ELZBIETA SLOSARSKA
Po wystawie "Polki 2000 - Chicago"
Od
6-20 pazdziernika w chicagowskiej siedzibie wladz stanowych
mozna bylo ogladac pierwsza czesc wystawy fotograficznej
"Polki 2000 - Chicago" autorstwa Krystyny Cygielskiej,
Jolanty Stawiarskiej i Ewy Sulkowskiej-Bierezin.
Warto na te wystawe zwrocic uwage
z kilku powodow.
Pomysl zrodzil sie na gruncie czysto
prywatnym (dawniej by sie rzeklo "przy kawiarnianym
stoliku") i zostal calkowicie prywatnie, na odpowiedzialnosc
autorek wystawy zrealizowany. Trzy panie - fotograf, wizazystka
i dziennikarka - postanowily pokazac portret zbiorowy Polek
mieszkajacych w Chicago w roku 2000, portret nieco podretuszowany
samym doborem bohaterek, podobnie jak zdjecia - robione
po pewnych zabiegach. Jednym z celow przedsiewziecia bylo
- jak deklarowaly autorki - zlamanie stereotypu Polakow
w oczach Amerykanow poprzez pokazanie rozmaitych karier
i postaw Polek, "od ktorych w duzym stopniu zalezy
atmosfera w rodzinie i to, na jakich ludzi wyrosna dzieci".
Realizacja pomyslu wypadla bardzo
efektownie zarowno od strony ideowej, jak i artystycznej.
Dobre i bardzo zroznicowane zdjecia (czarno-biale) oddawaly
rozmaitosc prezentowanych sylwetek, stylizacja nie naruszala
naturalnosci, a teksty (po polsku i po angielsku) w bardzo
zwiezlej formie mowily o odmiennosci losow i upodoban bohaterek.
Dobry, profesjonalnie zrobiony plakat autorstwa Rafala Komorowskiego
i rownie fachowo ustawiona ekspozycja, harmonijnie wpisana
w miejsce, jakim bylo atrium budynku stanowego, daly wystawie
korzystna oprawe. Ogladalo ja bardzo wiele osob. Calosc,
czyli pelny projekt, bedzie do obejrzenia w kwietniu przyszlego
roku w Muzeum Polskim w Ameryce, a wiec to jeszcze nie koniec
wydarzenia.
Warte odnotowania jest takze, iz
- jak podkreslano wielokrotnie przy roznych okazjach - "nie
jest to galeria najwybitniejszych przedstawicielek srodowiska
polonijnego", a wiec znalazlo sie (i znajdzie) poza
nia wiele bardzo szacownych i zasluzonych pan. Sprawa najwazniejsza
jest i pozostalo dla autorek pokazanie mozliwie pelnego
wachlarza typow, zawodow i postaw kobiet, ktore niezaleznie
od stopnia asymilacji - mowia po polsku i czuja sie Polkami.
Inaczej mowiac: fakt, ze sa Polkami, odbija sie na ich wyborach
lub stylu zycia.
Reakcje po pierwszej czesci ekspozycji
byly bardzo rozne: od zachwytow po niewybredne napasci,
co mozna uznac za miare sukcesu.
- Jednym z naszych zalozen - mowi
Krystyna Cygielska, autorka zdjec - byla pelna niezaleznosc
i wlasnie dlatego nie szukalysmy sponsorow wsrod organizacji
polonijnych. Znalazlo sie natomiast, oprocz stanowej agencji
Illinois Arts Council, tyle pomocnych firm i prywatnych
osob, ze moglysmy bez specjalnych trudnosci na czas ukonczyc
pierwszy etap pracy.
Nasze portrety, choc robione na kolorowym
filmie, w ostatecznym wydaniu sa czarno-biale. Nie jest
to tylko sprawa powszechnej w ostatnich latach mody na powrot
do czarno-bialej fotografii, ktorej uroda i walory znow
pociagaja ludzi obiektywu. Uwazalysmy, ze ten rodzaj obrazu
pozwoli i nam, i widzom bardziej skupic sie na charakterze
i psychice bohaterek, nie rozpraszajac uwagi na mniej istotny
w tej sprawie element koloru.
Po prezentacji w Muzeum Polskim "Polki
2000 - Chicago" pojada do Krakowa, a takze prawdopodobnie
do Lodzi i Warszawy. Chcialybysmy takze zrobic z tego pieknie
wydany album, ale to juz bedzie zalezalo od tego, czy znajdziemy
sponsorow. Szkoda byloby juz zrobionych zdjec i juz napisanych
tekstow. Teksty zreszta bylyby prawdopodobnie obszerniejsze.
Marta
Ptaszynska, profesor zwyczajna University of Chicago, kompozytorka,
mistrzyni perkusji.
W 1972 roku otrzymala stypendium
z Cleveland Institute of Music. Miala za soba polskie magisteria
z kompozycji, z teorii muzyki i z perkusji, wiele sukcesow
w kraju i za granica jako perkusistka oraz pierwsze swietnie
skomponowane utwory. Kompozycji uczyla sie takze w Paryzu
pod kierunkiem Nadii Boulanger. Bardzo wiele daly jej prywatne
spotkania z Witoldem Lutoslawskim. Do Cleveland przyjechala
glownie, by zrobic doktorat z perkusji. Co do kompozycji,
to wkrotce okazalo sie, ze to ona ma wiecej do ofiarowania,
nawet w dziedzinie teorii. Juz po roku zaczela odnosic sukcesy
jako kompozytorka i wykladowca. Pierwsza propozycje pracy
otrzymala z Bennington College w Vermont. Tam tez po skonczeniu
studiow doktoranckich uczyla jakis czas gry na perkusji
i komponowania. Propozycji nigdy nie brakowalo, wykladala
na kilku innych uczelniach w roznych stanach, od ponad dwoch
lat jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Chicago, a kompozytorki
amerykanskie ze srodkowego zachodu powierzyly jej prezesure
swojego stowarzyszenia.
Marta Ptaszynska ma dar tzw. synestezji
- widzi muzyke w kolorach. Nuty maja dla niej swoje barwy.
Jej kompozycje powstaja najczesciej pod wplywem wrazen wzrokowych,
kiedy to "slyszy kolory".
Komponuje duzo, kazdy nowy utwor
jest z reguly wydarzeniem i wchodzi do repertuaru swiatowego.
Sluchajac jej kompozycji na marimbe i wibrafon nie mamy
watpliwosci, ze sa dzielami mistrzyni gry na tych instrumentach.
Jej opera dla dzieci Pan Marimba z librettem Agnieszki
Osieckiej wciaz odnosi sukcesy.
W roku 2000, w polowie wrzesnia skonczyla
utwor Inverted Mountain zamowiony przez Chicago Symphony.
Prapremiera odbedzie sie w filharmonii chicagowskiej w marcu
przyszlego roku.
Choc w Ameryce odniosla wiele sukcesow,
zalozyla rodzine i znalazla prace przynoszaca ogromna satysfakcje
- nie zaakceptowala w pelni zycia w tym kraju. Po to, by
moc tu zyc, musi odwiedzac Polske przynajmniej raz w roku.
W domu brzmi wylacznie jezyk polski, a urodzona w Ameryce
corka jest zauroczona polska kultura.
Janina
Scieszko, kostiumolog, artystka plastyk.
Majac w dorobku projekty do kilku
polskich filmow (m.in. serialu Czarne chmury), przyjechala
w 1981 roku "po prostu, by zobaczyc Ameryke",
bo wlasnie dostala propozycje robienia wnetrz do filmu rozgrywajacego
sie w Nowym Jorku. Po 13 grudnia 1981 zdecydowala sie zostac
i wkrotce zrobila scenografie do spektaklu Zmiana warty (o starej emigracji i "Solidarnosci"). Odtad niewiele
sposrod polskojezycznych spektakli w Chicago odbylo sie
bez jej fachowej pomocy. Do najciekawszych osiagniec Janiny
Scieszko nalezalo "zorganizowanie" kostiumow do
sztuki Wadekinda Loulou w teatrze amerykanskim. Ostatnio
mozna bylo zobaczyc, co potrafi w programach kabaretu "Bocian".
Wiadomo, ze umie blyskawicznie zorganizowac
scene i odziac stylowo aktorow doslownie "z niczego".
Nie nauczyla sie jednak sprzedawac swoich wspanialych umiejetnosci,
choc twierdzi, ze dojrzala tu w przyspieszonym tempie, podobnie
jak kazdy, kto tu przyjedzie - obojetne w jakim wieku. Wizyty
w Polsce wydaja sie powrotem w niedojrzalosc, w srodowisko
rowiesnikow, ktorzy zatrzymali sie w rozwoju; w tym upatruje
niechec do opuszczenia Ameryki.
Kraj ten zaakceptowala w pelni, glownie
za jego stosunek do sztuki. Kazdy moze odkryc w sobie talent
i realizowac sie w wybranej dziedzinie. Fascynuja ja programy
srodowiskowe: dla dzieci, mlodziezy, gospodyn domowych,
emerytow.
Jest niepoprawna zbieraczka: przedmiotow
i ubran, ksiazek i filmow na kasetach, ktore moga przydac
sie przy opracowaniu scenografii i kostiumow.
Caly czas maluje i zajmuje sie innymi
dzialaniami plastycznymi.
W 2000 roku zaczela cykl obrazow,
w ktorych chce zawrzec swoje refleksje i pytania sprowokowane
faktem wejscia w ere Wodnika.
Gdyby wrocila do Polski, zalozylaby
kolo artystyczne dla emerytow, "zeby nie czuli sie
wyrzuceni na margines zycia". Zeby poczuli szacunek
i zyczliwosc. Jest wdzieczna Ameryce za to, ze opuscil ja
"jaskolczy niepokoj mlodosci", a przyszlo uspokojenie
i umiejetnosc odczuwania radosci.
Barbara
Mirecka, koordynatorka wystaw w Chicagowskim Instytucie
Sztuki.
Urodzila sie we Francji. Gdy miala
piec miesiecy, rodzice przeniesli sie na stale do Kanady.
Nie widzieli mozliwosci ani walki z narzucona Polsce wladza,
ani zycia pod jej rzadami. Nie tracili jednak nadziei, ze
beda mogli do Polski wrocic i trojke swoich dzieci wychowywali
tak, by byly do tego przygotowane. W domu nie tylko mowiono
wylacznie po polsku, ale prowadzono regularne lekcje z historii
i literatury polskiej. Rodzice wyrabiali tez w dzieciach
potrzebe kontaktu ze sztuka, zabierajac je regularnie na
imprezy kulturalne do Toronto i na spektakle slynnego szekspirowskiego
teatru w Stratfordzie.
Zawsze czula sie Polka i nigdy nie
uwazala sie za gorsza z powodu swojego pochodzenia. Przeciwnie:
czula, ze wyroznia sie korzystnie, majac dodatkowo caly
obszar wiedzy czerpanej z innej kultury.
W dwunastym roku zycia zamieszkala
wraz z rodzina w Chicago, a majac osiemnascie lat pojechala
pierwszy raz do Polski. Miala okazje skonfrontowac wyniesiona
z domu legende z rzeczywistoscia. Ta pierwsza wizyta i wiele
nastepnych, ktore przerwalo wprowadzenie stanu wojennego
w 1981 roku, pomogly jej skrystalizowac ostatecznie poczucie
tozsamosci, oparte na wlasnych juz przezyciach i refleksjach.
Po skonczeniu historii sztuki na
University of Chicago wybrala sie na Uniwersytet Jagiellonski,
ale po roku stracila zainteresowanie dla obranego kierunku
- konserwacji. Wrocila do USA, by przez kilka lat pracowac
w roznych galeriach sztuki, najpierw w Nowym Jorku, potem
w Chicago.
Przypadek sprawil, ze otrzymala propozycje
pracy z Instytutu Sztuki w czasie, gdy przygotowywano tam
glosna wystawe Moneta. Podjela sie tez przygotowac, juz
jako etatowy koordynator wystaw, ekspozycje "Kraj skrzydlatych
jezdzcow. Sztuka w Polsce 1572-1764".
Praca ta i jej ogromne powodzenie
sprawily, ze mocniej i glebiej zainteresowala sie mozliwoscia
promowania polskiej kultury w Stanach Zjednoczonych.
W 2000 roku przylaczyla sie do Polish
American Leadership Initiative, aby moc swoja wiedze o sztuce
i talent administracyjny wykorzystac dla idei uczynienia
Polonii bardziej widoczna w srodowisku amerykanskim.
Ewa
Jastrzebska, emerytowana profesor biologii, harcmistrzyni.
"Harcerstwo w olbrzymiej mierze
uksztaltowalo moje zycie" - mowi.
Istotnie trudno o lepszy przyklad
wprowadzania w czyn idealow harcerskich, takich jak gotowosc
do podjecia najtrudniejszych powinnosci, sluzba Polsce,
milosc do przyrody. Ta ostatnia sklonila ja do podjecia
studiow biologicznych, do aktywnego uczestnictwa w Audubon
Society i innych stowarzyszeniach ochrony srodowiska naturalnego,
do powolania do zycia w Chicago Komitetu Ratowania Bialowiezy
i wreszcie do rozbudzenia we wlasnych dzieciach potrzeby
bliskiego kontaktu z natura. Ostatnio pelnila w harcerstwie
funkcje komendantki choragwi, a w 1996 roku prowadzila kurs
pod nazwa "Kadra 2000" - dla instruktorskiej elity
ZHP poza granicami kraju.
Ma dar mobilizowania innych do rzetelnego
wykonywania obowiazkow i do powaznego traktowania gloszonych
zasad. Ten rys charyzmatyczny polaczony ze szlachetnoscia
postepowania w kazdej sytuacji, wspiera jeszcze jej niekonwencjonalna
uroda i wielki kobiecy urok.
Rok 2000 zapisal sie w jej zyciu
wielka strata. Zmarl maz i wspanialy towarzysz zycia, jeden
z bohaterow powstania warszawskiego. Przyjela to z rownym
mestwem, jak wlasna uporczywa chorobe, z ktora walczy od
czterech lat.
Milosc do Polski przekazali jej rodzice,
lekarze bioracy czynny udzial w walce z okupantem niemieckim:
ojciec przebyl szlak bojowy z Pierwszym Korpusem Armii Polskiej,
matka, wielkiego serca spolecznik, byla zolnierzem Armii
Krajowej. Wraz z nia mala Ewa uciekala nielegalna droga
do Niemiec przed grozacymi w kraju przesladowaniami ze strony
Urzedu Bezpieczenstwa, by polaczyc sie z przebywajacym w
Wielkiej Brytanii ojcem.
"Do dzis jestem wdzieczna rodzicom,
ze zdecydowali sie opuscic Anglie i wybrali jako miejsce
osiedlenia Ameryke, ten cudowny kraj, w ktorym pielegnowanie
polskiego dziedzictwa jest nie tylko mozliwe, ale moze stanowic
powod do dumy" - mowi.
Zdjecia
Krystyna Cygielska
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |