[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (6 pazdziernika 2000)


AGATA KLOPOTOWSKA

"Oczy matki
spoczywaja na mnie"

Sa takie ksiazki, o ktorych pisanie wydaje sie rzecza niewlasciwa, a moze wrecz niepozadana. Dlugopis nie chce trzymac sie dloni. A oczy wracaja nieustannie do tekstu. Zamiast pisac o nim, chcialoby sie go po prostu przepisac, strona po stronie, linijka po linijce, niczego nie gubiac i nie pomijajac. Wszelki komentarz tzw. krytyka grozi splyceniem, falszywa nuta.

Na biurku lezy niewielki tomik Tadeusza Rozewicza Matka odchodzi. Okladka jest czarna, jakby okryta kirem. Na niej fotografia matki w kolorze sepii.

Przystepujac do pracy nad niniejszym szkicem, obawiam sie, ze porywam sie na swietosc, ze niepotrzebnie otwieram usta tam, gdzie najwlasciwsze byloby zamilczenie. I kto wie, czy milczenia o tym utworze nie chcialby sam autor? Bo wlasciwie co tu pisac w obliczu przejmujacego swiadectwa bolu, cierpienia, rozpaczy? Slowa sa wytarte.

Rozewicz dostrzegal z zazenowaniem przykra nieodpowiedniosc zabiegow estetycznych sluzacych wyrazeniu tego, co w nim placze. Proba ujecia w zgrabne wersy i zdania tresci nabrzmialych, ostatecznych graniczy z okrucienstwem. "Czy poeta to czlowiek, ktory pisze z suchymi oczami treny, bo musi dobrze widziec ich forme? Musi cale serce wlozyc w to, aby forma byla 'doskonala'...? Poeta, czlowiek bez serca?" - oto pytania ze wstepu pt. Teraz. Kiedy matka umierala na raka, Rozewicz we wlaczonym do tomu Dzienniku gliwickim (23 maja - 22 lipca 1957 r.) zwierza sie gorzko:

"Uwazam, ze wszystkie moje wiersze - albo prawie wszystkie, jakie teraz oglaszam, sa niepotrzebne. Nie stwarza ich koniecznosc.

Zaluje czasu dla chorej matki, (...) a potem (...) siedze z ciezka glowa nad papierami. Nie lubie swoich wierszy. Czy moga bys piekne?

Dzis od powrotu ze szpitala mam wyrzuty. Trzeba tam bylo posiedziec dluzej niz te 15 minut. Potem chcialem jeszcze raz isc do szpitala - ale juz bylo za pozno".

Wiersze moga byc jednak piekne. Piekne pieknem poezji, o ktorej autor Niepokoju powiedzial kiedys, ze - tak jak obrazy van Gogha - nie bierze sie ona tylko ze swiatla, ale takze "z tragedii, z ciemnosci". Ludzkie cierpienie jest tu materia i zrodlem tworzenia. Lek i troska, udreczenie i umeczenie ciala, bol po stracie bliskiej osoby, samotnosc, tesknota, pustka, niewiara. Trudno strescic opisywane doswiadczenie. Moje slowa nie wystarcza. Sa wytarte.

Trzeba siegnac po dzielo samo. Jest ono wielowarstwowe. Stanowi swego rodzaju antologie rodzinna, wzbogacona fotografiami. Autorami tekstow, obok Tadeusza Rozewicza, sa jego bracia: Janusz i Stanislaw oraz matka Stefania Rozewiczowa, ktora w przejmujacej narracji pt. Wies mojego dziecinstwa kresli niezwykle sugestywnie obraz zycia chlopow w czasach caratu, a we wspomnieniu Rok 1921, 9 pazdziernika opowiada o narodzinach jej drugiego syna Tadeusza. Bogactwo gatunkow i tonow, zamkniete w czarnej oprawie zalobnej okladki, tworzy doskonale skomponowana calosc. No wlasnie, "skomponowana"? We wspomnianym wyzej wstepie poeta przyznaje sie z rozdzierajaca szczeroscia: "...a i teraz pisze - 'z suchymi oczami' i 'poprawiam' te moje zebracze treny...".

Nawet jesli Rozewicz cyzeluje slowa, liczy kropki, poprawia - to na pewno nie zatraca autentyzmu tego, o czym pisze. Nie zaciera w gladkiej formie szorstkiej powierzchni zycia, kaleczacych konturow istnienia. Nie przeslania ziejacej czernia rozpaczy. Bez zbednych ozdobnikow odslania prawde. Chcialoby sie powiedziec: naga prawde. Naga jak otwarta rana.

Ze zlozonych tekstow wylania sie portret matki, kobiety o wielkim sercu, pelnej zyczliwosci dla swiata. Wychowana na wsi, wsrod lasow, z wielka czuloscia przyglada sie naturze. Dostrzega jej piekno. "Mama bardzo lubi narcyzy i bez, wszystkie kwiaty" - pisze Stanislaw, mlodszy brat poety. "W dniu imienin Janusz od lat znajduje po przebudzeniu na koldrze konwalie, a czasem jasmin: to mama". Wrazliwa na ludzkie niedole, zawsze spieszy innym z pomoca. "Choc w domu sie 'nie przelewa', mama pomaga sasiadom, rodzinie M.". Tadeusz Rozewicz wspomina, jak podczas "wielkiej zimy" 1929 r. matka poslala go "z garnuszkiem goracego barszczu do sasiadow-bezrobotnych".

Gleboko wierzaca i religijna, co roku, 2 lutego, w dzien Matki Boskiej Gromnicznej jezdzi na Jasna Gore. Zlozyla taki slub, kiedy maz, zarazony grypa "hiszpanka", byl umierajacy. Dzieci do pozna czekaja w napieciu na jej powrot. Mama wnosi do domu slodycze - pudelko ciastek, ktore zawsze przywozi z Czestochowy: "rurki z kremem, grzybki z kapeluszem oblanym polewa czekoladowa, kremowki...".

Matka o rekach swietej. W kazdej sytuacji umie doradzic, znalezc rozwiazanie. Nieustannie czyms zajeta, krzatajaca sie, zapracowana: "Gotuje, zmywa, sprzata, ceruje, kupuje buty, odnosi je do podzelowania, pali w piecach (...). Przed swietami robi porzadki, pastuje podlogi (...), odkurza sprzety, orla z bialego alabastru, rwacego kajdany...". Stanislaw pamieta placz mamy, kiedy w katastrofie zgineli Zwirko i Wigura, a pozniej - placz "po smierci generala Sikorskiego...".

Na rok przed koncem wojny serce matki przeszyl miecz. Byla wtedy jeszcze "mloda piekna". Rozewicz opisuje w wierszu jej fotografie z tamtego okresu: "usmiecha sie lekko". Na odwrotnej stronie zdjecia znajduje zapisane przez nia slowa:

"(...) 'rok 1944 okrutny dla mnie'
w roku 1944
zostal zamordowany
przez gestapo moj starszy brat
skrylismy jego smierc
przed matka
ale ona nas przejrzala
i ukryla to
przed nami
(Fotografia)

O tragedii najstarszego brata, Janusza opowiada takze Stanislaw:

"Ostatnie miesiace okupacji sa bardzo ciezkie. (...) Wiemy juz z Tadeuszem, ze byla wsypa w Lodzi, ze Janusz jest juz badany przez gestapo, siedzi w wiezieniu. Nie mowimy o tym mamie, opowiadamy o roznych sytuacjach w konspiracji, kiedy trzeba na dlugi czas zniknac. Pracownica Janusza z konspiracji wspominala: 'Janusz na kilka dni przed aresztowaniem powiedzial nagle ni stad ni zowad - jakby przeczuwal, co sie stanie - 'Najbardziej zal mi matki mojej...'".

Rozewicz w zadnym miejscu nie przywolal ewangelicznego zwrotu o matczynym sercu, ktore przeszywa miecz. Mam jednak wrazenie, ze kiedy poeta pisze o cierpieniu wlasnej matki, ten obraz nie opuszcza go i dlatego przytaczajac wczesniej te slowa, sadze, iz nie popelnilam interpretacyjnego naduzycia. Poeta wielokrotnie odwoluje sie do Biblii, najczesciej do Nowego Testamentu. Dwa utwory odnosza sie bezposrednio do Maryi, Matki Jezusa.

Utwor Rece w kajdanach, otwierajacy w tomiku cykl wierszy poswieconych matce, jest modlitwa wtopiona w dramatyczny opis sytuacji wieznia, ograniczonego nie tylko przez kraty i kajdany, znekanego nie tylko przez bol pobitego ciala, ale takze przez "beznadzieje godzin", "nocy beznadzieje".

(...) Rece matczyne sa slabe
od meki drzace i trwogi
niech slowo stanie sie cialem
a jasnosc niech stanie sie Bogiem
Toc nasi synkowie tez byli
Jak Twoj slabiutki malenki
dla Niego dla synka Twojego
i naszych oslon od meki (...)

Dla matki nawet dorosly syn zawsze bedzie w jakis sposob "malenki". Pamiec jego niemowlectwa, dziecinstwa pozostanie w niej zywa, bo "Matka patrzy na syna, kiedy on stawia pierwsze kroki i potem kiedy szuka drogi (...)".

W tytule Martwy owoc kryje sie gra slow, albo raczej gra konotacji. Pierwsze skojarzenie przywodzi na mysl malowidlo - martwa nature.

Sa gruszki zlote na talerzu
kwiaty i dwie dziewczyny mlode
Na stole fotografia chlopca
jasny i sztywny w czarnym kepi (...)

Stojaca na stole fotografia miesci sie w poetyce martwej natury, pasuje do fragmentu uspionego, nieruchomego swiata. Przymiotniki "jasny", "sztywny", "czarny" intensyfikuja poczucie martwoty i wyraznie kontrastuja w zestawieniu z dziewczynami, ktore w kolejnych wersach "maja miekkie wargi" i "slodkie oczy"...

Wszystko jednak zmierza do zaskakujacej pointy. Ramy obrazu rozsadza bol. Martwa natura to za malo, by uchwycic prawde. W zakonczeniu dowiadujemy sie, ze nie chodzi tu o owoc - element obrazu, lecz o martwy owoc matczynego zywota. Jest to oczywiscie aluzja do Matki Boskiej.

(...) Przez pokoj idzie biedna matka
poprawia fotografie placze
Gasna na stole zlote slonca
i martwy owoc jej zywota

Obraz z poczatku jasny zlotem, przesiakniety swiatlem niczym obrazy holenderskich mistrzow - gasnie. Spowija go ciemnosc.

Serce matki przeszyl miecz. Wiesc o zabitym dziecku to dla niej cios smiertelny. A wiec podwojna smierc. Podwojny grob. Wiersz Kopiec koncza przejmujace slowa:

Matka zywcem pogrzebana
w powietrzu przy stole
porusza niemrawo
palcami.

Utwor Dwa wyroki przytocze w calosci:

Widze usmiech
zdjety z jego bialej twarzy
pod murem.
Zwiastun smierci Nieznajomy
schylil glowe
nizej.
Widze
smieszny posag bolesci
w przydeptanych pantoflach
przy kuchni
mala krzywa
figurke
skamienialej matki

Przejmujaca scena: widok skamienialej matki, ktora nie zastygla w patetycznej pozie z rekami uniesionymi ku niebu, z krzykiem rozpaczy na ustach, lecz znieruchomiala pochylona nad kuchnia, "w przydeptanych pantoflach". Mala, skulona, niepozorna, skromna w bolu, milczaca. Po cichu cierpiaca.

"Jak mnie boli, to tylko sie zwine i odwroce do sciany, i tak leze cichutko..." - wyznala synowi w szpitalu, kiedy nowotwor zlosliwy zabijal ja dzien po dniu. A syn zanotowal potem w dzienniku: "Kogo ja mam prosic o laske, aby tak nie cierpiala. (...) Jak ona biedna cierpiala przez wszystkie lata od smierci Janusza - (do dzis - do tego dnia) nie moge myslec o tym, co gestapo z nim zrobilo". Matka tez nie mogla przez te 13 lat myslec, co zrobili z jej dzieckiem. Ugodzona smiertelnie w roku czterdziestym czwartym, w piecdziesiatym siodmym poddana jeszcze jednej probie - bezlitosnej chorobie...

Powracajacym w tomiku motywem jest sciana - znak smierci. W cytowanych juz Dwoch wyrokach jest to mur, pod ktorym sie ginie: "Widze usmiech / zdjety z jego bialej twarzy / pod murem". Rozewicz napisal tez wiersz Sciana, w ktorym opowiada, jak matka odchodzi z tego swiata.

Odwrocila twarz do sciany (...)
wiec takim ruchem glowy
mozna odwrocic sie od swiata (...)
Ona jest teraz sama
w obliczu martwej sciany
i tak juz zostanie
zostanie pod sciana
ogromniejaca
skrecona i mala
z zacisnieta piescia
a ja siedze
z kamiennymi nogami
i nie porywam jej z tego miejsca
nie unosze
lzejszej niz westchnienie.

A przeciez matka jest "mala / i mozna ja nosic na rekach" (napisal poeta w wierszu Kasztan). Kiedy patrzy na nia w szpitalu, jakze czesto wydaje mu sie mala dziewczynka, "chorym malym dzieckiem". Wiec dlaczego mu sie nie udaje oderwac jej od sciany, odwrocic na powrot ku swiatu? Jeszcze w jakims momencie budzi sie w nim nadzieja. Zapisuje w dzienniku zdanie pelne desperacji, brzmiace jak mocne postanowienie. "Trzeba ja powoli wyciagnac spod tej sciany, odebrac zle mysli". Po czym dodaje: "Ach, jaki czlowiek jest bezradny. Nie moge sie zgodzic, nie moge jej oddac". Niestety, wobec sciany czlowiek jest faktycznie bezradny. Tylko po smierci moze przeniknac mur, wtedy gdy smierc mu juz nie zagraza.

Nie jest przypadkiem, ze po Scianie, na nastepnej stronie, zostal umieszczony wiersz Powrot. Rozpoczyna go obraz pogodny, pelen slonca, tak jakby bariera wczesniej nie do pokonania zostala przelamana, a beznadzieja - przezwyciezona. Poprzez spotkanie tych dwoch wierszy Rozewicz wydobywa znaczenia slow: odwrocenie sie do sciany bylo odwrotem, odejsciem, opuszczeniem. Ale po odwrocie nastepuje powrot. W nieprzyjaznym murze zostana wylamane kraty. W bialej, nieprzeniknionej scianie pojawi sie otwor:

Nagle otworzy sie okno
i matka mnie zawola
juz czas wracac
rozstapi sie sciana
wejde do nieba
w zabloconych butach

- Synku, wracaj - zdaje sie mowic mama. Do czego? Do niej? Do nieba? Do domu? Do zrodel? Ciekawe, ze odpowiedz wcale nie jest jednoznaczna. Nie wiadomo na pewno, czy to matka z zaswiatow wola? Czy raczej matka, ktora czeka przy oknie na syna-partyzanta, powracajacego z lasu w zabloconych butach? Czy wejscie do nieba jest tu wizja wkroczenia w wiecznosc? Czy moze powrotem z wojny do domu, do ciepla, bezpieczenstwa? Powrotem do raju dziecinstwa?

usiade przy stole i opryskliwie
bede odpowiadal na pytania
nic mi nie jest dajcie
mi spokoj. Z glowa w dloniach
tak siedze i siedze. (...)
Nie - przeciez nie moge im
powiedziec
ze czlowiek czlowiekowi
skacze do gardla.

Zakonczenie wcale nie rozwiazuje interpretacyjnej zagadki. Czy to syn-partyzant nie chce opowiadac rodzicom o zabijaniu ludzi? Czy raczej sedziwy syn-poeta, ktory "po koncu swiata, po smierci", przez pol wieku probowal budowac swoj swiat, uczyc sie go od nowa, teraz - dzis - wie, ze "na swiecie znow sie toczy wojna. Jedna ze stu, jakie tocza sie bez przerwy od konca II wojny swiatowej"? Wali sie poecie swiat pod gruzami swiezo zburzonych domow. Gazety, telewizja podaja, ze noz nie sluzy tylko do krajania chleba. I ten syn-poeta nie chce opowiadac rodzicom w zaswiatach, co podaja media o szerokim zastosowaniu noza...

"Teraz kiedy pisze te slowa spokojne uwazne oczy matki spoczywaja na mnie. Patrzy na mnie z 'tamtego swiata' z tamtej strony, w ktora nie wierze". Czym zatem jest Powrot? Spotkaniem za zycia, czy spotkaniem po zyciu? Czy spotkanie tam, po drugiej stronie jest w ogole mozliwe?

Oczy matki sa jak oczy Boga: zawsze obecne, wszystko widzace, czule, kochajace. Sa warunkiem istnienia. Bez ich patrzenia nastepuje natychmiastowe potkniecie i upadek w przepasc. "Kiedy matka odwroci oczy od swojego dziecka dziecko zaczyna bladzic i ginie w swiecie pozbawionym milosci i ciepla".

Syn-poeta czuje na sobie nieustannie wzrok matki. W tym sensie matka nigdy od niego nie odeszla, "byla z nami i bedzie..." az do momentu, kiedy... Poeta szykuje sie do drogi, "do wyjscia w ciemnosc...". Nie wierzy w tamta strone, ale wie, ze stamtad wlasnie matka na niego patrzy. Wkraczamy w tym momencie w rewiry najtrudniejszych pytan. Dotykamy tzw. spraw ostatecznych, ktore w tomiku osnuwa cien zwatpienia, brzemie meczacej niewiary. Zaroilo sie od trzykropkow cytowanych i moich wlasnych, bowiem wszystko jest tu tajemnica, niedopowiedzeniem, urwanym oddechem.

W kontekscie tych rozwazan bardzo waznym utworem jest wiersz Drzwi. Pojawiaja sie w nim trzy plany, trzy wymiary. Najpierw jest ciemny pokoj, stol, kieliszek czerwonego wina. Opis przywodzi na mysl oltarz w mrocznym kosciele. Dokad wiedzie droga od oltarza? Czy ku wiecznosci? Otoz na drugim planie otwiera sie widok na najwczesniejsze lata zycia.

(...) przez otwarte drzwi
widze krajobraz dziecinstwa
kuchnie z niebieskim czajnikiem
serce Jezusa w cierniowej koronie
przezroczysty cien matki (...)

Tak mogla wygladac kuchnia w rodzinnym domu, ze swietym obrazem na scianie, ale poszczegolne elementy krajobrazu nasuwaja takze mysl o posmiertnym raju. Wyraznie te dwie wizje, podobnie jak w Powrocie, nakladaja sie na siebie. Wiecznosc to dom. Dom to niebo.

Ale w omawianym utworze uchylaja sie jeszcze trzecie drzwi -

(...) a za nimi we mgle
w glebi
troche w lewo
albo w srodku
widze
Nic

Syna-poete przesladuje wizja nicosci, przed ktora chronia go przez caly czas "badawcze oczy matki". Ale co bedzie, gdy poeta wyjdzie w ciemnosc? Jesli nie trafi na druga strone, bo w nia zwatpil? Zgubi sie matce? Jej oczy juz go nie dojrza? Matka, ktora nigdy do konca nie odeszla, odchodzi teraz stopniowo, odchodzi w miare zblizania sie przez poete do ostatnich drzwi...

A moze uda sie jej przeprowadzic go przez ciemnosc ku swiatlosci? Nie pozwoli dziecku pomylic sciezek. A moze droga konczy sie na kuchni z niebieskim czajnikiem i sercem Jezusa...? I trzecich drzwi wcale nie ma. Sa tylko produktem poetyckiej wyobrazni. Moze racje mial Norwid, ktory pisal, ze z rzeczy swiata tego zostana tylko dwie: poezja i dobroc? Rozewicz odpowiedzial mu polemicznie: "Zostalo Nic". Ale przeciez - "Oczy matki spoczywaja na mnie". Ale przeciez - "mama nie odeszla byla z nami i bedzie...

To nie Matka odchodzi. To my odchodzimy. Matka daje reka znak: powrot jest mozliwy. Matka patrzy i czeka.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail