[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (3 listopada 2000)


JANUSZ WROBEL

Bilans pierwszej dekady

Polak sie uczy

Zmiany, jakie zaszly w Polsce w ostatnim dziesiecioleciu, maja charakter wrecz rewolucyjny. Tak jest m.in. w przypadku szkolnictwa, zwlaszcza wyzszego, ktore rozwinelo sie w III Rzeczypospolitej na skale nigdy dotad nie spotykana.

Polska ma piekne tradycje akademickie, siegajace sredniowiecza. Krakow byl drugim z kolei miastem Europy Srodkowo-Wschodniej (pierwszym byla Praga), gdzie powstala wyzsza uczelnia. W okresie swietnosci I Rzeczypospolitej (do 1795 r.) mielismy w tej dziedzinie sporo osiagniec, zeby tylko wspomniec o Komisji Edukacji Narodowej, ktora gruntownie zreformowala i unowoczesnila szkolnictwo wyzsze, nadajac mu wysoka range i zapewniajac opieke panstwa. Okres rozbiorow byl oczywiscie znacznie mniej pomyslny, ale tam, gdzie Polacy mieli szerszy samorzad, uczelnie sie rozwijaly.

Tak bylo w Galicji - w okresie autonomii rozkwitaly uniwersytety w Krakowie i Lwowie.

Odzyskanie niepodleglosci w 1918 r. otworzylo przed nauka i szkolnictwem wyzszym dobre perspektywy. Powstaly nowe uczelnie (Wilno, Poznan, Lublin, Warszawa), zdecydowanie wzrosla liczba studentow. W polowie okresu miedzywojennego w Polsce dzialalo juz 21 szkol wyzszych, z czego wiekszosc panstwowych. Ksztalcilo sie w nich nieco ponad 43 tys. studentow. Do polowy lat 30. powstaly trzy nowe szkoly prywatne, ale liczba studentow zwiekszyla sie nieznacznie, do 47 tys.

Przedwojenne uczelnie polskie mialy dobra renome, w niczym nie ustepowaly czolowym uniwersytetom europejskim, zapewniajac krajowi doplyw doskonale wyksztalconych kadr. Profil ksztalcenia odzwierciedlal jednak zacofanie gospodarcze kraju. Najwiecej studentow mialy wydzialy humanistyczne, znacznie mniej wydzialy przygotowujace kadry dla gospodarki. Podczas gdy filozofie studiowalo 11 tys. osob, to "nauki handlowe" zaledwie nieco ponad 3 tys.

Okres Polski Ludowej otworzyl zupelnie nowy rozdzial w dziejach polskiego szkolnictwa akademickiego. Kilka starych osrodkow uniwersyteckich (Wilno, Lwow) znalazlo sie poza granicami, znaczna czesc kadry profesorskiej zostala zamordowana lub pozostala na emigracji, ogromne byly tez zniszczenia materialne. Prawie wszystko trzeba bylo zaczynac od nowa. Nowa komunistyczna wladza, cokolwiek by o niej mowic, przywiazywala do szkolnictwa wyzszego duza wage. Rozumiano, iz planowana rozbudowa przemyslu bedzie wymagala specjalistow z wielu dziedzin. Decydujac sie na szybki rozwoj panstwowego szkolnictwa wyzszego kierowano sie jednak rowniez wzgledami politycznymi. Rzad i partia chcialy mozliwie jak najszybciej wychowac wlasna inteligencje, ktora bedzie zasadniczo roznila sie od przedwojennej, zdecydowanie niechetnej czy nawet wrogiej komunizmowi, a do tego wykazujacej sie duza odwaga intelektualna i tworcza samodzielnoscia. Nowa kadra miala byc "socjalistyczna", przeniknieta duchem marksizmu-leninizmu-stalinizmu i posluszna partii. Przed masami robotnikow i chlopow rezim szeroko otwieral wrota awansu spolecznego, wszelako trzeba bylo za to zaplacic wysoka cene. Byla nia utrata autonomii szkol i niezaleznosci tworczej przez srodowiska akademickie, szerokie upartyjnienie i upolitycznienie zycia uczelni, a w efekcie obnizenie poziomu nauczania i badan naukowych. Te ostatnie cierpialy rowniez wskutek odciecia polskich uniwersytetow i politechnik od Zachodu, zwlaszcza w okresie apogeum zimnej wojny.

Pod wzgledem statystycznym Polska Ludowa mogla jednak pochwalic sie znacznym dorobkiem. Nastapil ogromny skok ilosciowy. W stosunku do okresu miedzywojennego juz w roku akademickim 1946/1947 liczba studentow prawie sie podwoila. Powstaly nowe osrodki akademickie w miastach bez tradycji uniwersyteckich. Torun i Lodz staly sie znaczacymi punktami na naukowej mapie kraju, podobnie jak duze miasta na tzw. ziemiach odzyskanych, a zwlaszcza Wroclaw, gdzie powstal uniwersytet zasilony kadra profesorska przybyla ze Lwowa.

Szybkie uprzemyslowienie i urbanizacja Polski, a takze polityka pelnego zatrudnienia powodowaly wielkie zapotrzebowanie na wykwalifikowana kadre, glownie inzynierska. Liczba studentow przez kolejne dziesieciolecia PRL systematycznie wzrastala, co wladze chetnie podkreslaly, widzac w tym oczywista oznake wyzszosci socjalizmu nad kapitalizmem. W poczatkach lat 70. studiowalo w Polsce 330 tys. osob, z czego 125 tys. w szkolach technicznych. Bierut, Gomulka, Gierek i kolejni przywodcy PZPR z duma glosili teze, iz za ich rzadow dokonuje sie bezprecedensowy w dziejach narodu awans spoleczny robotnikow i chlopow. Jego podstawa mial byc dostep do oswiaty, w tym szkolnictwa wyzszego, ktore bylo bezplatne, a przez to ogolnodostepne. Polska - gloszono z oficjalnych trybun - stala sie krajem ludzi wyksztalconych.

Ten sielankowy obraz psuly fakty, ktore wladze chcialy przemilczec. Otoz analizy stanu polskiego szkolnictwa wyzszego wykazywaly, iz z dostepnoscia studiow nie jest najlepiej, a odsetek dzieci chlopskich na uczelniach jest nawet nizszy niz przed wojna, czego nie moglo zmienic wprowadzenie dodatkowych punktow na egzaminach wstepnych dla dzieci chlopow i robotnikow. Co gorsza okazywalo sie, iz ped ku wiedzy ulega z biegiem czasu wyraznemu oslabieniu, a to za sprawa niskich zarobkow mlodej inteligencji. Okazywalo sie, iz dla osiagniecia sukcesu zawodowego, a zwlaszcza finansowego, nie trzeba koniecznie studiowac, wystarcza dobre kwalifikacje na poziomie technikum zawodowego, gwarantujace dobrze platna prace w panstwowych fabrykach. Coraz bardziej oczywiste stawalo sie zapoznienie bazy naukowej polskich szkol wyzszych w stosunku do czolowych uczelni zachodnich.

W poczatkach lat 80. wyraznie zaczal zaznaczac sie takze dystans dzielacy Polske od Zachodu pod wzgledem liczby studentow. Podczas gdy w w Polsce na kazde 10 tys. mieszkancow studiowalo 1275 osob, to we Wloszech okolo 1900, w RFN i Finlandii - ponad 1700, a we Francji i Holandii blisko 1400. Przepasc dzielila Polske od Kanady, gdzie liczba ta wynosila 2500 i od USA, gdzie na kazde 10 tys. osob uczylo sie w wyzszych uczelniach ponad 4000.

Mit dobrze wyksztalconego spoleczenstwa polskiego prysl jak mydlana banka wraz z upadkiem komunizmu. Okazalo sie nagle, iz Polska ze swym wspolczynnikiem skolaryzacji (stosunek liczby studentow do liczby osob w grupie wiekowej 19-24 lata) wynoszacym niespelna 10, plasuje sie na szarym koncu krajow uprzemyslowionych. Daleko nam bylo nie tylko do Stanow Zjednoczonych czy czolowych panstw Europy Zachodniej, ale nawet slabiej rozwinietych krajow Unii Europejskiej. Okazalo sie rowniez, iz polski system akademicki nie jest dostosowany do wymogow gospodarki wolnorynkowej. Za malo bylo uczelni i kierunkow ksztalcacych kadry menedzerskie.

Proces transformacji gospodarczej, ktory zapoczatkowala szokowa terapia zwiazana z tzw. planem Balcerowicza, wywolala ogromne zmiany w szkolnictwie wyzszym, ktore trwaja do dzis.

Przede wszystkim nastapil gwaltowny wzrost liczby szkol, co bylo odpowiedzia na wzrastajace zapotrzebowanie przemyslu, jak rowniez pewnych rodzajow instytucji uslugowych (np. bankow) na dobrze wykwalifikowanych pracownikow oraz efektem wprowadzenia przepisow zezwalajacych na zakladanie szkol prywatnych. O ile u schylku PRL funkcjonowaly 92 szkoly wyzsze, to w roku ubieglym bylo ich juz 266! Monopol uczelni panstwowych jest juz odlegla przeszloscia. Obecnie wiekszosc polskich szkol wyzszych to uczelnie prywatne, jest ich 144, podczas gdy 106 uczelni ma status panstwowy, a 16 to szkoly wyznaniowe.

W slad za tym nastapil dynamiczny wzrost liczby studiujacych. Podczas gdy w 1985 r. bylo ich 350 tys., to w roku ubieglym juz 1274 tys. osob. Ogromna wiekszosc studiuje na uczelniach panstwowych, uczelnie prywatne i wyznaniowe, chociaz jest ich wiecej niz panstwowych, ksztalca zaledwie nieco ponad 300 tys. studentow. Tak znaczacy wzrost liczby studiujacej mlodziezy dzwignal w gore wspolczynnik skolaryzacji z 10 do ponad 25, stawiajac Polske w rzedzie krajow o calkiem przyzwoitym poziomie ksztalcenia, porownywalnym z krajami zachodnioeuropejskimi. Duma moze napawac rowniez zmiana struktury szkol akademickich. Gwaltownie wzrosla liczba szkol ekonomicznych. Jeszcze w polowie lat 90. bylo ich 46, dzis jest ich 89, a liczba studentow kierunkow ekonomicznych wzrosla pieciokrotnie.

Tym optymistycznym akcentem mozna by zakonczyc artykul poswiecony rewolucji w szkolnictwie wyzszym III Rzeczypospolitej, gdyby nie fakty psujace ten pozytywny obraz.

Ogromny skok ilosciowy, jaki sie dokonal, nie zawsze idzie w parze z odpowiednim poziomem ksztalcenia. Liczba studentow wzrosla wielokrotnie, podczas gdy liczba nauczycieli akademickich tylko nieznacznie, w czym zreszta nie ma nic dziwnego, wszak wyszkolenie profesora trwa bardzo dlugo. Konsekwencja tego stanu rzeczy jest zatrudnienie pracownikow naukowych na wielu etatach, co sila rzeczy musialo odbic sie na jakosci ich pracy. "Chaltury", znane jeszcze z czasow PRL, nie odeszly w niebyt wraz z nim nie tylko dlatego, ze jest na nie zapotrzebowanie, ale rowniez dlatego, iz place w szkolnictwie wyzszym sa nadal niskie, co sklania wiele osob do podejmowania dodatkowych zajec ze szkoda dla wynikow pracy dydaktycznej i wlasnego rozwoju naukowego. Jak ujawnil w jednym z wywiadow wiceminister edukacji, w Polsce jest wiecej prywatnych uczelni ekonomicznych niz profesorow zwyczajnych ekonomii!

Znacznie grozniejszym zjawiskiem jest jednak ogromny rozwoj studiow zaocznych i wieczorowych, z natury rzeczy dajacych slabsze wyksztalcenie niz tradycyjne studia dzienne. Przyczyn jest kilka. Przede wszystkim uczelnie panstwowe chetnie je rozbudowuja, gdyz studenci musza za nie placic, co ratuje ubogie budzety szkol wyzszych i pozwala slabo oplacanej kadrze dorobic do podstawowego etatu. Dodac trzeba, iz studia zaoczne sa lokowane czesto poza miejscowoscia, w ktorej miesci sie siedziba uczelni, co ulatwia do nich dostep osobom, dla ktorych dojazd do osrodka akademickiego bylby zbyt klopotliwy lub kosztowny. Zblizenie szkoly do studentow nie byloby samo w sobie niczym zlym, ale problem w tym, ze zamiejscowe filie szkol wyzszych sa slabo wyposazone i nie dysponuja podstawowym zapleczem w postaci bibliotek, laboratoriow itp. Efekt jest taki, iz absolwenci studiow zaocznych sa znacznie gorzej wyksztalceni niz ich koledzy studiujacy w trybie normalnym. Niektorzy szacuja, iz studia zaoczne sa warte co najwyzej 1/3 wyzszego wyksztalcenia uzyskiwanego droga tradycyjna. Ministerstwo Edukacji Narodowej ma swiadomosc, iz studentom zaocznym wyrzadza sie szkode intelektualna, proponujac nauke w tak zlych warunkach, ale na razie nie ma to praktycznych konsekwencji. Nawet napomnienia i grozby Ministerstwa Edukacji Narodowej i Rady Glownej Szkolnictwa Wyzszego nie skutkuja, skoro ciagle na prowincji znajduja sie chetni na platne studia zaoczne. Jedyna nadzieja w tym, iz pracodawcy absolwentow tych malo wartosciowych szkol przestana respektowac ich dyplomy. Juz teraz odsetek bezrobotnych absolwentow szkol wyzszych wsrod ogolu pozostajacych bez pracy siegnal 8%, co zdaje sie wskazywac, iz dyplom slabej uczelni niczego juz nie gwarantuje na trudnym rynku pracy.

Polskie szkolnictwo wyzsze nie jest wolne od problemow etycznych. Zastanawia, jak gladko wielu profesorow gloryfikujacych niegdys marksizm-leninizm i dokonania PRL przeszlo nad tym do porzadku dziennego. Nie odbyla sie samooczyszczajaca dyskusja w gronie filozofow, historykow, ekonomistow i przedstawicieli innych nauk spolecznych. Dzis ci, ktorzy wykladali ekonomie polityczna socjalizmu i filozofie marksistowska, jakby nigdy nic glosza pochwale skrajnie liberalnego kapitalizmu, a piewcy dokonan Komunistycznej Partii Polski i PZPR z zapalem badaja dzieje polskiej burzuazji. W tej atmosferze nikogo specjalnie nie gorszy fakt, iz "naukowcy" z tytulami profesorskimi znajduja sie w sztabach skrajnie radykalnych politykow i podczas kampanii wyborczych karmia spoleczenstwo ewidentnymi bzdurami. Nie dziwia rowniez ciagle ujawniane afery zwiazane z plagiatami prac naukowych ani "badacze", ktorzy podaja w watpliwosc zbrodnie nazistow.

Negatywne zjawiska w srodowisku akademickim nie moga przeslonic zasadniczo pozytywnego obrazu przemian w szkolnictwie wyzszym. Sadzic nalezy, iz wiele z nich bedzie mozna z czasem wyeliminowac. Nadejdzie wkrotce niz demograficzny, ktory zaostrzy konkurencje na rynku edukacyjnym. Chetni do studiowania beda mogli przebierac w coraz wiekszej ofercie uczelni prywatnych i panstwowych. Pamietac trzeba i o tym, ze coraz wiecej Polakow studiuje poza krajem, takze na czolowych uczelniach amerykanskich i europejskich, co dopingowac bedzie polskie szkoly do podniesienia poziomu. Juz dzis widac, ze niektore uczelnie prywatne, niegdys zaczynajace bardzo skromnie, zdobyly uznanie i renome, a o ich absolwentow ubiegaja sie najwieksze firmy.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail