Ks. JANUSZ BALICKI
Boze Narodzenie
2003
 |
Na poczatku bylo Slowo, a Slowo
bylo u Boga, i Bogiem bylo Slowo. Ono bylo na poczatku
u Boga. Wszystko przez Nie sie stalo [...]. Na swiecie
bylo Slowo, a swiat stal sie przez Nie, lecz swiat Go
nie poznal. Przyszlo do swojej wlasnosci, a swoi Go nie
przyjeli. [...] Slowo stalo sie cialem i zamieszkalo wsrod
nas. I ogladalismy Jego chwale, chwale, jaka Jednorodzony
otrzymuje od Ojca, pelen laski i prawdy [...]. Boga nikt
nigdy nie widzial. Jednorodzony Bog, ktory jest w lonie
Ojca, o Nim pouczyl (J 1,1-3.10-11.14.18). |
Jan Ewangelista, autor powyzszego tekstu, byl najmlodszym
uczniem Jezusa. Nie bylo go wiec jeszcze na swiecie, kiedy
w Betlejem narodzil sie jego Mistrz. Te bogate w tresc slowa
napisal po doswiadczeniach przebywania z Jezusem, sluchania
jego nauki, patrzenia na cuda, ktore Jezus dokonywal, na uzdrowienia
nieuleczalnie chorych, tredowatych, przywracanie wzroku niewidomym
i wskrzeszanie zmarlych. Jako jedyny z apostolow Jan byl na
Golgocie w czasie smierci Jezusa i pierwszy z nich patrzyl
na pusty grob.
Obchodzac w tym roku kolejny raz w naszym zyciu swieta Bozego Narodzenia, pochylmy sie nad trescia Janowego przekazu, po wiekszej czesci z Prologu do jego Ewangelii.
Na poczatku bylo Slowo,
a Slowo bylo u Boga,
i Bogiem bylo Slowo
Wedrujac wyobraznia do Betlejem sprzed 2003 lat, widzimy prymitywna stajnie dla zwierzat, w ktorej zlobie spoczywa nowo narodzone Dziecie. Nie jest to na pewno jedyny przypadek urodzenia dziecka w tak uragajacych ludzkiej godnosci warunkach. I obecnie wiele dzieci podobnie przychodzi na swiat w ubogich spoleczenstwach. W tym jednak przypadku mamy do czynienia z Dzieckiem, ktorego Ewangelista okresli jako Slowo (Logos), ktore bylo u Boga i bylo Bogiem. Pojecie Logos bylo znane na dlugo przed chrzescijanstwem. Mozna je znalezc juz w filozofii greckiej. Oznaczalo ono m.in. prawo rzadzace zjawiskami przyrody, lad swiata, rozum kosmiczny, zdolnosc poznawcza oparta na uczestnictwie rozumu jednostki w rozumie kosmosu czy wrecz traktowano je jako naczelna zasade istnienia i dzialania kosmosu albo personifikacje boskiego rozumu. Swiety Jan posluguje sie tym pojeciem w odniesieniu do osoby Jezusa, uwazajac, ze najbardziej oddaje ono to, kim Jezus jest. Nadto dzieki temu jego przekaz o Jezusie bedzie bardziej zrozumialy dla starozytnego swiata. Swiety Jan mowi o Jezusie jako Logosie (Slowie), poniewaz chce w ten sposob ukazac, ze jest On pelnym objawieniem sie Boga czlowiekowi. Bog Ojciec "mowi" do czlowieka przez swojego Syna (Slowo), ktorego poslal na ziemie.
Wedlug sw. Jana Slowo istnialo od poczatku, czyli wiecznie u Boga, i bylo Bogiem. Odwieczne Slowo, Druga Osoba Trojcy Swietej przyjmuje ludzka nature, rodzi sie w bydlecej stajni i jest zlozona do zlobu. Czy moze byc na swiecie cos bardziej szokujacego nad powyzszy kontrast? Niezaleznie od tego, jak nieprawdopodobne wydaje sie takie zestawienie, jest ono istota swiat Bozego Narodzenia. Przypominaja one bowiem kazdemu chrzescijaninowi, ze Bog przyjal ludzka nature i narodzil sie w warunkach podobnych do doswiadczanych przez najubozszych i najbardziej zepchnietych na margines ludzi.
Co to oznacza? Jaka prawde nam przybliza? Przede wszystkim te, ze milosc Boga do czlowieka ma wymiar nieskonczony. Bog nam wprawdzie o tym mowi juz przez sam fakt stworzenia otaczajacego nas swiata, bo ow niewyobrazalnie wielki materialny wszechswiat nie byl mu potrzebny, ale jest potrzebny czlowiekowi, aby mogl w nim zaistniec i rozwijac sie w nim. Jest on wiec znakiem milosci Boga do czlowieka. Ale te wlasnie milosc potwierdza i ukazuje jeszcze wyrazniej narodzenie Bozego Syna w Betlejem.
Przyjscie Bozego Syna na swiat w takich warunkach jest takze znakiem wielkiej godnosci kazdego czlowieka, niezaleznie od zajmowanej przez niego pozycji spolecznej. To dla niego Bog zstepuje na ziemie i zniza sie do najbardziej ubogich. Choc zawsze istnialy, istnieja i niewatpliwie istniec beda nierownosci spoleczne, to swieta Bozego Narodzenia posrednio zwracaja uwage na gleboko uwlaczajacy godnosci ludzkiej stan takich nierownosci.
Na swiecie bylo Slowo,
a swiat stal sie przez Nie
lecz swiat Go nie poznal
Tak, "swiat Go nie poznal", gdy przyszedl na ziemie, bo ludzie na ogol nie rozpoznaja Boga w czlowieku. Gdyby wlasciciele przepelnionych zajazdow w Betlejem rozpoznali w skromnie ubranej Maryi osobe majaca urodzic kogos bardzo waznego, na pewno znalezliby dla niej nie tylko jakis kat w swoim domu, ale oddaliby swoje najlepsze pokoje. Tak sie jednak nie stalo. W noc Bozego Narodzenia Dziecie Jezus nie zostalo przez nikogo rozpoznane, z wyjatkiem ludzi dobrej woli - ubogich pasterzy, ktorym aniolowie obwiescili Dobra Nowine o narodzeniu Mesjasza. Wydarzenie to dowodzi, ze to wlasnie ludzie prosci i pokorni sa bardziej otwarci na znaki Bozej obecnosci w swiecie. Zamoznym i pysznym wydaje sie, ze dobrze sobie radza bez Boga (czyz nie znajdujemy w tym odpowiedzi na fakt, ze sekularyzacja szybciej przebiega w spoleczenstwach bogatych niz ubogich?).
Nieprzyjecie Dzieciecia Jezus w Betlejem nie bylo jedyna forma odrzucenia go. Jak podaja Ewangelie, juz od poczatku swego zycia Jezus mial wrogow miedzy innymi w osobie wszechwladnego krola Heroda, a pozniejsi jego przesladowcy skazali go na okrutna smierc krzyzowa. Obecnie tez ma wielu wrogow. Wiekszosc z nich prawdopodobnie "nie wie, co czyni". Rozne sa powody ateizmu czy obojetnosci religijnej. Wspolczesny swiat skupiony jest na tym, co widzialne i dotykalne. Czlowiek zyjacy w kulturze w duzym stopniu wyjalowionej i pozbawionej sacrum, nastawionej na konsumpcje i doznawanie przyjemnosci, ma znacznie mniejsza szanse na glebokie przezycie religijne i odkrycie swego Stworcy w otaczajacym go swiecie.
Slowo stalo sie cialem
i zamieszkalo wsrod nas
Niezaleznie jednak od niegoscinnego przyjecia przeszlo dwa tysiace lat temu, "Slowo stalo sie cialem i zamieszkalo wsrod nas". Jezus przez swoje przyjscie w ludzkiej postaci objawil i przyblizyl czlowiekowi Boga. To wydarzenie owocowalo wielkim postepem w dziedzinie refleksji na temat Boga i na temat czlowieka. Przyjscie Jezusa na ziemie nie ograniczalo sie tylko do Palestyny, zostalo ono wpisane na zawsze w historie ludzka. Bog stal sie czlowiekiem i zamieszkal miedzy nami. Wowczas w Palestynie ludzie mogli go niejako "dotknac", doswiadczyc jego fizycznej obecnosci, bliskosci, jak np. apostolowie, mala wspolnota, ktora zalozyl. Przyszedl on jednak do kazdego czlowieka. Byl w historii z pokoleniami, ktore zyly przed nami. Zapisem tejze obecnosci sa np. krzyze zachowane na starych cmentarzach czy w kosciolach. Towarzyszyl ich zyciu na ziemi, trudom, jakie musieli wtedy podejmowac. Byl dla nich wsparciem, moze nawet bardziej realnym niz w odczuciu obecnych pokolen, ktore zachlysnely sie rozwojem techniki i majac bez porownania o wiele latwiejsze zycie nie odczuwaja juz tak potrzeby pomocy od niego, a co za tym idzie - potrzeby kontaktu z nim.
Jezus ma wprawdzie dzisiaj ok. 2 miliardow wyznawcow, ale wielu z nich nie zna dobrze ani jego, ani jego nauki. Dlatego tez ta wielka liczba ludzi formalnie przyznajaca sie do niego, nie pomnaza dobra w swiecie w takim stopniu, w jakim byloby to mozliwe, gdyby Jezus byl centrum ich zycia. Przypomina sie w tym miejscu staropolska koleda, w ktorej autor pyta: "dlaczego teraz wsrod ludzi tyle lez, nieszczesc, katuszy?", i odpowiada: "bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej czlowieczej duszy".
Nieprzyjecie Jezusa czy wrecz odrzucenie go przez wielu ludzi zyjacych obecnie w rozwinietych i uprzemyslowionych krajach jest dramatem, z ktorego nie zawsze zdajemy sobie sprawe. Wbrew wszystkim nowomodnym filozofiom i tendencjom istota ludzkiej egzystencji nie zmienila sie i prawdziwy sens zycia pozostaje taki sam od wiekow. Wszak rozwoj cywilizacyjny, ktory ulatwia zycie czlowiekowi, nie czyni go niesmiertelnym. Dlatego tez zapewne coraz wiecej jest osob, ktore w wieku starszym ogarnia zwatpienie, podobne temu, ktoremu dal wyraz Kohelet mowiac: "Marnosc nad marnosciami (
) i wszystko marnosc". Tak jak on stawiaja sobie pytanie: "Coz przyjdzie czlowiekowi z calego trudu, jaki zadaje sobie pod sloncem? Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy" (Koh 1,2-4).
Tak sie dzieje, bo czlowieka nie mozna zrozumiec bez Chrystusa i czlowiek nie moze sam siebie zrozumiec bez Chrystusa, jak to ujal Jan Pawel II w czasie swej pierwszej papieskiej wizyty w Polsce w 1979 r. Dopiero trwajac przy Chrystusie dostrzega sie gleboki sens swego zycia. Aby jednak w niego wierzyc, potrzeba wielkiej pokory i refleksji nad soba i swiatem. Czlowiekowi nie jest latwo dostrzec Boga w Dziecku lezacym w stajennym zlobie, ale tez wielu ludziom nie jest latwo odkryc Boga w tak wspaniale stworzonym przez niego swiecie. Ktos przyrownal trudnosci ze znalezieniem Boga przez wspolczesnego czlowieka z trudnosciami, jakich doswiadcza sklerotyczny staruszek szukajac swoich okularow, ktore ma... na wlasnym nosie! Przeglada wszystkie zakatki, zaglada wszedzie i nie moze ich znalezc. Nie uswiadamia sobie, niestety, ze moze ich w ogole szukac tylko dlatego, ze przez nie wlasnie patrzy. Podobny mu wspolczesny czlowiek czesto szuka Boga i nie znajduje go, bo nie rozumie, ze sladem obecnosci Boga jest wszystko, on sam i to, ze szuka i nawet to, ze nie znajduje.
Oby obchodzone co roku swieta Bozego Narodzenia, znak nieskonczonej milosci Stworcy do stworzenia, ulatwily znalezienie go w stworzonym przez niego swiecie.
|