[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (13 pazdziernika 2000)


Szukanie porozumienia

Z Magdalena Abakanowicz rozmawia Bogdan Kasperek

 

Amerykanskie Muzeum Rzemiosla (American Craft Museum) w Nowym Jorku goscilo 26 sierpnia br. wybitna polska rzezbiarke Magdalene Abakanowicz.

Spotkanie otworzyla Holly Hotchner, dyrektor muzeum, a zorganizowano je z okazji wreczenia artystce nagrody wizjonerow - American Craft Museum’s Visionaries Award.

Ceremonie poprzedzono blisko dwugodzinnym wykladem Magdaleny Abakanowicz. Urozmaicila ona ten wieczor prezentacja przezroczy ukazujacych jej fascynujace dziela ostatniego okresu. Prelekcje zakonczyl film wideo, pokazany jakby na poswiadczenie tworczego geniuszu polskiej rzezbiarki.

Monumentalizm - ten ulubiony przez artystke sposob interpretacji - ma charakter miedzynarodowy; w tej sztuce nie ma przypadku, wszystko od poczatku do konca jest logicznym ukladem o wielkiej wartosci.

Sztuka Abakanowicz wymyka sie wszelkim klasyfikacjom - wzbudza zainteresowanie i podziw krytyki na calym swiecie.

Kiedy wybuchla wojna Magdalena Abakanowicz miala dziewiec lat. Po wojnie Polska popadla w zaleznosc od Zwiazku Sowieckiego. Artystka poszukiwala indywidualnej drogi rozwoju, chciala zrzucic okowy, chciala uciec od zaleznosci i schronic sie w jakis bezpieczny kat. 40 lat pracy, ktore ma za soba, porownuje do mapy rozlozonej na stole. Na tej mapie widzi szeregi figur otoczonych innymi figurami.W tym symbolicznym tlumie odnajduje i rozpoznaje postaci ludzkie - dzieci i doroslych. Figury te tworza tlum, ktory wstaje, idzie - ale idzie donikad.

Dziela o tej tematyce prezentowane sa na najnowszej wystawie Abakanowicz w Marlborough Gallery w Nowym Jorku. Zatytulowano ja: "95 figur z tlumu tysiaca dziewiecdziesieciu pieciu postaci" (Ninety Five Figures from the Crowd of One Thousand Ninety Five Figures). - Abakanowicz: Czuje sie przytloczona przez liczby, tam gdzie liczenie nie ma najmniejszego sensu, jak np. tlum ludzi, niezliczone ilosci ptakow czy owadow lub lisci. W bardzo mistyczny sposob oddzialuje to na moja wyobraznie.

Prezentowane figury otoczone sa przez trzy wyrozniajace sie kompozycje wygladajace jak kamienne bloki. Sa to Czaszki (Skulls), wystawione na zewnatrz, na dachu galerii. Stanowia one uzupelnienie i dodatek do tlumu figur wewnatrz galerii.

Magdalena Abakanowicz powiedziala, ze nie lubi regul, poniewaz wypaczaja czy tez hamuja wyobraznie.

Artystka rzadko udziela wywiadow, a jezeli juz, to rozmowa ogranicza sie do kilkunastu minut, wiec i to spotkanie mialo podobny charakter.

- Ma Pani male zaufanie do dziennikarzy i krytykow sztuki. Czy dlatego, ze Pani tworczosc wymyka sie utartym regulom?

- Nie mieszcze sie w zadnym kierunku i w zadnej modzie. To wcale nie jest latwe. Taka jest moja natura i ja po prostu pokazuje to, co we mnie spiewa. Rzecz polega zatem na wydobywaniu nadmiaru wrazliwosci.

- Kiedy stworzyla Pani swoj wlasny styl?

- Z tym sie czlowiek rodzi. Kiedy bylam mala dziewczynka, mialam juz ogromna potrzebe produkowania obiektow, ktore by mnie otaczaly; z gliny, z galezi, z najrozniejszych przedmiotow, ktore znajdowalam - kamieni, potluczonej ceramiki. Z tego wszystkiego budowalam swoje srodowisko.

- Czy zwlaszcza w poczatkach kariery krytyka byla dla Pani zjawiskiem nieznaczacym, czy czyms, co w pewnym stopniu ksztaltowalo artystyczna wrazliwosc?

- Krytyka byla dla mnie zawsze znaczaca. Proces tworczy dokonuje sie w samotnosci, a w gruncie rzeczy czlowiek z natury jest stadny, jest mu potrzebna swiadomosc przynaleznosci do tego stada, do grupy, do ludzi. Sztuka jest jezykiem, za pomoca ktorego komunikuje sie pewne tresci, ktorym sie rozmawia. Gdy jade do Japonii, przeciez nie znam jezyka, ale pokazuje swoja sztuke i sie porozumiewamy.

Tracimy jedna szosta zycia na nauke mowienia. Ono rozni nas od wszystkich istot zyjacych na tej planecie. Mowa jest jednak zamiana mysli i odczuc na szalenie nieprecyzyjne slowa, wobec tego czujemy wciaz niedosyt komunikacji. Stad ludzie szukaja innych srodkow wyrazu - graja na instrumentach, komponuja muzyke, rzezbia i maluja, bo to jest wtedy ich sposob komunikacji.

- Formuly, przepisy, kategorie ograniczaja i ukierunkowuja, maja chyba ujemny wplyw na artystyczna inspiracje?

- To jest sprawa indywidualna. Jednym sa one bardzo potrzebne; dla tych osob uczestnictwo w gromadzie jest koniecznoscia. Ja jestem samotnikiem.

- W pierwszym okresie tworczosci Pani "abakany" stanowily rodzaj kompozycji rzezbiarskiej (relief), nie byly zas tkanina jako forma dekoracji.

- Tak bylo istotnie. Poslugiwalam sie tkanina, poniewaz nie bylo nic innego do dyspozycji. W okresie, kiedy konczylam studia, Polska byla krajem bardzo biednym, gdzie mieszkalo sie w jednym pokoju, bo obowiazywal limit metrow kwadratowych na osobe. Jak mozna bylo w jednym pokoju robic rzezbe, ktora od razu stawala sie wrogiem, dlatego, ze zajmuje miejsce. Pokoj, w ktorym mieszkalam z mezem ponad 20 lat, nie byl miejscem, gdzie mozna bylo swobodnie tworzyc. Biegalam na Akademie Sztuk Pieknych noca i tam malowalam w pracowniach, potem wracalam do domu, zwijalam moje prace i chowalam je pod lozko, zeby nie zajmowaly miejsca.

- Byla Pani profesorem w poznanskiej Akademii Sztuk Pieknych? Czy nadal Pani uczy studentow?

- Jestem od dawna na emeryturze. Mam natomiast bardzo duzo doktoratow honorowych z roznych uczelni, rowniez amerykanskich. Pierwsza uczelnia amerykanska, ktora dala mi doktorat honoris causa byla Rhode Island School of Design - slynna i bardzo prestizowa na calym swiecie akademia. W maju ub. roku otrzymalam doktorat od Pratt Institute w Nowym Jorku, a w przyszlym roku podobne wyroznienie mam dostac od Akademii Sztuk Pieknych w Bostonie.

- Jezyk, ktorym sie Pani posluguje w swych monumentalnych dzielach, jest zrozumialy, powszechny, a jednoczesnie stawia przed odbiorca wysokie wymagania odnosnie indywidualnych wrazliwosci.

- To wszystko nie jest takie proste. Moje rzezby sa czyms innym, czego nie daje sie opisac latwo wedlug modnych terminow krytyki sztuki. Rzezba to jakis przedmiot, ktory sie gdzies stawia. Natomiast w moim swiecie odbiorca staje wobec czegos, co kaze myslec. Tym przedmiotem przeciez nie mozna udekorowac mieszkania ani ogrodu. Reprezentuje pewna filozofie, za pomoca ktorej chce rzucic swiatu wyzwanie. W Europie zamienilismy sztuke na dekoracje, a ona przeciez byla (i jest wciaz) czyms znacznie wazniejszym, albowiem stanowila forme kontaktu z silami, ktorych nie potrafilismy pojac.

Mam wrazenie, ze sztuka, ktora tworze, nie jest dla przecietnego odbiorcy. Jesli ktos stojac przed moim dzielem pyta: co ono znaczy? - ja odwracam pytanie: a co pan czy pani mysli, ze ono znaczy? I po chwili (bo ludzie nie maja zaufania do wlasnej wyobrazni) dowiaduje sie, jak oni je interpretuja. I to jest dla mnie szalenie interesujace.

Kiedys zdarzylo mi sie w Hiroszimie, ze ponad szesc tysiecy ludzi podpisalo petycje do wladz, proszac o moja rzezbe dla miasta. To nie byli jacys specjalnie wybrani specjalisci, ale po prostu zwykli ludzie. I taki przecietny odbiorca jest wrazliwszy, niz nam sie wydaje.

- W 1965 r. na biennale w Sao Paulo zdobyla Pani Grand Prix. Posypaly sie zaproszenia, wystawy. Pozniej nastepuje okres wyciszenia, mniej sie o Pani slyszy.

- Nie tak calkiem. W 1971 roku w Passadena Art Museum w Kalifornii mialam wielka wystawe indywidualna - pierwsza wystawe indywidualna na terenie Ameryki. Ekspozycja ta odbila sie wielkim echem. Potem zapraszalo mnie wiele uczelni, mialam wyklady, prowadzilam seminaria. Jeszcze raz potem bralam udzial w biennale w Sao Paulo, juz jako laureatka, jednoczesnie uczestniczylam w wielu imprezach w Europie, mialam wielka wystawe w Londynie. Bardzo duzo podrozowalam, odwiedzilam Japonie, bylam gosciem wladz kulturalnych Australii, dluzszy okres zycia spedzilam na tym kontynencie.

- Po okresie wojazy, w 1980 r. pokazala Pani na biennale w Wenecji swoje "Alteracje" - rzezbiarskie cykle z workowego plotna. Nastepnie zadziwia Pani swiat swoimi monumentalnymi rzezbami wystawianymi na otwartych przestrzeniach.

- Staram sie przemawiac do wyobrazni czlowieka. Ja nie zdobie, a jesli pobudzam wyobraznie - to dobrze. Nie stawiam sobie jednak takich zalozen, odpowiadam na pewne koniecznosci, ktore we mnie od urodzenia istnieja. Doznania, a nie forma sa dla mnie wazne. Inspiruje mnie czlowiek, poklady jego wyobrazni, plaszczyzny porozumienia. Ten jezyk jest niezbedny, bo sztuka nie jest ilustracja. Wyobraznia ludzka potrzebuje oparcia w innej wyobrazni. I na tym polega ogladanie sztuki - jest to szukanie tego wlasnie oparcia, podobnie jak czytanie Biblii jest szukaniem mitow i wyobrazen, ktore sa nam w zyciu szalenie potrzebne.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail