[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (15 grudnia 2000)


EWA BERBERYUSZ

Kartki ze skazonej strefy

W Polsce, jak w otwieranym strona po stronie kryminale, dzieja sie coraz to bardziej tajemnicze, bulwersujace rzeczy. Ludzie roznego szczebla wladzy pokazuja naraz oblicza, jakich sie po nich nie spodziewalismy. Przeciwnie, wobec wielu bylismy pewni, ze sa ludzmi honoru; moze niekompetentni, moze naiwni, ale czysci. I naraz okazuje sie, ze jednak nie. Ze gdy czlowiek osiagnie wladze i pieniadze, zmienia sie mu charakter z dobrego na zly. Jeszcze bardziej szokuje, iz syndrom ten dotyczy rowniez ludzi madrych, slawnych, podziwianych, z talentem, z sukcesem, o nienagannej karcie zyciorysu lat ostatnich. Zdarza sie, ze zdobywszy wszystko, co mozna zdobyc, zachowuja sie tak, jak wiezniowie poddawani wymyslnym torturom, ktorzy nie wytrzymujac cierpien, zdradzaja druhow i idealy; dla ulzenia katuszom dopuszczaja sie swinstw. Meczonych wiezniow usprawiedliwiam: nie kazdy potrafi byc herosem. Ale co myslec o wybrancach losu? Wprawdzie przyslowie glosi: im wiecej masz, tym wiecej chcesz. Zgoda, niech i tak bedzie. Chodzi jednak o to, jak do tego dochodzisz, w jakim stylu. Podejrzewam, ze u nas odbywa sie to na zasadzie podswiadomego przekonania, ze mnie sie nalezy. Przymyka sie wiec oko na wlasne kretactwa, na omijanie prawa, na przywileje w mysl zasady: tak sie zasluzylem, wiec naleza mi sie specjalne wzgledy - nawet w sprawach ocierajacych sie o wymiar sprawiedliwosci.

Pewien ogolnie ceniony i szanowany czlowiek zmienil mieszkanie z dobrego na lepsze. Ludzie mowia: "dostal". Niektorzy dodaja: "nalezalo mu sie; tyle zrobil".

Ludzie kochani! A dlaczego nie mialby kupic?! Przez ostatnie lata zajmowal najwyzsze stanowiska jako parlamentarzysta i wysoki urzednik doskonale oplacany. Wiec stac go bylo na kupno po cenach rynkowych. Nie musiano mu podsuwac okazji. Ludzie nie wierza: "Eee, to chociaz mu przyspieszyli" - mowia. Mowia nonsensy. Luksusowe apartamenty w polskich miastach przewyzszaja podaza popyt. Nabudowano tego za duzo. Wystarczy siegnac do ofert w gazetach.

Wiec co kaze ludziom sadzic, ze jak kto wazny, to dostaje, a nie kupuje? Czy w umyslach ludzkich pokutuje jeszcze filozofia rozdawnictwa z epoki komunizmu, kiedy o stanie posiadania decydowal nie ruch pieniadza, ale przydzial "po uwazaniu"?

Chcialabym na moment zaznac wladzy, zeby przekonac sie, jaki mechanizm rzadzi przemiana wyznawanych wartosci. Moze sama bym mu ulegla? Wladza deprawuje, to wiemy. Ale wszystkich jednakowo? Nikt sie nie oprze?

Piszac o tych sprawach, pomijam przypadki skrajne, ktore weszly do kabaretow i w teksty satyrykow, dostarczajac im wdziecznego materialu, jak na przyklad nobliwa niewiasta, marszalek Senatu Alicja Grzeskowiak. Wieczna podrozniczka, ostatnio nawracajaca na parlamentaryzm Arabie Saudyjska. Przyznajmy, ambitne zamierzenie. Pania marszalek nazwano dla nieposkromionej zylki zwiedzania "Beniowska" (malenka roznica w tym, ze Beniowski podrozowal za swoje). Podobne pojedyncze przypadki zdarzaja sie wszedzie, i niech sobie beda. Ile by "Beniowska" nie uszczknela z naszych podatkow, przez nia nie zginiemy.

Nie chodzi mi tez o drobnych kacykow powiatowo-gminnych o bardzo malych rozumkach, ktorym woda sodowa uderza do glowy, ale chodzi mi o glowy dobre, o ludzi wspanialych, wysokich kwalifikacji intelektualnych, artystycznych i zawodowych, po ktorych mozna sie spodziewac prawosci i wiernosci wartosciom w kazdej sytuacji. Dlaczego maleja? Maleja tym intensywniej, im dluzej powodzenie im sluzy? Gdzie przyczyna?

Gdy wolnosc nastala, rewelacyjnie szybko potrafilismy wskoczyc w umiejetnosci najnowszej zachodniej generacji; jestesmy wyjatkowymi bystrzakami w wielu dziedzinach, ale wraz z wiedza nie przebilo sie do nas podstawowe pojecie demokracji - obywatelskosc. Wspolczesni Polacy tego pojecia nie pojmuja. Owszem, mamy spolecznikow na miare Alberta Schweitzera, mamy dynamicznych i skutecznych aktywistow charytatywnych, mamy wreszcie paru politykow o szerszej wizji - obywateli nie mamy.

*

Mamy natomiast towarzyszy partyjnych roznych masci. Polska ludzi partyjnych! Tylko partia cie urzadzi! Oto hasla. Znane i niestety wciaz aktualne.

Tygodnik Polityka sporzadzil raport na temat elit powiatowych miasteczek. Co to za ludzie? Zwrocono sie o zdanie do miejscowych maturzystow. Odpowiedz byla jednomyslna: partyjni. Barwy obojetne. Ktora partia zlapie lokalna wladze, ta ciagnie za soba swoich: ciocie, babcie, syna, bratanka. Obsadzaja nimi posady. Intratne. Bo nasladujac urzednikow panstwowych, samorzadowcy suto sobie placa. W co inwestuja? W siedziby i w podroze zagraniczne za diety sesyjne. Sesja wyjazdowa w Rzymie (zwana pielgrzymka), sesja na Capri, sesja w Taorminie. Wybieraja trafnie, wiedza, co zwiedzac. Poniewaz w ich regionach na ogol panuje bezrobocie, od partyjnych zalezy zatrudnienie.

"Posredniak - mowia miejscowi maturzysci - to siedziba partii. Tam idz i sie zasluz, moze dostaniesz prace". Zasluzyc sie nielatwo, bo wsrod rodziny niewiele miejsca pozostaje dla niespokrewnionych fachowcow.

Nie chce generalizowac. Widzialam enklawy, do ktorych wjezdza sie z drogi i czlowiek przeciera oczy: czy to u nas? Miasteczko jak z wizji genialnego architekta. Z propozycja dla wszystkich, z pomyslunkiem urbanistycznym, z rownymi chodnikami. Znac reke gospodarza. Ale sa to wyjatki potwierdzajace regule.

Regule partyjniactwa reprezentuje Mazowiecka Kasa Chorych. Gdy patrze na twarz jej przewodniczacego Adama Struzika, obrastajaca w tkanke tluszczowa w postepie geometrycznym, otoz, gdy tak na nia patrze, nie moge oprzec sie wrazeniu sprzed laty. Dokladnie tak wygladalo oblicze czarnego charakteru w warszawskim teatrze satyrycznym "Syrena" doby stalinizmu; byl nim makler z Wall Street. Ta bucowatosc, ta pewnosc siebie, ten tluszczyk, ach, ten tluszczyk... - dodac Struzikowi cylinder (bo cylinder obowiazywal!), a mamy juz negatywnego bohatera tamtych lat. Powtorka?

"Upolitycznienie w Kasie [Mazowieckiej - przyp. EB] siega nawet sprzataczek" - czytam w Polityce. Jezeli przewodniczacy Adam Struzik (laczy funkcje przewodniczacego Rady Regionalnej Mazowieckiej Kasy Chorych, Rady Krajowego Zwiazku Kas Chorych, senatora, czlonka wladz naczelnych PSL, szefa komisji zdrowia i kultury fizycznej sejmiku mazowieckiego); otoz jezeli ten jeden ludowiec pelni tyle rol w "zdrowiu", trudno sie spodziewac, iz owo "zdrowie" bedzie bezpartyjne. W dyrekcji Kasy Mazowieckiej jest jeden bezpartyjny fachowiec, Jaroslaw Pinkas, bez kwestii swietny menedzer. Jednakze, wedlug Polityki, ma zerowa szanse przetrwania.

Mamy zespoly lekarzy najwyzszej swiatowej klasy, zdolne do przeprowadzania skomplikowanych zabiegow i przeszczepow. Robia je sporadycznie, glownie za jalmuzny ludzi wzruszonych widokiem chorych dzieci pokazywanych w mediach.

Przy reformie zdrowia ukuto haslo, ktore praktyka zycia zamienila w szyderstwo: pieniadz idzie za pacjentem. Oto jak idzie (za Rzeczpospolita): "Jezeli wszystkie propozycje Ministerstwa Zdrowia zostalyby przyjete przez Parlament, nastapilaby eksplozja etatow urzedniczych w Centrum Jakosci Uslug Medycznych, Agencji Urzadzen i Aparatury Medycznej, Urzedzie ds. Zywnosci, Urzedzie Srodkow Farmaceutycznych i Materialow Medycznych, Urzedach Glownego Inspektora Uslug Medycznych, Glownego Inspektora Sanitarnego, Glownego Inspektora Farmaceutycznego". Ustawodawcy te propozycje bynajmniej nie gorsza, traktuja je jak najbardziej na serio.

Trzymajac w reku skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu, stanelam w kolejce, zeby zapisac sie do okulisty.

- O tej porze? - uslyszalam. - Do okulisty staje sie o czwartej rano.

- O czwartej rano?! - powtorzylam.

- To pani i nie doslyszy?

- A kiedy otwieraja budynek? - spytalam.

- Straznik przychodzi o siodmej.

Klimat ociepla sie na naszym globie, ale zima nadal pozostaje zima. Wyobrazmy sobie kolejke zdechlakow przytupujacych na nocnym mrozie przez pare godzin, zeby przekroczyc pierwszy prog dostepu do pomocy lekarskiej.

Pieniadz idzie za pacjentem lamancami: "Struzik w cylindrze".

*

Jozefa Hennelowa podnosi w Tygodniku Powszechnym wazki temat: zacheca sie ludzi do przedsiebiorczosci na wlasny rachunek, do ryzyka, bez ktorego nie istnieje biznes. Swieta prawda. Tylko kto zacheca? Osoby gleboko usadowione na biurokratycznych etatach. A wiec majace zabezpieczenie, lacznie z emerytura. Dzialacz z komisji zakladowej niskiego szczebla "Solidarnosci" dostaje cztery tysiace miesiecznie brutto. Ile jest takich komisji w Polsce, nie wiadomo. Wiadomo za to, iz miesieczne pobory podstawowych dzialow budzetowki, swiadczacych niezbywalne uslugi spoleczne - lekarzy, pielegniarek, nauczycieli - najczesciej zamykaja sie kwota trzycyfrowa.

Niech mnie oskarza o cholerny populizm i brak uczuc humanitarnych, ale solidaryzuje sie ze zdesperowanymi pielegniarkami odstepujacymi od lozka chorego. Szczegolnie, gdy dowiaduje sie, ze jednej grozi eksmisja na bruk, drugiej odcieli telefon, trzeciej - nawet swiatlo. Nie placily, bo nie starczalo na zycie.

Mowi sie, ze za duzo mamy szpitali, lekarzy i pielegniarek. Byc moze. Ale czy nie za duzo urzednikow w wielkim palacu-zamczysku przy Miodowej, gdzie miesci sie Ministerstwo Zdrowia? Czy nie za duzo czynownikow w gigantycznych wiezowcach kas chorych? Czy nie za duzo administratorow w ZOZ-ach? Czy oni sami wiedza, na czym polega ta trojwladza i jak ma byc sprawowana? Chory, czyli rzekomo podmiot ich dzialan, wie tyle, ze urzedasy biora pieniadze, ktore maja isc za pacjentem. Udal sie slogan.

*

Jednakze klamalabym twierdzac, ze najbardziej bola mnie te wszystkie nasze dzienne sprawy. Przywyklam. Daleko bolesniej odczulam cos, co daloby sie zdecydowac i wykonac jednym pociagnieciem. Tak bardzo ucieszylam sie, ze sie to stanie! Figa z makiem.

Doskonaly wizjonerski architekt Marek Budzynski zaprojektowal Swiatynie Opatrznosci. Mysl dawna. Kosciol mial stanac w podziece za konstytucje 3 Maja. Historia pokiereszowala zamysl. Teraz do niego wrocono. Jestem przeciwniczka stawiania kosciolow w nadmiarze, a juz zwlaszcza w guscie makabrycznego kolosa katedry lichenskiej. Brr. Ale to, co zaprojektowal Budzynski, jest czyms zupelnie wyjatkowym i moze dlatego tak bardzo ewangelicznym, bo odbiegajacym od wiekszosci kapiacych od ozdob budowli sakralnych. Glowe daje, ze gdyby swiatynia zaprojektowana przez zespol Budzynskiego powstala, stalaby sie miejscem spotkan wszystkich ludzi dobrej woli. Pielgrzymowano by do niej z calego swiata.

Nie zadziwilo mnie, ze Marek Budzynski zdolny jest do takiego dziela, bo znam jego dokonania, natomiast uszom i oczom nie chcialam wierzyc, kiedy prymas Jozef Glemp z trzech nagrodzonych projektow bez wahania do realizacji wybral wizje Budzynskiego. Takiego smaku, takiej wyobrazni i wyczucia zupelnie sie po naszym najwyzszym hierarsze nie spodziewalam. Przepraszam za niedocenienie! Prymas uzasadnial wybor, jakby wyjmujac mi slowa z ust. Zawsze marzylem o swiatyni, mowil (cytuje z pamieci), ktora mialaby cos wspolnego z gora, woda i swiatlem.

Tak wlasnie prezentuje sie projekt Budzynskiego. Rozlegle Laki Wilanowskie, na nich wznoszacy sie lagodnie zielony kopiec, pod nim umykajaca plytka woda z przezierajacym piaskiem, na szczycie - tajemnicze, przykuwajace swiatlo. Patrzac na rysunek, trudno nie "zobaczyc" jeziora Genezaret (tak wiele zycia Jezusa dzieje sie nad ta woda!), Kafarnaum, gory Tabor... A co najwazniejsze - juz z daleka, podchodzac, rodzi sie w czlowieku refleksja metafizyczna.

Za piekne, zeby moglo byc prawdziwe. Realizacje odwolano, tlumaczac ja nadmiernymi kosztami ("trzeba bedzie myc szyby i strzyc trawniki" - autentyk). Po prostu primus inter pares, czyli prymas, zostal "przeglosowany" i zrezygnowal ze swojego wyboru. Na Lakach Wilanowskich stanie kolejny "Lichen". Marnowac perly - to nasza specjalnosc.

*

Daniel Olbrychski pocial "szabla Kmicica" eksponaty wystawy w warszawskiej Zachecie pod tytulem "Nazisci". Wystawa, ulozona we fryz okalajacy sale, skladala sie z fotosow wybitnych aktorow roznych narodowosci grajacych role gestapowcow i esesmanow w filmach antyhitlerowskich. Napisow nie bylo. Zadnych objasnien. Na tym polegal numer.

Skandalizujacy malarz Franciszek Starowieyski nazwal wyczyn Olbrychskiego doskonalym happeningiem. Jezeli byl to happening, to rownie doskonale zaplanowany. Kamera zapewniona, straznik zblatowany (wpuscil Olbrychskiego w plaszczu, wpuscil obstawe). W przewidywaniu, ze zostanie wyrzucony z pracy, organizatorzy happeningu zadbali o zatrudnienie go w teatrze.

Z pewnoscia owo ciecie szabla bylo jakas rozrywkowa przerwa w ciezkiej atmosferze zycia kraju. Pasujaca przy tym doskonale i do typu aktorstwa, i do charakteru Olbrychskiego. Swietny cotygodniowy kabaret telewizyjny "Ale plama" zaspiewal na nute Goralu...: "Danielu, czy ci nie zal, Danielu, wracaj na pal". Bylo troche smiechu. Ale minister kultury i dziedzictwa narodowego zarzadzil opatrzenie fotogramow przypisami dydaktycznymi, na co naturalnie tworca wystawy sie nie zgodzil i ja zwinal. (Podobno za granica wystawa chodzila pod szyldem "Piekni nazisci" - pikantnie.)

Zastanawiam sie, jakie reperkusje wywolalaby ekspozycja pod haslem "Prostytutki" - przedstawiajaca najwspanialsze aktorki swiata - bo ktoraz takiej roli nie grala, lacznie z nasza Irena Eichlerowna.

*

Podobno uchodzimy na swiecie za urodzonych wojakow. Polak - niezbyt rozgarniety, ale znakomity zolnierz. Taki jest stereotyp. Czy sluszny?

Oczywiscie, mamy doborowa jednostke Grom, mocno zreszta przez nas samych skaleczona (jeszcze jedno potwierdzenie faktu, ze jestesmy psujami tego, co dobre). Tak czy inaczej, jedna jaskolka nie czyni wiosny. Natomiast bez ryzyka bledu mozna powiedziec, ze nasi policjanci to safanduly.

Przypadek Krzysztofa Galemby. Mlody chlopak, nie notowany, przeciwnie, o dobrej opinii, w przystepie szalu zazdrosci zabija narzeczona, ktora zdradzila go z jego bratem. Ucieka. Oddzialy antyterrorystyczne czesza metr po metrze podwarszawska Puszcze Kampinoska przez pare dni, nie wiedzac, ze poszukiwany znajduje sie juz piecset kilometrow dalej, przy granicy zachodniej. Wpada przez przypadek; przestepca, otoczony, strzela sobie w serce. Ot, tragedia milosci, jaka zdarzyc sie moze pod kazda szerokoscia geograficzna. Nie o nia chodzi. Chodzi mi o brak profesjonalizmu naszych obroncow.

Krzysztof Galemba zdobywa kalasznikowa obezwladniajac z latwoscia zolnierza pilnujacego miedzynarodowego lotniska Okecie, a wiec miejsca, ktore z natury rzeczy powinno byc pod szczegolnym nadzorem. Na dobra sprawe kazdy moglby to zrobic - poniewaz zapomniano, ze patrol musi byc dwuosobowy. Pojedynczy zolnierz, nawet uzbrojony po zeby, wobec zaskoczenia jest bezbronny jak dziecko.

Nieudolnosc policji, ktora ujawnil przypadek Galemby, przypomnial mi epizod, w ktorym uczestniczylam w martwej i opuszczonej czesci Brooklynu, ktora przed laty, jak to w amerykanskich miastach, stanowila jego kwitnace centrum. Zablakana posrod mrocznych ulic, pelna strachu, z ulga spostrzeglam patrol zlozony z dwoch policjantow. Gdy zwrocilam sie w ich strone, krzyczac z radoscia: Officer!, jak razeni, rozbiegli sie w dwie strony; jeden zmierzyl sie do strzalu w moim kierunku, a drugi ostroznie sie zblizal, choc widzial przed soba starsza samotna kobiete, wyraznie przestraszona. Zorientowawszy sie w sytuacji, pomogli mi znalezc sie w bezpiecznym miejscu. Profesjonalisci.

*

Toczy sie kontrowersyjna dyskusja o rurociag. Ma polaczyc Rosje z Niemcami pod polska ziemia, przekazujac rope, gaz i informacje metoda swiatlowodowa. Glownym udzialowcem przedsiebiorstwa POLGAZ TeleCom jest miliarder polski Aleksander Gudzowaty. Twierdzi, iz wszystko odbywa sie lege artis i ze Polska osiagnie korzysci z tego przedsiewziecia. Ostatnio wykonal taki gest: sfinansowal przedstawienie w warszawskiej Operze Spartakusa w wykonaniu Teatru Bolszoj. Zaproszenia na przedstawienie dostala wierchuszka polityczna. Z zaproszenia nie skorzystal jako jedyny minister sprawiedliwosci Lech Kaczynski. Tlumaczyl, ze jako glowny prokurator nie chcialby niczego zawdzieczac osobie zaangazowanej w rurociag, gdyby sprawa okazala sie nieczysta. Sadze, iz mial racje.

*

Leszek Balcerowicz zapewne obejmie szefostwo Narodowego Banku Polskiego. Mowia, ze procz Unii Wolnosci zaglosuje za nim AWS (serdecznie go nie znoszaca) za cene przyjecia przez Sejm budzetu. Nie wdajac sie w polityczne spekulacje, nie dziwie sie Balcerowiczowi, iz chce tej posady. Natomiast dziwie sie Hannie Gronkiewicz-Waltz, ze ja dobrowolnie opuscila. W Polsce byla "kims", na Zachodzie bedzie jednym z wielu anonimowych urzednikow o wiekszych poborach niz u siebie, ktore wszakze nie byly niskie.

Opowiadal mi prof. Antoni Dziatkowiak, znakomity kardiochirurg, ze kiedy przed laty uczyl sie zawodu w klinice w Houston, lezacy na jego sali pacjent nagle powiedzial: "Obserwuje panska prace i poniewaz wiekszosc udzialu szpitala do mnie nalezy, proponuje panu tenure, czyli posade, ktora ustawia czlowieka do konca zycia". Propozycja nie do odrzucenia. A jednak Dziatkowiak ja odrzucil. Podziekowal dobroczyncy mowiac, iz chcialby jako pierwszy wykonac w swoim kraju operacje, "ktora tu wykonalismy na panu". Tam bylby anonimowym groszorobem wysokiej klasy, z ranczem, basenem, polem golfowym. Spokojna praca w uregulowanej technice. W Polsce czekalo go niespokojne wywalczanie wszystkiego, ale jego nazwisko zna kazdy.

*

W Sejmie walkuja budzet na rok 2001. Zdebialam dowiedziawszy sie, iz przewiduje sie 5 (slownie: piec) procent podwyzki na wydatki administracji. Powiedziane to zostalo jak gdyby nigdy nic. Przy takim rozwarciu nozyc miedzy bogactwem urzednikow a bieda spoleczenstwa! Gdzie wyobraznia, bo wiadomo, ze ci, ktorzy nie maja nic do stracenia, na wszystko sie waza. Nie chce sie wystawiac na podejrzenia o naiwnosc i zapytac: jak wam nie wstyd?!

Kolezanka, ktora dala sie omamic Cygance, straciwszy w rezultacie sto zlotych, krzyknela: "Jak pani nie wstyd?!". Spojrzala jej w oczy spodziewajac sie odrobiny zazenowania. Oczy byly puste.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail