TERESA DE LAVEAUX
Widmo z "Wesela"
Choc Wesele zrodzilo sie z rzeczywistosci, naznaczone jest poetycka
fantazja. Kiedy Stanislaw Wyspianski w swoim dramacie przywolal postac swego
przyjaciela, malarza Ludwika de Laveaux, ten nie zyl juz od siedmiu lat.
W jesienny listopadowy dzien 1900 r. w podkrakowskiej wsi Bronowice odbywa
sie huczne wesele poety Lucjana Rydla z Jadwiga Mikolajczykowna, corka bogatego
gospodarza z Bronowic. Jej starsza siostra Hanusia wyszla za maz dziesiec lat
wczesniej tez za "pana z miasta", malarza Wlodzimierza Tetmajera. Zamieszkali
w Bronowicach. Na bajecznie kolorowe wesele Rydlow zaproszono cala wies. Z miasta
przybyla rodzina Pana Mlodego, przyjaciele i prawie caly owczesny swiat malarsko-literacki
Krakowa. Premiera kolejnego dramatu Stanislawa Wyspianskiego, opartego na tym
towarzyskim wydarzeniu, odbyla sie w Teatrze imienia Juliusza Slowackiego w
Krakowie, w marcu 1901 roku. Obok autentycznych postaci pojawiaja sie na scenie
goscie zza swiata. Kim jest tajemnicze Widmo ukazujace sie siostrze Panny Mlodej,
Marysi, w II akcie sztuki? To upersonifikowana postac przyjaciela Wyspianskiego,
dzis stosunkowo malo znanego i zapomnianego malarza Ludwika de Laveaux.
Znali sie z okresu studiow w krakowskiej Szkole Sztuk Pieknych, gdzie w tym
czasie studiowali takze Jan Stanislawski, Wlodzimierz Tetmajer, Wincenty Wodzinowski,
Stanislaw Radziejowski, Jozef Mehoffer, Kasper Zelechowski. Kontaktowali sie
i pozniej w Paryzu, pewnie spotykali sie w ulubionej przez artystow malej restauracji
Chez Madame Charlotte na ulicy de la Grande Chaumiere. Bywalo tam wielu znakomitych
malarzy, miedzy innymi Wladyslaw Slewinski, Jozef Mehoffer, Alfons Mucha, Paul
Gauguin. Niektorzy placili swoimi obrazami, ktore zdobily sciany. Kiedy Stanislaw
Wyspianski w roku 1901 w Weselu powtornie powolal do zycia malarza Ludwika
de Laveaux, ten nie zyl juz od siedmiu lat. Byl ponoc zareczony z Marysia Mikolajczykowna.
Kiedy sie poznali, Ludwik mial lat 22 i od roku przebywal w Paryzu, Marysia
- lat 14. "To byla dziwna dziewczyna - pisal o niej Boy-Zelenski - piekna, najladniejsza
moze ze wszystkich trzech, malowana nieraz przez najznakomitszych malarzy, miala
w sobie cos zgaszonego, jakas melancholie. Snulo sie istotnie kolo niej jakies
fatum smierci: pierwszy jej narzeczony, malarz de Laveaux, zmarl gdzies na suchoty
na obczyznie, Wojtus, mlody chlop, za ktorego wyszla potem, rowniez zmarl na
suchoty po roku malzenstwa. Wyszla jeszcze raz za maz, za jakiegos niewydarzonego
ciaracha z miasta, diurniste z magistratu".
Na Jagusinym weselu, wsrod gwaru, tancow, niekonczacych sie rozmow, Marysia
przypomina sobie zmarlego przyjaciela:
... jakem sie to s nim poznala
na Hanusinym weselu -
zrobilo mi sie markotno,
nie wiem czego [...].
Mialam Ci byc poslubiona
I moj slubny ty. [...]
Ka ty mieskasz,
Kas ty jest?
Jechales do obcych miest,
Czekalam cie dlugo, dlugo
I nie doczekalam sie.
Kas ty jest, kajs ty jest,
Gdzie ty mieszkasz, gdzie? [...]
Mialabym tylo wesele,
Co jak dzis, jak to dzis. [...]
Som tu twoi przyjaciele,
ostan chwile.
Widmo, ktore "zwabily glosy z chat" wyznaje Marysi:
Bylas dla m nie slonce zlote,
w moim domku zimno mnie. [...]
czy pamietasz jeszcze dzien,
jak nas gruszy tulil cien,
tu w tym sadzie, na zieleni,
srod polednia, srod promieni,
przy mnie stalas w dloni dlon? [...]
Gonilem do roznych miest,
rozhulaniec, pedziwiatr,
azem gdziesi w ziemie wpad,
gdzie mnie toczy gad.
Nie wiadomo, czy z tej mlodzienczej milosci powstalby trwaly zwiazek. De Laveaux,
gnany ciekawoscia swiata, niespokojny duch, czlowiek o niepohamowanym temperamencie
i bezkompromisowym charakterze, przeswiadczony o swym powolaniu, a przeczuwajacy
wczesna smierc, pragnal nade wszystko malowac. Tesknil za bliskimi w kraju i
podkreslal swoje polskie pochodzenie, choc w Paryzu jego polskosc niektorym
wydaje sie podejrzana. Ferdynand Hoesick pisal o nim: "Po francusku mowi bardzo
slabo, co nawet budzi niemala sensacje wsrod jego francuskich kolegow; bo zrozumiec
nie moga po prostu, jak czlowiek, ktory nazywa sie de Laveaux, a wiec jest rodowitym
Francuzem, nie tylko nie umie mowic po francusku, ale jeszcze na domiar zlego
uwaza sie za Polaka, za polskiego malarza. Nie moga mu tego darowac, a ze Ludwik
nie lubi obwijac w bawelne, lecz gdy chodzi o dosadne wypowiedzenie swych pogladow,
umie swa lamana francuszczyzna 'rznac po szlachecku prosto z mostu', wiec nieraz
przychodzi do bardzo goracych dysput miedzy nim a jego kolegami z sasiednich
pracowni".
Ludwik de Laveaux urodzil sie 21 listopada 1868 roku w Jaronowicach na Kielecczyznie
w majatku swej matki Stefanii z Borkowskich. Przodkowie po mieczu wywodza sie
ze starej, szlacheckiej rodziny, korzeniami siegajacej XIII wieku. Posiadali
dobra ziemskie w Lotaryngii, pieczetowali sie wlasnym herbem. Do dzis w malych
miasteczkach St. Ouen de Paray i Vrecourt zachowaly sie tablice epitafijne przodkow
rodziny, marmurowy sarkofag, XVII-wieczny palac. Prapradziad malarza, takze
Ludwik, przybyl do Polski w roku 1773, kiedy to po kilku latach pobytu w Petersburgu,
jako koniuszy na dworze carycy Katarzyny II, "uprzykrzyl sobie sluzbe dworska"
i wstapil do polskiego wojska. Sluzyl w randze pulkownika. Na sejmie w roku
1775 "zostal przypuszczony do indygenatu", a w osiem lat pozniej "uzyskal patent
od krola Stanislawa Augusta". Informacje te podaje w swoich pamietnikach wydanych
w roku 1879 jego syn, a pradziad malarza, obdarzony literackimi talentami etnograf,
takze Ludwik de Laveaux. Przyszly malarz, ktory na chrzcie otrzymal imiona Stanislaw
Ludwik, syn Lucjana, byl najstarszym z trojga dzieci wczesnie osieroconych przez
matke. Stefan (1870-1931) i Emilia (1875-1951) utrzymywali z bratem do konca
jego zycia bliskie kontakty, choc ich drogi wczesnie sie rozeszly. Niezaradny
ojciec, sklonny do melancholijnych nastrojow, po smierci zony nie zajmowal sie
dziecmi. Trzyletnia Emilka znalazla opieke u ciotki w Kielcach, chlopcy zostali
wyslani "na stancje" do Krakowa. Tam tez ukonczyli Gimnazjum Swietego Jacka.
Kiedy Ludwik mial 15 lat, zapisal sie do krakowskiej Szkoly Sztuk Pieknych
jako uczen - jak wowczas mowiono - "wolnoprzychodzacy". Wedlug rodzinnych wspomnien,
spisanych miedzy innymi przez jego siostrzenice Jozefine Pochwalska, "zawsze
mial przy sobie kawalek wegla czy olowek w reku i co przed soba widzial - rysowal.
Spieszyl sie nieustannie, jakby nie chcac tracic ani chwili czasu, a to co ogladal
przetwarzal w linie, kontury, plamy".
W krakowskiej "majsterszuli" studiowal pod kierownictwem samego Jana Matejki,
ktory od razu zwrocil uwage na jego rysunki. "Z tego bedzie malarz" - wyrazil
opinie. De Laveaux odbyl regularne studia w latach 1884-1886 i 1889. Przerwa
spowodowana byla wyjazdem na nauke do slynnej monachijskiej akademii, najwiekszej
i najpopularniejszej wowczas uczelni artystycznej w Europie, ktora dzialala
jak magnes na mlodych artystow. 18-letni de Laveaux w nowym otoczeniu czul sie
osamotniony, a przede wszystkim cierpial z powodu wielkiego niedostatku. Nieregularne
wyplaty naleznej mu czesci spadku po matce, konflikt z ojcem, ktory nie akceptowal
wyboru drogi zyciowej syna, przygniataly go smutkiem. W styczniu 1887 roku napisal
do bliskich jego sercu ciotek w Kielcach list ozdobiony satyrycznym rysunkiem.
"Ja tu mialem bardzo glupie i smutne swieta. Wilia przy szklance herbaty i kawalku
chleba ze sledziem, a przez caly miesiac do Nowego Roku poscilem jak asceta,
bo nie mialem grosza przy duszy... Juz nie jestem taki wyelegantowany jak dawniej,
dziury w podeszwach zatykam dyktura i plotnem malarskim, a mojej Hausfrau powiedzialem,
ze u nas w kraju jest tak zimno, ze podczas osmiostopniowych mrozow, jakie obecnie
w Monachium panuja, wcale sie u nas w piecu nie pali... Wiec chociaz szczekam
zebami, jednak udaje, ze mi goraco".
W Monachium spotkal wielu polskich malarzy: Feliksa Cichockiego, Leopolda Pilichowskiego,
Stanislawa Radziejowskiego, Wincentego Wodzinowskiego. Tu poznal starszego od
siebie o 18 lat Aleksandra Gierymskiego, z ktorym spotykal sie pozniej w Paryzu.
Z monachijskich studiow wyniosl poglebione umiejetnosci warsztatowe i wyrazny
impuls do tworzenia nastrojowych pejzazy. To z nich narodzily sie pozniejsze
nokturny, ktorych nazwa - zapozyczona z terminologii muzycznej - okresla pejzaze
"czyste", malowane noca, o zmierzchu lub o swicie, jakie artysta tworzyl w ostatnich
latach zycia we Francji. Na wystawie w krakowskim Towarzystwie Przyjaciol Sztuki
Pieknych w roku 1888 pokazano kilka jego obrazow. W nastepnym roku Ludwik powrocil
do Krakowa i kontynuowal studia. Znalazl sie znowu wsrod bliskich i przyjaciol.
Z Monachium wrocili takze Tetmajer, Zelechowski, Wodzinowski, Kotowski.
De Laveaux sporo malowal, wystawial. Byl to najszczesliwszy okres w jego zyciu.
"Majac lat 21 - pisal w liscie do ojca - zarabialem juz na moje utrzymanie.
Ludzie zupelnie obcy i dla mnie obojetni patrzyli i pisali o mnie jako o czlowieku
z wielka przyszloscia". Czesto bywal w Bronowicach, na Podhalu, w Tatrach. Urzeczony
krajobrazami, roslinnoscia, kolorytem przyrody, spokojem, maluje olejne pejzaze,
szkicuje sceny rodzajowe. "De Laveaux zrobil sliczny obraz - pisala Julia Tetmajerowa
do Kazimierza Tetmajera - dwie dziewczyny idace na targ, pachnie od nich rosa,
swiezosc, zdrowie". Bajecznie kolorowy "chlopski" obraz Do miasta, typowe
dzielo malarskiego nurtu ludomanii, zostal pokazany na wystawie Krywulta w Warszawie
i w Towarzystwie Przyjaciol Sztuk Pieknych w Krakowie. Tu mial miejsce przykry
incydent, o ktorym de Laveaux donosi organizatorom ekspozycji. "Obraz moj, znajdujacy
sie na wystawie w Sukiennicach, zostal przez niewiadomego sprawce czerwona farba
pomazany. Okolicznosc, ze stalo sie to w sobote, w dniu w ktorym uczniowie szkoly
tutejszej gromadnie zwiedzaja wystawe, prowadzi do przypuszczenia, ze nikt inny,
tylko jeden z tych panow mogl byc sprawca tego zakowskiego czynu, gdyz zwykla
publicznosc farb przy sobie nie nosi".
Kiedy studia na wydziale kompozycji akademii dobiegaly konca, a od przyjaciol
z Paryza - Ferdynanda Hoesicka, Tetmajera, Radziejowskiego naplywaly wiadomosci
o tamtejszym zyciu artystycznym, de Laveaux postanowil jak najszybciej tez sie
tam znalezc. O swojej decyzji tak napisze pozniej do ojca: "Ciesze sie, ze [w
Krakowie] nie bylem owym cudownym dzieckiem, zbierajacym przedwczesnie i niezasluzone
laury od swoich najblizszych i zlote medale w Akademii za dobre malowanie dziurki
w nosie, a ktorego karyjera konczy sie z chwila dojscia do dojrzalosci. Siegajac
wyzej anizeli ciasny krakowski horyzont, majac troche zarobionych pieniedzy,
puscilem sie odwaznie do Paryza".
Przyjechal do Paryza na poczatku roku 1890. Mial 21 lat. Po raz pierwszy poczul
sie zupelnie dorosly i samodzielny. Poczatkowo byl oszolomiony miastem. "Paryz
jest straszne miasto - pisal w liscie do siostry - tak wielkie, ze czlowiek
sie w nim gubi jak mucha w powietrzu i azeby na wierzch wyplynac, musi pracowac,
bardzo pracowac. Mieszkam w wilgotnej i zimnej budzie przezwanej atelier". Wielokrotnie
zmienial swoje wiecej niz skromne mieszkania-pracownie. Malowal duzo, aby zdobyc
srodki na utrzymanie. Z biegiem czasu pokochal Paryz. Byl nim zachwycony i zauroczony.
We Francji powstalo wiele prac. Wiekszosc z nich, niestety, zaginela.
Gnany niepokojem, wciaz szukal nowych miejsc do pracy, nowych motywow i wrazen.
Bywal w Anglii, prawdopodobnie takze w Hiszpanii, pare miesiecy pracowal w Bretanii,
gdzie portretowal miejscowych wiesniakow, a takze malowal owe nastrojowe "stimmungi"
(zachod slonca nad morzem). Odwiedzal paryskie muzea i salony sztuki, interesowal
sie astronomia, sluchal muzyki Chopina. Wielokrotnie przyjezdzal do Polski.
Odwiedzal blizsza i dalsza rodzine w Krakowie, Kielcach, Dabrowie Gorniczej,
Warszawie oraz przyjaciol w Bronowicach. Tu spotkal Marysie Mikolajczykowne.
Silnie zwiazany z Francja, mimo urazow i dramatycznych spiec z ojcem, tesknil
do bliskich i kraju. "Zyje z daleka od mojego miejsca rodzinnego, otoczony jedynie
ludzmi jezeli wrecz nieprzyjaznymi, to przynajmniej obojetnymi, podczas gdy
wy jestescie w kraju, miedzy rodzina". Sklonny do egzaltacji, wrazliwy nerwicowiec,
z zaciekla pasja tworzenia, stale poszukujacy czegos, co nieuchwytne, spieszyl
sie nieustannie. W liscie do ciotki Emilii Jarzebskiej pisze w listopadzie 1891
roku: "O sobie niewiele moge obecnie napisac, jestem jeszcze ciagle w fazie
walki zacietej, ktora trwa od tak dawna, i w ktorej jesli nie chce zginac marnie,
musze dojsc [do celu], spodziewam sie jednakze, ze wkrotce dobije do brzegu
i ze dojdzie Was o mnie echo".
Juz na poczatku pobytu w Paryzu zaczal chorowac. Swoje stany slabosci bagatelizowal.
Nie mial czasu o nich myslec. Od poczatku roku 1894 tkwil uporczywie na ulicach
Paryza. W marcu wysyla ze szpitala Lariboisiere list do brata Stefana, przeprasza,
ze tak dawno nie pisal. "Nie wiem na co jestem chory i sami doktorzy, zdaje
sie, nie wiedza dobrze. Znalezli u mnie pluco zaatakowane. (...) zywia mnie
surowym miesem i chinina, zreszta to wszystko obrzydliwe - duzo stracilem przez
moja chorobe i nie wiem, jak sobie poradze, jak nareszcie wyjde".
Zmarl 5 kwietnia 1894 roku. Szczupla garstka rodakow odprowadzala go na cmentarz
Pantin Parisien. O smierci artysty powiadomil rodzine jego przyjaciel, malarz
Radziejowski. Wkrotce do Paryza przyjechal Stefan. Oplacil miejsce na cmentarzu,
wystawil nagrobek z inskrypcja w jezyku polskim i francuskim, zajal sie spuscizna
po zmarlym bracie. Wszystkie prace z pracowni Ludwika przywiozl do kraju. Wiekszosc
z nich znalazla sie w posiadaniu siostry Emilii. Przez wiele lat starala sie
zainteresowac nimi krakowskie muzea. Wybrano tylko niektore. Dzis prace malarskie
Ludwika de Laveaux - portrety, rysunki, pejzaze, autoportrety, gwasze i szkice
znajduja sie w najwiekszych polskich muzeach. Nie wiadomo gdzie i jakie obrazy
sa za granica. W roku 1988 staraniem Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk
wydano w Zakladzie im. Ossolinskich obszerna monografie Aleksandry Melbechowskiej-Luty
szeroko omawiajaca zycie i tworczosc przedwczesnie zmarlego artysty. Tworzyl
zaledwie przez dziewiec lat. Skatalogowano 164 jego prace. Obrazy de Laveaux
sa bardzo nastrojowe i ekspresyjne. Szukal w naturze urody krajobrazow, wizerunkow
ciekawych postaci, jak i zjawisk niemal mistycznych, symboli rzeczy ostatecznych.
--------------------
Od redakcji: W 1997 roku Telewizja Polska zrealizowala film dokumentalny pod
tytulem Widmo - malarski zywot Ludwika de Laveaux wedlug scenariusza
i w rezyserii autorki artykulu.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |