[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (13 pazdziernika 2000)


MARIA KORNATOWSKA

Tworczosc filmowa Wojciecha Hasa

Artysta w labiryntach snow

Byl Artysta. Artysta w tradycyjnym tego slowa rozumieniu. W duchu romantyczno-modernistycznym. Artysta, ktory wskutek osobliwego zbiegu okolicznosci zablakal sie w show-biznesie. Nie tak dawno zreszta oswiadczyl publicznie, ze wlasciwie trafil do kinematografii przez przypadek. Chcial byc przeciez malarzem. Studiowal w krakowskiej akademii. Robil ilustracje do ksiazek.

Kino pochlonelo go jednak. Nadawalo obrazom poetycki wymiar. Laczylo je w rytmiczne kompozycje. Zdawalo sie otwierac szersze niz malarstwo horyzonty. Do ostatka uwazal, ze istota filmowej sztuki jest wlasnie obraz. Akcji i dialogom przypisywal niewielka role. Klasycznym cwiczeniem na Jego zajeciach w lodzkiej szkole filmowej byla etiuda bezdialogowa. Cala tresc mial wyrazic obraz. Twierdzil, ze tylko w ten sposob mozna wyksztalcic prawdziwego rezysera. Slowa nic nie mowia i nic w gruncie rzeczy nie znacza. Prawde czyta sie z twarzy aktora.

Wojciech Has nie nalezal do popularnego dzis gatunku storytellers. Nie interesowalo go opowiadanie historii, sprowadzajacych sie nieodmiennie do kilku znanych schematow. Chcial mowic o ludzkiej kondycji, o losie czlowieka rzuconego w obcy, obojetny, a wlasciwie wrogi sobie swiat. O samotnosci i rozpaczy. W swiecie Hasa nie ma bowiem odkupienia. Nie ma Boga. Jest pustka i ciemnosc. Nawet milosc - ulubione kolo ratunkowe filmowych opowiadaczy - nie przynosi ocalenia.

Pesymizm Hasa odczytywano w swoim czasie jako polityczna deklaracje. Kiedy w jego filmach, chocby w Petli albo Nieciekawej historii, padaly slowa, jakie to brzydkie lub jakie to nieciekawe, szare miasto - odnoszono je oczywiscie do rzeczywistosci PRL-u. Ale byla to tylko prawda czesciowa. Tworczosc autora Rekopisu znalezionego w Saragossie i Sanatorium Pod Klepsydra funkcjonowala nie tylko w kontekscie polskim, zdeterminowanym przez sytuacje polityczna i narodowy wzorzec zaangazowania sztuki. Wpisywala sie w najciekawszy nurt kina europejskiego epoki postegzystencjalizmu.

Petla - debiut fabularny Hasa - powstala w tym samym czasie co glosny Krzyk Antonioniego. Jesli przyjrzec sie dokladnie obydwu filmom, dostrzec mozna zasadnicze miedzy nimi podobienstwa. Ich bohaterowie probuja uciec od swego losu, probuja znalezc dla siebie ocalenie, ale im sie to nie udaje. Wedrowka wzdluz doliny Padu i po "dziwnie nieladnym miescie" PRL-u jest wedrowka donikad. Jedynym wyzwoleniem okazuje sie samobojcza smierc. Zycie nie zdradza bowiem zadnego sensu, nie niesie zadnej nadziei. Absurdalnosc wszelkich poczynan odslania inne dzielo Hasa - Jak byc kochana. Jakiekolwiek by byly nasze intencje i tak nieodmiennie ponosimy kleske. W swym fatalizmie Has zbliza sie do Antonioniego. Bohater Zawodu reporter rownie daremnie probuje zmienic swoje zycie, by w koncu zaakceptowac smierc w jakims obskurnym hotelowym pokoju. Grany przez Gustawa Holoubka zgorzknialy profesor z Nieciekawej historii patrzy przez okno na odjazd jedynej bliskiej istoty, a potem kladzie sie spokojnie na hotelowe lozko, czekajac na smierc.

Pesymizm Hasa przekraczal zalosny swiat PRL-u. Mial swe korzenie w europejskiej tradycji filozoficzno-literackiej. Wyrastal z Camusa i Kierkegaarda. Z Kwiatow zla Baudelaire’a. Z poetyki francuskiego czarnego kina.

Has - rasowy Europejczyk - byl zbyt madry i nazbyt gorzki, by nie wiedziec, ze zmiana ustroju tylko w ograniczonym stopniu wplynac moze na los ludzkiej istoty. Skazana odwiecznym wyrokiem na samotnosc, rozpacz i smierc i tak nie uniknie swego przeznaczenia. Niczym tragikomiczny bohater Rekopisu, w ktorakolwiek strone sie nie zwroci trafi na to samo pustkowie, wpadnie w te sama pulapke. Has nie wierzyl w polityke. Pozostal wierny sobie.

Fundamentalnym tematem tworczosci Hasa jest smierc. Od debiutanckiej Petli poczynajac, a na Niezwyklej podrozy Baltazara Kobera konczac. Smierc postaci, formacji historycznej, zaglada swiata, ktory odchodzi w nicosc. Niby cos sie dzieje w tych filmach, postaci gdzies wedruja, dokads zmierzaja, do czegos daza. Naprawde jednak, juz od pierwszego ujecia naleza do swiata umarlych. Ich los jest przesadzony. Wyrok wydany, jak u Kafki. Stad charakterystyczna struktura dziel Hasa. Niby dynamiczna (chocby z uwagi na ruchliwosc kamery) w istocie statyczna.

Ulubionym ornamentem rezysera jest rozklad materii. Psucie sie rzeczywistosci, jej powolne umieranie i rozpad. Znamienna pod tym wzgledem jest sekwencja spaceru po Powislu z Lalki. Sanatorium wydaje sie byc poematem poswieconym owemu rozkladaniu sie skazanej na zatracenie fizycznosci. W finale filmu wszystko obraca sie w gnany metafizycznym wichrem proch i pyl.

Milosnik Nostradamusa, Has byl w istocie rzeczy katastrofista. W zyciu i w sztuce. Otaczal sie amuletami i magicznymi przedmiotami wierzac na swoj sposob, ze zdolaja powstrzymac czyhajace zewszad zle moce. Z jednej strony racjonalista trzezwo oceniajacy ludzi i sytuacje, z drugiej - czlowiek gleboko irracjonalny, czytajacy z uwaga sny i karty tarota, kierujacy sie intuicja i instynktem. Kiedy np. obsadzal film, weryfikowal slusznosc swych wyborow za pomoca wahadelka. Byl przesadny. Zaklinal rzeczywistosc. Tworczosc byla dlan tez rodzajem magii. Zaklinaniem. Moze dlatego tak wielka wage przykladal do scenografii. Lubil jej tandetnosc, kiczowatosc. Sanatorium sprawia chwilami wrazenie rupieciarni. Podobnie jak mieszkanie Wojciecha Hasa, mroczne, zagracone, zasnute dymem kadzidelek. Palil zawsze swieczki. By przywolywac duchy umarlych. Tych, ktorych kochal, tych, co byli Mu bliscy.

Piewca smierci, przemijania i rozkladu w szczegolny sposob cenil przeciez zycie. Lubil zmyslowa urode kobiet, dobre jedzenie, dobry alkohol. Sam swietnie gotowal i nie dopuszczal nikogo do kuchni. W trudnych czasach PRL, jezdzac do Paryza zabieral ze soba podreczna lodowke. Przywozil w niej wyborne sery, "prawdziwa" smietane, francuskie maslo, flaki i miesiwa. Uznawal jedynie produkty najwyzszej jakosci. Osobiscie robil makaron za pomoca specjalnej, wloskiej, oczywiscie, maszyny. Nawet lody sam produkowal. Kucharzenie bawilo go niepomiernie. Uwazal, ze rezyser z prawdziwego zdarzenia powinien umiec dobrze gotowac, bo obydwa kunszty: robienie filmow i gotowanie maja ze soba duzo wspolnego. Film robi sie jak potrawe. Zgodnie z przepisem, ale przeciez po swojemu, improwizujac na podstawie ustalonych receptur.

Byl artysta bladzacym po labiryntach snow i iluzji, kabalista i magiem, ale rowniez najwyzszej klasy profesjonalista. Rzemioslo mial w malym palcu. Obserwowalam go wielokrotnie na planie. Kontrolowal wszystko czujnie, zajety rozmowa, rozluzniony, dowcipkujacy. Nic nie umykalo jego uwagi, choc niby zajmowal sie czyms innym. Ekipy uwielbialy go za te znajomosc rzeczy, ktora wydawala sie u niego calkowicie naturalna, wrodzona, po prostu. W wytworni budzil sie w nim inny czlowiek. Wstepowala wen jakas demiurgiczna energia. Fascynowal otoczenie. Bywalo, ze skonczywszy juz robote, aktorzy, elektrycy, dzwiekowcy, miast pedzic do domu, siedzieli na planie, by Go obserwowac, by patrzec, jak pracuje, jak pospolita materie przetwarza w sztuke.

Jak kazdy prawdziwy artysta miewal psychiczne kace. Przyplywy euforii, bolesne zalamania. Najbardziej bal sie porankow. Kiedy nie robil filmow, wstawal pozno i pozno kladl sie spac. Wieczory byly latwiejsze do zniesienia.

Lubil dobre samochody. Szybka jazde. Niechetnie chodzil piechota. Za szyba samochodu rzeczywistosc tracila ostre kontury, wydawala sie mniej brzydka i mniej grozna. Zmieniala sie w iluzje, w dekoracje. Mialam dziwne uczucie, ze nie lubil rzeczywistosci. Unikal jej. Moze wlasnie dlatego tworzyl wlasny swiat, na pograniczu snu i spektaklu, marzenia i uludy. Nie zywil zludzen w stosunku do ludzi. Znal ich malosc, podlosc, egoizm. Potrafil manipulowac ich wadami i zaletami. Jednoczesnie byl niezwykle lojalny. Bronil do upadlego tych, ktorych uznawal za swych przyjaciol. Walczyl o swoich studentow. Nie opuszczal nikogo w potrzebie. Mozna bylo na Nim polegac. Byl odwazny. Nie cofal sie przed mowieniem rzeczy niepopularnych, nie zabiegal o niczyje wzgledy, nikogo nie kokietowal Mial poczucie wlasnej wartosci.

Lubil wladze. Jestem przekonana, ze czlowiek pozbawiony przyrodzonego instynktu wladzy, umiejetnosci rzadzenia innymi nie posiada predyspozycji do zawodu rezysera. Potrzeba wladzy jest niewatpliwie jedna ze sprezyn filmowej tworczosci.

Przez ostatnie lata, kiedy przestal robic filmy, przesiadywal w domu. Okna jego mieszkania wychodzily na maly cmentarz. Patrzyl wiec w okno telewizora. Okno na swiat iluzji. Rzadko ogladal dzienniki. Wolal filmy. Raz w tygodniu przyjezdzal do szkoly filmowej na zajecia ze studentami II roku wydzialu rezyserii. Pisali na scianie meskiej ubikacji: "Wojciech Jerzy jak nalezy", "Hasowka zawsze najlepsza". Wzbudzal w nich lek i milosc. Rzadko jezdzil do Warszawy. Zamknal sie sam ze soba. Odizolowal.

Slawa jego rosla jednak w swiecie, choc nic w tym kierunku nie robil. Rekopis znaleziony w Saragossie jest za granica jedynym polskim filmem kultowym. Graja go ciagle w Nowym Jorku, w San Francisco, w malych kina lewobrzeznego Paryza. Wiosna tego roku odbyla sie w Hadze retrospektywa tworczosci Luisa Bunuela. Na towarzyszacym jej seminarium czolowy krytyk holenderski mowil o wplywie Hasa na hiszpanskiego mistrza. Okazuje sie, ze Bunuel nie bardzo wiedzial, jak rozwiazac konstrukcyjna formule Pieknosci dnia. Zdesperowany wstapil - by sie zrelaksowac - do malego kina w Madrycie, gdzie grali wlasnie Rekopis. Film Hasa olsnil go. Znalazl rozwiazanie. Holendrzy pokazali wiec Rekopis w ramach retrospektywy Bunuela. I zapragneli w roku 2001 urzadzic retrospektywe Hasowi.

Bywa niekiedy - dzialo sie tak chocby w przypadku Pasoliniego, Felliniego, Kieslowskiego, ze filmy niczym sen przepowiadaja przyszlosc, ze pobrzmiewa w nich dziwne jakies osobiste przeczucie, intuicja, blysk zlowrogiej iluminacji. Glos podswiadomosci. Tak wlasnie, w moim przekonaniu, bylo tez z Wojciechem Hasem. Jakby czul w sobie obecnosc smierci, ktora coraz mocniej brala go we wladanie i oddalala od zycia, choc pozornie wciaz z nami byl, rozmawial, uczyl, przyjmowal holdy i nagrody.

Istnieje jakas tajemnicza wiez miedzy zyciem a sztuka, ktorej nie jestesmy w stanie pojac ani zglebic. I dlatego mam nadzieje, ze tam, na ekranie, w krainie iluzji, jaka sa filmy Hasa, jest gdzies On sam i ze gdy zapale swieczke, zdolam Go choc na chwile przywolac, by zdazyc powiedziec, jak bliski mi jest i drogi.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail