[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (27 pazdziernika 2000)


ROMAN ZELAZNY

Polska gosciem honorowym na Miedzynarodowych Targach Ksiazki we Frankfurcie

Literatura ze znakiem jakosci

Co roku powtarza sie to samo: Frankfurt nad Menem staje sie mekka wydawcow. Ciagaja z calego swiata, tym razem z ponad 100 krajow. Tu nie moze zabraknac nikogo. Ani tych, ktorzy sa w branzy potentatami, ani majacych wyrobione, solidne pozycje, ani tych, ktorzy dopiero startuja i staraja sie zdobyc miejsce na rynku. Co roku tez odbywa sie pogon za rekordami, wielkie liczenie, ilu wydawcow, ile oficyn, ksiazek, ile wznowien, ile nowosci. A ponad tym wszystkim unosi sie goraczkowe pytanie, ile wynosi, badz jaki bedzie obrot finansowy branzy. Trafnie, a zarazem z ironia okreslil to najwiekszy powazny dziennik niemiecki Suedeutsche Zeitung, parafrazujac biblijna przypowiesc o zlotym cielcu: Frankfurt stal sie coroczna widownia "tanca wokol zlotej ksiegi".

Odnotujmy wiec dla porzadku: na 52. Miedzynarodowe Targi Ksiazki przyjechalo 6887 wystawcow ze 107 krajow. Zaprezentowali oni 378 tysiecy tytulow, z czego az 91 tysiecy stanowily nowosci. Od debiutu targow w roku 1950 liczba wystawcow bioracych udzial w tej imprezie wzrosla ze 150 do blisko 7000. W ciagu 5 dni targi odwiedzilo ponad 300 000 osob. Obroty finansowe osiagane w branzy ksiegarskiej rozsadzaja wszelkie ramy. Wystarczy tylko powiedziec, ze niemiecki Bertelsmann oczekuje zwiekszenia rocznych obrotow o 10 procent. W samych Stanach Zjednoczonych, gdzie udzialy koncernu ocenia sie na 1,5 miliarda dolarow, oznaczaloby to wzrost o 250 milionow. Wskazuje sie rowniez przy tej okazji na fuzje Time Warner z America Online, ktora de facto jest koncentracja sil dwoch wydawnictw. Wartosc - 165 miliardow dolarow.

We Frankfurcie potentaci pokazuja muskuly, ale i mniejsi nie popuszczaja, bo tu chodzi o wielki interes, ktorego najnowsza wizytowka jest fenomenalny sukces brytyjskiej autorki Joanne K. Rowling i jej serii o przygodach Harry’ego Pottera. Jak sie ocenia, do roku 2004 rynek ksiegarski w USA bedzie wzrastal co roku o 5 procent. Wydatki Brytyjczykow na ksiazki zwiekszyly sie w ciagu ub. 5 lat o 20 procent. Niemieccy wydawcy oceniaja, ze ich rynek wzrosnie o 2-3 procent. Gra toczy sie wiec o naprawde ogromne pieniadze.

Jak na tym tle wypadla Polska, ktora wystapila w roli goscia honorowego? Tytulem nie ma sie co ekscytowac, przechodzi on bowiem z rak do rak. Kazdego roku "punktem ciezkosci" frankfurckiej imprezy jest literatura innego kraju. Zarazem nie wolno go lekcewazyc. W ogromnej masie krajow, wydawcow i ksiazek tytul goscia honorowego jest niczym soczewka, ktora skupia uwage na okreslonym punkcie. Fakt, ze tym punktem na obecnych targach byla Polska, trzeba potraktowac jako szanse promocji za granica polskiego dorobku literackiego, a wlasciwiej byloby powiedziec - polskiej kultury. Wzbranialbym sie jednak przed przyznawaniem targom, co uczynil tygodnik Polityka, rownorzednego statusu z literacka Nagroda Nobla. Roznice sa oczywiste, poza tym to noblisci przydaja imprezie splendoru, a nie odwrotnie. Wystepy na targach Czeslawa Milosza, Wislawy Szymborskiej czy tegorocznego laureata Chinczyka Gao Zingjiana tylko to potwierdzily.

We Frankfurcie Polske anonsowal pomyslowy, przyciagajacy jednak uwage trescia, a nie forma plakat Swiat - ocean niespokojny, z konterfektami autorow, z ktorych wiekszosc nie jest czytelnikowi niemieckiemu obca, a niektorzy maja na tutejszym rynku juz ustalona marke. Reklama polskiego udzialu w targach nazwiskami Zbigniewa Herberta, Witolda Gombrowicza, Helmuta Kajzara, Ryszarda Kapuscinskiego, Ewy Lipskiej, Wlodzimierza Odojewskiego, Tadeusza Rozewicza, Slawomira Mrozka, Adama Zagajewskiego czy Stanislawa Lema musiala dzialac zachecajaco.

Na zaprezentowanie sie jako gosc honorowy Polska otrzymala osobny pawilon. Mialo to korzystny wplyw na zasieg, sposob i jakosc prezentacji. W pawilonie oferte pokazalo 90 polskich wydawcow, w tym rowniez - po raz pierwszy - wydawcy multimedialni. Nie wiadomo, czy byl to przypadek czy nie, ale multimedia ulokowaly sie naprzeciwko miejsca poswieconego Gutenbergowi, gdzie w stylizowanym pomieszczeniu poprzebierani za sredniowiecznych mnichow mlodzi ludzie starannie, a zarazem pieknie kaligrafowali stare inkunabuly i skrypty. Od wynalezienia druku do Internetu - interesujacy kontrast, pozwalajacy uzmyslowic sobie skok cywilizacyjny, a zarazem przypominajacy, ze posrod zdumiewajacych zmian, jakie dokonaly sie w ciagu wiekow, ksiazka pozostala w kulturze elementem stalym.

Swoboda poruszania sie po pawilonie i dostep do poszczegolnych dzialow w istotny sposob wplynely na ocene polskiej prezentacji. Ale bez pomyslowosci jej tworcow nawet najlepsze warunki i przestrzen niewiele by pomogly. A za pomyslowosc nalezy im sie uznanie. W polskim pawilonie oprocz ksiazek pokazano interesujace, barwne wystawy - od zawierajacych wyrazny polityczny podtekst po scisle artystyczne. Do pierwszych wolno zaliczyc "20 lat ‘Solidarnosci’" pokazujaca powstanie wolnego zwiazku zawodowego, dramat stanu wojennego, wreszcie okragly stol i powrot Polski do grona panstw demokratycznych i niepodleglych.

Tej wystawie towarzyszyla inna, w osobnym miejscu, ale integralnie z polskim pawilonem zwiazana. Jej tytul organizatorzy zapozyczyli z tekstu Karla Dedeciusa Drogi do wolnosci, przedstawionego na spotkaniu miast hanzeatyckich "Pommerania". Ale nie to jest istotne. Wiele razy mowiono w kontekscie przemian europejskich w ostatnim cwiercwieczu - zwlaszcza obalenia muru berlinskiego, zjednoczenia Niemiec i upadku komunizmu w bloku wschodnim - o niedocenianiu, a nawet pomijaniu roli Polski w tym procesie. Byly czy tez sa to narzekania sluszne. Tyle ze Polacy sami sa sobie winni. Jakze malo w minionych latach wykazali inicjatyw i dzialan na rzecz podkreslenia polskiego wkladu w przezwyciezenie zimnej wojny i podzialu Europy! Doszlo do tego, ze w swiadomosci zwyklych obywateli Niemiec zasluge w zjednoczeniu ich kraju oraz obaleniu komunizmu w Europie Wschodniej przypisuje sie predzej Wegrom i Czechom niz Polakom. W utrwalaniu tej swiadomosci wielki udzial maja tez niemieccy politycy i intelektualisci. W ciagu ostatnich lat slyszalem wiele podziekowan plynacych z Bonn i Berlina pod wszystkimi mozliwymi adresami, tylko nie Polski. Jakby bylo to cos wrecz niestosownego czy wstydliwego. Osobna wystawa pod haslem "Bramy wolnosci. Od ‘Solidarnosci’ do zjednoczenia Niemiec" jest krokiem w kierunku wyrownania tego deficytu.

W sensie historycznym i symbolicznym obie bramy - brama Stoczni Gdanskiej i Brama Brandenburska - tworza klamre spinajaca dramat, jaki dokonal sie w Europie w ciagu ostatnich 25 lat. Podkreslenie tej kolejnosci, ktora organizatorzy wystawy ujeli w efektowna formule "odliczania" czasu potrzebnego do rozprawienia sie z komunistycznymi rezimami: Polska - 10 lat, Wegry - 10 miesiecy, Czechoslowacja - 10 tygodni. Niemiecka Republika Demokratyczna - 10 dni jest nie tylko sluszna, ale i potrzebna. Co innego bowiem doszukiwanie sie i rozkladanie w najnowszej historii Europy roznych punktow ciezkosci, a co innego mitologizowanie jednych zdarzen kosztem drugich. W sensie merytorycznym ekspozycja "Bramy wolnosci" byla powtorzeniem wystawy "20 lat ‘Solidarnosci’" w pawilonie glownym, wzbogacona wszakze o szersze, srodkowoeuropejskie swiadectwa walki z komunizmem. Dodajmy jeszcze, ze organizatorem wspomnianej ekspozycji bylo Centrum Stosunkow Miedzynarodowych, na czele ktorego stoi byly ambasador Polski w Niemczech Janusz Reiter, a autorem jej ksztaltu artystycznego bylo Centrum KARTA w Warszawie.

Paleta pozaksiazkowej oferty na targach na tym sie nie konczyla. Trzeba do niej zaliczyc wystawe "Szlacheckie gniazda" pokazujaca stare, ale pieknie odnowione dworki szlacheckie w Polsce. Bogato, choc mogla budzic watpliwosci lokalizacja, zaprezentowala sie polska szkola plakatu. Prawdziwa uczta dla ducha i oka byly plakaty operowe Rafala Olbinskiego, chociaz i tu ze wzgledu na ich rozmiar nalezalo zadbac o lepsza perspektywe. Efektownie pokazala swoje rzezby w metalu Zofia Wolska. Interesujace bylo forum dyskusyjne "Zydzi, Niemcy, Polacy - ile lat dialogu", jak rowniez poswiecone wspoltworcy polskiego futuryzmu Aleksandrowi Watowi i jego ksiazce Moj wiek (o tej dyskusji pisze osobno Jan Zielinski - przyp. red.). Organizatorzy zaprezentowali tez specjalny program filmowy. Mozna go bylo obejrzec w zaimprowizowanym kinie. Wsrod pokazanych filmow znalazly sie m.in.: Czarodziejska gora (o Czeslawie Miloszu), Miejsce urodzenia (o Henryku Grynbergu), Poszukiwany Ryszard K. (o Kapuscinskim), Zerwany most (o Andrzeju Szczypiorskm).

Niektore miasta i regiony dokonaly osobnych prezentacji. Wroclaw pokazal sie jako stolica Dolnego Slaska, wykorzystujac m.in. swojego asa atutowego Tadeusza Rozewicza. Notabene, o Wroclawiu zrobilo sie ostatnio w Niemczech glosno i to z powodow literackich, a scislej ksiazki Tod in Breslau (Smierc we Wroclawiuu) Marka Krajewskiego, o ktorej w Przegladzie Polskim, mam nadzieje, jeszcze bedzie mowa. Szczecin pokazal wystawe "Ulica sw. Wojciecha" jako historyczne pars pro toto. Gdansk przypomnial w szerokiej panoramie fotograficznej "Koniec i poczatek. Gdansk 1945-1955" najwazniejsze fakty i zdarzenia ze swej powojennej historii.

Organizatorzy nie zapomnieli o polskich wydawcach na obczyznie. Zostala im poswiecona osobna wystawa. To dobrze, bo przeciez gdyby nie oni, wielu autorow a takze krajowych wydawcow nie przestapiloby nawet przedsionka slawy.

Innym rodzynkiem w polskim pawilonie byl Deutsches Polen Institut, czyli Instytut Polsko-Niemiecki w Darmsztadzie. Jego istnienie i dzialalnosc musialy budzic w minionych latach najwyzszy podziw i uznanie. Byla to zasluga Karla Dedeciusa, genialnego tlumacza i niezmordowanego propagatora polskiej literatury w Niemczech. Juz sama kilkutomowa Panorama literatury polskiej XX wieku jego autorstwa, od najdalszego zakatka przelomu XIX i XX wieku po zyjace pokolenie "zmiany warty" (od Stanislawa Przybyszewskiego, Jana Kasprowicza i Kazimierza Przerwy-Tetmajera po Adama Zagajewskiego, Juliana Kornhausera i Olge Tokarczuk) jest czyms zupelnie wyjatkowym. Instytut przedstawil ponadto oryginaly autografow i uwag pisarzy do tlumaczonych na jezyk niemiecki dziel. Znalazly sie wsrod nich rekopisy i zapiski Adama Mickiewicza, Juliana Tuwima, Adama Wazyka, Teofila Lenartowicza, Czeslawa Milosza, Kazimiery Illakowiczowny, Antoniego Slonimskiego, Witolda Gombrowicza, Jerzego Harasymowicza, Zbigniewa Herberta, Marii Kuncewiczowej.

Polska zaprezentowala sie na targach na czworke, do ktorej co bardziej zyczliwi dostawia zapewne plus. Obnizenie oceny ma dwa powody: pierwszy to fatalne, chaotyczne, niekompetentne przygotowania do roli goscia honorowego targow. Jeden z najwyzszych autorytetow w Niemczech w dziedzinie polsko-niemieckich stosunkow kulturalnych okreslil w rozmowie ze mna przygotowania jako "katastrofalne". Zamieszanie w Warszawie bylo tak wielkie, ze Niemcy potracili glowy i zdali sie na zapewnienia, iz wszystko na pewno bedzie dobrze, bo Polacy sa mistrzami improwizacji. Nie nalezy zatem specjalnie dawac wiary "zdejmowaniu czapki" przed Polakami przez dyrektora targow Rudolfa Lorenza "za prace wlozona w organizacje i jej efekty w ciagu ostatnich szesciu miesiacach". Wypowiedz te przytoczyla Polityka, biorac zapewne kurtuazje za zbyt dobra monete.

Drugi minus dotyczy informacji na temat Polski na targach. Byla ona merytorycznie slaba, estetycznie i graficznie stala na jeszcze gorszym poziomie. Na sposoby dotarcia do gosci w jezyku innym niz polski (i w ograniczony sposob niemiecki) trzeba spuscic kurtyne milczenia. Jesli juz trafial sie jakis biuletyn, informator, prospekt etc., tylko nieznacznie rozny sie od drukow wywieszanych na studenckich tablicach ogloszen, to niewiele mozna bylo sie z niego dowiedziec. W dobie krotkiej, zwiezlej, atrakcyjnie podanej informacji zaniedbanie to jest doprawdy trudne do zrozumienia.

Cale szczescie, ze Polska jako gosc honorowy na targach dysponowala bronia wlasciwie nie do pobicia - autorami i ich dzielami. Co to oznacza, mozna sie bylo przekonac podczas uroczystego otwarcia imprezy. Kilkusetosobowa publicznosc, przybyla tu za zaproszeniami, a wiec zaprawiona w tego rodzaju uroczystosciach, z profesjonalna rutyna przelknela czesc oficjalna z wystapieniami ministrow spraw zagranicznych Joschki Fischera i Wladyslawa Bartoszewskiego wlacznie. Cierpliwie wysluchano krzepiacych ducha slow o roli Polski i Niemiec w zjednoczeniu Europy, a takze o kulturalnych wiezach laczacych oba kraje. Potem art poetica poloniae zafundowala targom eine sternstunde, porywajacy "lot ku gwiazdom". Kiedy swoje wiersze i krotkie utwory proza zaczeli czytac nasi noblisci, Wislawa Szymborska i Czeslaw Milosz, publicznosc doslownie skamieniala. Na kilkadziesiat minut ludzie pograzyli sie w zadumie niczym w hipnotycznym transie. Tlumaczenia Dedeciusa pozwolily rowniez tym, ktorzy nie znali jezyka polskiego, przezyc z niespotykana intensywnoscia to spotkanie z polska literatura.

Wielu moich niemieckich rozmowcow podkreslalo szczegolny aspekt zarowno uroczystosci otwarcia targow, jak i obecnosci Polski na nich w ogole. Na targi, mowiono, dzieki Polsce powrocil watek humanitas. Polscy autorzy przypomnieli, ze literatura i humanizm stanowia jedno. Od kilku lat widac, jak frankfurcka impreza coraz bardziej sie komercjalizuje, jak myslenie o ksiazkach w kategoriach pieniadza bierze gore. Jak powiedzial mi Karl Dedecius, targi staly sie wlasciwie spotkaniem "handlarzy prawami autorskimi". Tymczasem Polska, tegoroczny gosc honorowy we Frankfurcie, pokazala w imponujacy, godny podziwu sposob, ze ksiazka jest rowniez aktem duchowym, a nie tylko towarem, ktorego wartosc okresla sie na podstawie miejsca w bilansie finansowym wydawcow i handlowcow. "Teraz - wyrazil zyczenie jeden z koryfeuszy kultury polskiej w Niemczech - pozwolmy, aby to kielkowalo".


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail