MARIA KORNATOWSKA
Tworczosc filmowa Wojciecha Hasa
Artysta w labiryntach snow
Byl
Artysta. Artysta w tradycyjnym tego slowa rozumieniu. W
duchu romantyczno-modernistycznym. Artysta, ktory wskutek
osobliwego zbiegu okolicznosci zablakal sie w show-biznesie.
Nie tak dawno zreszta oswiadczyl publicznie, ze wlasciwie
trafil do kinematografii przez przypadek. Chcial byc przeciez
malarzem. Studiowal w krakowskiej akademii. Robil ilustracje
do ksiazek.
Kino pochlonelo go jednak. Nadawalo obrazom poetycki wymiar.
Laczylo je w rytmiczne kompozycje. Zdawalo sie otwierac
szersze niz malarstwo horyzonty. Do ostatka uwazal, ze istota
filmowej sztuki jest wlasnie obraz. Akcji i dialogom przypisywal
niewielka role. Klasycznym cwiczeniem na Jego zajeciach
w lodzkiej szkole filmowej byla etiuda bezdialogowa. Cala
tresc mial wyrazic obraz. Twierdzil, ze tylko w ten sposob
mozna wyksztalcic prawdziwego rezysera. Slowa nic nie mowia
i nic w gruncie rzeczy nie znacza. Prawde czyta sie z twarzy
aktora.
Wojciech Has nie nalezal do popularnego dzis gatunku storytellers.
Nie interesowalo go opowiadanie historii, sprowadzajacych
sie nieodmiennie do kilku znanych schematow. Chcial mowic
o ludzkiej kondycji, o losie czlowieka rzuconego w obcy,
obojetny, a wlasciwie wrogi sobie swiat. O samotnosci i
rozpaczy. W swiecie Hasa nie ma bowiem odkupienia. Nie ma
Boga. Jest pustka i ciemnosc. Nawet milosc - ulubione kolo
ratunkowe filmowych opowiadaczy - nie przynosi ocalenia.
Pesymizm Hasa odczytywano w swoim czasie jako polityczna
deklaracje. Kiedy w jego filmach, chocby w Petli albo Nieciekawej historii, padaly slowa, jakie to
brzydkie lub jakie to nieciekawe, szare miasto - odnoszono
je oczywiscie do rzeczywistosci PRL-u. Ale byla to tylko
prawda czesciowa. Tworczosc autora Rekopisu znalezionego
w Saragossie i Sanatorium Pod Klepsydra funkcjonowala
nie tylko w kontekscie polskim, zdeterminowanym przez sytuacje
polityczna i narodowy wzorzec zaangazowania sztuki. Wpisywala
sie w najciekawszy nurt kina europejskiego epoki postegzystencjalizmu.
Petla - debiut fabularny Hasa - powstala w tym samym
czasie co glosny Krzyk Antonioniego. Jesli przyjrzec
sie dokladnie obydwu filmom, dostrzec mozna zasadnicze miedzy
nimi podobienstwa. Ich bohaterowie probuja uciec od swego
losu, probuja znalezc dla siebie ocalenie, ale im sie to
nie udaje. Wedrowka wzdluz doliny Padu i po "dziwnie
nieladnym miescie" PRL-u jest wedrowka donikad. Jedynym
wyzwoleniem okazuje sie samobojcza smierc. Zycie nie zdradza
bowiem zadnego sensu, nie niesie zadnej nadziei. Absurdalnosc
wszelkich poczynan odslania inne dzielo Hasa - Jak byc
kochana. Jakiekolwiek by byly nasze intencje i tak nieodmiennie
ponosimy kleske. W swym fatalizmie Has zbliza sie do Antonioniego.
Bohater Zawodu reporter rownie daremnie probuje zmienic
swoje zycie, by w koncu zaakceptowac smierc w jakims obskurnym
hotelowym pokoju. Grany przez Gustawa Holoubka zgorzknialy
profesor z Nieciekawej historii patrzy przez okno
na odjazd jedynej bliskiej istoty, a potem kladzie sie spokojnie
na hotelowe lozko, czekajac na smierc.
Pesymizm Hasa przekraczal zalosny swiat PRL-u. Mial swe
korzenie w europejskiej tradycji filozoficzno-literackiej.
Wyrastal z Camusa i Kierkegaarda. Z Kwiatow zla Baudelairea.
Z poetyki francuskiego czarnego kina.
Has - rasowy Europejczyk - byl zbyt madry i nazbyt gorzki,
by nie wiedziec, ze zmiana ustroju tylko w ograniczonym
stopniu wplynac moze na los ludzkiej istoty. Skazana odwiecznym
wyrokiem na samotnosc, rozpacz i smierc i tak nie uniknie
swego przeznaczenia. Niczym tragikomiczny bohater Rekopisu,
w ktorakolwiek strone sie nie zwroci trafi na to samo pustkowie,
wpadnie w te sama pulapke. Has nie wierzyl w polityke. Pozostal
wierny sobie.
Fundamentalnym tematem tworczosci Hasa jest smierc. Od
debiutanckiej Petli poczynajac, a na Niezwyklej
podrozy Baltazara Kobera konczac. Smierc postaci, formacji
historycznej, zaglada swiata, ktory odchodzi w nicosc. Niby
cos sie dzieje w tych filmach, postaci gdzies wedruja, dokads
zmierzaja, do czegos daza. Naprawde jednak, juz od pierwszego
ujecia naleza do swiata umarlych. Ich los jest przesadzony.
Wyrok wydany, jak u Kafki. Stad charakterystyczna struktura
dziel Hasa. Niby dynamiczna (chocby z uwagi na ruchliwosc
kamery) w istocie statyczna.
Ulubionym ornamentem rezysera jest rozklad materii. Psucie
sie rzeczywistosci, jej powolne umieranie i rozpad. Znamienna
pod tym wzgledem jest sekwencja spaceru po Powislu z Lalki.
Sanatorium wydaje sie byc poematem poswieconym owemu
rozkladaniu sie skazanej na zatracenie fizycznosci. W finale
filmu wszystko obraca sie w gnany metafizycznym wichrem
proch i pyl.
Milosnik Nostradamusa, Has byl w istocie rzeczy katastrofista.
W zyciu i w sztuce. Otaczal sie amuletami i magicznymi przedmiotami
wierzac na swoj sposob, ze zdolaja powstrzymac czyhajace
zewszad zle moce. Z jednej strony racjonalista trzezwo oceniajacy
ludzi i sytuacje, z drugiej - czlowiek gleboko irracjonalny,
czytajacy z uwaga sny i karty tarota, kierujacy sie intuicja
i instynktem. Kiedy np. obsadzal film, weryfikowal slusznosc
swych wyborow za pomoca wahadelka. Byl przesadny. Zaklinal
rzeczywistosc. Tworczosc byla dlan tez rodzajem magii. Zaklinaniem.
Moze dlatego tak wielka wage przykladal do scenografii.
Lubil jej tandetnosc, kiczowatosc. Sanatorium sprawia
chwilami wrazenie rupieciarni. Podobnie jak mieszkanie Wojciecha
Hasa, mroczne, zagracone, zasnute dymem kadzidelek. Palil
zawsze swieczki. By przywolywac duchy umarlych. Tych, ktorych
kochal, tych, co byli Mu bliscy.
Piewca smierci, przemijania i rozkladu w szczegolny sposob
cenil przeciez zycie. Lubil zmyslowa urode kobiet, dobre
jedzenie, dobry alkohol. Sam swietnie gotowal i nie dopuszczal
nikogo do kuchni. W trudnych czasach PRL, jezdzac do Paryza
zabieral ze soba podreczna lodowke. Przywozil w niej wyborne
sery, "prawdziwa" smietane, francuskie maslo,
flaki i miesiwa. Uznawal jedynie produkty najwyzszej jakosci.
Osobiscie robil makaron za pomoca specjalnej, wloskiej,
oczywiscie, maszyny. Nawet lody sam produkowal. Kucharzenie
bawilo go niepomiernie. Uwazal, ze rezyser z prawdziwego
zdarzenia powinien umiec dobrze gotowac, bo obydwa kunszty:
robienie filmow i gotowanie maja ze soba duzo wspolnego.
Film robi sie jak potrawe. Zgodnie z przepisem, ale przeciez
po swojemu, improwizujac na podstawie ustalonych receptur.
Byl artysta bladzacym po labiryntach snow i iluzji, kabalista
i magiem, ale rowniez najwyzszej klasy profesjonalista.
Rzemioslo mial w malym palcu. Obserwowalam go wielokrotnie
na planie. Kontrolowal wszystko czujnie, zajety rozmowa,
rozluzniony, dowcipkujacy. Nic nie umykalo jego uwagi, choc
niby zajmowal sie czyms innym. Ekipy uwielbialy go za te
znajomosc rzeczy, ktora wydawala sie u niego calkowicie
naturalna, wrodzona, po prostu. W wytworni budzil sie w
nim inny czlowiek. Wstepowala wen jakas demiurgiczna energia.
Fascynowal otoczenie. Bywalo, ze skonczywszy juz robote,
aktorzy, elektrycy, dzwiekowcy, miast pedzic do domu, siedzieli
na planie, by Go obserwowac, by patrzec, jak pracuje, jak
pospolita materie przetwarza w sztuke.
Jak kazdy prawdziwy artysta miewal psychiczne kace. Przyplywy
euforii, bolesne zalamania. Najbardziej bal sie porankow.
Kiedy nie robil filmow, wstawal pozno i pozno kladl sie
spac. Wieczory byly latwiejsze do zniesienia.
Lubil dobre samochody. Szybka jazde. Niechetnie chodzil
piechota. Za szyba samochodu rzeczywistosc tracila ostre
kontury, wydawala sie mniej brzydka i mniej grozna. Zmieniala
sie w iluzje, w dekoracje. Mialam dziwne uczucie, ze nie
lubil rzeczywistosci. Unikal jej. Moze wlasnie dlatego tworzyl
wlasny swiat, na pograniczu snu i spektaklu, marzenia i
uludy. Nie zywil zludzen w stosunku do ludzi. Znal ich malosc,
podlosc, egoizm. Potrafil manipulowac ich wadami i zaletami.
Jednoczesnie byl niezwykle lojalny. Bronil do upadlego tych,
ktorych uznawal za swych przyjaciol. Walczyl o swoich studentow.
Nie opuszczal nikogo w potrzebie. Mozna bylo na Nim polegac.
Byl odwazny. Nie cofal sie przed mowieniem rzeczy niepopularnych,
nie zabiegal o niczyje wzgledy, nikogo nie kokietowal Mial
poczucie wlasnej wartosci.
Lubil wladze. Jestem przekonana, ze czlowiek pozbawiony
przyrodzonego instynktu wladzy, umiejetnosci rzadzenia innymi
nie posiada predyspozycji do zawodu rezysera. Potrzeba wladzy
jest niewatpliwie jedna ze sprezyn filmowej tworczosci.
Przez ostatnie lata, kiedy przestal robic filmy, przesiadywal
w domu. Okna jego mieszkania wychodzily na maly cmentarz.
Patrzyl wiec w okno telewizora. Okno na swiat iluzji. Rzadko
ogladal dzienniki. Wolal filmy. Raz w tygodniu przyjezdzal
do szkoly filmowej na zajecia ze studentami II roku wydzialu
rezyserii. Pisali na scianie meskiej ubikacji: "Wojciech
Jerzy jak nalezy", "Hasowka zawsze najlepsza".
Wzbudzal w nich lek i milosc. Rzadko jezdzil do Warszawy.
Zamknal sie sam ze soba. Odizolowal.
Slawa jego rosla jednak w swiecie, choc nic w tym kierunku
nie robil. Rekopis znaleziony w Saragossie jest za
granica jedynym polskim filmem kultowym. Graja go ciagle
w Nowym Jorku, w San Francisco, w malych kina lewobrzeznego
Paryza. Wiosna tego roku odbyla sie w Hadze retrospektywa
tworczosci Luisa Bunuela. Na towarzyszacym jej seminarium
czolowy krytyk holenderski mowil o wplywie Hasa na hiszpanskiego
mistrza. Okazuje sie, ze Bunuel nie bardzo wiedzial, jak
rozwiazac konstrukcyjna formule Pieknosci dnia. Zdesperowany
wstapil - by sie zrelaksowac - do malego kina w Madrycie,
gdzie grali wlasnie Rekopis. Film Hasa olsnil go.
Znalazl rozwiazanie. Holendrzy pokazali wiec Rekopis w ramach retrospektywy Bunuela. I zapragneli w roku 2001
urzadzic retrospektywe Hasowi.
Bywa niekiedy - dzialo sie tak chocby w przypadku Pasoliniego,
Felliniego, Kieslowskiego, ze filmy niczym sen przepowiadaja
przyszlosc, ze pobrzmiewa w nich dziwne jakies osobiste
przeczucie, intuicja, blysk zlowrogiej iluminacji. Glos
podswiadomosci. Tak wlasnie, w moim przekonaniu, bylo tez
z Wojciechem Hasem. Jakby czul w sobie obecnosc smierci,
ktora coraz mocniej brala go we wladanie i oddalala od zycia,
choc pozornie wciaz z nami byl, rozmawial, uczyl, przyjmowal
holdy i nagrody.
Istnieje jakas tajemnicza wiez miedzy zyciem a sztuka,
ktorej nie jestesmy w stanie pojac ani zglebic. I dlatego
mam nadzieje, ze tam, na ekranie, w krainie iluzji, jaka
sa filmy Hasa, jest gdzies On sam i ze gdy zapale swieczke,
zdolam Go choc na chwile przywolac, by zdazyc powiedziec,
jak bliski mi jest i drogi.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |