Szukanie porozumienia
Z Magdalena Abakanowicz rozmawia Bogdan Kasperek
Amerykanskie
Muzeum Rzemiosla (American Craft Museum) w Nowym Jorku goscilo
26 sierpnia br. wybitna polska rzezbiarke Magdalene Abakanowicz.
Spotkanie otworzyla Holly Hotchner, dyrektor muzeum, a
zorganizowano je z okazji wreczenia artystce nagrody wizjonerow
- American Craft Museums Visionaries Award.
Ceremonie poprzedzono blisko dwugodzinnym wykladem Magdaleny
Abakanowicz. Urozmaicila ona ten wieczor prezentacja przezroczy
ukazujacych jej fascynujace dziela ostatniego okresu. Prelekcje
zakonczyl film wideo, pokazany jakby na poswiadczenie tworczego
geniuszu polskiej rzezbiarki.
Monumentalizm - ten ulubiony przez artystke sposob interpretacji
- ma charakter miedzynarodowy; w tej sztuce nie ma przypadku,
wszystko od poczatku do konca jest logicznym ukladem o wielkiej
wartosci.
Sztuka Abakanowicz wymyka sie wszelkim klasyfikacjom -
wzbudza zainteresowanie i podziw krytyki na calym swiecie.
Kiedy wybuchla wojna Magdalena Abakanowicz miala dziewiec
lat. Po wojnie Polska popadla w zaleznosc od Zwiazku Sowieckiego.
Artystka poszukiwala indywidualnej drogi rozwoju, chciala
zrzucic okowy, chciala uciec od zaleznosci i schronic sie
w jakis bezpieczny kat. 40 lat pracy, ktore ma za soba,
porownuje do mapy rozlozonej na stole. Na tej mapie widzi
szeregi figur otoczonych innymi figurami.W tym symbolicznym
tlumie odnajduje i rozpoznaje postaci ludzkie - dzieci i
doroslych. Figury te tworza tlum, ktory wstaje, idzie -
ale idzie donikad.
Dziela o tej tematyce prezentowane sa na najnowszej wystawie
Abakanowicz w Marlborough Gallery w Nowym Jorku. Zatytulowano
ja: "95 figur z tlumu tysiaca dziewiecdziesieciu pieciu
postaci" (Ninety Five Figures from the Crowd of
One Thousand Ninety Five Figures). - Abakanowicz: Czuje
sie przytloczona przez liczby, tam gdzie liczenie nie ma
najmniejszego sensu, jak np. tlum ludzi, niezliczone ilosci
ptakow czy owadow lub lisci. W bardzo mistyczny sposob oddzialuje
to na moja wyobraznie.
Prezentowane figury otoczone sa przez trzy wyrozniajace
sie kompozycje wygladajace jak kamienne bloki. Sa to Czaszki
(Skulls), wystawione na zewnatrz, na dachu galerii.
Stanowia one uzupelnienie i dodatek do tlumu figur wewnatrz
galerii.
Magdalena Abakanowicz powiedziala, ze nie lubi regul, poniewaz
wypaczaja czy tez hamuja wyobraznie.
Artystka rzadko udziela wywiadow, a jezeli juz, to rozmowa
ogranicza sie do kilkunastu minut, wiec i to spotkanie mialo
podobny charakter.
- Ma Pani male zaufanie do dziennikarzy i krytykow sztuki.
Czy dlatego, ze Pani tworczosc wymyka sie utartym regulom?
- Nie mieszcze sie w zadnym kierunku i w zadnej modzie.
To wcale nie jest latwe. Taka jest moja natura i ja po prostu
pokazuje to, co we mnie spiewa. Rzecz polega zatem na wydobywaniu
nadmiaru wrazliwosci.
- Kiedy stworzyla Pani swoj wlasny styl?
- Z tym sie czlowiek rodzi. Kiedy bylam mala dziewczynka,
mialam juz ogromna potrzebe produkowania obiektow, ktore
by mnie otaczaly; z gliny, z galezi, z najrozniejszych przedmiotow,
ktore znajdowalam - kamieni, potluczonej ceramiki. Z tego
wszystkiego budowalam swoje srodowisko.
- Czy zwlaszcza w poczatkach kariery krytyka byla dla
Pani zjawiskiem nieznaczacym, czy czyms, co w pewnym stopniu
ksztaltowalo artystyczna wrazliwosc?
- Krytyka byla dla mnie zawsze znaczaca. Proces tworczy
dokonuje sie w samotnosci, a w gruncie rzeczy czlowiek z
natury jest stadny, jest mu potrzebna swiadomosc przynaleznosci
do tego stada, do grupy, do ludzi. Sztuka jest jezykiem,
za pomoca ktorego komunikuje sie pewne tresci, ktorym sie
rozmawia. Gdy jade do Japonii, przeciez nie znam jezyka,
ale pokazuje swoja sztuke i sie porozumiewamy.
Tracimy jedna szosta zycia na nauke mowienia. Ono rozni
nas od wszystkich istot zyjacych na tej planecie. Mowa jest
jednak zamiana mysli i odczuc na szalenie nieprecyzyjne
slowa, wobec tego czujemy wciaz niedosyt komunikacji. Stad
ludzie szukaja innych srodkow wyrazu - graja na instrumentach,
komponuja muzyke, rzezbia i maluja, bo to jest wtedy ich
sposob komunikacji.
- Formuly, przepisy, kategorie ograniczaja i ukierunkowuja,
maja chyba ujemny wplyw na artystyczna inspiracje?
- To jest sprawa indywidualna. Jednym sa one bardzo potrzebne;
dla tych osob uczestnictwo w gromadzie jest koniecznoscia.
Ja jestem samotnikiem.
- W pierwszym okresie tworczosci Pani "abakany"
stanowily rodzaj kompozycji rzezbiarskiej (relief), nie
byly zas tkanina jako forma dekoracji.
- Tak bylo istotnie. Poslugiwalam sie tkanina, poniewaz
nie bylo nic innego do dyspozycji. W okresie, kiedy konczylam
studia, Polska byla krajem bardzo biednym, gdzie mieszkalo
sie w jednym pokoju, bo obowiazywal limit metrow kwadratowych
na osobe. Jak mozna bylo w jednym pokoju robic rzezbe, ktora
od razu stawala sie wrogiem, dlatego, ze zajmuje miejsce.
Pokoj, w ktorym mieszkalam z mezem ponad 20 lat, nie byl
miejscem, gdzie mozna bylo swobodnie tworzyc. Biegalam na
Akademie Sztuk Pieknych noca i tam malowalam w pracowniach,
potem wracalam do domu, zwijalam moje prace i chowalam je
pod lozko, zeby nie zajmowaly miejsca.
- Byla Pani profesorem w poznanskiej Akademii Sztuk
Pieknych? Czy nadal Pani uczy studentow?
- Jestem od dawna na emeryturze. Mam natomiast bardzo duzo
doktoratow honorowych z roznych uczelni, rowniez amerykanskich.
Pierwsza uczelnia amerykanska, ktora dala mi doktorat honoris
causa byla Rhode Island School of Design - slynna i bardzo
prestizowa na calym swiecie akademia. W maju ub. roku otrzymalam
doktorat od Pratt Institute w Nowym Jorku, a w przyszlym
roku podobne wyroznienie mam dostac od Akademii Sztuk Pieknych
w Bostonie.
- Jezyk, ktorym sie Pani posluguje w swych monumentalnych
dzielach, jest zrozumialy, powszechny, a jednoczesnie stawia
przed odbiorca wysokie wymagania odnosnie indywidualnych
wrazliwosci.
- To wszystko nie jest takie proste. Moje rzezby sa czyms
innym, czego nie daje sie opisac latwo wedlug modnych terminow
krytyki sztuki. Rzezba to jakis przedmiot, ktory sie gdzies
stawia. Natomiast w moim swiecie odbiorca staje wobec czegos,
co kaze myslec. Tym przedmiotem przeciez nie mozna udekorowac
mieszkania ani ogrodu. Reprezentuje pewna filozofie, za
pomoca ktorej chce rzucic swiatu wyzwanie. W Europie zamienilismy
sztuke na dekoracje, a ona przeciez byla (i jest wciaz)
czyms znacznie wazniejszym, albowiem stanowila forme kontaktu
z silami, ktorych nie potrafilismy pojac.
Mam wrazenie, ze sztuka, ktora tworze, nie jest dla przecietnego
odbiorcy. Jesli ktos stojac przed moim dzielem pyta: co
ono znaczy? - ja odwracam pytanie: a co pan czy pani mysli,
ze ono znaczy? I po chwili (bo ludzie nie maja zaufania
do wlasnej wyobrazni) dowiaduje sie, jak oni je interpretuja.
I to jest dla mnie szalenie interesujace.
Kiedys zdarzylo mi sie w Hiroszimie, ze ponad szesc tysiecy
ludzi podpisalo petycje do wladz, proszac o moja rzezbe
dla miasta. To nie byli jacys specjalnie wybrani specjalisci,
ale po prostu zwykli ludzie. I taki przecietny odbiorca
jest wrazliwszy, niz nam sie wydaje.
- W 1965 r. na biennale w Sao Paulo zdobyla Pani Grand
Prix. Posypaly sie zaproszenia, wystawy. Pozniej nastepuje
okres wyciszenia, mniej sie o Pani slyszy.
- Nie tak calkiem. W 1971 roku w Passadena Art Museum w
Kalifornii mialam wielka wystawe indywidualna - pierwsza
wystawe indywidualna na terenie Ameryki. Ekspozycja ta odbila
sie wielkim echem. Potem zapraszalo mnie wiele uczelni,
mialam wyklady, prowadzilam seminaria. Jeszcze raz potem
bralam udzial w biennale w Sao Paulo, juz jako laureatka,
jednoczesnie uczestniczylam w wielu imprezach w Europie,
mialam wielka wystawe w Londynie. Bardzo duzo podrozowalam,
odwiedzilam Japonie, bylam gosciem wladz kulturalnych Australii,
dluzszy okres zycia spedzilam na tym kontynencie.
- Po okresie wojazy, w 1980 r. pokazala Pani na biennale
w Wenecji swoje "Alteracje" - rzezbiarskie cykle
z workowego plotna. Nastepnie zadziwia Pani swiat swoimi
monumentalnymi rzezbami wystawianymi na otwartych przestrzeniach.
- Staram sie przemawiac do wyobrazni czlowieka. Ja nie
zdobie, a jesli pobudzam wyobraznie - to dobrze. Nie stawiam
sobie jednak takich zalozen, odpowiadam na pewne koniecznosci,
ktore we mnie od urodzenia istnieja. Doznania, a nie forma
sa dla mnie wazne. Inspiruje mnie czlowiek, poklady jego
wyobrazni, plaszczyzny porozumienia. Ten jezyk jest niezbedny,
bo sztuka nie jest ilustracja. Wyobraznia ludzka potrzebuje
oparcia w innej wyobrazni. I na tym polega ogladanie sztuki
- jest to szukanie tego wlasnie oparcia, podobnie jak czytanie
Biblii jest szukaniem mitow i wyobrazen, ktore sa nam w
zyciu szalenie potrzebne.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |