ALINA ZERANSKA
Pisarz niedoceniony
W
czasie wypadu do Nowego Jorku na zebraniu u przyjaciol pilismy
mocno - tak Jack opowiadal mi niegdys w Pittsburghu swoja
piekna, bezbledna polszczyzna o tym, jak doszlo do wydania
w maju 1967 r. jego pierwszej ksiazki The Thousand Hour
Day. - Mialem juz mocno w czubie, gdy zaczalem wychwalac
sie, jaka pisze wspaniala ksiazke. A siedzial kolo mnie
jakis jegomosc i dopytywal sie, o czym ta ksiazka. Po wodce
staje sie wymowny, wiec zaczalem mu wykladac o polskiej
wojnie, a on koniecznie chcial zobaczyc maszynopis. Pojechalismy
wiec do mnie i przez reszte nocy czytal pierwsze rozdzialy
nie ukonczonej ksiazki. Gdy switalo, powiedzial mi, ze jest
jednym z redaktorow firmy wydawniczej The Dial Press. Wkrotce
juz mialem kontrakt.
Tak zaczela sie kariera literacka W.S. (Wieslawa Stanislawa)
Kuniczaka, ktorego nazywano w Ameryce Jack. Mial juz wtedy
37 lat, a dotad mala byla nadzieja, by zamilowanie do pisania
przynioslo mu slawe. Pisal stale, lecz... do szuflady. Wydawcow
nie interesowaly jego awanturnicze i szpiegowskie fantazje
w stylu Jamesa Bonda. Mial juz "na sumieniu" szesc powiesci
i mnostwo opowiadan, ktore - sam przyznawal - ze byly kiepskie.
Napisal tez kilkaset wierszy, ktore uwazal za dobre. - W
ten sposob uczylem sie rzemiosla - mowil. - Pisanie jest
nalogiem. Gdy sie skonczy jedno, trzeba natychmiast wypelnic
pustke.
Wieslaw mial dziewiec lat, gdy wybuchla wojna i opuscil
Polske wraz z rodzina. Wzrastal w cieniu dramatu ojczyzny.
Ojciec Wieslawa byl pulkownikiem polskiego wojska i potem
w Anglii wybitna osobistoscia w kolach polskich uchodzcow,
piastujac az do smierci w latach 70. stanowisko prezesa
Towarzystwa Ziem Wschodnich. Jack byl wiec dzieckiem emigracji,
wychowanym w duchu polskim i tradycjach wojskowych. Ale
gnal go w swiat niespokojny duch. W latach 60. porzucil
nauke i dom rodzinny, walesal sie, zyl z polowu lososi w
Szkocji, byl kierowca taksowki w Paryzu, pracowal w winnicach
Francji, wreszcie wyladowal w Ameryce.
Gdy Kuniczak zaczal pisac o Polsce, nie byly wiec to jego
wspomnienia, ale czul potrzebe przelania na papier sprawy
gleboko nurtujacej go w duszy. Ten jego debiut literacki
opisuje krwawy, polski wrzesien. Badanie historii, zbieranie
materialow nawet z pomoca ojca zajelo mu trzy lata. Powiesc
miala tez co najmniej piec wersji, a stron jest w The
Thousand Hour Day przeszlo 600. Pisal dalej glownie
w Meksyku, mieszkajac w namiocie albo w chatce gdzies nad
morzem w warunkach zupelnie prymitywnych, zyjac doslownie
z byle czego. Zarabial troche oprowadzajac turystow po ruinach
cywilizacji Majow.
Ksiazka ukazala sie w 25 tysiacach egzemplarzy, co bylo
dla debiutujacego pisarza w Ameryce sporym nakladem. Wnet
zakupil prawa do niej jeden z prestizowych klubow ksiazkowych Book of the Month i rozprowadzil cwierc miliona egzemplarzy.
Powiesc doczekala sie tez potem taniego wydania w miekkiej
oprawie i szeregu tlumaczen. Bylo wiele entuzjastycznych
recenzji. Slynny pisarz Irving Stone nazwal ksiazke Kuniczaka
"oszalamiajacym osiagnieciem, ktore z pewnoscia zajmie miejsce
wsrod wielkich powiesci ostatniej wojny".
Jest to jednak ksiazka troche nierowna, ma dluzyzny. Przydalby
sie jej dobry redaktor, a miala az trzech kolejno i zaden
nie zajal sie nia nalezycie. Sceny batalistyczne sa tam
jednak wspaniale, na miare Sienkiewicza i Tolstoja. Tak
pieknej, tak wstrzasajacej opowiesci o Westerplatte, jaka
nam dal Kuniczak, nie znajdziemy w calej bogatej polskiej
literaturze wojennej.
Wsrod polskich czytelnikow odzywaly sie krytyczne glosy.
Panowie ze starszego pokolenia zakrzykneli: - Jak moze o
tym pisac ktos, kto tego sam nie przezyl! Wyszukiwano najdrobniejsze
niescislosci. A przeciez Kuniczak nie napisal rozprawy historycznej,
tylko powiesc. Jest nasza cecha narodowa, ze lubimy krytykowac
rodakow, ktorzy cos osiagneli. Rozmawialam z ludzmi, ktorzy
ksiazki wcale nie czytali lub tylko pierwszy rozdzial, a
juz wszystko wiedzieli, "co tam jest do skrytykowania".
Kuniczak byl tym slusznie rozgoryczony. Objezdzajac Ameryke
z odczytami tez przysporzyl sobie wrogow. Wyrazal bowiem
czasem nieprzychylne opinie o Polonii amerykanskiej. Krytykowal
niedostateczne piecie sie po drabinie naukowej i spolecznej,
brak wplywow politycznych, niedostatek wybitnych artystow
i profesorow, co w istocie wowczas mialo miejsce.
Kuniczak nie uwazal sie nigdy za historyka, niemniej tak
w pierwszej jego ksiazce, jak i w nastepnej The March tlo historycznych wydarzen jest bardzo wazne, jest wlasciwie
celem, a fikcyjni bohaterowie sluza do zilustrowania go.
Nikt przedtem nie opowiedzial Amerykanom tak dokladnie i
tak obrazowo, jak to bylo. Amerykanie nie mieli wowczas
pojecia o tragedii narodowej, jaka stala sie dla Polakow
okupacja sowiecka, opisana w Marszu. Juz od roku
1970 Kuniczak byl zaglebiony w pracy nad ta druga ksiazka,
wymyslil juz nawet dla niej tytul. Miala to byc opowiesc
o aresztowaniach i wywozkach we Lwowie w latach 1939 i 1940,
o wiezieniach sowieckich, o masakrze w Katyniu, o zeslaniu
na syberyjskie pustkowia, wreszcie o heroicznym marszu dwoch
milionow ludzi ze wszystkich katow lodowatego kontynentu,
wynedznialych wiezniow i polzywych zeslancow w lachmanach,
ktorzy bez zadnej pomocy, na wlasna reke, na otwartych platformach
kolejowych, zyjac z zebraniny od wioski do wioski wsrod
dzikich szczepow azjatyckich, splywajac rzekami - zdazyli
do tworzacego sie w Zwiazku Sowieckim polskiego wojska.
Bylo to bowiem, zdaniem autora, wydarzenie historycznie
niebywale. "Nie byli to po prostu ludzie - pisal - lecz
gigantyczna manifestacja niezlomnego ducha ludzkiego, ludzkiej
nieugietej woli przezycia za wszelka cene i ludzkiej potrzeby
wolnosci, jakkolwiek te wolnosc sobie wyobrazali".
W skromnym mieszkaniu w dzielnicy artystow i studentow
w Pittsburghu na biurku Kuniczaka rosl stos zapisanych kartek. Marszu nie mozna bylo jednak napisac nie wychodzac
z pokoju. Trzeba bylo zaglebiac sie w materialy w bibliotekach
Londynu, rozmawiac z ludzmi, ktorzy "przeszli Rosje". Nawet
pojechac do Polski. Tam przedstawiciele czynnikow rzadowych
PRL probowali naklonic Kuniczaka do zaniechania pisania
tej ksiazki, w zamian za obietnice wydania Dnia o tysiacu
godzin w Polsce w tlumaczeniu.
Kuniczak wyruszyl w swiat i porwal go wicher niespodziewanych
wydarzen. Zaplatal sie w afere z narkotykami i dostal sie
do tureckiego wiezienia. Z pomoca ruszyla mu wowczas ta
krytyczna i nie doceniajaca jego tworczosci Polonia amerykanska.
Podawala mu pomocna dlon jeszcze wielokrotnie, gdy popadal
w rozne tarapaty. Po powrocie do Ameryki zaopiekowala sie
nim Fundacja Kosciuszkowska, poparla go Liga Pisarzy i amerykanski
Pen Club, ktoremu wowczas prezesowal Jerzy Kosinski. Wielu
Amerykanom polskiego i niepolskiego pochodzenia zalezalo,
by Kuniczak pisal dalej i wspierali go. Wtedy firma wydawnicza,
wowczas jedna z najwiekszych i najpowazniejszych w Ameryce,
Doubleday & Co., tez przyszla z pomoca.
Duzo wczesniej, bo w rok po debiucie, Kuniczak probowal
swych sil w oderwaniu od polskosci. Ukazala sie wtedy jego
druga ksiazka Sempinski Affair, niewielka szpiegowska
historia chyba wyciagnieta z szuflady. Minela bez echa,
utalentowanemu pisarzowi zaangazowanemu w powazna sprawe
polskiego dramatu narodowego nie przyniosla chluby. Po powrocie
do Ameryki, przy wsparciu Fundacji Kosciuszkowskiej, wyszla
nakladem Doubledaya, z lepszym skutkiem, jego ksiazka My
Name is a Million ogromnie wartosciowa dla dobrego imienia
polskiego w Ameryce. Jest to ilustrowana, pieknie wydana
historia Polonii amerykanskiej i wybitnych Polakow, ktorzy
odegrali w Ameryce wyjatkowa role. To ksiazka swietnie pomyslana
i napisana.
Wreszcie we wrzesniu 1979 r. po dziesieciu latach pracy
(choc z przerwami) The March - wydany nakladem Doubleday,
tez z pomoca Fundacji Kosciuszkowskiej - ukazal sie na polkach
ksiegarskich. Jest to praca prawdziwie monumentalna, wynik
kolosalnego wysilku, setek wywiadow, listow, spotkan. Powiesc,
oprocz obszernego tla historycznego, ktore jest tu sprawa
najwazniejsza, ma interesujaca akcje prywatna, wiele watkow,
wielu bohaterow. Jeden z glownych bohaterow - Abel - pochodzi
z calkowicie spolszczonej rodziny zydowskiej. To pochodzenie
jest niewazne i dla niego, i dla jego dziewczyny, Polki,
laczy ich bowiem milosc.
Problem zydowski ujawnil sie juz w pierwszej ksiazce Kuniczaka,
z cala sila wystapil w Marszu. Usiluje on pokazac,
jak zroznicowana byla ludnosc zydowskiego pochodzenia w
Polsce i jak nie mozna jej traktowac jednolicie. Jeden wuj
Abla, major polskiego wojska, polski patriota - ginie w
Katyniu. Drugi jego wuj jest fanatykiem - syjonista i miedzynarodowym
terrorysta. "W Polsce - pisze Kuniczak - 100 000 Zydow przeszlo
na katolicyzm i przestalo byc Zydami. Milion pozostalo zydami
w sensie religijnym, lecz uwazalo sie za Polakow. Duza czesc
odeszla calkowicie od religii i nie wiedziala, kim jest,
jeszcze inna czesc ledwie zaczela wydobywac sie spolecznie,
ekonomicznie i kulturowo ze sredniowiecznego zacofania".
W okupowanym Lwowie Kuniczaka strach jest wrecz dotykalny.
Czarne sowieckie wozy kraza po miescie o zmroku. Gina ludzie
bez sladu, adwokaci i robotnicy, lekarze i szewcy. Nocami
kryja sie po parkach cale rodziny. Tymczasem NKWD oproznia
kamienice. W porannej mgle odjezdzaja na wschod bydlece
wagony z zakratowanymi oknami. Nazywa sie to "dobrowolnym
przesiedleniem".
Biegu wypadkow poprzedzajacych masakre katynska, dzien
po dniu, godzine po godzinie ani samego morderstwa nikt
nie odtworzyl tak obrazowo, jak Kuniczak. Ich smierc przezywamy
wraz z polskimi oficerami, ktorzy - jadac na stracenie -
nie mogli sobie wyobrazic, by w XX stuleciu moglo miec miejsce
podobne bestialstwo. Opis masakry na Morzu Bialym jest pierwszym
powazniejszym wyobrazeniem tej niebywalej zbrodni. Nie ma
na to dowodow, nie otwarto dokumentow, jesli sie jakies
zachowaly. Tu posluzyla Kuniczakowi wyobraznia. W tych dramatycznych
scenach Kuniczak jest najlepszy, niezrownany.
Z kazdej kartki Marszu bije nienawisc do wojny,
tego "ludzkiego szalenstwa". Heroizm niedobitkow zdazajacych
do wolnosci rzekami, drogami, ze zboczy Uralu, z bezmiernych
stepow i lasow przedstawiony jest na miare tragedii greckich.
Kuniczak analizuje odwieczny problem ludzkich reakcji w
momentach najciezszej proby - bohaterstwo, samozaparcie
i gre najnizszych instynktow. Marsz to szczyt tworczosci
Kuniczaka.
Nie zostal jednak amerykanskim bestsellerem. Jest to ksiazka
na to zbyt powazna. Byla tez moze zbyt polska w czasach,
gdy jeszcze nie mielismy "Solidarnosci" i Polska sie nie
interesowano. Dziwic sie tylko mozna, ze tak malo siegnelo
po nia osob polskiego pochodzenia. Nie jest to latwa lektura,
ale kto przeczytal - nie moze jej zapomniec.
Trzeci tom trylogii polskiej Kuniczaka Veledictory (Doubleday,
1983) to powiesc osnuta na tle historii dywizjonu 303 w
Wielkiej Brytanii w czasie wojny. Jest dobrze napisana,
interesujaca, ale nie dorownuje poprzednim ani rozmiarem,
ani napieciem dramatycznym. Po niej Kuniczak nie stworzyl
juz nic wiecej wlasnego. Zamiar tlumaczenia Trylogii Sienkiewicza narodzil sie wczesnie. Juz w latach 60.
zaawansowany byl w pracy nad Ogniem i mieczem. Dramat
Wieslawa Kuniczaka polegal jednak na tym, ze chcial byc
pisarzem tylko amerykanskim, ale nie potrafil stworzyc niczego
wartosciowego w oderwaniu od polskosci. Polska byla jedynym
jego natchnieniem. Dlatego zwrocil sie do Sienkiewicza,
w nim szukal poratowania.
Tlumaczenie moze tez byc literatura, co tak wspaniale udowodnil
nam Boy-Zelenski. Ale Kuniczaka ponosilo jego pioro. Jego Trylogia odbiegla daleko od oryginalu, co byloby
dopuszczalne w przypadku, gdyby zamiast - tlumaczenie -
napisal, ze jest to adaptacja. Mamy kilka swietnych adaptacji
- skroconych dla mlodziezy powiesci Dickensa. Piszac z mysla
o wspolczesnym amerykanskim czytelniku moze i Trylogia zyskalaby na skroceniu, ale przerobka Kuniczaka jest
dluzsza od oryginalu. Zmiana nazwisk bohaterow jest tez
nie do strawienia, bo przeciez nigdy w tlumaczeniach nie
zmieniano nawet tak trudnych imion bohaterow greckiej ani
rosyjskiej literatury.
Kuniczak na Sienkiewiczu nie zrobil fortuny, ale jednak
sporo Amerykanow polskiego pochodzenia i Polakow kupowalo
te ksiazki w Ameryce, chocby dla swoich dzieci. Sa napisane
z talentem, interesujaco. Wiele tez Kuniczak w ostatnich
latach zycia doznal za nie zaszczytow w Polsce, otrzymal
wiele wyroznien, wiele pochwal. W swietle tych faktow trudno
zrozumiec, dlaczego w ostatnim wydaniu Encyklopedii Popularnej PWN nie mozna znalezc nazwiska W.S. Kuniczaka.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |