JOZEF BARAN
Zmartwychwstanie Janusza Szubera
Wielkie
odkrycie ostatnich lat w poezji polskiej: Janusz Szuber
z Sanoka. Pisze wiersze juz od 1967 roku, ale zdecydowal
sie je wyjac z szuflady dopiero 6 lat temu. I to za namowa
kuzynki Grazyny Jarosz, doktora mikrobiologii w instytucie
w Oslo, ktora pokryla koszty druku jego "piecioksiagu",
czyli pieciu tomikow. Ukazaly sie drukiem prawie jednoczesnie
- na przelomie lat 1995 i 1996 - w bibliofilskich nakladach:
350 egzemplarzy kazdy. Od tego momentu zaczyna sie blyskotliwa
kariera spoznionego, 46-letniego debiutanta. Tomiki rozsylane
przez niego badz przez jego znajomych do wybitnych poetow,
pisarzy i krytykow - z wolna poszerzaja krag zwolennikow.
Zachwycaja sie nimi Herbert i Milosz, Pankowski i Libera,
Szymborska i Baranczak. Poeta dotad nieznany otrzymuje nagrody:
im. Illakowiczowny i im. Sadowskiej (za debiut), Fundacji
Kultury (1999) i Fundacji im. Turzanskich (Toronto). Dostaje
tez nominacje do wyroznienia Paszport "Polityki".
Powstaje o nim wiele entuzjastycznych recenzji i esejow.
W prestizowych wydawnictwach ukazuja sie nowe zbiory Szubera,
m. in. Biedronka na sniegu (a5), Chlopiec mieszajacy
powidla (Znak). Co najwazniejsze, ten sukces poetycki
wydaje sie byc jak najbardziej zasluzony.
Janusz Szuber przy blizszym poznaniu
okazuje sie skromnym, bezpretensjonalnym czlowiekiem, ktoremu
obce sa wszelkie artystowskie pozy i chimery... A przeciez
to niezwykla osobowosc, i to nie tylko ze wzgledu na talent
(talent bywa tez udzialem glupcow), lecz na styl, w jakim
radzil sobie z bolem, cierpieniem, kalectwem. Swietny poeta
porusza sie od lat na wozku inwalidzkim, a wiekszosc wierszy
napisal walczac z okrutna choroba.
Sanoczanin z urodzenia Jan Skoczynski,
autor ksiazek eseistycznych i wykladowca filozofii na Uniwersytecie
Jagiellonskim, tak mowi o nim:
- Chodzilismy razem do gimnazjum.
Potem stracilismy sie z oczu na cwiercwiecze. I oto jakies
6 lat temu Janusz przyslal mi do Krakowa swoj debiutancki
tomik pt. Paradne ubranko, a za jakis czas - nastepny...
Wiersze tak mnie zachwycily, ze postanowilem go odnalezc.
Dowiedzialem sie, ze nie chodzi. A zapamietalem go jako
wysportowanego mlodzienca, zawsze elegancko ubranego, przystojnego,
wypielegnowanego przez mame. Pochodzil z bardzo dobrej inteligenckiej
rodziny, w ktorej byl dziadek - filolog klasyczny i dyrektor
gimnazjum w Sanoku, prababka - zalozycielka szkoly sredniej
dla dziewczat, wujek - profesor uniwersytecki w Warszawie.
Jego ojciec byl pilotem.
Szuber po latach sie zmienil, ale
po przywitaniu z miejsca nawiazalismy intelektualny kontakt.
Wcale nie trzeba bylo dlugo odnawiac znajomosci, ktora potem
przerodzila sie w meska, dojrzala przyjazn. Choc probowalem
go pytac o jego chorobe, niechetnie o tym mowil. Pewne fakty
musialem odtworzyc z jego wierszy. Co moge o nim powiedziec?
Na pewno jest to bardzo gleboki czlowiek, ktoremu los nie
skapil najciezszych doswiadczen egzystencjalnych, i to w
wymiarze ostatecznym... Powiem wiecej - to wielka postac,
wielka osobowosc. Podziwiam, ze ten czlowiek skazany na
wieloletnie lezenie i bycie czyms w rodzaju wegetujacej
rosliny - zyje pelnia zycia. Nie chcialbym naduzywac pojec,
ale w jego przypadku - jak pisalem o tym w pewnym okolicznosciowym
felietonie na Wielkanoc - mamy do czynienia z rodzajem zmartwychwstania.
Zmartwychwstania czlowieka skazanego - z punktu widzenia
diagnoz lekarskich - na powolne konanie i unieruchomienie
ciala. A w konsekwencji, gdyby on to przyjal - na unieruchomienie
takze w sensie psychicznym. Tymczasem tworzy piekne, madre
wiersze, uczestniczy w wielu inicjatywach kulturalnych,
a nawet stal sie tu kims w rodzaju autorytetu, wyroczni.
Otwiera wystawy, premier Buzek poswieca mu godzine na prywatne
spotkanie, gdy przejezdza z wizyta na Podkarpacie! Ilez
musialo byc uporu i odwagi w tym czlowieku, ze pisal przez
cwiercwiecze do szuflady! Z dziesieciu teczek wybral do
druku tylko niewielka czesc i jest to naprawde znakomita
esencja jego poezji.
Anna Strzelecka, bibliotekarka, osoba
z bliskiego kregu znajomych poety:
- Janusz jest zyczliwy ludziom az
do przesady. Organicznie nie lubi sprawiac nikomu przykrosci.
Poza tym ma zdrowe poczucie humoru, umie sie nawet sam z
siebie smiac. Dzentelmen w kazdym calu (tu klania sie wspaniale
wychowanie w inteligenckiej rodzinie), erudyta, ktory potrafi
dostosowac sie do poziomu rozmowcy, tak ze kazdy w jego
towarzystwie czuje sie dobrze. W poezji ujmuje jego powsciagliwosc
w wyrazaniu uczuc i emocji, panowanie nad slowem.
Choroba i poezja
Z bohaterem tego reportazu spedzilem
dwa piekne, pogodne dni w Sanoku. Najpierw w jego mieszkaniu
na drugim pietrze. Potem - w plenerze: w Gorach Slonnych
i ukochanych, "magicznych" miejscach, gdzie lubi
przebywac, czyli w okolicach zabytkowej cerkiewki w Miedzybrodziu
i w ogrodzie-skansenie panstwa Ludmily i Kazimierza Patalow.
Przy twarogu i kwasnym mleku podanym przez gospodynie, wsrod
egzotycznych kwiatow, Janusz rozgadal sie na temat, ktory
zwykle zbywa milczeniem zarowno w liryce, jak i w wywiadach.
Mianowicie w pierwszych latach literackiego "ujawniania
sie" - Szuber nie zwykl byl zalic sie na swoj los niepelnosprawnego.
Ba, ukrywal to raczej. Dzis twierdzi, ze nie chcial, bron
Boze, by zastosowano wobec jego poezji jakakolwiek taryfe
ulgowa.
- Wyobraz sobie - wspomina poczatek
choroby - ze mialem dwadziescia pare lat, kategorie A, rozpoczete
studia polonistyczne w Warszawie i dosc bujna mlodosc, gdy
przeszedl gosciec, ktory byl jak tajfun. Najpierw - laska,
potem szwedki, wreszcie kilkanascie lat lezenia, operacja,
rehabilitacja, sanatoria, kliniki... A przeciez bylem tegim
piechurem, ktory wedrowal po Bieszczadach, jezdzil na polowania
z ojcem, wedkowal. I wlasnie - o ironio losu - moje sprawne
nogi zostaly zaatakowane. Etiologia tej choroby niszczacej
narzady ruchu jest do dzis malo znana. Zostalem wrzucony
w "inny" swiat. Obserwowalem reakcje wspoltowarzyszy
choroby, ktorzy nagle stali sie kalekami. Bardzo czesto
zdarzaly sie tragedie i samobojstwa. Mlodzi ludzie zwiazani
z wojskiem (przebywalem w szpitalach Ministerstwa Obrony
Narodowej) nie mogli sobie wyobrazic, ze nie beda chodzic.
Ja z poczatku tez nie... Ratowal mnie wrodzony optymizm
wynikajacy, czy ja wiem, moze z wiary? Cierpienie wystawia
na najciezsza probe nasze intuicje religijne i poczucie
religijnosci. Czasami dopadaly mnie depresje i wydawalo
mi sie, ze wierze tylko w bol, a wszystko jest bez sensu.
Dzis mysle sobie, ze to doswiadczenie nicosci bylo rodzajem
"nocy mistycznej", z ktorej w koncu jakos sie
wydobywalem... Zreszta pewnie patrze na to dzis inaczej,
z perspektywy literackiego spelnienia sie. Inaczej to wygladalo
wtedy, gdy nie bylo jeszcze podbarwione sukcesem.
Najwazniejsze, ze trwalem przy czytaniu
ksiazek, studiowaniu na swoj prywatny uzytek literatury,
antropologii, filozofii, pisaniu wierszy, z ktorych wiekszosc
palilem, i notowaniu uwag na marginesie kazdej przeczytanej
lektury. Bylo tego bardzo duzo. Nawet gdy mialem zmiazdzona
kosc udowa i przez 10 miesiecy lezalem w tej samej pozycji,
najpierw zawieszony na wyciagu, potem w gipsie - prosilem
pielegniarki o specjalne deseczki z podporkami, zeby moc
pisac w pozycji pollezacej. Na oknie mialem swoja biblioteczke.
Pamietam, ze gdy powstawal wiersz Las wielki i niedzwiedziow
dosyc, skomponowany z samych cytatow, to zeby znalezc
wers w jezyku jidysz, musialem przekartkowac 500-stronicowa
ksiazke Marii Brzeziny Polszczyzna Zydow polskich. A pisalem wiersz na 4-osobowej sali. I o dziwo - ten bardzo
bolesny czas byl - jesli chodzi o pisanie - jednym z najszczesliwszych,
mimo ze zdarzaly sie noce nie do zniesienia. Piekielny bol.
10 kilo obciazenia i gnijaca kosc. A najgorsza sprawa -
kibel. Makabra.
- Wyobraz sobie - ciagnie Janusz
Szuber po chwili namyslu - sytuacje chlopca, ktoremu konsylium
lekarskie wystawia diagnoze: "Musi pan sie pogodzic,
ze nie bedzie mogl siedziec". A pozniej dzialy sie
te straszne rzeczy przez 10 lat... Moja matka wstawala do
mnie w nocy po 16 razy... Czy wierzylem, ze wyjde z tego
i ze bede kiedykolwiek siedzial na wozku? Chyba tak. Gdybym
nie wierzyl, prawdopodobnie calkowicie bym sie zalamal.
Nie wiem, czy to byla wiara natury metafizycznej, zwierzecej,
czy tez - brak wyobrazni. Dlatego po latach ubiegloroczny
wyjazd do Warszawy po Nagrode Fundacji Kultury byl dla mnie
czyms niesamowitym. Nie chodzi tylko o to, ze bylem laureatem
i ze Antoni Libera wyglosil laudacje na moja czesc. I ze
przywolano glosy Baranczaka, Milosza, Herberta. Bylo to
niesamowite, ze oto jechalem po dwudziestu paru latach od
wydania wyroku, ze w ogole nic ze mnie nie bedzie. Tymczasem
siedzialem na wozku, mozna bylo mnie wniesc, wyniesc. Moglem
sie normalnie zalatwic i zrobic inne rzeczy przy sprzyjajacych
okolicznosciach (smiech). Moglem prawie normalnie zyc, dotykac
rzeczywistosci. I to byl moj prawdziwy sukces. Literacki
tez, owszem, bo przeciez przez kilkadziesiat lat nie mialem
pojecia, czy to moje pisanie ma jakis sens. Tymczasem zostalem
tak pieknie przyjety przez srodowisko literackie i w dodatku
uznany przez moich mistrzow.
Poza bolem
Pisanie - jak mowi - dalo mu pewien
swiat: - Moglem tu funkcjonowac poza bolem. A jednoczesnie
choroba, bol, wyostrzaly moj odbior rzeczywistosci. Inaczej
smakuje rzeczywistosc, gdy sie wie, ile kosztuje dostep
do niej. Jesli sie normalnie funkcjonuje, to jedzenie, spacer,
siedzenie pod drzewem sa oczywistosciami. A jak musisz zaplacic
za to slona cene, to widzisz jaka to radosc: z tej drobiny,
z tego co jest dla ciebie do osiagniecia! Smak wody... Golisz
sie rano, splukujesz woda. Niby zwyczajne. A to jest cud
sam w sobie. Te cuda codzienne, ktore kazdy poeta winien
dostrzegac, skierowaly moja uwage w chorobie ku buddyzmowi.
Zreszta juz od dziecka bylem uwrazliwiony na szczegol, na
smak. Kawalek kory, gdy szedlem z psem na spacer. Kropla
rosy. Zapamietane na cale zycie obrzedy kuchenne przy przygotowywaniu
wigilii. Moja poezja wiele czerpie z tego mikroswiata pamieci
szczegolow. Milosz nazwal ja poezja "uwazna",
a inny eseista - "metafizyka konkretu".
Choroba zintensyfikowala drobiazg.
Nawet ten wygrzebany ze starych kronik. Przez szczegol,
konkret wydawaloby sie bezuzyteczny, staram sie w wierszu
wejsc w kontakt z ludzmi dawno niezyjacymi, uzyczyc im swojego
glosu. Niejako ozywic ich. Wazny jest starty kozik, stara
fotografia czy banalny list o zakupie butow, gdy u bram
stoja wojska rosyjskie, a Austriacy uciekaja. Wtedy wlasnie
ktos z rodziny pisze o zamowionych trzewikach, ktore trzeba
wykupic. Wylaczony z normalnego zycia moge cierpliwie i
calymi latami szlifowac nieraz jeden wers w wielu wersjach...
Kiedy nastapil zwrot w chorobie?
Gdzies pod koniec lat 70. Ni stad ni zowad zaczela sie remisja.
Nie wiem, co pomoglo: czy Harris, czy specyfiki ziolowe
przywozone przez rodzine czasem nawet z zagranicy, czy dobry
Bog? A moze ten demon, ktory mnie niszczyl, wyladowal sie
juz, wyczerpal? Oczywiscie choroba wraca pod roznymi postaciami:
bolu, obrzeku, wypryskow, ale to nie jest tak grozne jak
kiedys. Pozwala w miare normalnie egzystowac - pod okiem
ciotki, ktora zdecydowala sie po smierci moich rodzicow
poswiecic mi pare lat swojego zycia.
Kosc ogonowa Herberta
Pierwszy niespodziewany list od Herberta
otrzymal poznym latem 1996 r. Jego wspolsprawca byl przyjaciel
obu poetow Antoni Libera, ktory przekazal panu Zbigniewowi
tom sanockiego autora. W kopercie oprocz zbioru Herberta Napis z dedykacja ozdobiona bukietami kwiatow
("Drogiemu Koledze Januszowi Szuberowi - Poecie, co
do tego ostatniego nie mam zadnych watpliwosci, z serdecznym
usciskiem dloni Zbigniew Herbert, starzec") - znajdowal
sie list. Debiutant przeczytal w nim m. in. "... na
poezji sie nie znam i stosuje w praktyce metode pewnego
Anglika (...), ktory to przenikliwie zauwaza: wiersz, utwor
muzyczny, obraz sa wtedy, jesli czytelnikowi dretwieje kosc
ogonowa. Otoz w czasie lektury Pana wierszy kosc ma ogonowa
dretwiala wielokrotnie. Niestety moj drogi Przyjacielu jest
Pan poeta i nic na to nie mozna poradzic (...)".
Kilka entuzjastycznych listow autora Pana Cogito (podobnie jak karteczki od Milosza, Szymborskiej
czy eksanoczanina z Brukseli pisarza Mariana Pankowskiego)
wskazywaly na wielki szacunek, z jakim znani i uznani poeci
pochylali sie nad wierszami debiutanta. Zapewne te listy
w pewnym stopniu pomogly w przekonaniu innych tuzow srodowiska
literackiego i krytykow. W kazdym razie teraz do "salonu"
Szubera (duze mieszkanie w starej kamienicy) ciagna jak
do mekki koledzy po piorze. Bywa tu Andrzej Stasiuk (podziwiacz
cynowej wanny) i Jozef Kurylak ("przy Januszu to ja
wydaje sie chory, a on tryskajacy optymizmem"), i profesor
Andrzej Lam, i poeta Bronislaw Maj, i prozaicy - Pawel Huelle,
Kazimierz Orlos, Wilhelm Dichter i Augustyn Baran, ze wymienie
nielicznych.
W "salonie" bywaja tez
czlonkowie Korporacji Literackiej w Sanoku (okolo 50 osob
- malarze, pisarze, poeci, dzialacze kultury), ktorej istnienie
jest rowniez zasluga poety (oraz tlumacza i hebraisty Tomasza
Korzeniowskiego).
Korporacja tworzy ferment artystyczno-literacki
Sanoka: m.in. wydaje od lat znakomity Dodatek Kulturalny do Tygodnika Sanockiego, organizuje spotkania z wybitnymi
ludzmi sztuki przybylymi czesto na prywatne na zaproszenie
Janusza do biblioteki sanockiej czy do jego mieszkania.
- Odkad stalem sie znany - wyznaje
poeta - zrozumialem, ze moge to wykorzystac dla innych...
I wykorzystuje. Razem z filozofem
Janem Skoczynskim zalozyli Fundacje Stypendialna, ktora
ma pomoc mlodym ludziom z Sanoka podczas studiow. Ba, ze
Skoczynskim staraja sie od pewnego czasu, by powstala w
Sanoku wyzsza uczelnia. O tym rozmawial m.in. Szuber z premierem
Buzkiem podczas ubieglorocznego godzinnego spotkania.
*
Poezja Janusza Szubera jest mocno
zanurzona w przyrodzie i historii ziemi sanockiej. Ale tez
czerpie garsciami z bogatej historii rodzinnej. Swoim dziadkom,
babkom i ciotkom uzycza glosu i schronienia w swietnych
wierszach. Inspiracja dla nich bywaja tez dokumenty z kronik,
cenne ikony (na zamku w Sanoku istnieje najwiekszy w Polsce
zbior ikon; oprowadzil mnie po wystawie mlody, zdolny prozaik
Artur Olechniewicz).
Poeta twierdzi zartobliwie, ze uprawia
animistyczny kult przodkow. Pewne epizody z ich zyciorysu
pomagaja mu odtworzyc ich portret duchowy. Wychowany w wielopokoleniowej
rodzinie ludzi dlugowiecznych nauczyl sie cenic tradycje.
Totez Milosz czytajac jego wiersze powiedzial, ze przywraca
nam w nich "ducha Galicji"...
Swoje zycie dzieli na pierwsze aktywne
20 lat i nastepne - refleksyjne:
- Tamten chlopiec, ktorym bylem we
wczesnej mlodosci, wciaz jeszcze intensywnie we mnie istnieje,
przywolywany przez poezje. Czasami mam wrazenie, ze obecne
zycie jest na niby, a tamto bylo prawdziwsze. A czasami
mysle, ze to moje zycie na niby w niektorych elementach
jest szczesliwsze, niz gdyby sie toczylo normalnie. Przede
wszystkim jest swiadome... Mam poza tym czas na pewne wazne
dla mnie rzeczy. A przed pewnymi moze zostalem uchroniony?
-----------
Pani Zofia
Jej mlodosc i wiek dojrzaly znalem
z fotografii,
Elegancka kobieta, pedantka,
dobra gospodyni
Starej daty: wyszukane
ciasta i pasztety,
Czas poddany dyscyplinie
ladu i umiaru,
Kunsztowny haft pisma,
pasjans i lektura.
W ostatnich latach zycia
przestala byc soba:
Upokorzony umysl, wech
i obrzedy z wydalaniem,
Slady ekskrementow na
przedmiotach,
Zegar bez wskazowek,
belkot w miejsce mowy.
Tego doswiadczenia nie
moglem zrozumiec;
Nie bol, smierc, kalectwo
- to bylo zrodlem mego buntu;
Zdegradowanej
nie dzwigaly wzniosle monologi Hioba.
(Z tomu Biedronka
na sniegu)
Kuzynka Wanda
Co za falbanki! jakie aplikacje!
Ilu staran wymaga taka
fryzura!
Dookola szyi prawie
roslinne koronki.
Guziczki ozdobne z masy
perlowej.
Cera matowa, regularne
rysy.
Ani ladna ani brzydka,
panna na wydaniu.
Dziuwenka takie zdrobnienie
od imienia Wanda.
Pensja ukonczona z postepem
celujacym.
Spiesz sie, spiesz,
bo nie zdazysz
Wyjac szpilek i rozpuscic
wlosow,
Ani piersi uwolnic z
uscisku gorsetu
I dotknac brzucha odbitego
w lustrze.
Zadurzona na zaboj w
kuzynie.
Za malo jeszcze tego
na burzliwy romans.
Mojej wiedzy o tobie,
Wando, starczy
Zaledwie na kilkanascie
wersow.
Galopujace suchoty,
inaczej galopki,
Posrod sniegow alpejskich
przescieradel.
Rok 1910 - zatrzymany
oddech.
I krotka wiecznosc
w rodzinnym albumie.
(Z tomu Pan dymiacego
zwierciadla)
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |