ANDRZEJ JOZEF DABROWSKI
Filmowe klapsy w "Niskich Lakach"
Wroclaw,
rok 1983. Jeszcze nie wystygl stan wojenny. Do jednego z
odrzanskich kanalow czterej nieznani sprawcy wrzucaja nikomu
nie znanego mlodego Anglika, ktory przybyl do tego miasta
na rezyserski staz teatralny. Na szczescie udalo mu sie
wyplynac na brzeg i znalezc schronienie u przypadkowo poznanych
Polakow nie stroniacych od wodki i skretow. On nie zna ani
w zab polskiego, oni angielskiego, mimo to nawiazuje sie
miedzy nimi jakas niewytlumaczalna nic porozumienia, niezalezna
od powyzej wymienionych uzywek.
Tak zaczyna sie powiesc Piotra Siemiona Niskie Laki,
o ktorej sie sporo mowi w srodowiskach literackich nad Wisla
i ktora tlumaczona bedzie na jezyk niemiecki, a zapewne
takze i na angielski. Jej autor, znany dotad jako poeta
i tlumacz literatury angielskiej i amerykanskiej (a przez
pewien czas redaktor Nowego Dziennika - przyp. red.),
dolaczyl do grona najbardziej dyskutowanych prozaikow. Aby
uzmyslowic sobie konstrukcje fabularna powiesci Siemiona,
nie od rzeczy bedzie przesledzenie jej planu. Oczywiscie
z koniecznosci bardzo skroconego i uproszczonego.
Otoz przypadkowo spotkani wroclawianie sa zrazu dla przybysza
z Anglii mieszkancami niemal innej planety, zas on dla nich
- uosobieniem swiata, w jakim chcieliby chociaz troche pozyc.
Mimo bariery jezykowej, Anglik staje sie bezwiednie czlonkiem
paczki towarzyskiej, uczestniczac w jej roznych eskapadach
ocierajacych sie o kryminal. Nie wiadomo, kim sa jej czlonkowie,
jaka maja przeszlosc, jakie wyksztalcenie, z czego zyja.
Jedno jest pewne - nie sa ludzmi sztuki i nie maja nic wspolnego
z elita intelektualna, a mimo to Anglik - kandydat na rezysera,
przylgnal wlasnie do nich i zostal przez nich zaakceptowany.
Ich egzotyka i swoisty prymitywizm na tle obskurnego Wroclawia
maja dlan jakas magie. Do paczki nalezy takze Lidka, do
ktorej Anglik poczul miete od pierwszego wejrzenia. Niestety,
Lidka pozostaje nieczula na jego westchnienia, ulegajac
Carlosowi, jednemu z najaktywniejszych czlonkow paczki.
Nowy Jork, lata 1988-89. Anglik przyucza sie tu zawodu
rezysera filmowego. Z teatru zrezygnowal, dochodzac do wniosku,
ze film daje wiecej wolnosci. Czas wolny umila mu Zoe, dziewczyna
z Argentyny, podobna nieco do Lidki. Nie uplynelo wiele
czasu na nowojorskim bruku, kiedy zobaczyl w swojej kamerze
rejestrujacej zycie ulicy ni mniej, ni wiecej, tylko wlasnie
Carlosa, swego rywala sprzed pieciu lat. Carlos dzieli tu
los wielu Polakow - zrywa azbest. Wlasnie wyrzucil go z
pracy rodak z Rzeszowa. Nie bedzie mial teraz pieniedzy
na oplacenie piwnicy, ktora wynajmuje co druga noc. Na razie
instaluje sie w mikroskopijnym mieszkanku Anglika. Okazuje
sie, ze Carlos nie jest jedynym czlonkiem paczki, ktorego
los rzucil do Ameryki. Wlasnie zjezdza do Nowego Jorku Dyzio
grajacy na statkach pasazerskich w jakims big-bandzie, a
zaraz po nim Gipson, ktory zajmuje sie przemycaniem papierosow
ze Stanow Zjednoczonych do Kanady. W tej sytuacji nie obejdzie
sie w mieszkaniu Anglika bez nocnej rodakow rozmowy - zakrapianej
i awanturniczej, ma sie rozumiec. Na dobitke okazuje sie,
ze na Fire Island jest takze i Lidka, ktora zostala biala
niewolnica wystepujaca w filmach pornograficznych i nie
stroniaca od narkotykow...
Wroclaw, rok 1991. Anglik jest juz rezyserem specjalizujacym
sie w dokumencie. Przylecial wlasnie ze swym operatorem
zarejestrowac zmiany, jakie zaszly w tym miescie po 1989
roku. Tematy jak zwykle leza na ulicy. Oto juz przy wjezdzie
do Wroclawia napotykaja na traktor z przewrocona przyczepa,
z ktorej wysypaly sie buraki cukrowe w ilosci uniemozliwiajacych
przejazd, pozniej widac bazary pelne wszelakich dobr przywiezionych
z Zachodu, nastepnie natrafiaja na przewrocona cysterne
nalezaca do wycofujacej sie Armii Czerwonej. Wycieka z niej
spirytus, skwapliwie wypijany przez zolnierzy... Okazalo
sie, ze sa tutaj znowu wszyscy znajomi z dawnej paczki.
Carlos ma wlasne radio, ktorego slucha cale miasto, Dyzio
nagrywa jakies muzyczne reklamowki, Gipson, deportowany
z Kanady, zajmuje sie teraz sprowadzaniem koncentratow z
Zachodu, zas Lidka prowadzi wypozyczalnie filmow wideo,
w ktorej nie brakuje... filmow pornograficznych. Wszedzie
zmiany i duze ozywienie. Kto wie, czy Anglik nie zostanie
w tym miescie np. jako glowny menedzer Radia Carlos...
Powyzszy schemat Piotr Siemion wypelnil goracymi scenami
zaskakujacych przygod i realistycznymi opisami swiadczacymi
o nieprawdopodobnej wrecz znajomosci szczegolu. I, co znamienne,
opisy te nie maja charakteru dopelniajacego i lokalizujacego
wydarzenia czy malujacego tlo; odznaczaja sie niezalezna
dynamika, niemal naleza do akcji. Narracja jest zywa i wciagajaca.
Zarowno poszczegolne sceny, jak i owe dokladne opisy sa
bardzo dobrym materialem prozatorskim, bedac zarazem materialem
nadajacym sie na filmowy scenariusz. Odnosi sie wrecz wrazenie,
ze pisarz dba jednoczesnie o atrakcyjnosc fabuly czysto
literackiej, jak i o to, zeby nadawala sie ona do latwego
przeksztalcenia w film. Trzeba przyznac, ze ten zabieg mu
sie udaje.
Przystepujac do opisu, Siemion spoglada na rzeczywistosc
zimnym okiem kamery. Stad w obrazie Wroclawia brak sentymentow
czy malarskich porownan. Troche szkoda, bo jest to bodaj
najobszerniejszy wizerunek tego miasta w polskiej prozie.
Miasta slawnego przeciez nie tylko samymi liszajami na scianach.
No, ale jak polski temat, to liszaje byc musza na ekranie.
Tak pokazuja polskie tlo rezyserzy nad Wisla, tak tez je
pokazuja operatorzy zagraniczni. Oczywiscie prawda jest,
ze liszajow nad Wisla dostatek, ale dalibog, nie tylko!
Widzenie kamera oznacza u Siemiona widzenie konkretu ujmowanego
najczesciej w nieco turpistycznej, a zarazem z lekka poetyzujacej
perspektywie. By dotrzec do tytulowej ulicy Niskie Laki,
trzeba w ujeciu pisarza "skrecic od bulwaru z tramwajami,
wspiac sie po pochylosci, ominac placyk z warsztatem samochodowym
i po zelaznym moscie przekroczyc Olawke. Dochodzi sie dalej
do glownej bramy nieczynnego kapieliska, do muru stadionu
i resztek parku, skad dziurawa asfaltowa droga prowadzi
juz prosto ku lakom nad duza rzeka. Dlugi luk kladki dla
pieszych przegina sie tam wysoko nad mulista woda i konczy
schodkami przy betonowym murze ogrodu zoologicznego na drugim
brzegu Odry. Laki, niskie i puste, uspione dlugim bezruchem,
ciagna sie stamtad az po kres kontynentu, po plycizne Morza
Polnocnego, bezludne, opuszczone, nie liczac zapomnianej
krowy z Rakowca i czerepu wyrzuconej na zlom syrenki".
Opis swietny w swej topograficznej dokladnosci i poetyckiej
syntezie, tylko zachodzi pytanie, dlaczego wlasnie w takim
nijakim - zeby wrecz nie powiedziec brzydkim - miejscu schodza
sie w finale bohaterowie na powitanie wiosny? No, ale moze
o to chodzi, ze w nowej Polsce jest po dawnemu brzydko i
smierdzaco. Gwoli sprawiedliwosci trzeba jednak powiedziec,
ze i Nowy Jork potraktowany zostal w tej ksiazce rownie
chlodno. No coz, kamera sama w sobie jest bezlitosna.
Pisanie razem z kamera wplynelo takze na sposob prezentowania
postaci. Sa one pomyslane tak, by mogl je zagrac niemal
kazdy. Nic nie dowiadujemy sie o ich przeszlosci, nie znamy
sposobu myslenia, cech charakterystycznych domyslamy sie
raczej z ich zachowania niz opisu. Postacie Carlosa, Dyzia,
Gipsona i innych wroclawian nie wychodza poza wyswiechtany
juz typ Polaczkow-cwaniaczkow. Niechby nawet i byl ten typ,
skoro jest ich nad Wisla i Odra tak wielu, ale niechby byli
przynajmniej jakos zroznicowani!
Lidka jest psychologicznie niespojna i niedookreslona,
blada jest takze Zoe. W sytuacji, kiedy nie ma w ksiazce
na kim oka zawiesic, chcialoby sie miec jakis stosunek do
postaci Anglika ogniskujacego wszystkie wydarzenia. Niestety,
jest tak dokladnie nijaki, ze trudno uwierzyc, iz moglby
byc rezyserem. Nie chodzi nawet o to, zeby byl kreatorem,
ale zeby byl przynajmniej aktywny i zdolny do jakis refleksji!
Nawet najbardziej niezdolny rezyser jednak cos tam mysli,
do czegos zmierza, wyciaga jakies wnioski. No, ale kino
amerykanskie, a za nim polskie, juz dawno zrezygnowalo z
pokazywania czlowieka myslacego w obawie, ze okaze sie to
nudne. A zatem akcja, akcja i jeszcze raz akcja. I pod tym
wzgledem ksiazka Siemiona sprawdza sie calkiem dobrze.
Jako przyklad mozna wskazac poranna kapiel nagusow w cudzym
basenie, zakonczona poscigiem milicji, walke Anglika z Carlosem
o Lidke, spolkowanie Anglika z Zoe, bedace takze majstersztykiem
opisu samego w sobie, czy rozmowe rodakow odbyta w Nowym
Jorku podczas halloweenowej nocy, przypominajaca troche Noc listopadowa Ernesta Brylla i Emigrantow Slawomira Mrozka. Swietne sa wspomniane sceny pokazujace
powrot Anglika do Wroclawia. Znakomity jest rowniez rozdzial Seminarium, w ktorym przyszlym filmoznawcom sie wszystko
ze wszystkim kojarzy, zgodnie z naukami Freuda. A jak wiadomo,
bez Freuda niemal nie ma filmu w Ameryce. Dobrze zatem,
ze w swym powiescio-scenariuszopisaniu Siemion "nie
uzywa" psychoanalityka z Wiednia. Powinno to ulatwic
w przyszlosci robote ktoremus z polskich rezyserow. Mysle,
ze dla Niskich Lak Marek Piwowski bylby w sam raz.
Tylko czy mu sie zechce?
Natomiast Piotra Siemiona namawiam na napisanie nastepnej
ksiazki, jestem bowiem przekonany, ze ma on jeszcze wiele
do powiedzenia i wie, jak to zrobic. Przy czym, tym razem
kamera nie musi byc jego nieodzownym atrybutem. Moze postaciom
wyjdzie to na zdrowie.
_____________________
Piotr Siemion, Niskie Laki, Wydawnictwo W. A. B.,
Warszawa 2000, s. 317, cena 16 dol. plus NY tax i 4.50 dol.
porto (ksiazke mozna zamawiac w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |