[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski
(22 grudnia 2000)


TOMASZ ZIEJA

Gody

Wigilia, Boze Narodzenie - najcieplejsze, najbardziej rodzinne ze swiat. Wspomnienia wspolnych wieczerzy, koled spiewanych przy choince. Dzieciece wzruszenia. Tak barwna obyczajowosc naszych praojcow, tradycje, o ktorych coraz czesciej zapominamy... Dzis wszedzie tak samo plastikowo: drzewko, koleda, telewizor.

 

Wigilia - swiety czas, gdy zwierzeta mowia ludzkim glosem, ale tez woda w studni zamienia sie w wino, ziemia odslania ukryte skarby, a w lesie rozkwita zaczarowany kwiat paproci. Na szczescie dla racjonalnego porzadku swiata te wszystkie cudownosci dostrzega tylko czlowiek czystego serca, absolutnie bezgrzeszny. A i pewnie im wieki pozniejsze - tym trudniej o przemiane wody w miejskich wodociagach niz w wiejskiej studni.

Wiele tradycyjnych zwyczajow zwiazanych z Wigilia i swietami Bozego Narodzenia odeszlo w zapomnienie. Nikt juz nie wnosi snopow zboz do mieszkania na lepszy urodzaj. Panny nie wroza sobie - a szkoda - przyszlosci matrymonialnej z liczby kolkow w plocie (skad wziac takie ploty?!) czy szczekania psow.

Choc o pewnych obyczajach wciaz pamietamy - nie kojarzymy juz, jakie byly ich zrodla. Dlaczego na wigilijnym stole pojawiaja sie potrawy z makiem, miodem? Dlaczego nie powinnismy zostawic ni okruszka? Zapomnielismy nawet, jaki sens tkwil w przynoszeniu do domu zywego, pachnacego lasem drzewka, poprzestajac czesto na ustawieniu niezniszczalnego plastikowego cuda. Tymczasem symbolizowalo ono to, co najwazniejsze - sily witalne, radosc i pelnie zycia.

Budzac sie w Wigilie warto przypomniec sobie stare porzekadla: Jakis we Wilija, takis caly rok; Gdy choinka tonie w wodzie, jajko toczy sie po lodzie; Narodzenie po wodzie, Zmartwychwstanie po lodzie; Jesli w Gody zielono, to na Wielkanoc sniegu za kolano. Chociaz... czy dzis obowiazuja jeszcze stare przyslowia? "Wszystko zjadly te anomalie" - jak mawia moj znajomy goralski przepowiadacz pogody.

U poczatkow chrzescijanstwa zmienialy sie daty narodzin Chrystusa. Ostatecznie wyznaczono termin grudniowy, pokrywajacy sie ze starszymi swietami - rzymskimi Saturnaliami. W ten sposob w IV w. wlaczono Boze Narodzenie w uroczyste, poganskie obchody zmiany cyklu natury.

Zupelnie zapomnielismy, ze niegdys w tej wieczerzy wspoludzial brali bliscy zmarli. W jednych okolicach zostawiano wolne miejsce przy stole dla spoznionego goscia, dla samotnego wedrowca, w innych - wlasnie dla dusz przodkow. Wieszane na choinkach pospolicie jablka stanowily pozywienie zmarlych. "Kto by je zerwal w Wigilie i zjadl, skrzywdzilby przodkow i sciagnalby ich zemste. Ale zerwane w dzien sw. Szczepana nabiera czarodziejskiej mocy, zabezpiecza od chorob, pomaga w sprawach milosnych, mozna z niego wrozyc" - pisze Bujak. Rownie powszechne w wystroju orzechy wiazaly sie z magia milosna - gwarantowaly milosne zapaly, wiazaly malzenstwa. Notabene wedlug ksiedza Chmielowskiego autora pierwszej polskiej encyklopedii Nowe Ateny, wlasnie spozywanie jablek i orzechow, zakrapianych dobrym winem, zapewni nam dlugowiecznosc patriarchy Matuzalema (969 lat).

Mocno wierzono w magiczny charakter tego wieczoru. Nie tylko w nastroju, ale i spelnianiu wigilijnych przepowiedni. Zamiast przeplacac u wrozki, wystarczylo, ze dziewica wyciagnela zdzblo spod obrusa. Zielone przepowiadalo szybki slub, przywiedle - koniecznosc dlugiego oczekiwania, zolte - staropanienstwo.

Na ten jeden wyjatkowy wieczor zawieszano wasnie rodzinne. Nie tylko zwierzeta mowily ludzkim glosem, ale i powasnieni - do siebie. Nikt nie powinien byc samotny.

Jak drzewiej na Podhalu swietowano

Zanim gorale zasiedli do wigilijnej wieczerzy, musieli zatroszczyc sie o pomyslnosc i bezpieczenstwo zwierzyny. Jeszcze w koncu XIX w. gazdowie z Ratulowa rozsypywali na progu stajni mak ze swieconej glowki. Poki czarownica nie policzyla ziarnek, nie mogla wejsc do srodka i szkodzic zwierzetom. Podobna ochrone zapewnialo okadzanie krow zielem swieconym na Matke Boska Zielna przez gazdzine.

W ten wieczor ogolnego pojednania dawala o sobie znac, niestety, dyskryminacja piekniejszej plci. Mile witano w Wigilie mlodego chlopa, najchetniej w samej koszuli. Stukajaca do drzwi baba wrozyla kiepska koniunkture. Pozyczyc jej cos - Boze bron!, bo kryzys murowany.

Uroczyscie ubrany gazda, koniecznie obuty (zeby mu sie w nadchodzacym roku bogato zylo) zawieszal swierkowe wierzcholki - podlazniki. Bardzo czesto obrzedowe drzewko kradl wczesniej w panskim lesie. Jesli niezauwazony - mogl przez kolejne dwanascie miesiecy bezkarnie kontynuowac proceder, nie obawiajac sie sluzb lesnych.

Wreszcie lamano sie oplatkiem, zasiadano przy stole zostawiajac jedna wolna lyzke dla zmarlych. Degustowano zwykle dziewiec dan: kapuste z grzybami i ziemniakami, zupe grzybowa, gotowana kiszona kapuste, gotowany groch lub bob, kladzione kluski, zwane galuskami. Popijano kompotem z suszonych sliwek i gruszek. Na Orawie dzielono sie przed kolacja wigilijna... czosnkiem i jablkiem.

Po postnym posilku dziewczeta co rusz biegly do chlewika. Tracaly kolanem w drzwi. Ile razy odchrzaknela im swinia, tyle lat musialy czekac na meza. Etnografowie nie informuja, co dzialo sie z nieszczesnym stworzeniem, jesli nie chcialo zamilknac... Popularnoscia cieszylo sie takze wsrod panien liczenie kolkow w plocie. Jesli objely rozpostartymi ramionami parzysta ich liczbe, mogly zamawiac slubna kreacje.

Gazda wynosil resztki z wigilijnego stolu z pokruszonym oplatkiem i chlebem zwierzetom gospodarskim. Wszyscy wyruszali na pasterke. Po mszy czerpali wode zrodlana. Obmywali sie w niej dla zdrowia. Dzialala skuteczniej, jesli do srodka wrzucono pieniazek. Tradycyjnie po pasterce rozpoczynaly sie podlazy, czyli odwiedziny. Na Orawie nie rozscielano lozek. Kladziono sie spac pokotem na rozlozonej na podlodze slomie lub grochowinach. Zwykle sprzatano dopiero az po sw. Szczepanie.

Gorale z Beskidu Zywieckiego czestowali sie czosnkiem (by byc zdrowym jak czosnek) i cebula (by nabrac jej kraglosci). Umieszczona pod wigilijnym stolem u gorali Beskidu Sadeckiego siekiera nie sluzyla bynajmniej do ostatecznego zalatwienia wasni, ale miala dawac ucztujacym sile zelaza. Podobnie zelazny lancuch, oplatajacy nogi stolu, gwarantowal utrzymanie silnych zwiazkow rodzinnych. Przynajmniej do kolejnej wieczerzy.

Zyczyli sobie gorale: "Cobyscie mieli owiecek - jako w mrowcu mrowiecek! Kunickow - jako w plocie kulickow! Cobyscie byli weseli - jako w niebie janieli! W kozdym katku po dziesiatku, na poscieli po Dzieciatku!". Do zastosowania.

Malopolskie wigilijne "swiaty"

Popularnym malopolskim zwyczajem bylo przed laty przyrzadzanie "podlazniczek" z galazek choiny, obwieszanych jablkami, gruszkami i orzechami symbolizujacymi dostatek i bogactwo. Oryginalna ozdobe wigilijna stanowil "swiat", wyrobiony z roznokolorowych oplatkow na ksztalt kuli ziemskiej na pamiatke narodzin Chrystusa, Pana nieba i ziemi.

Wieczerze przygotowywano scisle postna, nawet bez nabialu. Zaczynala sie wodzianka lub barszczem sliwkowym z ziemniakami, nie moglo zabraknac na stole grzybow, potraw z kapusty, bobu i kompotu z suszonych owocow.

Po kolacji gospodarz kladl sie na rozscielonej slomie i ciskal proste zdzbla slomy w sufit. Ile utkwilo w powale, tyle kop zboza mial zebrac w nadchodzacym roku.

Wsrod mazowieckich piaskow

Mazowiecka Wigilie w bogatym chlopskim domu w Lipcach opisal Reymont w Chlopach.

"A chociaz glodni byli, boc to dzien caly o suchym chlebie, a pojadali wolno i godnie.

Najpierw byl buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami calymi, a potem przyszly sledzie w mace obtaczane i smazone w oleju konopnym, pozniej zas pszenne kluski z makiem, a potem szla kapusta z grzybami, olejem rowniez omaszczona, a na ostatek podala Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej maki z miodem zatarte i w makowym oleju upruzone, a przegryzali to wszystko prostym chlebem, bo placka ni strucli, ze z mlekiem i maslem byly, nie godzilo sie jesc dnia tego".

Etnografowie uzupelniaja mazowiecka "karte dan" wigilijnych jeszcze o kluski z gruszkami, prazony groch, pasternak i kisiel owsiany lub zurawinowy. Niezbyt smaczny, a na pewno rozwodniony musial byc ten kisiel, skoro pozostalo po nim powiedzenie "dziesiata woda po kisielu". Z czasem wprowadzono rowniez do menu kutie. Szczegolna uwage gospodynie poswiecaly barszczowi grzybowemu - jesli wykipial przy podgrzewaniu, deszcz zawsze w czasie prania bylby pewny. Nalezalo przynajmniej skosztowac kazdej z potraw. Raczej nie nalezalo odchodzic od stolu i odkladac lyzki - w ostatecznosci przytrzymywano ja w zebach - grozilo to, ze nie doczeka kolejnej.

Tradycja maszczenia olejem ostala sie wyjatkowo dlugo, choc juz w XVIII w. lekarze uznali go za przyczyne... koltuna, a papiez w zwiazku z powyzszym udzielil dyspensy na nabial. W chlopskich domach poprzestawano zwykle na 5-7 potrawach (liczba musiala byc koniecznie nieparzysta), w rodzinach szlacheckich stawiano na stole wigilijnym 9 potraw, u magnatow - nie niej niz 11.

Dlugo utrzymywaly sie zwyczaje zwiazane z wierzeniami, ze w Wigilie nawiedzaja dom duchy zmarlych przodkow. Zanim ktorys z domownikow usiadl na lawie czy krzesle, najpierw dmuchal na nie, by nie zrobic krzywdy babci lub dziadkowi.

Po wieczerzy panny z okolic Plocka wychodzily przed dom i krzyczaly: "Hop, hop, gdzie moj chlop?!". Echo bezblednie wskazywalo azymut. W pierwszym dniu swiat starano sie dla odmiany jak najmniej halasowac, by dac sie wyspac Bozej Dziecinie.

Miesna Wigilia na Warmii i Mazurach

Regionami Polski, gdzie dopuszczano w Wigilie jedzenie miesa byly zarowno katolicka Warmia, jak i protestanckie Mazury. Tamze honorowe miejsce na stole zajmowala ges pieczona. Serwowano gesie kielbaski, mieso, ciasto i slodycze, chleb razowy.

Mazurzy i Warmiacy mieli tu godnych poprzednikow w naszych sarmackich przodkach. Choc post wigilijny trwal dzien tylko, kombinowali nasi antenaci na potege, a to zwiekszajac do nieprzyzwoitosci liczbe potraw na wieczerzy, a to wliczajac do rybiego grona... bobry. Przyrzadzano z nich "postne" kielbaski, a prawdziwym rarytasem byl bobrzy "plusk", czyli ogon. Osobliwoscia Warmii i Mazur byl fakt, iz az do 1945 r. nie lamano sie tu oplatkiem.

W noc wigilijna dla przechadzajacych sie dusz palono swiece, zostawiano jadlo i wode. Gdy ktos bliski zmarl przed wieczerza, zapraszano go do stolu, wolajac od progu. "Resztki kolacji wigilijnej sie nie sprzata, dla dusz zmarlych zostawia sie chleb, sol i mieso. W piecu sie pali, a lawe posypuje piaskiem, to rano slad jest, ze byly" - zanotowali przed laty opowiesc jednego z mieszkancow Olecka etnografowie.

Od pierwszego dnia Bozego Narodzenia az po Trzech Kroli wrozono z dwunastu dni pogode na dwanascie miesiecy. Wystrzegano sie w tym czasie niektorych prac. Zakaz przedzenia tlumaczono obawa, ze w gospodarce sie wszystko pokreci. Jak daleko bylo slychac odglos mlocenia czy rabania, tak daleko latem bylyby puste klosy. Pranie i rozwieszanie bielizny rownalo sie przywolaniu smierci.

Raczej trudno bylo tez liczyc wtedy na poczestunek. Wedlug powszechnych na Mazurach przekonan gotowanie grochu sprowadzalo wrzody, warzenie kaszy - wszy, a smazenie skwarek - liszaje. Dla odmiany na Warmii grochowe potrawy przywolywaly urodzaj.

Polozona ostrzem do gory na progu domu i stajni siekiera miala przeciwdzialac aktywnosci zawodowej czarownic. Co dzialo sie, jesli roztargniony gospodarz zapomnial o pulapce, zrodla nie podaja.

Na polnocnych rubiezach

Na Kurpiach w Puszczy Zielonej wigilijny wieczor wypelniala krzatanina. Dekorowano sztucznymi kwiatami izby, ramy obrazow, pod powala wieszano nowe pajaki, nowe bukiety z bibulkowych kwiatow stawiano na oltarzykach. W rogach chaty ustawiano snopy zboza, symbole obfitosci i przyszlorocznych urodzajow.

Slynela przed laty szopka w kosciele myszynieckim, gdzie wszystkie figury, takze i Swietej Rodziny ubierano w ludowe stroje kurpiowskie. W okresie poswiatecznym liczne gromady dzieci koledowaly z gwiazda, starsza mlodziez i dorosli z tzw. herodami.

Na Pomorzu dobrze w Wigilie dzialo sie kogutom. Pojono je wodka, by odwdzieczyc sie za caloroczny wysilek porannego budzenia. Teraz wypadaloby przepic z zegarem...

Swietokrzyski swiety wieczor

Zawsze zbieralismy sie na wieczerze u najstarszego w rodzinie. Na stole czekalo 12 potraw, na wzor dwunastu apostolow. Posilek zaczynal sie o pierwszej gwiezdzie. Lamalismy sie oplatkiem. Pozniej, jedzac niespiesznie, wypadalo skosztowac chociaz kazdej z potraw.

Kolorowy oplatek, z odrobina sianka z wigilijnego stolu trafial po kolacji do zlobow krow i owiec - zwierzat obecnych przy narodzeniu Jezusa. Z czasem nowa swiecka tradycja przyczyniala sie do wlaczenia do tego zasluzonego grona i podworzowego psa.

Najstarsi z sasiadow przed wieczerza przekrawali cebule, wsypywali na kazda polowke po szczypcie soli, ustawiali rzedem na stole, tak by kazdej odpowiadal jeden miesiac. Po wieczerzy sprawdzali wilgotnosc soli, co pozwalalo przewidziec opady w kolejnych miesiacach nadchodzacego roku.

Niewesolo musialy czuc sie drzewa w sadzie. Gospodarz nawiedzal kazde z siekiera w dloni, obchodzil trzykroc dookola, z grozba w glosie informujac, co stanie sie, jesli nie beda owocowac. Coz, obowiazek!

Z gwiazdzistego nieba wrozono obfitosc jajek, obfitosc chmur zwiastowala rzeke mleka. Mlode dziewczyny nasluchiwaly, z ktorej strony psy szczekaja, stamtad mial nadciagnac luby.

W Szczepana straszno bylo przechodzic pod chorem, skad sypal sie, zwlaszcza na ksiedza, grad owsa na upamietnienie meczenskiej smierci ukamienowanego swietego. Malo chrzescijanski obyczaj nakazywal podrzucic sasiadom zebrane w czasie swiat smieci. Wraz z nimi przenosily sie do bliznich pchly tudziez inne pasozyty.

Slaskie delicje

Slaskie dzieciaki z najwieksza niecierpliwoscia czekaly przede wszystkim na pojawienie sie na wigilijnym stole wybornego deseru: bozonarodzeniowej moczki - rozmoczonego piernika, do ktorego gospodynie wrzucaly czekolade i gore bakalii (orzechy, migdaly, rodzynki, figi).

Do dan zasadniczych nalezaly: siemieniotka, czyli polewka z siemienia lnianego, suszone sliwki z fasola, kartofle ze sledziem (odwazne zestawienie), suszone sliwki z kasza, gotowana suszona rzepa, fasola "maszczona" olejem, zuwka z serem, bombolki i kolacze z serem i sliwkami.

Wigilie kresowe

Na Kresach Wschodnich, na Wilenszczyznie narodzil sie zwyczaj spozywania w Wigilie kutii - kaszy z ziaren jeczmiennych zaprawianej miodem, potem rozpowszechniony w innych regionach. Kutia wabiono do stolu... mroz. Gospodarz wychodzil przed prog i rzucal, wraz z zaproszeniem, kilka ziaren kaszy. Jedzono rowniez sledzie z ziemniakami, grzyby, mak, kluski, kisiel zurawinowy. Wyciagane spod obrusa zdzbla siana pozwalaly przepowiedziec, jak dlugi bedzie len nastepnego roku. Nazajutrz tymze sianem gospodarz karmil zwierzeta. Owcom dostawaly sie glowki sledzi ze stolu wigilijnego.

Ucztowano do sytosci dopiero w pierwszy dzien swiat. Pozniej nadchodzil czas wzajemnych odwiedzin. Bawiono sie na zabawach tanecznych. Az do Trzech Kroli obowiazywala zasada dolce far niente, tu nazywana "swietymi wieczorami". Wystrzegano sie po zmierzchu ciezszych prac. Gleboko chowano, na przyklad, igly, aby jagnieta nie rodzily sie laciate.

Z czasem kutia juz w innej postaci przywedrowala w inne rejony Polski. W Malopolsce przygotowywano ja z calych, obluskanych ziaren pszenicy, maku oraz miodu. Ziarna pszenicy symbolizowaly chleb, zycie sytosc, wyrastanie; mak - sen spokojny, gleboki, a miod - sytosc, czystosc, pokonanie zepsucia.

Sama kutia oznaczala jednosc zywych i umarlych.

Dzis ze znajomosci dawnych zwyczajow czy obrzedow pozostaly ledwie okruchy. Niesmialo rodzi sie nowa swiecka tradycja. Luska karpia w portfelu ma zapewnic dostatek materialny w nadchodzacym roku. A plastikowa choinka to symbol... No wlasnie, czego?

Nie zawsze tak bylo. W najdawniejszych czasach polskie izby stroily zielone galezie swierkow, wieszane u powaly, splatane w wience nad drzwiami wejsciowymi. Zwano je w roznych regionach kraju "podlazniczkami". Choinka wynaleziona w Niemczech w XV w. (namalowal ja wtedy Lukasz Cranach) przywedrowala do Polski na przelomie XVIII/XIX w. Najwczesniej zagoscila w domach mieszczanskich. Na dobre rozpowszechnila sie w latach 20. naszego wieku.

Jak to drzewiej w Sarmacji poszczono

Choc popularna dawniej nazwa wigilijnej wieczerzy, posnik, wskazywala na postny charakter pokarmow, nie wszedzie i nie zawsze oznaczalo to skromnosc w doborze menu. W 1820 r. Alojzy Zolkowski spisal zawartosc sarmackiego stolu:

A zasiadlszy do stolu
w godzine zmierzchowa
Jadl polewke migdalowa.
Na drugie zas danie
szedl szczupak w szafranie,
Dalej okon, paczki, tlusto
Wegorz i liny z kapusta;
Karp sadzony z rodzynkami.
Na koniec do chrzanu grzyby
I rozne smazone ryby.

Nic tylko czekac na tak postny wieczor!

Rownie apetycznie prezentuje sie opis wigilijnego stolu sredniozamoznej szlachty autorstwa Juliana Ursyna Niemcewicza: "Dnia tego jednakowy po calej moze Polsce byl obiad. Trzy zupy, migdalowa z rodzynkami, barszcz z uszkami, grzybami i sledziem, kucja dla sluzacych, krazki z chrzanem, karp do podlewy, szczupak z szafranem, placuszki z makiem i miodem, okunie z posiekanemi jajami itd.".

Szopka sw. Franciszka

Wedlug przekazow tworca pierwszej szopki byl sw. Franciszek. By przyblizyc wiernym tajemnice Narodzenia, w roku 1223 rozeslal w grocie siano, przyprowadzil wolu i osla. Razem z bracmi uklakl do modlitwy. Szopki rozpowszechnily sie w Europie, ale tez zmienily swoj charakter. Z czasem do Swietej Rodziny, Trzech Kroli czy pasterzy dodano liczne figurki. Zrobil sie jarmark. W rezultacie w 1736 r. episkopat zakazal wystawiania szopek w kosciolach. Dlugo musialy czekac na rehabilitacje. Zastepowaly je szopki obnosne.

Polski oplatek

Wylacznie polskim zwyczajem bylo i jest lamanie oplatkiem. Wprowadzila go w XVII w. szlachta. Cieniutki jak mgielka plasterek przasnego ciasta pszennego wlewano do specjalnych zelaznych matryc i wypiekano. Trudnili sie tym przemyslem zakonnicy i ksieza przy kosciolach i klasztorach. Niegdys najslynniejsze w Warszawie oplatki produkowano przy kosciele Bernardynow. Korzystali z nich panstwo Chopinowie, rodzice Fryderyka.

W wielu regionach Polski lamano sie oplatkiem umoczonym w miodzie. Uzywano go takze do wrozb.

Kilka lat temu, gdy Wigilie na placu sw. Piotra w Rzymie organizowali gorale z Zakopanego, probowali przeszczepic ten zwyczaj pod wloskie niebo. Lamali sie z mieszkancami Wiecznego Miasta oplatkami z plecionych koszy. Moze sie przyjmie?


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail