JERZY GIZELLA
Szatan
w tygrysiej skorze
Jaka powinna byc biografia Jozefa
Stalina? Maksymalnie odrazajaca. Chyba kazdy sie z tym zgodzi.
Stalin napisal jednak - zdazyl - autobiografie, ku nauce
i pamieci potomnosci. Co z niej wynika? Ze do rzeczywistosci
nalezy podchodzic naukowo. Nauka przychodzila mu latwo,
mial fenomenalna pamiec - wystarczalo sluchac, jak mniej
genialni uczniowie nizszego seminarium duchownego w Gori
kuja na glos lekcje. Na drugi dzien umial wszystko na pamiec.
Byl oczywiscie prymusem. W nagrode dostal pelne stypendium
do seminarium duchownego w Tbilisi, czyli zruszczonym Tyflisie.
Tu zainteresowal sie wywrotowa literatura i spiskowaniem.
Duch Swiety niewiele mogl wskorac u tego zbuntowanego kleryka.
Mlody poeta gruzinski stwierdzil po prostu ktoregos dnia
w czasie lektury teorii ewolucji Darwina, ze czlowiek pochodzi
od malpy i Boga nie ma. Odtad wyjatkowa rozkosza napelnialo
go spiewanie najpobozniejszych piesni w szkolnym chorze
i wymyslanie, a nawet bluznienie Bogu w tym samym momencie.
Bardzo nadal lubil czytac, zwlaszcza rozprawy o historii
Rosji i literature piekna. Z postaci historycznych urzekal
go najbardziej Iwan Grozny i jego tajna policja (Opricznina),
ktorej siodla ozdabialy symbole psiej glowy i miotly (misja
wytropienia i oczyszczenia ze zdrady). Z popularnej gruzinskiej
powiesci Ojcobojca po literackim jej bohaterze, walczacym
z rosyjskim najezdzca, Soso (Jozio) Dzugaszwili przyjmie
pseudonim Koba. W 1915 roku Lenin w liscie do tow. Zinowiewa
pyta: "Czy nie pamietacie nazwiska Koby? Pozdrowienia.
Uljanow" (23 sierpnia). "Wielka prosba: dowiedzcie
sie nazwiska Koby" - prosi w liscie z 9 listopada innego
towarzysza, Karpinskiego. Dlaczego Lenin tak pragnal rozszyfrowac
nazwisko kogos z regionu tak odleglego od tradycyjnych osrodkow
mysli rewolucyjnej? Stalin nie kryje w swoich wspomnieniach,
ze Lenin mial od niego pamiec duzo gorsza. I nie tylko pamiec.
Ale moze juz dosc zartow. Stalin nie mial czasu na zajmowanie
sie tego typu tworczoscia. Wolal przetwarzac najtrudniejsza
i najbardziej oporna materie - rzeczywistosc - czynem, nie
slowem.
Nie ma wiec zadnej autobiografii
Stalina, tak jak nie ma prawdziwej autobiografii Hitlera.
W wypadku Koby mamy do czynienia jedynie z fikcja literacka.
Autorem tego ryzykownego i niezbyt oryginalnego juz pomyslu
jest Richard Lourie, prozaik i tlumacz literatury polskiej
i rosyjskiej (m.in. Malej Apokalipsy i Sennika
wspolczesnego Tadeusza Konwickiego, prozy Terza czy
pamietnikow Sacharowa), poszukiwacz przygod, podroznik,
swiatowy wloczega. Uczen Czeslawa Milosza i jego przyjaciel.
To po przeczytaniu prozy swojego
ucznia Milosz skarzyl sie, ze "nawiedzaly go koszmary".
Czego jak czego, ale powodow do sennych koszmarow Milosz
zebral chyba wystarczajaco duzo we wlasnej biografii i wielu
z nich nadal przejmujacy ksztalt literacki.
Dla mojej generacji Stalin byl jeszcze
jednym elementem rzeczywistosci, jak kolejki w sklepach
i pijacy na rogach ulic. Wszedzie byly jego portrety i insygnia,
obecne nawet na trasie do parafialnego kosciola. Dla przecietnego
Amerykanina Stalin byl zamorska abstrakcja i partnerem w
zwycieskiej koalicji antyhitlerowskiej. Powiesc Lourieego
zostala skonstruowana takze wedlug amerykanskich recept
na bestseller - zabawa z sobowtorami, duzo sensacyjnych
watkow typu "kino akcji" (np. rabunek pieniedzy
przewozonych do banku w Tbilisi czy rozprawianie sie Stalina
ze wszystkimi swiadkami jego niechlubnej przeszlosci). Na
szczescie proza ta jest napisana sprawnie i osadzona znakomicie
w realiach historycznych i psychologicznych. Moze z wyjatkiem
obsesji na temat Trockiego - ten motyw chyba nie za bardzo
jest przekonujacy. Po prostu Trocki zostal zabity przez
sowieckiego agenta w ramach uzupelnien procesow i czystek
w latach 1936-1938 i jego smierc byla zakonczeniem cyklu
eliminowania ostatnich rewolucyjnych weteranow. Wyjatkowe
bylo tylko narzedzie zbrodni - czekan. Ale zgodzic sie wypada
z zalozeniem, ze do pewnego stopnia mozliwosc snucia glownych
watkow, a niekiedy fantastycznych pomyslow fabularnych (jak
spisek majacy na celu usuniecie schorowanego i czesciowo
sparalizowanego Lenina przy uzyciu wymyslnej trucizny przygotowanej
przez samego Jagode - w cywilu farmaceute) ulatwila niezwykla
"skromnosc" Stalina i jego znana, wrecz przyslowiowa
skrytosc, zreszta roznie tlumaczona juz za zycia satrapy.
Tak jakby nieustannie czegos lub kogos sie bal.
Glowna idea "diabelskiego apokryfu"
jest strach nie tyle przed konkretnymi nawet ludzmi (jak
Trocki, Bucharin, Kamieniew, Zinowiew), ale przed odkryciem
tego, co Stalin najglebiej ukrywa, prawdy o nim i jego roli
w zabojstwie Lenina. Z calej biografii skonstruowanej przez
Lourieego wynika - jak w dobrej sensacyjnej intrydze
- ze Stalin nie tylko byl zdolny do takiego czynu, ale byl
do tego znakomicie przysposobiony. Np. wielu rewolucjonistow
potrafila carska Ochrana zmusic do wspolpracy, a nawet jesli
sie opierali, wystarczylo ich przez prowokatorow o to oskarzyc.
Nie tylko sa to fakty historyczne (pop Gappon, Azef, proces
Brzozowskiego itp.), ale zasada, ktorej sie trzymaja wszystkie
policje polityczne, dawne i wspolczesne.
Stalin Richarda Lourieego nie
gardzil zadna metoda, jesli tylko mogl sie przy okazji pozbyc
przeciwnikow i awansowac rownoczesnie w hierarchii partyjnej.
Ma tyle na sumieniu, ze w momencie, kiedy grupki bolszewickich
fanatykow zajmuja szereg slabo lub w ogole nie bronionych
budynkow w Petersburgu, Stalin za pomoca rewolweru zabija
ostatniego swiadka swojej bardzo "kompromisowej"
dzialalnosci przedrewolucyjnej. To ostatni czlowiek, ktoremu
osobiscie strzela w glowe. Odtad bedzie poslugiwal sie tylko
podpisem na liscie skazanych. A strzelac, jak i krasc, nauczyl
sie po opuszczeniu seminarium, kiedy rozsadzala go zadza
przygod i ryzyka, i kiedy bezkonfliktowo laczyl bandytyzm
gruzinskiej mafii kinto z agitacja rewolucyjna. Sam
Lenin to odpowiednio docenil i zaufal dziarskiemu, choc
bardzo nieokrzesanemu Gruzinowi. Rzekomo wzbudzilo to zrozumiala
nienawisc miedzy Stalinem a Trockim. Bo Trocki byl reprezentantem
czystej i permanentnej rewolucji, bez niemoralnej i krwawej
przemocy. W tym miejscu - i w wielu innych - zaczynam sie
nieco niepokoic. Czy obraz demona w gruzinskiej skorze,
ospowatego, klnacego jak prawdziwy kryminalista, mordercy
bez krzty milosierdzia, pozujacego do fotografii w "charakterystycznym
chamskim rozkroku", nie jest zbyt fantastyczny, a rownoczesnie
zbyt uproszczony?
To, ze Stalin przybieral poze prymitywa
i umial zasiasc samotnie w pokoju kremlowskim, czyli miejscu,
"z ktorego sie rzadzi calym imperium", moze byc
prawda. Nie ma sensu rozwodzic sie nad tym, ze psychopaci
rodza sie w okreslonych warunkach rodzinno-spolecznych (ojciec
- szewc, brutal, alkoholik, bijacy regularnie zone i syna;
matka - potulna pracowita prosta praczka, wyrozumiala dla
wybrykow dorastajacego synalka, szukajaca w jego duchownej
karierze rekompensaty za nieszczesliwe, pelne wyrzeczen
i udrek zycie). Hitler wyrastal w podobnie dewiacyjnych
warunkach rodzinnych, tez byl niewydarzonym artysta i zaczynal
kariere - dokladnie jak Stalin - praktykowaniem w szewskim
fachu.
Wydawca umiescil - bo to teraz w
modzie - wyjasnienie, ze autor apokryfu przez trzy lata
byl kierowca osobistym nowojorskiego mafioso i mial znakomita
mozliwosc poznania psychopatycznej osobowosci. Zapewne to
nie zaszkodzilo - osobowosc Stalina nie jest wylacznie produktem
srodowiska rodzinnego.
Moze Stalin i otrul Lenina, zabijal
bezwzglednie i znajdowal w tym procederze jakas zwierzeca
satysfakcje. Jednak ciagle mam niejasne poczucie, ze to
nie calkiem tak. Czyli: ideowy Lenin dostrzega zle cechy
Stalina i w jednej z ostatnich wskazowek ostrzega partie
przed pnacym sie bezwglednie do wladzy Stalinem. Richard
Lourie posadza - i chyba slusznie - ze wszyscy ci "szlachetni"
bolszewicy mieli podobne strategie. Stalin jednak uzywal
ideologii tylko jako fasady, jako obrzadku, ktorego nalezy
przestrzegac z religijna skrupulatnoscia. W seminarium przekonal
sie dosc wczesnie, ze czy sie wierzy czy nie, osiagnac sukces
mozna jedynie przez zachowanie dyscypliny. Na pewno musial
byc wyjatkowo odporny na nude egzystencji oraz zebran, narad
i posiedzen partyjnych. Kiedy inni koledzy marzyli, zeby
juz sie ta tortura skonczyla i zeby mogli opuscic sale,
Stalin przygotowywal ataki lub wysuwal zadania, na ktore
latwiej sie zgadzano. Staral sie myslec racjonalnie a nie
zyczeniowo, co robili niemal wszyscy jego rzeczywisci i
potencjalni wrogowie. I zawsze potrafil ich ataki uprzedzic
- slowem i dzialaniem. Byl tez znakomitym intrygantem, co
docenila w nim od poczatku carska policja. Przeciez znal
zasade "dziel i rzadz" z lektur historycznych,
nie upajal sie zadnym sukcesem i umial czekac cierpliwie,
az nadarzy sie okazja do rewanzu. Pamiec tego, kto sie na
niego krzywo popatrzyl, nie mowiac o krytyce - prowadzila
ludzi z jego otoczenia, ideowych bolszewikow, na pewna smierc.
To wlasnie zarzucal mu Lenin - malostkowosc, skrupulatnosc
i bezwzglednosc w zmierzaniu do celu. Jak na niemal wyksztalconego
prawnika, to dziwna niekonsekwencja Lenina.
Stalin - i o tym zaswiadczaja relacje
oficjalne, listy, noty, artykuly i przemowienia - perfekcyjnie
nasladowal swojego nauczyciela; zawsze byl wzorowym uczniem.
Nie musimy dzis wertowac stosow tej dokumentacji. Zrobil
to za nas nieodzalowany Wieniedikt Jerofiejew (1938-1990),
tworca oszalamiajacej epopei komunizmu sowieckiego, poematu
proza Moskwa - Pietuszki. 10. rocznica jego przedwczesnej
smierci (nie otrzymal od wycierajacych sobie glasnostia i pieriestrojka geby policjantow sowieckich zezwolenia
na wyjazd za granice dla ratowania zdrowia i zycia) minela
nie odnotowana. A moze warto siegnac do jego "wypisow"
z archiwow marksistowsko-leninowsko-stalinowskiej makulatury,
do zdumiewajacej agresywnym tonem stylistyki "lagodnego"
i dobrodusznego - w porownania do gruzinskiego prymitywnego
bandziora - przywodcy rewolucji?
Lenin do towarzysza Stalina w Carycynie:
"Badzcie bezwzgledni wobec lewych eserow i informujcie
czesciej". "Wszedzie trzeba koniecznie i bezwzglednie
dusic tych smetnych i histerycznych awanturnikow" (7
lipca 1918 r.).
Lenin do gubispolkomu w Penzie:
"Koniecznie zastosowac bezlitosny, masowy terror wobec
kulakow, popow i bialogwardzistow. Podejrzanych zamknac
w obozie koncentracyjnym za miastem. Telegrafujcie o wykonaniu"
(9 sierpnia 1918 r.).
Lenin do towarzysza Fiodorowa: "W
Niznym jawnie szykuje sie bialogwardyjskie powstanie. Trzeba
wytezyc wszystkie sily, wprowadzic natychmiast masowy terror,
rozstrzelac i wywiezc setki prostytutek rozpijajacych zolnierzy,
bylych oficerow itp. Ani minuty zwloki" (9 sierpnia
1918 r.).
Lenin do tow. Szliapnikowa w Astrachaniu:
"Dolozcie wszelkich staran, by schwytac i rozstrzelac
astrachanskich lapownikow i spekulantow. Z ta swolocza trzeba
rozprawic sie, tak, zeby zapamietala na dlugie lata"
(12 grudnia 1918 r.).
Lenin do oddzialu paliw moskiewskiego sowdepu: "Drodzy towarzysze! Mozna i trzeba
zmobilizowac cala moskiewska ludnosc, aby w rekach przyniosla
z lasu dostateczna ilosc drewna (powiedzmy, po kubiku na
doroslego mezczyzne).
Jesli nie zostana podjete heroiczne
dzialania, to ja osobiscie bede przeprowadzal w Radzie Obrony
i w KC nie tylko aresztowania wszystkich odpowiedzialnych
osob, ale i egzekucje. Niedopuszczalna jest bezczynnosc
i niedbalstwo. Z komunistycznym pozdrowieniem, Lenin"
(18 czerwca 1920 r.).
"Moja malenka
leniniana", Na Glos, nr 2/1990 r.
Mozna miec wrazenie, ze autorem powyzszych
polecen jest pacjent szpitala psychiatrycznego, a nie przywodca
panstwa budujacego lepsze spoleczenstwo. Logika i ekspresja
(np. jak moga zapamietac cos ludzie pozbawieni glow lub
czy prostytutki nalezy rozstrzelac przed wywiezieniem czy
wywiezc po rozstrzelaniu?) typowe dla Lenina i innych wybitnych
bolszewickich intelektualistow moga dzis same w sobie dostarczac
niezlej rozrywki, szkoda jedynie, ze to nie byla literacka
fikcja. I czyz Lenin nie jest tu przesadnie drobiazgowy?
Stalin zdecydowanie wolal dzialanie
niz gadanie i tym sie roznil od kolegow, dopoki jeszcze
zyli. Czerpiac wzory ze starszych przywodcow, udoskonalil
jedynie ich metody. W prawdziwym zyciu Stalin wszystkich
wykiwal i przerosl w okrucienstwie. Ale bez Trockiego i
Lenina nie byloby Stalina. I tego zabraklo w przerazajacej
opowiesci o latwosci i bezkarnosci wcielania sie absolutnego
zla w ludzka postac. Ani Lenin, ani Trocki nie byli aniolkami,
to oni zaczeli i rozkrecili krwawy mlyn bolszewicki, ktory
unicestwil nie tylko miliony istnien ludzkich i cale narody,
ale swoja brutalna sila doprowadzal do ekstazy tysiace zachodnich
intelektualistow z Sartreem, Gideem, Neruda
i Picassem na czele. To ich milczenie i zdrada elementarnych
zasad moralnych ulatwialy Stalinowi panowanie na obszarze
geograficznym, o jakim mogli tylko snic Napoleon, Aleksander
Wielki czy Dzingis-chan.
Dlaczego faszyzm tak szybko zostal
odizolowany od cywilizowanego swiata i tak zgodnie osadzony
przed opinia publiczna a czolowi dygnitarze hitlerowscy
zawisli na szubienicy? W stosunku do zbrodni komunizmu nigdy
tego nie zrobiono. Ta mysl towarzyszyla mi przez caly czas
lektury. I nadal przesladuje. Czyz nie jest to najwieksze
z osiagniec diabelskiej magii Stalina? Bestii, ktora wylania
sie z prozy Richarda Lourieego jak zywy czlowiek,
skory do zartow i chetnie czestujacy papierosem. Gotowy
wylupic nam oczy, obciac uszy, wyrwac jezyk albo zalepic
nam usta tasma izolacyjna. A potem strzelic w tyl czaszki,
zanim zdazymy pomyslec, czy Bog naprawde istnieje.
___________________________
Richard Lourie, Autobiografia
Stalina, Wydawnictwo "Znak", Krakow 1999.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |