[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski
(29 grudnia 2000)


MACIEJ PATKOWSKI

Kongres Kultury Polskiej 2000

Wolna, lecz bez dobrodzieja

Gdyby Chopin zyl,
To by pil -

Stanislaw Wyspianski, Wesele

Poprzedni kongres przerwaly po dwu dniach obrad czolgi generala. Wtedy, w 1981 roku, o wolnosc slowa, kultury i narodu walczyli pisarze, artysci, aktorzy, rezyserzy; byl to zjazd tworcow. Teraz, w grudniu 2000 r. szanowne gremium glownie profesorow wzbogacono o honorowych gosci - prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego, premiera Jerzego Buzka, ministrow i dyrektorow, prezesow radia, telewizji itp. Z niczym juz nie walczono, wszyscy sie zgadzali, ze kultura jest wolna, podobnie jak spoleczenstwo. A jednak cos jest nie tak. Wszyscy sa niezadowoleni. Oto co napisal Kazimierz Kutz w przeddzien otwarcia kongresu: "... kultura zostala zepchnieta na margines. Skurczyly sie mozliwosci kontaktu spoleczenstwa z wyzsza sztuka. Zdolni artysci nie maja mozliwosci realizowania swoich talentow, nie maja gdzie zaistniec, tulaja sie jak psy bezpanskie. Nieszczescie naszej kultury polega na tym, ze panstwo przestalo uprawiac polityke kulturalna. (...) Pieniadz stal sie religia. Dawniej kazdy mlody aktor marzyl o wielkiej roli - o Hamlecie, o Konradzie. A teraz prawie kazdy marzy, zeby zyskac popularnosc i wejsc do elity ludzi wynajmowanych do reklam, bo to daje niewyobrazalne pieniadze. W wielu dziedzinach, m.in. w kinie, zostalismy polknieci przez popularna kulture amerykanska - przez dziesiec lat prawie do nas nie dochodza filmy europejskie, nie wiemy, co sie dzieje we Francji, we Wloszech, w Rosji. Stajemy sie w dziedzinie kultury czyms w rodzaju spoleczenstwa podbitego, ktore sie latwo poddalo". I konczy: "Kultura wysoka juz jest uwazana za domene nawiedzonych dziwakow, Bozych szalencow. Moze swiat pomyslany jest jako raj dla przecietnych, ale to nie znaczy, zeby Polska byla rajem dla baranow".

Kazimierz Kutz od lat jest znany z nazywania rzeczy po przesadnym imieniu. W referacie wprowadzajacym Ryszard Kapuscinski zanalizowal sytuacje w kulturze polskiej w sposob, ktorego najtezsze naukowe umysly mogly pozazdroscic. "Polska - mowil - stoi (nie sama) przed swiatowym dylematem: model kulturowy amerykanski, gdzie owoce dzialalnosci tworczej sa takze towarem i decyduje o ich losie sytuacja rynkowa, i drugi - model europejski, ktory zostawiajac rozrywke i kulture masowa prawom rynku - mecenasuje kulturze wysokiej". Na ten cel lozy sie w krajach "euro" od 2% do 1,1% budzetu. Ale w Polsce jeszcze przed rokiem bylo 0,88%, a na przyszly rok rzad sie wybral z kompromitujacym 0,43%. Jestesmy w tyle nie tylko za Francja czy Hiszpania. Krzysztof Penderecki opowiedzial po powrocie z Wilna, gdzie trafil na calkiem dobra orkiestre symfoniczna, ze gdy pogratulowal ministrowi kultury, ten powiedzial: "Niech sprobuja inaczej! Wydajemy 2% na kulture, cos sie ludziom nalezy". Wiec nawet Litwa przed nami.

A jednak sluchalem swietnej gawedy prezydenta Kwasniewskiego - i zna sie na kulturze, i sam potrafi sprostac zgromadzeniu czolowych osobistosci polskiej profesury, bo ta zjechala na kongres (kiedys sam oglosil Rok Kultury Narodowej, o ktorym to roku rychlo zapomniano), i uwaza sie za dobrodzieja kwalifikowanego. Premier Buzek w bardzo osobistym wystapieniu opowiadal, jak mu ojciec przed laty zza Olzy pokazywal na horyzoncie Polske nie jako obszar geograficzny, lecz sfere intymnych doznan wyzszego rzedu. Premier nie ma watpliwosci, ze wejscie Polakow do Unii Europejskiej stawi ich w obliczu albo zaglady kulturowej, albo - w roli zaczynu kulturowego w srodku Europy, w zaleznosci jak sie do niej odniesiemy. Jesli zatopi nas obcosc innych kultur i tygiel amerykanski - bedzie po nas w krotkim stosunkowo czasie. Ale jesli wejdziemy do UE z naszym dziedzictwem tysiacletniej tolerancji, z wieloetniczna kultura, ze wspanialym dorobkiem cywilizacyjnym od Kazimierza Wielkiego po dzisiejszych noblistow, jesli zabierzemy ze soba wszystko, co mamy najlepszego, to sie w tyglu nie roztopimy i w morzu obcosci nie utoniemy. Wybor od nas zalezy. Minely zagrozenia wewnetrzne, nadciaga czas niepokojow plynacych z zagranicy, ze swiata z jego globalizmem i komercja. Co nas odroznia - to nasze dziedzictwo godne narodu o wielkich ambicjach.

*

Spojrzmy na krajobraz. Bedac na aukcji malarstwa w Bristolu wyczytalem, ze muzea maja pierwszenstwo zakupu przed osoba prywatna; szlachetne, lecz muzea nie maja grosza na jakiekolwiek zakupy.

Stowarzyszenie literatow nie moze rozeslac ankiety, bo nie ma pieniedzy na znaczki. Profesor (doktor habilitowany) wyzszej szkoly sztuk plastycznych zarabia 800 zlotych miesiecznie.

Filmoteka Narodowa powinna kupowac wybitne dziela kinematografii swiatowej w jednym egzemplarzu dla celow badawczo-archiwalnych. W ubieglym roku z braku funduszy zakupiono jeden film.

W tejze filmotece archiwalne kopie naszych filmow sa przechowywane w warunkach, ktore gwarantuja, ze po kilku latach beda to juz tylko kopie czarno-biale. Nie bedzie wiec mozna obejrzec ani Pana Tadeusza, ani Ogniem i mieczem w kolorze.

52% archiwaliow jest skazone choroba "kwasnego papieru"; nieleczona sprawi, ze za 10 lat nie bedziemy ich mieli. 32% archiwaliow nie mozna udostepnic do badan i opracowan, bo sie po prostu rozpadna w rekach.

Nie tak dawno do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich przyszedl list zaadresowany: "Szanowny Pan Jaroslaw Iwaszkiewicz". Byl to list od posla, ktory chcial cos zalatwic dla poety ze swego regionu. Prezes SPP zadzwonil do sekretariatu nadawcy:

- Tu kancelaria Pana Boga, dzwonimy w sprawie listu pana posla.

- Jakiego boga?

- W Trojcy Swietej Jedynego, chcemy mowic z panem poslem.

Pan posel, zaintrygowany, podniosl sluchawke.

- Panie posle, pan Jaroslaw dawno temu zmarl i zostal uroczyscie pochowany...

- A skad ja mam wiedziec!? Ja sie zajmuje owcami!

Wiec zostaje jedyny Kazimierz Kutz...

*

Wdrozono w zycie przedwojenna instytucje chudego literata. Kilkaset lat trwajaca epoka Guttenberga odchodzi w zaswiaty na naszych oczach. Mlode pokolenie, niezaleznie od adresu geograficznego, przechodzi na audiowizualne odbieranie swiata, w tym kultury, w tym literatury. Nie czyta sie wiecej. Mlodziez nie czytuje nawet lektur szkolnych, lecz biega na filmy, reszte znajduje w Internecie. Literature tez. Przy czym coraz powszechniej za kulture bierze sie rozrywke lub hollywoodzkie obrazy, pelne wszystkiego z wyjatkiem dobrego smaku. Polskie oficyny szykuja sie do recesji w ruchu wydawniczym, ktora juz sie zaczela. Coraz mniej sie drukuje, ksiegarze nie rozliczaja sie z hurtowniami, wiec hurtownie sie nie rozliczaja z domami wydawniczymi, a te nie maja funduszy na nowa produkcje, wiec drukarnie maja niewykorzystane moce przerobowe itp. Nawet Proszynski musial odeslac do domu kilkudziesieciu pracownikow. Inni ida w jego slady. Aby sie utrzymac, trzeba redukowac personel. Przyklad: jedna z najbardziej znanych serii "A to Polska wlasnie", ukazujaca sie w nakladzie minimum 5-6 tys. egz., zebrala zamowienia na kolejny, bardzo atrakcyjny tytul w liczbie... 900. Tytul spadl z planu wydawniczego, a jak tak dalej pojdzie, to seria podazy za tytulem. Literatury pieknej nikt nie chce drukowac, bo jest deficytowa niezaleznie od tego, o jakim nazwisku wspolczesnym mowimy. Nawet slawy nie zarabiaja na siebie. Naiwni mysla, ze to zjawisko przejsciowe. A prawda jest taka, ze do spisu nieszczesc polskiej kultury doszedl koniec ery Guttenbera. Wieksze wydawnictwa juz rozpoczely wyscig do Internetu w Ameryce i zachodniej Europie, w Polsce zjawisko tez nie jest nowe, lecz bardzo mlode i zaledwie kilka prob internetowych przynosi jakis sukces... Coraz mniejsze dotacje Fundacji Kultury tylko przewlekaja chorobe, lecz nie sa w stanie kurowac pacjenta. Ksiadz Jan Twardowski, po ktorego autograf dwa lata temu na targach ksiazki stala kolejka okolo 300 osob, w tym roku zadowolil sie podpisaniem kilkunastu ksiazek. Ksiadz-poeta sie nie zmienil, zmienil sie krajobraz wokol niego.

*

Telewizji podczas kongresu dostalo sie mocno, na co zasluzyla, lecz jak powiada jej prezes, nie telewizja jest winna. Cala dyskusja zaczynala sie i konczyla na odpowiedniku amerykanskiego PBS-u, ktorego w Polsce nie ma. Tworcy kultury maja to za zle zarzadowi TVP, a prezes mowi, ze gdyby nieznacznie zmienic ustawe o radiu i telewizji - znajda sie fundusze na polska "trzynastke" bez koniecznosci dofinansowania PR i TVP. Coz by znaczyla amerykanska telewizja bez PBS-u? A taka jest wlasnie polska telewizja. Na ekranie sprzedaje sie towar, na wyzsza kulture nie ma miejsca, a jesli jest - to nieczesto i w srodku nocy. Amerykanska stacje stworzyli sponsorzy, ale w Polsce nie ma bogatych dobrodziejow. Jedynym dobrodziejem na horyzoncie jest rzad, ktory wlasnie obnizyl wydatki na kulture z wspominanych 0,88% do 0,43%. Kto wykazuje brak zrozumienia: Sejm, rzad, prawodawcy? Polskie prawo utrudnia dzialalnosc tych nielicznych i niebogatych dobrodziejow, ktorzy sa. Kongres podjal rezolucje w tej sprawie; jesli zarysuje sie mozliwosc powstania kanalu na wzor PBS bedzie mozna powiedziec, ze odniosl rzadki w ostatnich kilku latach sukces. Oby.

*

Quo vadis, nasza kulturo? Z rejestru trosk latwo zgadnac, ze "gdyby Chopin zyl, to by pil". Napisal to Wyspianski, a wiec mamy do czynienia z powtorka. Nasza kultura byla zagrozona w przeszlosci z zewnatrz, przez zaborce, ktory albo nas germanizowal, albo ruszczyl. Dzisiaj tez jestesmy zagrozeni z zewnatrz, ale przez innego wroga, wroga w czapce najlepszego przyjaciela. Nie ma w kraju dobrodziejow, tylko sponsorzy; nie mozna niczego wydzierzawic, tylko wyleasowac, nie mowi sie "dobrze", tylko OK, nawet w domowych pieleszach Jasio zostal Johnem, a kochana Elzbietka - Betty, polowa sklepow w stolicy cos tam sobie nagryzmolila na szyldach - im sie wydaje, ze po angielsku - zeby miec wieksze powodzenie u klientow. Kiedys zalaly nas makaronizmy, potem kiepska francuszczyzna, teraz psuedoangielszczyzna. Razem z pseudokultura Hollywoodu, razem z Playboy'ami etc. Profesor Andrzej Sicinski i prezydent Kwasniewski powiedzieli dobitnie to samo: jesli nie oprzemy sie na naszym wspanialym dziedzictwie i wielkiej kulturze - zmiele nas eurodolar i eurokultura. Slabsi zanurza sie pod lod, tylko narody mocno osadzone w swoim dziedzictwie potrafia zachowac tozsamosc. W tej chwili robimy wrazenie kaczki, ktora mysli, ze jest bocianem i chce odleciec do Egiptu.

*

Tym razem wrog nie strzela i nie zsyla na Sybir, ale pozycza pieniadze i zacheca do ich brania. Masowa, globalna rozrywka taniego rzedu i czesto niemoralna, uwazana jest za kulture. Albo to zrozumiemy, albo za pol wieku jezyk polski bedzie ludowa gwara, ktorej beda sie wstydzic po miastach, a nasza kultura bedzie znana jedynie etnologom.

Znowu wiec mamy do czynienia z wyraznym zagrozeniem z zewnatrz. Od razu na mysl mi przychodza sasiedzi Stanow Zjednoczonych: przyznajacy sie do francuskiej tradycji mieszkancy Quebecu. Duzo by sie mozna od nich nauczyc, jak zachowac swa tozsamosc w ramach unii. W naszym przypadku bedzie to UE. Przed laty czesciej jezdzilem do Montrealu i do dzis pamietam, jak mnie smieszylo, ze nikt tam nie umial mowic po angielsku. Dopiero gdy wyznawalem, ze jestem europejskim turysta nie mowiacym po francusku - nagle wszyscy wladali piekna angielszczyzna. Jest to sprawa bardzo prywatna, powiedzialbym intymna, kim sie czujemy i jak sie czujemy wobec innych. W Warszawie, niestety, szerzy sie pseudoangielszczyzna, ciagle miara sukcesu jest jedynie sukces zagraniczny. Wystarczy kichnac w Nowym Jorku, by w kraju uchodzic za niemal geniusza. Tak bylo od lat, tylko ze dawniej odniesieniem byl Paryz.

Najmlodsza czesc spoleczenstwa ma sie dobrze: Brzechwa, Tuwim, Kubus Puchatek, Maly Ksiaze - ci autorzy i te ksiazki sa w ksiegarniach i ida jak woda. Psuje sie to gdzies na poziomie nastolatkow, gdy juz nie ma "tak, Elzuniu", lecz "okay, Betty"...

Jestesmy bardzo doswiadczonym narodem. Bylismy w unii przez dobre kilkaset lat (polsko-litewsko-bialoruskiej), nauczylismy sie kochac swoje i szanowac cudze. Polonez Oginskiego "Pozegnanie ojczyzny" to przeciez nie z Warszawa pozegnanie, lecz z jego Bialorusia. Mieszkancy Europy patrza na nas z mieszanymi uczuciami. Wiedza ze stereotypu, ze Polak to gamon, nierob i pijak. Ale wiedza tez, ze to u nas pekla tama i zatopione zostalo krolestwo komunizmu; patrza na nasz kulturalny pluralizm uprawiany przez wieki, chcieliby sie od nas tego nauczyc. Jak powiedzialem - mamy doswiadczenie, bylismy przez setki lat w trudnej unii, ktora przetrwala.

Nie chce byc trywialny przypominajac, jak dobrze jest wreszcie miec wolna kulture. Lecz przynajmniej od czasow Kazimierza Wielkiego zawsze miewala dobrodzieja (dzis po warszawsku - sponsora). Bywal nim krol, magnat, szlachcic, bogaty mieszczanin. Dzis na Zachodzie sa wyprobowane sposoby spolecznego finansowania kultury wyzszej, lecz nie w Polsce. U nas jest to na razie niemozliwe. Skonczyly sie palace, dwory i mecenat mieszczanski, nikt w Polsce nie ma duzych pieniedzy, jestesmy zrownani, prawie jakby z idealu komunizmu, nikt nie ma niczego. Ale czy to znaczy, ze nalezy oczekiwac wszystkiego od panstwa? Musimy sobie powiedziec, ze zyjemy w czasach przejsciowych, upadku dawnych form mecenatu, podczas gdy nowe sie jeszcze nie wytworzyly. Bo polski dobrodziej jeszcze cienko przedzie i nie moze ufundowac ani kanalu telewizyjnego wolnego od komercji, ani przedstawienia w operze, ani utrzymac muzeow. Ktos to musi robic. Niech to pachnie socjalizmem - bez 2% budzetu narodowego polska kultura dlugo nie pociagnie. Jesli nam sie przewroci w glowach i bedziemy udawac bociany - do Egiptu nie zalecimy. Musi wyksztaltowac sie instytucja dobrodzieja: panstwowa, spoleczna, samorzadowa, powszechna. Szczesliwie nie trzeba juz drugi raz wykupywac Wawelu, ani odbudowywac zamku, trzeba natomiast odbudowac biblioteki, repertuar teatrow, dobre imie telewizji, szacunek dla tworcow kultury.

Jezeli wszystko pojdzie w tym kierunku, po latach bedziemy mogli sobie powiedziec, ze Kongres Kultury Polskiej w 2000 roku byl dobrym zaczynem.

Kazimierz Braun


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail