soba scen z udzialem Mezczyzny i Kobiety. Tytulowy Piekny
widok rozposciera sie w scenie pierwszej z balkonu hotelowego,
a w drugiej z okienka strozowki. Obie sceny laczy jednosc
miejsca - nadmorska miejscowosc gdzies na Balkanach (jakby
okolice Dubrownika). W ukladzie scenicznym ten widok to
my - publicznosc. Aktorzy, pokazujac sobie chmury, morze,
nadbrzeze czy tez mezczyzne pijacego pod barem piwo, pokazuja
na nas - widzow. Bardzo dobry chwyt sceniczny, jeden z wielu,
ktorymi obdarzyla nas Sylvia Daneel i jej zespol. Z tego,
co mowia aktorzy na scenie, piekno widoku jest mocno przesadzone.
Morza widac kawalek i z daleka, miasteczko, niegdys kurort,
jest mocno podupadle i wyludnione. Ostatnia wojna byla tu
bardzo niedawno, a nowa byc moze zaczyna sie wlasnie w tej
chwili.
Para z pierwszego aktu, ktora przyjechala tu na urlop,
rezerwujac zawczasu miejsce, probuje zachowywac sie normalnie,
po wczasowemu, mimo ze w opustoszalym hotelu nic nie dziala,
a w miescie wszystko jest pozamykane lacznie z restauracja.
Wyglada jakby malzonkowie, byc moze z Polski, byli tu jedynymi
turystami. Pierwsza pojawia sie w pokoju hotelowym zona,
a za nia zdyszany maz z walizami, ktore musial wtaszczyc
na gore z braku dzialajacej windy. Malzenstwo stara sie
rozgoscic w niewygodnym pokoju, a ich nieustannej, jakby
toczonej od lat malzenskiej sprzeczce towarzysza uporczywe
zaloty meza, ktory wyraznie ma ochote na milosc wlasnie
tu i teraz. Zona, nie wiedziec czemu, droczy sie i grymasi,
a ta pospolita sytuacja rozgrywa sie w znakomitym, przewrotnie
dowcipnym Mrozkowskim dialogu. Po dlugich przepychankach
maz i zona decyduja sie spozyc jako preludium "romantyczna
kolacje". Dyrekcja hotelu, przepraszajac za zamkniecie restauracji
dostarczyla im do pokoju wiktualy - salami, napoczeta butelke
wina i chleb. "Wspanialy, balkanski chleb", zachwyca sie
maz, wachajac z zachwytem dostepny w kazdym wiekszym sklepie
chleb pita. Tymczasem na zewnatrz dzieje sie cos niepokojacego.
Maz, ktory zauwazyl to cos, pierwszy stara sie odwrocic
uwage zony od "pieknego widoku", ale wreszcie szydlo wychodzi
z worka. Na dachu sasiedniego domu czai sie snajper z karabinem
z luneta. "Nie celuje przeciez w nasza strone, a wiec nic
nie powinno nas to obchodzic" - tlumaczy maz spanikowanej
zonie, czujac, jak wizja upojnej nocy po romantycznej kolacji
zalamuje sie w oczach. Gasnie swiatlo - awaria elektrycznosci
- i zaraz pada strzal.
W scenie drugiej, ktora rozgrywa sie w zapuszczonej strozowce
miejscowego muzeum w tej samej (prawdopodobnie) miejscowosci,
dowiemy sie (choc nie do konca), kto strzelal i do kogo.
Sztuka Mrozka jest miedzy innymi zagadka kryminalna. A
takze moralitetem na temat wspolczesnego swiata. Stroz ze
sceny drugiej jest terrorysta-dezerterem, ukrywajacym sie
i przed swoimi dawnymi mocodawcami i przed agencjami wywiadowczymi.
Nawiedza go kaprysna turystka, ktora na chwile zostawila
meza na przystani przy piwku. Moze jest ona tylko szukajaca
przygod damulka, ale moze tez byc agentka kontrwywiadu,
ktora przyszla stroza-terroryste zlikwidowac.
Tozsamosc czlowieka, a takze mozliwosc oceny moralnej i
intelektualnej jego dzialan sa w swiecie wspolczesnym -
wedlug Mrozka - zamazane i niejasne, a sytuacje, w ktorych
bohaterowie sie znajduja - niejednoznaczne i trudne do calosciowego
opisu.
W Teatrze Polskim w Waszyngtonie w obu scenach wystapila
para tych samych aktorow: Irena Jarocka i Wieslaw Malachowski.
Malachowskiego chwalilem juz przy okazji pierwszej waszyngtonskiej
premiery. Tym razem pokazal jeszcze wieksza klase i szersza
skale mozliwosci aktorskich - sztuka Mrozka zapewne stworzyla
mu po temu lepsza sposobnosc. Malachowski potrafi bawic
widza przedluzajacym sie w nieskonczonosc smakowitym ciagnieciem
wina z butelki, zakladaniem dzinsow (w jedna nogawke), a
takze nakrywaniem do stolu, gdy podspiewujac kretynska arietke
z Cyrulika sewilskiego podgrywa jednoczesnie torreadora,
poslugujac sie obrusem. Ale nie zawsze jest tylko blaznem...
czasem pokazuje zmeczone i smutne, bardzo ludzkie oblicze.
Ten aktor o wspanialym talencie, sprawdzony w przeszlosci
na wielkich scenach w Polsce, prowadzi na co dzien w Waszyngtonie
firme kontraktorska.
Irena Jarocka, swietna piosenkarka i gwiazda estrady, nigdy
nie bawila sie dotad w aktorstwo dramatyczne. Grajac w obu
scenach Pieknego widoku kaprysne, pretensjonalne
i zadne wladzy nad mezczyzna baby, postawila na "przesade
teatralna", co doskonale miescilo sie w mrozkowskiej konwencji.
Uwierzyc w wiarygodnosc jej kreacji bylo tym latwiej, ze
jest to kobieta bardzo przystojna i obdarzona sceniczna
charyzma.
Warto powiedziec tez pare slow o oszczednej, ale inteligentnej
scenografii (wiadomo, ze licha scenografia moze polozyc
kazde przedstawienie), o bardzo dobrych kostiumach (Jarocka
przebiera sie prawie nieustannie) i o starannej oprawie
dzwiekowej. Dzieki temu na waszyngtonskiej swiatowej prapremierze
scenicznej Pieknego widoku Slawomira Mrozka zobaczylismy
nie tylko znakomita sztuke w dobrym wykonaniu, ale tez przezylismy
pelne i bogate wydarzenie teatralne.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |