EWA BERBERYUSZ
Kartki ze skazonej strefy
W
Polsce, jak w otwieranym strona po stronie kryminale, dzieja
sie coraz to bardziej tajemnicze, bulwersujace rzeczy. Ludzie
roznego szczebla wladzy pokazuja naraz oblicza, jakich sie
po nich nie spodziewalismy. Przeciwnie, wobec wielu bylismy
pewni, ze sa ludzmi honoru; moze niekompetentni, moze naiwni,
ale czysci. I naraz okazuje sie, ze jednak nie. Ze gdy czlowiek
osiagnie wladze i pieniadze, zmienia sie mu charakter z
dobrego na zly. Jeszcze bardziej szokuje, iz syndrom ten
dotyczy rowniez ludzi madrych, slawnych, podziwianych, z
talentem, z sukcesem, o nienagannej karcie zyciorysu lat
ostatnich. Zdarza sie, ze zdobywszy wszystko, co mozna zdobyc,
zachowuja sie tak, jak wiezniowie poddawani wymyslnym torturom,
ktorzy nie wytrzymujac cierpien, zdradzaja druhow i idealy;
dla ulzenia katuszom dopuszczaja sie swinstw. Meczonych
wiezniow usprawiedliwiam: nie kazdy potrafi byc herosem.
Ale co myslec o wybrancach losu? Wprawdzie przyslowie glosi:
im wiecej masz, tym wiecej chcesz. Zgoda, niech i tak bedzie.
Chodzi jednak o to, jak do tego dochodzisz, w jakim stylu.
Podejrzewam, ze u nas odbywa sie to na zasadzie podswiadomego
przekonania, ze mnie sie nalezy. Przymyka sie wiec
oko na wlasne kretactwa, na omijanie prawa, na przywileje
w mysl zasady: tak sie zasluzylem, wiec naleza mi sie specjalne
wzgledy - nawet w sprawach ocierajacych sie o wymiar sprawiedliwosci.
Pewien ogolnie ceniony i szanowany czlowiek zmienil mieszkanie
z dobrego na lepsze. Ludzie mowia: "dostal". Niektorzy dodaja:
"nalezalo mu sie; tyle zrobil".
Ludzie kochani! A dlaczego nie mialby kupic?! Przez ostatnie
lata zajmowal najwyzsze stanowiska jako parlamentarzysta
i wysoki urzednik doskonale oplacany. Wiec stac go bylo
na kupno po cenach rynkowych. Nie musiano mu podsuwac okazji.
Ludzie nie wierza: "Eee, to chociaz mu przyspieszyli" -
mowia. Mowia nonsensy. Luksusowe apartamenty w polskich
miastach przewyzszaja podaza popyt. Nabudowano tego za duzo.
Wystarczy siegnac do ofert w gazetach.
Wiec co kaze ludziom sadzic, ze jak kto wazny, to dostaje,
a nie kupuje? Czy w umyslach ludzkich pokutuje jeszcze filozofia
rozdawnictwa z epoki komunizmu, kiedy o stanie posiadania
decydowal nie ruch pieniadza, ale przydzial "po uwazaniu"?
Chcialabym na moment zaznac wladzy, zeby przekonac sie,
jaki mechanizm rzadzi przemiana wyznawanych wartosci. Moze
sama bym mu ulegla? Wladza deprawuje, to wiemy. Ale wszystkich
jednakowo? Nikt sie nie oprze?
Piszac o tych sprawach, pomijam przypadki skrajne, ktore
weszly do kabaretow i w teksty satyrykow, dostarczajac im
wdziecznego materialu, jak na przyklad nobliwa niewiasta,
marszalek Senatu Alicja Grzeskowiak. Wieczna podrozniczka,
ostatnio nawracajaca na parlamentaryzm Arabie Saudyjska.
Przyznajmy, ambitne zamierzenie. Pania marszalek nazwano
dla nieposkromionej zylki zwiedzania "Beniowska" (malenka
roznica w tym, ze Beniowski podrozowal za swoje). Podobne
pojedyncze przypadki zdarzaja sie wszedzie, i niech sobie
beda. Ile by "Beniowska" nie uszczknela z naszych podatkow,
przez nia nie zginiemy.
Nie chodzi mi tez o drobnych kacykow powiatowo-gminnych
o bardzo malych rozumkach, ktorym woda sodowa uderza do
glowy, ale chodzi mi o glowy dobre, o ludzi wspanialych,
wysokich kwalifikacji intelektualnych, artystycznych i zawodowych,
po ktorych mozna sie spodziewac prawosci i wiernosci wartosciom
w kazdej sytuacji. Dlaczego maleja? Maleja tym intensywniej,
im dluzej powodzenie im sluzy? Gdzie przyczyna?
Gdy wolnosc nastala, rewelacyjnie szybko potrafilismy wskoczyc
w umiejetnosci najnowszej zachodniej generacji; jestesmy
wyjatkowymi bystrzakami w wielu dziedzinach, ale wraz z
wiedza nie przebilo sie do nas podstawowe pojecie demokracji
- obywatelskosc. Wspolczesni Polacy tego pojecia nie pojmuja.
Owszem, mamy spolecznikow na miare Alberta Schweitzera,
mamy dynamicznych i skutecznych aktywistow charytatywnych,
mamy wreszcie paru politykow o szerszej wizji - obywateli
nie mamy.
*
Mamy natomiast towarzyszy partyjnych roznych masci. Polska
ludzi partyjnych! Tylko partia cie urzadzi! Oto hasla. Znane
i niestety wciaz aktualne.
Tygodnik Polityka sporzadzil raport na temat elit
powiatowych miasteczek. Co to za ludzie? Zwrocono sie o
zdanie do miejscowych maturzystow. Odpowiedz byla jednomyslna:
partyjni. Barwy obojetne. Ktora partia zlapie lokalna wladze,
ta ciagnie za soba swoich: ciocie, babcie, syna, bratanka.
Obsadzaja nimi posady. Intratne. Bo nasladujac urzednikow
panstwowych, samorzadowcy suto sobie placa. W co inwestuja?
W siedziby i w podroze zagraniczne za diety sesyjne. Sesja
wyjazdowa w Rzymie (zwana pielgrzymka), sesja na Capri,
sesja w Taorminie. Wybieraja trafnie, wiedza, co zwiedzac.
Poniewaz w ich regionach na ogol panuje bezrobocie, od partyjnych
zalezy zatrudnienie.
"Posredniak - mowia miejscowi maturzysci - to siedziba
partii. Tam idz i sie zasluz, moze dostaniesz prace". Zasluzyc
sie nielatwo, bo wsrod rodziny niewiele miejsca pozostaje
dla niespokrewnionych fachowcow.
Nie chce generalizowac. Widzialam enklawy, do ktorych wjezdza
sie z drogi i czlowiek przeciera oczy: czy to u nas? Miasteczko
jak z wizji genialnego architekta. Z propozycja dla wszystkich,
z pomyslunkiem urbanistycznym, z rownymi chodnikami. Znac
reke gospodarza. Ale sa to wyjatki potwierdzajace regule.
Regule partyjniactwa reprezentuje Mazowiecka Kasa Chorych.
Gdy patrze na twarz jej przewodniczacego Adama Struzika,
obrastajaca w tkanke tluszczowa w postepie geometrycznym,
otoz, gdy tak na nia patrze, nie moge oprzec sie wrazeniu
sprzed laty. Dokladnie tak wygladalo oblicze czarnego charakteru
w warszawskim teatrze satyrycznym "Syrena" doby stalinizmu;
byl nim makler z Wall Street. Ta bucowatosc, ta pewnosc
siebie, ten tluszczyk, ach, ten tluszczyk... - dodac Struzikowi
cylinder (bo cylinder obowiazywal!), a mamy juz negatywnego
bohatera tamtych lat. Powtorka?
"Upolitycznienie w Kasie [Mazowieckiej - przyp. EB] siega
nawet sprzataczek" - czytam w Polityce. Jezeli przewodniczacy
Adam Struzik (laczy funkcje przewodniczacego Rady Regionalnej
Mazowieckiej Kasy Chorych, Rady Krajowego Zwiazku Kas Chorych,
senatora, czlonka wladz naczelnych PSL, szefa komisji zdrowia
i kultury fizycznej sejmiku mazowieckiego); otoz jezeli
ten jeden ludowiec pelni tyle rol w "zdrowiu", trudno sie
spodziewac, iz owo "zdrowie" bedzie bezpartyjne. W dyrekcji
Kasy Mazowieckiej jest jeden bezpartyjny fachowiec, Jaroslaw
Pinkas, bez kwestii swietny menedzer. Jednakze, wedlug Polityki,
ma zerowa szanse przetrwania.
Mamy zespoly lekarzy najwyzszej swiatowej klasy, zdolne
do przeprowadzania skomplikowanych zabiegow i przeszczepow.
Robia je sporadycznie, glownie za jalmuzny ludzi wzruszonych
widokiem chorych dzieci pokazywanych w mediach.
Przy reformie zdrowia ukuto haslo, ktore praktyka zycia
zamienila w szyderstwo: pieniadz idzie za pacjentem. Oto
jak idzie (za Rzeczpospolita): "Jezeli wszystkie
propozycje Ministerstwa Zdrowia zostalyby przyjete przez
Parlament, nastapilaby eksplozja etatow urzedniczych w Centrum
Jakosci Uslug Medycznych, Agencji Urzadzen i Aparatury Medycznej,
Urzedzie ds. Zywnosci, Urzedzie Srodkow Farmaceutycznych
i Materialow Medycznych, Urzedach Glownego Inspektora Uslug
Medycznych, Glownego Inspektora Sanitarnego, Glownego Inspektora
Farmaceutycznego". Ustawodawcy te propozycje bynajmniej
nie gorsza, traktuja je jak najbardziej na serio.
Trzymajac w reku skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu,
stanelam w kolejce, zeby zapisac sie do okulisty.
- O tej porze? - uslyszalam. - Do okulisty staje sie o
czwartej rano.
- O czwartej rano?! - powtorzylam.
- To pani i nie doslyszy?
- A kiedy otwieraja budynek? - spytalam.
- Straznik przychodzi o siodmej.
Klimat ociepla sie na naszym globie, ale zima nadal pozostaje
zima. Wyobrazmy sobie kolejke zdechlakow przytupujacych
na nocnym mrozie przez pare godzin, zeby przekroczyc pierwszy
prog dostepu do pomocy lekarskiej.
Pieniadz idzie za pacjentem lamancami: "Struzik w cylindrze".
*
Jozefa Hennelowa podnosi w Tygodniku Powszechnym wazki temat: zacheca sie ludzi do przedsiebiorczosci na
wlasny rachunek, do ryzyka, bez ktorego nie istnieje biznes.
Swieta prawda. Tylko kto zacheca? Osoby gleboko usadowione
na biurokratycznych etatach. A wiec majace zabezpieczenie,
lacznie z emerytura. Dzialacz z komisji zakladowej niskiego
szczebla "Solidarnosci" dostaje cztery tysiace miesiecznie
brutto. Ile jest takich komisji w Polsce, nie wiadomo. Wiadomo
za to, iz miesieczne pobory podstawowych dzialow budzetowki,
swiadczacych niezbywalne uslugi spoleczne - lekarzy, pielegniarek,
nauczycieli - najczesciej zamykaja sie kwota trzycyfrowa.
Niech mnie oskarza o cholerny populizm i brak uczuc humanitarnych,
ale solidaryzuje sie ze zdesperowanymi pielegniarkami odstepujacymi
od lozka chorego. Szczegolnie, gdy dowiaduje sie, ze jednej
grozi eksmisja na bruk, drugiej odcieli telefon, trzeciej
- nawet swiatlo. Nie placily, bo nie starczalo na zycie.
Mowi sie, ze za duzo mamy szpitali, lekarzy i pielegniarek.
Byc moze. Ale czy nie za duzo urzednikow w wielkim palacu-zamczysku
przy Miodowej, gdzie miesci sie Ministerstwo Zdrowia? Czy
nie za duzo czynownikow w gigantycznych wiezowcach kas chorych?
Czy nie za duzo administratorow w ZOZ-ach? Czy oni sami
wiedza, na czym polega ta trojwladza i jak ma byc sprawowana?
Chory, czyli rzekomo podmiot ich dzialan, wie tyle, ze urzedasy
biora pieniadze, ktore maja isc za pacjentem. Udal sie slogan.
*
Jednakze klamalabym twierdzac, ze najbardziej bola mnie
te wszystkie nasze dzienne sprawy. Przywyklam. Daleko bolesniej
odczulam cos, co daloby sie zdecydowac i wykonac jednym
pociagnieciem. Tak bardzo ucieszylam sie, ze sie to stanie!
Figa z makiem.
Doskonaly wizjonerski architekt Marek Budzynski zaprojektowal
Swiatynie Opatrznosci. Mysl dawna. Kosciol mial stanac w
podziece za konstytucje 3 Maja. Historia pokiereszowala
zamysl. Teraz do niego wrocono. Jestem przeciwniczka stawiania
kosciolow w nadmiarze, a juz zwlaszcza w guscie makabrycznego
kolosa katedry lichenskiej. Brr. Ale to, co zaprojektowal
Budzynski, jest czyms zupelnie wyjatkowym i moze dlatego
tak bardzo ewangelicznym, bo odbiegajacym od wiekszosci
kapiacych od ozdob budowli sakralnych. Glowe daje, ze gdyby
swiatynia zaprojektowana przez zespol Budzynskiego powstala,
stalaby sie miejscem spotkan wszystkich ludzi dobrej woli.
Pielgrzymowano by do niej z calego swiata.
Nie zadziwilo mnie, ze Marek Budzynski zdolny jest do takiego
dziela, bo znam jego dokonania, natomiast uszom i oczom
nie chcialam wierzyc, kiedy prymas Jozef Glemp z trzech
nagrodzonych projektow bez wahania do realizacji wybral
wizje Budzynskiego. Takiego smaku, takiej wyobrazni i wyczucia
zupelnie sie po naszym najwyzszym hierarsze nie spodziewalam.
Przepraszam za niedocenienie! Prymas uzasadnial wybor, jakby
wyjmujac mi slowa z ust. Zawsze marzylem o swiatyni, mowil
(cytuje z pamieci), ktora mialaby cos wspolnego z gora,
woda i swiatlem.
Tak wlasnie prezentuje sie projekt Budzynskiego. Rozlegle
Laki Wilanowskie, na nich wznoszacy sie lagodnie zielony
kopiec, pod nim umykajaca plytka woda z przezierajacym piaskiem,
na szczycie - tajemnicze, przykuwajace swiatlo. Patrzac
na rysunek, trudno nie "zobaczyc" jeziora Genezaret (tak
wiele zycia Jezusa dzieje sie nad ta woda!), Kafarnaum,
gory Tabor... A co najwazniejsze - juz z daleka, podchodzac,
rodzi sie w czlowieku refleksja metafizyczna.
Za piekne, zeby moglo byc prawdziwe. Realizacje odwolano,
tlumaczac ja nadmiernymi kosztami ("trzeba bedzie myc szyby
i strzyc trawniki" - autentyk). Po prostu primus inter
pares, czyli prymas, zostal "przeglosowany" i zrezygnowal
ze swojego wyboru. Na Lakach Wilanowskich stanie kolejny
"Lichen". Marnowac perly - to nasza specjalnosc.
*
Daniel Olbrychski pocial "szabla Kmicica" eksponaty wystawy
w warszawskiej Zachecie pod tytulem "Nazisci". Wystawa,
ulozona we fryz okalajacy sale, skladala sie z fotosow wybitnych
aktorow roznych narodowosci grajacych role gestapowcow i
esesmanow w filmach antyhitlerowskich. Napisow nie bylo.
Zadnych objasnien. Na tym polegal numer.
Skandalizujacy malarz Franciszek Starowieyski nazwal wyczyn
Olbrychskiego doskonalym happeningiem. Jezeli byl to happening,
to rownie doskonale zaplanowany. Kamera zapewniona, straznik
zblatowany (wpuscil Olbrychskiego w plaszczu, wpuscil obstawe).
W przewidywaniu, ze zostanie wyrzucony z pracy, organizatorzy
happeningu zadbali o zatrudnienie go w teatrze.
Z pewnoscia owo ciecie szabla bylo jakas rozrywkowa przerwa
w ciezkiej atmosferze zycia kraju. Pasujaca przy tym doskonale
i do typu aktorstwa, i do charakteru Olbrychskiego. Swietny
cotygodniowy kabaret telewizyjny "Ale plama" zaspiewal na
nute Goralu...: "Danielu, czy ci nie zal, Danielu,
wracaj na pal". Bylo troche smiechu. Ale minister kultury
i dziedzictwa narodowego zarzadzil opatrzenie fotogramow
przypisami dydaktycznymi, na co naturalnie tworca wystawy
sie nie zgodzil i ja zwinal. (Podobno za granica wystawa
chodzila pod szyldem "Piekni nazisci" - pikantnie.)
Zastanawiam sie, jakie reperkusje wywolalaby ekspozycja
pod haslem "Prostytutki" - przedstawiajaca najwspanialsze
aktorki swiata - bo ktoraz takiej roli nie grala, lacznie
z nasza Irena Eichlerowna.
*
Podobno uchodzimy na swiecie za urodzonych wojakow. Polak
- niezbyt rozgarniety, ale znakomity zolnierz. Taki jest
stereotyp. Czy sluszny?
Oczywiscie, mamy doborowa jednostke Grom, mocno zreszta
przez nas samych skaleczona (jeszcze jedno potwierdzenie
faktu, ze jestesmy psujami tego, co dobre). Tak czy inaczej,
jedna jaskolka nie czyni wiosny. Natomiast bez ryzyka bledu
mozna powiedziec, ze nasi policjanci to safanduly.
Przypadek Krzysztofa Galemby. Mlody chlopak, nie notowany,
przeciwnie, o dobrej opinii, w przystepie szalu zazdrosci
zabija narzeczona, ktora zdradzila go z jego bratem. Ucieka.
Oddzialy antyterrorystyczne czesza metr po metrze podwarszawska
Puszcze Kampinoska przez pare dni, nie wiedzac, ze poszukiwany
znajduje sie juz piecset kilometrow dalej, przy granicy
zachodniej. Wpada przez przypadek; przestepca, otoczony,
strzela sobie w serce. Ot, tragedia milosci, jaka zdarzyc
sie moze pod kazda szerokoscia geograficzna. Nie o nia chodzi.
Chodzi mi o brak profesjonalizmu naszych obroncow.
Krzysztof Galemba zdobywa kalasznikowa obezwladniajac z
latwoscia zolnierza pilnujacego miedzynarodowego lotniska
Okecie, a wiec miejsca, ktore z natury rzeczy powinno byc
pod szczegolnym nadzorem. Na dobra sprawe kazdy moglby to
zrobic - poniewaz zapomniano, ze patrol musi byc dwuosobowy.
Pojedynczy zolnierz, nawet uzbrojony po zeby, wobec zaskoczenia
jest bezbronny jak dziecko.
Nieudolnosc policji, ktora ujawnil przypadek Galemby, przypomnial
mi epizod, w ktorym uczestniczylam w martwej i opuszczonej
czesci Brooklynu, ktora przed laty, jak to w amerykanskich
miastach, stanowila jego kwitnace centrum. Zablakana posrod
mrocznych ulic, pelna strachu, z ulga spostrzeglam patrol
zlozony z dwoch policjantow. Gdy zwrocilam sie w ich strone,
krzyczac z radoscia: Officer!, jak razeni, rozbiegli
sie w dwie strony; jeden zmierzyl sie do strzalu w moim
kierunku, a drugi ostroznie sie zblizal, choc widzial przed
soba starsza samotna kobiete, wyraznie przestraszona. Zorientowawszy
sie w sytuacji, pomogli mi znalezc sie w bezpiecznym miejscu.
Profesjonalisci.
*
Toczy sie kontrowersyjna dyskusja o rurociag. Ma polaczyc
Rosje z Niemcami pod polska ziemia, przekazujac rope, gaz
i informacje metoda swiatlowodowa. Glownym udzialowcem przedsiebiorstwa
POLGAZ TeleCom jest miliarder polski Aleksander Gudzowaty.
Twierdzi, iz wszystko odbywa sie lege artis i ze
Polska osiagnie korzysci z tego przedsiewziecia. Ostatnio
wykonal taki gest: sfinansowal przedstawienie w warszawskiej
Operze Spartakusa w wykonaniu Teatru Bolszoj. Zaproszenia
na przedstawienie dostala wierchuszka polityczna. Z zaproszenia
nie skorzystal jako jedyny minister sprawiedliwosci Lech
Kaczynski. Tlumaczyl, ze jako glowny prokurator nie chcialby
niczego zawdzieczac osobie zaangazowanej w rurociag, gdyby
sprawa okazala sie nieczysta. Sadze, iz mial racje.
*
Leszek Balcerowicz zapewne obejmie szefostwo Narodowego
Banku Polskiego. Mowia, ze procz Unii Wolnosci zaglosuje
za nim AWS (serdecznie go nie znoszaca) za cene przyjecia
przez Sejm budzetu. Nie wdajac sie w polityczne spekulacje,
nie dziwie sie Balcerowiczowi, iz chce tej posady. Natomiast
dziwie sie Hannie Gronkiewicz-Waltz, ze ja dobrowolnie opuscila.
W Polsce byla "kims", na Zachodzie bedzie jednym z wielu
anonimowych urzednikow o wiekszych poborach niz u siebie,
ktore wszakze nie byly niskie.
Opowiadal mi prof. Antoni Dziatkowiak, znakomity kardiochirurg,
ze kiedy przed laty uczyl sie zawodu w klinice w Houston,
lezacy na jego sali pacjent nagle powiedzial: "Obserwuje
panska prace i poniewaz wiekszosc udzialu szpitala do mnie
nalezy, proponuje panu tenure, czyli posade, ktora
ustawia czlowieka do konca zycia". Propozycja nie do odrzucenia.
A jednak Dziatkowiak ja odrzucil. Podziekowal dobroczyncy
mowiac, iz chcialby jako pierwszy wykonac w swoim kraju
operacje, "ktora tu wykonalismy na panu". Tam bylby anonimowym
groszorobem wysokiej klasy, z ranczem, basenem, polem golfowym.
Spokojna praca w uregulowanej technice. W Polsce czekalo
go niespokojne wywalczanie wszystkiego, ale jego nazwisko
zna kazdy.
*
W Sejmie walkuja budzet na rok 2001. Zdebialam dowiedziawszy
sie, iz przewiduje sie 5 (slownie: piec) procent podwyzki
na wydatki administracji. Powiedziane to zostalo jak gdyby
nigdy nic. Przy takim rozwarciu nozyc miedzy bogactwem urzednikow
a bieda spoleczenstwa! Gdzie wyobraznia, bo wiadomo, ze
ci, ktorzy nie maja nic do stracenia, na wszystko sie waza.
Nie chce sie wystawiac na podejrzenia o naiwnosc i zapytac:
jak wam nie wstyd?!
Kolezanka, ktora dala sie omamic Cygance, straciwszy w
rezultacie sto zlotych, krzyknela: "Jak pani nie wstyd?!".
Spojrzala jej w oczy spodziewajac sie odrobiny zazenowania.
Oczy byly puste.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |