[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (15 grudnia 2000)


JAN ZIELINSKI

Pod innym katem

Archipelag porozumien

Zaczne od tego, ze znalazlem sie w niezrecznej, a zarazem komfortowej sytuacji. Rzadko sie zdarza, zeby staly felietonista odczuwal potrzebe zdecydowanej polemiki z redaktorem/redaktor naczelna macierzystego pisma. Jeszcze rzadziej wszakze felietonista nie tylko nie boi sie dac swej opinii wyraz, a nawet czuje sie do zabrania glosu zachecony. Do niezrecznosci sytuacji doklada sie fakt, ze - choc zaproszony - w zorganizowanej przez Pracownie Badan Emigracji Instytutu Literatury Polskiej Uniwersytetu Mikolaja Kopernika w Toruniu pierwszej konferencji z serii "Zycie literackie drugiej emigracji niepodleglosciowej" niestety udzialu wziac nie moglem. Do komfortu - fakt, ze literatura emigracyjna zajmuje sie od cwiercwiecza, czego swiadectwem zarowno Leksykon polskiej literatury emigracyjnej, jak i ksiazka o Jozefie Czapskim, edycje dziel Aleksandra Wata, Czapskiego i Jozefa Wittlina czy obecna wystawa "Wiek Wata" w Bibliotece Narodowej w Warszawie.

*

Julita Karkowska ("Ocean nieporozumien", Przeglad Polski z 1 grudnia br.) zaczyna od nakreslenia dziejow nieobecnosci literatury emigracyjnej w PRL i obecnosci tegoz w III Rzeczypospolitej. Ma oczywiscie generalnie racje piszac, ze w PRL "zajmowali sie nia glownie propagandysci", naukowcy zas raczej nie, bo temat nie byl mile widziany, a dostep do zrodel - "utrudniony, jesli nie wrecz niemozliwy". Ma tez generalnie racje piszac, ze w III Rzeczypospolitej dziela Nieobecnych zaczeto w kraju wydawac w sporych nakladach, ze ksiazkom towarzyszyly liczne omowienia oraz prace naukowcow.

Nie ma natomiast Julita Karkowska racji, ustawiajac w czasie cezure miedzy nieobecnoscia a obecnoscia emigrantow w krajowym zyciu literackim. Owszem, masowe, wrecz zawrotne dla samych autorow badz ich spadkobiercow naklady ksiazek emigracyjnych przypadaja na przelom lat osiemdziesiatych i dziewiecdziesiatych, na czas obalania muru berlinskiego i demontazu systemu komunistycznego. Ale poszczegolnych pisarzy zaczeto wydawac juz wczesniej, za "pierwszej Solidarnosci" (a i przedtem), wydawano ich tez - rzecz paradoksalna - takze i w stanie wojennym. Zas zainteresowanie historykow literatury fenomenem pismiennictwa emigracyjnego tez jest starsze, na szersza skale mozna mowic o przebudzeniu w koncu lat siedemdziesiatych. Sesja naukowa, zorganizowana z inicjatywy Aliny Brodzkiej, Janusza Slawinskiego i Romana Zimanda, nie wziela sie z powietrza, z kilkudziesieciu bioracych w niej udzial badaczy wiekszosc od dawna sledzila to, co sie na emigracji dzieje, nawet jesli trudno bylo na te tematy pisac. Jej poklosiem jest tom Literatura zle obecna, wydany, to prawda, w Londynie, ale sesja odbyla sie przeciez w Rynku Starego Miasta w Warszawie.

*

To wprawdzie drobiazg, ale sprostowania wymaga tez stwierdzenie "W kraju zaczely sie ukazywac ksiazki pisarzy dotychczas wykletych, jak chocby Jozef Mackiewicz". Ten akurat przyklad zostal niefortunnie dobrany, poniewaz Wielki Nieobecny, autor Kontry, do dzis nie jest w Polsce wydawany. Sprawa ta stala sie ostatnio przedmiotem burzliwej dyskusji na lamach Tygodnika Powszechnego i Rzeczpospolitej. Nie wchodzac w meritum powiem tylko na uzytek tego tekstu, ze choc w niektorych ksiegarniach polskich mozna kupic poszczegolne tomy pism Mackiewicza, sa to ksiazki wydawane przez Nine Karsov w Londynie (wydawnictwo Kontra). Wydan sensu stricte krajowych nie ma i nie bedzie, poki nie zakonczy sie nieszczesny spor o prawa autorskie i o ostatnia wole pisarza. Nie wdajac sie w tej chwili w tamta polemike powiem tylko, ze szkoda. Uwazam, ze gdyby ksiazki Jozefa Mackiewicza byly latwiej dostepne pare lat temu, gdyby Kontra i Nie trzeba glosno mowic ukazaly sie wowczas w masowych nakladach, moze inne bylyby polityczne wybory wiekszosci rodakow w ostatnim czasie. Stalo sie jednak tak, jak sie stalo i nie ma sensu gdybac.

*

Wracam do polemiki z "Oceanem nieporozumien". Przechodzac do omowienia niedawnej sesji w Toruniu, Julita Karkowska zwraca uwage na pewna chwiejnosc czy niepewnosc metodologiczna oraz na widoczne w kilku referatach "podchodzenie do tworcow i instytucji zycia kulturalnego na emigracji z pewna doza poblazliwosci, taryfy ulgowej". Dla poblazliwosci nie mam poblazania, protekcjonalnosc swiadczy o braku kultury wlasnej. Natomiast inaczej widze kwestie metodologii badania pismiennictwa emigracyjnego. Mam wrazenie, ze to dobrze, iz badacze daja rozne odpowiedzi na stawiane pytania o metode, o sposob badania tego pismiennictwa i badania zycia literackiego polskiej emigracji. Roznorodnosc jest zawsze plodniejsza, a w kazdym razie ciekawsza, mniej monotonna. Zauwazmy, ze duzy rozrzut odpowiedzi na zadawane sobie samemu i innym badaczom pytania metodologiczne koresponduje z sama natura literatury emigracyjnej, ktora tez, po czesci z racji swego rozproszenia i powstawania w otoczeniu odmiennych literatur krajow osiedlenia, jest roznorodna, barwna. Pozwolmy badaczom zachowac odmiennosc podejscia do tematu, nawet jesli mialaby sie ona wiazac z bladzeniem i wkraczaniem w slepe zaulki.

*

Julita Karkowska ma niewatpliwie racje piszac, ze pismiennictwo emigracji osiadlej w Europie jest juz poznane i opracowane stosunkowo dobrze i ze w porownaniu z Europa tematyka amerykanska na sesji torunskiej byla "reprezentowana bardzo skromnie, i to wylacznie przez badaczy krajowych". Podejrzewam jednak, ze przyczyny tego stanu rzeczy sa bardzo prozaiczne. Skoro nie wiadomo, o co chodzi, najczesciej chodzi o pieniadze. Ze wzgledu na ograniczony budzet organizatorzy nie zapewniali zaproszonym referentom zwrotu kosztow podrozy. W tej sytuacji latwiej bylo do Torunia dotrzec z Katowic, Warszawy, Rzeszowa, Krakowa, Lublina, Olsztyna, Poznania, Szczecina, Bydgoszczy, Bialegostoku niz z Nowego Jorku, Chicago, Bloomington czy Berkeley. Trudno sie zgodzic z zarzutem nieznajomosci w Polsce dorobku naszych pisarzy, ktorzy mieszkali lub nadal mieszkaja w Stanach Zjednoczonych. Wydaje sie przeciez ksiazki Wierzynskiego, Lechonia, Janty, Wittlina (wyszly Pisma posmiertne i inne eseje, wyszedl Moj Lwow, Wydawnictwo Literackie szykuje reedycje Orfeusza w piekle XX wieku). Baranczak, Dichter, Glowacki, Grynberg sa w kraju stale obecni, wydaja w Polsce wiecej niz za granica. Ukazal sie niedawno wspaniale wydany, opasly tom wierszy Tymoteusza Karpowicza. Biblioteka Narodowa w Warszawie dba o systematyczna prezentacje polskich instytucji za Wielka Woda.

Wydawanego w Lublinie Leksykonu kultury polskiej poza krajem od roku 1939 bronic nie zamierzam, metoda niderlandzka nie powinna byc przeciez parawanem umozliwiajacym manipulowanie doborem hasel, a ignorancji nic nie usprawiedliwia. Ale chcialbym sie opowiedziec za krytykowanym przez Julite Karkowska rozproszeniem krajowych badan literatury emigracyjnej.

To rozproszenie, podobnie jak roznorodnosc metodologiczna, swietnie koresponduje z charakterem badanego przedmiotu. Pismiennictwo emigracyjne tez bylo rozproszone, a jedyny w zasadzie wspolny mianownik znajdowalo w negatywnym stosunku do systemu politycznego, narzuconego Polsce w roku 1945 (tez zreszta z pewnymi wyjatkami, ktore na ogol prowadzily do powrotu z emigracji). Mielismy zatem z jednej strony wielosc pisarzy, wielosc propozycji literackich, a z drugiej jeden scentralizowany aparat partyjno-policyjny, majacy chronic obywateli PRL-u przed miazmatami, saczonymi przez "wrazych" literatow emigracyjnych. Dlatego dzis nie domagajmy sie skupienia badan nad emigracja i jej literatura w jednym osrodku. Osobiscie uwazam, ze dobrze sie stalo, iz spuscizne emigracyjna gromadza w kraju na duza skale i Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego i Biblioteka Narodowa i Muzeum Literatury w Warszawie, i Ossolineum we Wroclawiu, i Krakow, i Torun, i Lublin. Dobrze, ze wokol tych placowek skupiaja sie badacze, ktorzy opracowuja zbiory i wykorzystuja je edytorsko oraz naukowo. Nie po to walczylismy o obalenie monopolu na prawde i centralnego sterowania nauka, zeby teraz ubolewac nad rozproszeniem badan. W dodatku istnienie kilku podobnych osrodkow badawczych prowadzi do plodnej konkurencji.

*

Troche inna sprawa jest oczywiscie kwestia przeplywu informacji. Ignorancji, jak powiedzialem, nie mozna usprawiedliwiac. Broniac rozproszenia badan nad pismiennictwem emigracyjnym nie zamierzam rozgrzeszac poszczegolnych badaczy, ktorzy nie wiedza o tym, co sie dzieje juz nie za oceanem, ale obok, w kraju, w sasiednim osrodku. Podejrzewam jednak, ze niewiedza o stanie rzeczy bierze sie w duzej mierze z przepracowania (nadmiar zajec dydaktycznych i koniecznosc "dorabiania" do skromnych pensji) oraz z nieumiejetnosci poslugiwania sie dostepnymi zrodlami informacji. Totez nie bede apelowal o stworzenie internetowego banku danych o badaniach nad pismiennictwem emigracyjnym. Kto ciekaw, moze sobie taki bank bez wiekszej trudnosci na wlasny uzytek sporzadzic. A kto nie - temu centralny bank danych tez nic nie powie.

*

I dlatego metafore oceanu nieporozumien proponuje zastapic wizja archipelagu (bylo niegdys w Berlinie niezle polskie pismo pod tym tytulem) porozumien. Taki archipelag, zlozony z zainteresowanych emigracja badaczy, przewaznie sredniego i mlodszego pokolenia, juz poniekad stal sie faktem. Nalezaloby mu zyczyc, zeby poszczegolne wyspy rozwijaly sie i krzeply, ale niech pozostana samodzielnymi wyspami, ktore, owszem, wiedza o sobie i wymieniaja sie doswiadczeniami (chocby w ramach cyklu konferencji torunskich), ktore sie ze soba porozumiewaja, ale nie walcza o monopol na prawde o emigracji.

Od autorki:

Bardzo sie ciesze, ze Jan Zielinski, ktorego zaslugi w badaniu literatury emigracyjnej sa niepodwazalne, zgodzil sie na podjecie polemiki z moimi uwagami bedacymi poklosiem konferencji torunskiej. Jakkolwiek zgadzam sie z czescia jego opinii, w jednej kwestii podtrzymuje swoje stanowisko: nie ubolewalam nad wieloscia osrodkow zajmujacych sie zyciem kulturalnym emigracji, prosze bardzo, niech bedzie ich jak najwiecej. Niech sie nawet spieraja! Jednak marnowaniem sil i srodkow jest odkrywanie przez poszczegolnych badaczy zjawisk dawno juz rozpoznanych i opisanych. A tak sie wciaz dzieje. Owo rozproszenie nie ma nic wspolnego z "obalaniem monopolu na prawde" i z "centralnym sterowaniem nauka". To czesto - wstyd powiedziec - wynik niezbyt zdrowego wspolzawodnictwa poszczegolnych osrodkow, a co za tym idzie - brak wymiany informacji.

Przyklad Wielkiego Nieobecnego rzeczywiscie wybralam niezbyt szczesliwie. Nazwisko Jozefa Mackiewicza nasunelo mi sie automatycznie, gdyz byl w PRL pisarzem uwazanym za bodaj wroga numer jeden. Zamiast pisac, ze zaczeto wydawac w kraju jego utwory, winnam stwierdzic jedynie, ze pojawily sie na rynku ksiegarskim.

Idea archipelagu porozumien bardzo mi sie spodobala. Zgoda, niech bedzie archipelag. Tylko niech miedzy poszczegolnymi wyspami i wysepkami zacznie plywac prom. Pokonywanie odleglosci miedzy nimi wplaw jest zbyt ryzykowne (rekiny, rekiny!), a i szkoda na to czasu.

Julita Karkowska


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail