CZESLAW KARKOWSKI
Wieslaw Kuniczak (1930-2000)
Wedrowiec przez zycie
Wieslawa
Kuniczaka spotkalem po raz pierwszy w 1988 r. Przypadkowo
wpadl mi w rece jego saznisty memorial na temat amerykanskiej
wersji Trylogii, ktora chcial opublikowac. Bardzo
mnie zainteresowal pomysl i zadzwonilem do niego. Spotkalismy
sie kilka dni pozniej w redakcji Nowego Dziennika,
mieszczacej sie wtedy jeszcze przy 21 West 38 Street. Rezultatem
tego byl moj tekst opublikowany w Przegladzie Polskim w pazdzierniku tego samego roku.
Wczesniej niewiele o pisarzu wiedzialem. Gdy go zobaczylem
po raz pierwszy, zaskoczyla mnie jego twarz - przecieta
niezmiernie gesta siateczka zmarszczek. Palil duzo. Mowil
cicho, powoli. Nosil sie z idea opublikowania ponownego
bestsellera polskiego na rynku amerykanskim. Tym razem jednak
miala byc nim Trylogia. "Ponownego", bowiem on wlasnie
mogl sie poszczycic bestsellerem w USA. Jego The Thousand
Hour Day, gruba powiesc osnuta na tle losow polskich
w czasie wojny, zrobila niegdys wielka kariere w Stanach
Zjednoczonych i wyrobila mu pisarska marke. Mowil o sobie,
iz tylko on, Jerzy Kosinski i Czeslaw Milosz sa polskimi
pisarzami znanymi na tutejszym rynku.
Potem napisal The March i Valedictory - jakby
dalsze ciagi Dnia tysiaca godzin, ktore w sumie mialy
skladac sie na swoista trylogie, ale te dwie dalsze powiesci
nie znalazly juz takiego uznania w oczach amerykanskich
czytelnikow. Lubil jednak widac myslec w kategoriach trylogii,
skoro podjal sie przekladu wlasnie dziela Henryka Sienkiewicza.
Na jego decyzje o pracy nad powiescia Sienkiewicza wplynela
pogarszajaca sie sytuacja materialna pisarza. The Thousand
Hour Day, ksiazka wydana w 1966 r. i poswiecona kampanii
wrzesniowej, pozwolila ma na usamodzielnienie sie i rezygnacje
z pracy dziennikarskiej (zaczynal w Cleveland, Ohio, w pismie The Plain Dealer). Jednak w 20 lat pozniej dalsze
niezbyt udane powiesci wyczerpaly zasoby finansowe Kuniczaka.
Mial wprawdzie w polowie lat 80. krotki kontrakt wykladowcy
w Alliance College, PA, ale byla to sprawa czasowa. Sam
Alliance College zamieral i w pare lat pozniej zostal zlikwidowany.
Tymczasem przedsiewziecie translatorskie Kuniczaka gotowe
bylo finansowac Copernicus Society z Filadelfii.
Byl on wiec bardzo zainteresowany rozpropagowaniem swego
projektu. Dlatego chyba zareagowal tak zywo na moj telefon
i przyjechal spod Filadelfii do Nowego Jorku. Spotkalismy
sie w redakcji. Pisarz kladl wtedy nacisk na dwie sprawy.
Pierwsza - w tamtych czasach - mnie zdziwila. Wciaz powtarzal,
iz calosc zostala zrobiona (choc wtedy jeszcze chyba nie
byl gotow z Trylogia) bez skrawka papieru - wszystko
na komputerze. Po drugie, podkreslal wage ekonomiczna przedsiewziecia.
Chodzilo mu o to, ze w Stanach Zjednoczonych niezmiernie
trudno jest opublikowac ksiazke poswiecona sprawom polskim.
Wydawcy - utrzymywal - i chyba niestety mial racje - doskonale
wiedza, ze nie istnieje w USA polski rynek nabywcow ksiazek
w jezyku angielskim; Polacy po prostu malo czytaja, dlatego
tez ksiazki o tematyce polskiej uwazane sa przez wydawcow
amerykanskich za kiepska inwestycje. Mysle, ze mogl cos
na ten temat powiedziec, zwlaszcza po niepowodzeniu dwoch
dalszych czesci jego wlasnej trylogii: The March dotyczyl losow Polakow po kampanii wrzesniowej, zeslancow
na Sybir, w tym takze losu polskich oficerow zamordowanych
w Katyniu, a Valedictory - polskich zolnierzy w Anglii.
Uwazal jednak, ze Trylogia Sienkiewicza moze radykalnie
odmienic to nastawienie. Gdyby Polonia masowo kupowala to
dzielo, bylaby szansa na zmiane nieprzychylnego dotychczas
nastawienia wydawcow. Ale jak sie wcisnac w ogole na rynek
(czyli zainteresowac powaznych wydawcow), skoro zywia oni
taka niechec do polskich ksiazek po angielsku? Wedlug Kuniczaka
najlepszym, a wlasciwie jedynym rozwiazaniem byloby danie
wydawcy swoistej gwarancji, ze nie straci na tej inwestycji.
Chodzilo mu wiec o to, aby polonijne organizacje skladaly
na rece potencjalnego wydawcy zamowienia na wieksza liczbe
egzemplarzy Trylogii, z zamiarem rozprowadzenia ich
wsrod swoich czlonkow (Kongres Polonii Amerykanskiej zlozyl
podobno juz wtedy, czyli w 1988 r., takie zamowienie na
5 tysiecy egzemplarzy). Nie tylko gwarantowaloby to sukces
wydawniczy dziela Sienkiewicza w USA, ale takze utorowaloby
droge innym ksiazkom o tematyce polskiej.
Nie znam kulisow zabiegow Kuniczaka o wydanie Trylogii.
Ostatecznie publikacji dziela podjal sie dom wydawniczy
Hippocrene Books, specjalizujacy sie w polskich publikacjach
przeznaczonych na rynek amerykanski. Niejako w zapowiedzi
nowej wersji Trylogii w ksiegarniach przeprowadzilem
kolejna rozmowe z Wieslawem Kuniczakiem - tym razem w siedzibie
Hippocrene Books.
W Nowym Dzienniku pisalem juz wczesniej o Kuniczaku
i jego kontrowersyjnym przedsiewzieciu - "uwspolczesnionym"
tlumaczeniu Trylogii Sienkiewicza - przy okazji naszego
pierwszego spotkania. Powiadal on, ze nie tylko przeklada Trylogie na angielski, ale ponadto zarazem i tlumaczy
ja na jezyk wspolczesnej powiesci, odpowiedniej dla amerykanskiego
rynku czytelniczego. Wierny, filologiczny przeklad bylby
- zdaniem Kuniczaka - rozwiazaniem blednym. Tak przetlumaczony
na angielski Sienkiewicz nie trafilby we wspolczesne gusty.
Nalezy - podkreslal - oddac przede wszystkim ducha Trylogii,
a nie litere dziela, bo moze to odstraszyc amerykanskiego
czytelnika. Uwspolczesnil wiec jezyk, skrocil przydlugie
refleksje bohaterow, zatuszowal nadmierny sentymentalizm
Sienkiewiczowskiej powiesci. Uproscil nadto (aby byly zrozumiale
dla odbiorcy) charakterystyki postaci i uwspolczesnil ich
wypowiedzi.
Duzo zmian dokonal w przypadku postaci kobiecych, przedstawianych
przez Sienkiewicza w sposob stereotypowy, czyli jako istoty
slabe, placzliwe, zawsze troche dziecinne. Kuniczak uznal,
ze w dobie wojujacego feminizmu w Ameryce, gdzie prawie
80 procent odbiorcow literatury popularnej (a ciagle chodzilo
mu o Trylogie jako bestseller) stanowia kobiety,
taki sposob przedstawiania jest nie do przyjecia. Bohaterki
Kuniczakowej Trylogii wypowiadaja sie wiec z wieksza
stanowczoscia, przejawiaja glebie ducha i sile charakteru;
wzmocnil wiec i "poprawil" ich oryginalny wizerunek. Jego
przeklad nie byl zatem wiernym filologicznym tlumaczeniem,
ale odtworzeniem dziela Sienkiewicza na nowo w innym jezyku
i innym czasie oraz przystosowanym do zaistnienia z powodzeniem
w odmiennej kulturze.
Poszczegolne czesci Trylogii zaczely sie ukazywac. Ogniem i mieczem (With Sword and Fire) z przedmowa
Jamesa Michenera, przyjaciela Edwarda Piszka, prezesa i
glownego patrona Fundacji Kopernikanskiej, zyskalo przychylna
recenzje w New York Times Book Review piora Normana
Daviesa w 1991 r.; Davies przypomnial stary (i bardzo zly
podobno) przeklad Jeremiaha Curtina. Jako jeden z przykladow
fatalnych pomyslow translatorskich podal, ze towarzysze
pancerni w Trylogii w anglojezycznej wersji Curtina
witali sie with foreheads, kiedy w oryginale polskim
po prostu mowili "czolem".
W bardzo interesujacej ksiazce na temat tlumacza Sienkiewicza
Michal Mikos z Wisconsin, niezmiernie kompetentny literaturoznawca
i swietny tlumacz polskiej literatury na angielski, pisze
o umiejetnosciach translatorskich Curtina dobrze, choc nie
ukrywa, iz Amerykanin nie wzgledami artystycznymi sie kierowal;
po prostu sporo zarobil na tlumaczeniu Sienkiewicza, niezmiernie
poczytnego swego czasu autora w USA. Nie ma jednak powodu,
by nie wierzyc Daviesowi co do konkretnych, chybionych pomyslow
translatorskich Curtina.
Szesc lat wytezonej pracy Kuniczaka przynioslo efekt niekoniecznie
taki, jakiego sie tlumacz spodziewal. Liczyl na wielki sukces,
spodziewal sie, ze dzielo Sienkiewicza zmieni stosunek wydawcow
do ksiazek polskich lub na tematy polskie. Nic takiego sie
nie stalo, choc poszczegolne czesci With Sword and Fire, The Deluge i Fire in the Steppe (Pan Wolodyjowski),
ladnie wydane, z kolorowymi reprodukcjami polskich obrazow
na obwolucie, mialy kilka dodrukow. Zdaniem Jerzego Krzyzanowskiego
tlumaczenie to i publikacja nowej wersji Trylogii byly
jednym z najwazniejszych, jednorazowych wydarzen kulturalnych
w dziejach polskiej emigracji w Stanach Zjednoczonych.
Poszczegolne tomy nowej anglojezycznej wersji Trylogii zaczely sie ukazywac w poczatkach lat 90.: With Fire
and Sword w 1991 r. - ostatnia czesc Fire in the
Steppe w 1992 r. Jeden z wydawcow Hippocrene Books,
Jacek Galazka liczyl takze i na to, ze wielkie zainteresowanie
Europa Wschodnia, jakie wowczas zapanowalo na Zachodzie,
bardzo pomoze w rozpropagowaniu powiesci Sienkiewicza. Niestety.
O ile jeszcze troche rozglosu bylo w przypadku Ogniem
i mieczem, to juz nastepne czesci zaczely sie ukazywac
przy gluchym milczeniu prasy amerykanskiej.
Nie powiodlo sie, a szkoda. Kuniczak pracowal nad tym przekladem
bardzo ciezko. Nie oceniam tu samego nowatorskiego i kontrowersyjnego
podejscia do prozy Sienkiewicza. To zupelnie inna sprawa.
Jego praca zostala doceniona w swiecie tlumaczy; Amerykanskie
Stowarzyszenie Tlumaczy Literatury przyznalo Kuniczakowi
wyroznienie w 1991 r. (wsrod dziesieciu innych) za wybitne
osiagniecie translatorskie. Ale szeroka publicznosc na Sienkiewicza
nie odpowiedziala - przede wszystkim chyba ksiegarnie nie
chcialy brac tych opaslych, odstraszajacych rozmiarami tomow
o rozgrywajacych sie w odleglych czasach przygodach dziwnych
ludzi w egzotycznym dla Amerykanow kraju.
Nie spelnionione marzenie o wielkim sukcesie literackim,
o ponownym bestsellerze, musialy mocno przygnebic Kuniczaka.
Gorycz zapomnienia, a do tego pogarszajacy sie stan zdrowia
sprawily, ze wycofal sie na odludzie pensylwanskiej wsi.
Nawet jesli pisal, nie publikowal. Albo nie chcial, albo
mial swiadomosc, ze juz nie potrafi - jak niegdys - przyciagac
tlumow czytelnikow.
W paru rozmowach, jakie z nim przeprowadzilem, opowiadal
o swoim zyciu. Urodzil sie w 1930 r. we Lwowie. We wrzesniu
1939 r. wraz z rodzicami przedostal sie przez Rumunie do
Francji, a potem do Anglii. Ojciec byl oficerem, wiec szedl
z wojskiem, zas matka z nim i jego 3-letnia wowczas siostra
przeszla te droge nieco pozniej, stad tez i wedrowka trwala
dluzej - przez Hiszpanie, Portugalie, Polnocna Afryke -
normalna wtedy droga uchodzcza. Opowiadal o tej wedrowce
pelnej przygod, kiedy przez Pireneje musieli sie przedostawac
idac tunelami kolejowymi, jako ze panowala zima i gory byly
pelne sniegu i lodu. Szli wiec trzymajac sie scian, aby
nie rozjechaly ich pociagi.
W Anglii spedzil wojne. Uczeszczal do najlepszych angielskich
szkol dzieki stypendium, jakie uzyskal na nauke, miedzy
innymi dlatego - jak twierdzil - ze ojciec byl polskim oficerem.
Mieszkali pod Londynem, a potem przeniesli sie do Szkocji.
Po skonczeniu szkoly sredniej zaczal studiowac na London
School of Economics. Twierdzil, ze wyslal go tam ojciec,
ktory nie chcial slyszec o pisarskiej karierze syna. Uwazal,
ze wpierw trzeba ukonczyc dobre studia i zdobyc konkretny
zawod, a potem ewentualnie mozna robic, co sie chce.
Skonczyla sie wojna, zaczely ciezkie czasy. Ojciec w ramach
akcji na rzecz przystosowania zawodowego dawnych zolnierzy
ukonczyl kurs tapicerski. Do Polski wracac nie mogl, gdyz
w Warszawie wydano nan zaocznie wyrok smierci.
Wieslaw Kuniczak zlozyl podanie o stypendium w polonijnym
Alliance College w Pensylwanii i je dostal, ale podobno,
w czasie gdy plynal statkiem do Ameryki, stypendium mu cofnieto.
To dziwna dosc historia, ale jej nie rozwinal w rozmowie.
W kazdym razie - jak opowiadal - wyladowal w Nowym Jorku
bez pieniedzy, bez legalnych podstaw pobytu w USA, bez znajomych.
Tulal sie dosc dlugo, twierdzil, ze nocowal po piwnicach,
w jakichs skladach. Jadl co sie dalo. Wspominal, ze nierzadko
korzystal z techniki przedstawionej pozniej w komedii Victor
and Victoria, gdzie glodna bohaterka (grana przez Julie
Andrews) przynosi do restauracji karalucha, aby go wypuscic
w stosownym momencie i korzystajac z wywolanego zamieszania,
wyjsc nie placac rachunku za zjedzony obiad.
Pojechal mimo wszystko do Alliance College, gdzie starano
mu sie jakos pomoc. Mogl tam mieszkac w zamian za drobne
uslugi, jak koszenie trawy, mycie szyb czy robienie korekty.
Jednoczesnie zalatwial sobie prawo stalego pobytu. I kiedy
tylko mu je przyznano, dostal wezwanie do wojska. Wyslano
go do Korei, gdzie spedzil prawie rok. Sluzba wojskowa radykalnie
zmienila sytuacje Kuniczaka.
Po powrocie skonczyl studia i rozpoczal nastepne na wydziale
dziennikarskim Columbia University. Jednoczesnie pracowal
w malej gazecie wychodzacej kolo Syracuse. Po dwoch latach
przeniosl sie do Cleveland, do wspomnianej The Plain
Dealer. Mowil, ze czesto mial nocne dyzury i kiedy gazeta
kolo polnocy szla do drukarni, a jego godziny pracykonczyly
sie dopiero o 3 nad ranem, czas ten zaczal wykorzystywac
na pisanie. W ciszy i spokoju redakcyjnej nocy poczal tworzyc,
ale dlugo to trwalo. Napisal podobno osiem "amerykanskich"
powiesci. Zadnej z nich mu nie wydano. Dopiero dzieki The
Thousand Hour Day odniosl sukces, ktory pozwolil mu
na luksus rezygnacji z pracy zawodowej i poswiecenie sie
wylacznie pisarstwu.
Podjal tematyke stosunkowo egzotyczna dla amerykanskiego
czytelnika - wrzesien 1939 r. w Polsce, ale - jak twierdzil
- poniewaz pisal z pasja, aby wyrazic caly swoj bol i gorycz,
wscieklosc i zal, uczucia zwiazane z sytuacja Polski podczas
i po zakonczeniu wojny, dlatego bylo to dzielo dobre. Uwazal,
ze jego wczesniejsze proby byly nieudane, bowiem pisal o
sprawach, amerykanskich, czyli w istocie o rzeczach, ktore
nie byly mu dobrze znane, do ktorych nie mial emocjonalnego
stosunku. Czesc z tego, co opisal w The Thousand Hour
Day, znal z wlasnego doswiadczenia, czesc z opowiesci
rodzicow i ich znajomych.
Ale doswiadczen i przezyc pozniejszych - emigranta, dziennikarza,
zolnierza, pisarza, czlowieka o dosc awanturniczej naturze
(przesiedzial w koncu okolo dwoch lat w wiezieniu w Grecji),
wedrowca i przez swiat, i przez zycie - tego juz nie opisal.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |