[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (20 pazdziernika 2000)


ANDRZEJ JOZEF DABROWSKI

Filmowe klapsy w "Niskich Lakach"

Wroclaw, rok 1983. Jeszcze nie wystygl stan wojenny. Do jednego z odrzanskich kanalow czterej nieznani sprawcy wrzucaja nikomu nie znanego mlodego Anglika, ktory przybyl do tego miasta na rezyserski staz teatralny. Na szczescie udalo mu sie wyplynac na brzeg i znalezc schronienie u przypadkowo poznanych Polakow nie stroniacych od wodki i skretow. On nie zna ani w zab polskiego, oni angielskiego, mimo to nawiazuje sie miedzy nimi jakas niewytlumaczalna nic porozumienia, niezalezna od powyzej wymienionych uzywek.

Tak zaczyna sie powiesc Piotra Siemiona Niskie Laki, o ktorej sie sporo mowi w srodowiskach literackich nad Wisla i ktora tlumaczona bedzie na jezyk niemiecki, a zapewne takze i na angielski. Jej autor, znany dotad jako poeta i tlumacz literatury angielskiej i amerykanskiej (a przez pewien czas redaktor Nowego Dziennika - przyp. red.), dolaczyl do grona najbardziej dyskutowanych prozaikow. Aby uzmyslowic sobie konstrukcje fabularna powiesci Siemiona, nie od rzeczy bedzie przesledzenie jej planu. Oczywiscie z koniecznosci bardzo skroconego i uproszczonego.

Otoz przypadkowo spotkani wroclawianie sa zrazu dla przybysza z Anglii mieszkancami niemal innej planety, zas on dla nich - uosobieniem swiata, w jakim chcieliby chociaz troche pozyc. Mimo bariery jezykowej, Anglik staje sie bezwiednie czlonkiem paczki towarzyskiej, uczestniczac w jej roznych eskapadach ocierajacych sie o kryminal. Nie wiadomo, kim sa jej czlonkowie, jaka maja przeszlosc, jakie wyksztalcenie, z czego zyja. Jedno jest pewne - nie sa ludzmi sztuki i nie maja nic wspolnego z elita intelektualna, a mimo to Anglik - kandydat na rezysera, przylgnal wlasnie do nich i zostal przez nich zaakceptowany. Ich egzotyka i swoisty prymitywizm na tle obskurnego Wroclawia maja dlan jakas magie. Do paczki nalezy takze Lidka, do ktorej Anglik poczul miete od pierwszego wejrzenia. Niestety, Lidka pozostaje nieczula na jego westchnienia, ulegajac Carlosowi, jednemu z najaktywniejszych czlonkow paczki.

Nowy Jork, lata 1988-89. Anglik przyucza sie tu zawodu rezysera filmowego. Z teatru zrezygnowal, dochodzac do wniosku, ze film daje wiecej wolnosci. Czas wolny umila mu Zoe, dziewczyna z Argentyny, podobna nieco do Lidki. Nie uplynelo wiele czasu na nowojorskim bruku, kiedy zobaczyl w swojej kamerze rejestrujacej zycie ulicy ni mniej, ni wiecej, tylko wlasnie Carlosa, swego rywala sprzed pieciu lat. Carlos dzieli tu los wielu Polakow - zrywa azbest. Wlasnie wyrzucil go z pracy rodak z Rzeszowa. Nie bedzie mial teraz pieniedzy na oplacenie piwnicy, ktora wynajmuje co druga noc. Na razie instaluje sie w mikroskopijnym mieszkanku Anglika. Okazuje sie, ze Carlos nie jest jedynym czlonkiem paczki, ktorego los rzucil do Ameryki. Wlasnie zjezdza do Nowego Jorku Dyzio grajacy na statkach pasazerskich w jakims big-bandzie, a zaraz po nim Gipson, ktory zajmuje sie przemycaniem papierosow ze Stanow Zjednoczonych do Kanady. W tej sytuacji nie obejdzie sie w mieszkaniu Anglika bez nocnej rodakow rozmowy - zakrapianej i awanturniczej, ma sie rozumiec. Na dobitke okazuje sie, ze na Fire Island jest takze i Lidka, ktora zostala biala niewolnica wystepujaca w filmach pornograficznych i nie stroniaca od narkotykow...

Wroclaw, rok 1991. Anglik jest juz rezyserem specjalizujacym sie w dokumencie. Przylecial wlasnie ze swym operatorem zarejestrowac zmiany, jakie zaszly w tym miescie po 1989 roku. Tematy jak zwykle leza na ulicy. Oto juz przy wjezdzie do Wroclawia napotykaja na traktor z przewrocona przyczepa, z ktorej wysypaly sie buraki cukrowe w ilosci uniemozliwiajacych przejazd, pozniej widac bazary pelne wszelakich dobr przywiezionych z Zachodu, nastepnie natrafiaja na przewrocona cysterne nalezaca do wycofujacej sie Armii Czerwonej. Wycieka z niej spirytus, skwapliwie wypijany przez zolnierzy... Okazalo sie, ze sa tutaj znowu wszyscy znajomi z dawnej paczki. Carlos ma wlasne radio, ktorego slucha cale miasto, Dyzio nagrywa jakies muzyczne reklamowki, Gipson, deportowany z Kanady, zajmuje sie teraz sprowadzaniem koncentratow z Zachodu, zas Lidka prowadzi wypozyczalnie filmow wideo, w ktorej nie brakuje... filmow pornograficznych. Wszedzie zmiany i duze ozywienie. Kto wie, czy Anglik nie zostanie w tym miescie np. jako glowny menedzer Radia Carlos...

Powyzszy schemat Piotr Siemion wypelnil goracymi scenami zaskakujacych przygod i realistycznymi opisami swiadczacymi o nieprawdopodobnej wrecz znajomosci szczegolu. I, co znamienne, opisy te nie maja charakteru dopelniajacego i lokalizujacego wydarzenia czy malujacego tlo; odznaczaja sie niezalezna dynamika, niemal naleza do akcji. Narracja jest zywa i wciagajaca. Zarowno poszczegolne sceny, jak i owe dokladne opisy sa bardzo dobrym materialem prozatorskim, bedac zarazem materialem nadajacym sie na filmowy scenariusz. Odnosi sie wrecz wrazenie, ze pisarz dba jednoczesnie o atrakcyjnosc fabuly czysto literackiej, jak i o to, zeby nadawala sie ona do latwego przeksztalcenia w film. Trzeba przyznac, ze ten zabieg mu sie udaje.

Przystepujac do opisu, Siemion spoglada na rzeczywistosc zimnym okiem kamery. Stad w obrazie Wroclawia brak sentymentow czy malarskich porownan. Troche szkoda, bo jest to bodaj najobszerniejszy wizerunek tego miasta w polskiej prozie. Miasta slawnego przeciez nie tylko samymi liszajami na scianach. No, ale jak polski temat, to liszaje byc musza na ekranie. Tak pokazuja polskie tlo rezyserzy nad Wisla, tak tez je pokazuja operatorzy zagraniczni. Oczywiscie prawda jest, ze liszajow nad Wisla dostatek, ale dalibog, nie tylko!

Widzenie kamera oznacza u Siemiona widzenie konkretu ujmowanego najczesciej w nieco turpistycznej, a zarazem z lekka poetyzujacej perspektywie. By dotrzec do tytulowej ulicy Niskie Laki, trzeba w ujeciu pisarza "skrecic od bulwaru z tramwajami, wspiac sie po pochylosci, ominac placyk z warsztatem samochodowym i po zelaznym moscie przekroczyc Olawke. Dochodzi sie dalej do glownej bramy nieczynnego kapieliska, do muru stadionu i resztek parku, skad dziurawa asfaltowa droga prowadzi juz prosto ku lakom nad duza rzeka. Dlugi luk kladki dla pieszych przegina sie tam wysoko nad mulista woda i konczy schodkami przy betonowym murze ogrodu zoologicznego na drugim brzegu Odry. Laki, niskie i puste, uspione dlugim bezruchem, ciagna sie stamtad az po kres kontynentu, po plycizne Morza Polnocnego, bezludne, opuszczone, nie liczac zapomnianej krowy z Rakowca i czerepu wyrzuconej na zlom syrenki". Opis swietny w swej topograficznej dokladnosci i poetyckiej syntezie, tylko zachodzi pytanie, dlaczego wlasnie w takim nijakim - zeby wrecz nie powiedziec brzydkim - miejscu schodza sie w finale bohaterowie na powitanie wiosny? No, ale moze o to chodzi, ze w nowej Polsce jest po dawnemu brzydko i smierdzaco. Gwoli sprawiedliwosci trzeba jednak powiedziec, ze i Nowy Jork potraktowany zostal w tej ksiazce rownie chlodno. No coz, kamera sama w sobie jest bezlitosna.

Pisanie razem z kamera wplynelo takze na sposob prezentowania postaci. Sa one pomyslane tak, by mogl je zagrac niemal kazdy. Nic nie dowiadujemy sie o ich przeszlosci, nie znamy sposobu myslenia, cech charakterystycznych domyslamy sie raczej z ich zachowania niz opisu. Postacie Carlosa, Dyzia, Gipsona i innych wroclawian nie wychodza poza wyswiechtany juz typ Polaczkow-cwaniaczkow. Niechby nawet i byl ten typ, skoro jest ich nad Wisla i Odra tak wielu, ale niechby byli przynajmniej jakos zroznicowani!

Lidka jest psychologicznie niespojna i niedookreslona, blada jest takze Zoe. W sytuacji, kiedy nie ma w ksiazce na kim oka zawiesic, chcialoby sie miec jakis stosunek do postaci Anglika ogniskujacego wszystkie wydarzenia. Niestety, jest tak dokladnie nijaki, ze trudno uwierzyc, iz moglby byc rezyserem. Nie chodzi nawet o to, zeby byl kreatorem, ale zeby byl przynajmniej aktywny i zdolny do jakis refleksji! Nawet najbardziej niezdolny rezyser jednak cos tam mysli, do czegos zmierza, wyciaga jakies wnioski. No, ale kino amerykanskie, a za nim polskie, juz dawno zrezygnowalo z pokazywania czlowieka myslacego w obawie, ze okaze sie to nudne. A zatem akcja, akcja i jeszcze raz akcja. I pod tym wzgledem ksiazka Siemiona sprawdza sie calkiem dobrze.

Jako przyklad mozna wskazac poranna kapiel nagusow w cudzym basenie, zakonczona poscigiem milicji, walke Anglika z Carlosem o Lidke, spolkowanie Anglika z Zoe, bedace takze majstersztykiem opisu samego w sobie, czy rozmowe rodakow odbyta w Nowym Jorku podczas halloweenowej nocy, przypominajaca troche Noc listopadowa Ernesta Brylla i Emigrantow Slawomira Mrozka. Swietne sa wspomniane sceny pokazujace powrot Anglika do Wroclawia. Znakomity jest rowniez rozdzial Seminarium, w ktorym przyszlym filmoznawcom sie wszystko ze wszystkim kojarzy, zgodnie z naukami Freuda. A jak wiadomo, bez Freuda niemal nie ma filmu w Ameryce. Dobrze zatem, ze w swym powiescio-scenariuszopisaniu Siemion "nie uzywa" psychoanalityka z Wiednia. Powinno to ulatwic w przyszlosci robote ktoremus z polskich rezyserow. Mysle, ze dla Niskich Lak Marek Piwowski bylby w sam raz. Tylko czy mu sie zechce?

Natomiast Piotra Siemiona namawiam na napisanie nastepnej ksiazki, jestem bowiem przekonany, ze ma on jeszcze wiele do powiedzenia i wie, jak to zrobic. Przy czym, tym razem kamera nie musi byc jego nieodzownym atrybutem. Moze postaciom wyjdzie to na zdrowie.

_____________________

Piotr Siemion, Niskie Laki, Wydawnictwo W. A. B., Warszawa 2000, s. 317, cena 16 dol. plus NY tax i 4.50 dol. porto (ksiazke mozna zamawiac w Ksiegarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail