Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Saddam na Gwiazdke?
Takie mamy czasy, ze wiadomosc o pojmaniu Saddama Husajna powoduje zatrzymanie produkcji powaznego tygodnika i wymiane na jego okladce wizerunku jednego brodatego mezczyzny na drugi, czyli wizerunku Jezusa Chrystusa z obrazu Anthony'ego van Dycka The Savior of the World, na podobizne satrapy z Iraku. W kanadyjskiej (a moze i amerykanskiej takze) edycji magazynu Time wymianie podlegla tez automatycznie cover story: z okladki "spadl" tytul "The Lost Gospels", by ustapic miejsca bunczucznemu "We Got Him!".
Amerykanie schwytali Saddama, ja schwycilem ten numer Time'a i trzymam go jak jaka relikwie - na lepsze czasy, ktore moim zdaniem jeszcze kiedys wroca. Pod pojeciem "lepszych czasow" rozumiem nadejscie (powrot?) takich dni, kiedy w celach komercyjnych, ze wzgledu na (niewatpliwa) sensacje, dla wyprzedzenia konkurencji tudziez sprzedania numeru w najwiekszym mozliwym nakladzie, nie manipuluje sie postacia nawet Jezusa Chrystusa, urodzonego w Betlejem, gdzie mialem okazje byc i zzymac sie na zdominowanie miejsca kultu swietego przez wszedobylskie wozy opancerzone, uzbrojone po zeby patrole wojskowe, wieze strzelnicze, zasieki z drutu kolczastego i ogolna atmosfere zagrozenia, wojny i przemocy, walczaca z atmosfera szczescia, milosci i lagodnosci, goszczaca w sercach pielgrzymow do Ziemi Swietej.
Ze sklepow w Toronto nie wycofano czesci nakladu Time'a z Chrystusem, by wymienic go na ten bardziej aktualny, z Saddamem. Nie, tak daleko cynizm w naszych czasach jeszcze nie zaszedl, a redaktorom widac pozostalo jeszcze troche zdrowego rozsadku, skoro mimo wszystko pozostawili ten "nieaktualny" numer z Wybawca i nie zastapili go numerem z morderca. A moze ja sie myle? Moze kupilem nastepnego dnia numer z Saddamem, posiadajacy te sama date co bozonarodzeniowy numer z Chrystusem, tylko dlatego ze tamten "nieaktualny" numer sie rozszedl, bo moglo sie okazac, ze ludzie jednak szukaja w swiatecznych gazetach wytchnienia od wojny, prawdziwych i sztucznie kreowanych i podsycanych zagrozen, ze dosc juz maja twarzy ofiar i zbrodniarzy w telewizorze i na okladkach gazet, i ze chcieliby usiasc przy choince z numerem pisma, w ktorym chociaz raz w roku nie zwycieza sensacja, w ktorym chociaz raz w roku zbrodnia nie wypiera Boga.
Na fundamencie sensacji w czas swiateczny mozna ustawic co najwyzej dzialo, ale watpie, czy bedzie ono dzialalo: strzelanie papierowymi kulami dobre jest w przedszkolu, a nie na przedpolu przeciwnika. Zlosc na swieta nie tylko pieknosci szkodzi, ale i gazecie. Kazdej, na calym swiecie. Dowiodly tego liczne badania. W czasach ponurych, w czasach pelnych zagrozen ludzie szukaja w gazetach - zwlaszcza w czasie swiat - nadziei, chetniej czytaja teksty budzace optymizm niz dopelniajace czary goryczy, jaka funduja czytelnikom gazety na pierwszych stronach. A na pierwszych stronach mamy same horrory, wojne z terroryzmem, kataklizmy, porwania i morderstwa, a w Polsce jeszcze grudniowe rocznice. Im wiecej takich tematow-batow dla naszej swiadomosci, tym wieksza potrzeba oddechu na stronach srodkowych. A tam czeka nas kolejne biczowanie, tym razem juz lokalnego rozmiaru. Z wojen o swiatowym wymiarze przenosimy sie do wojenek lokalnych, podworkowych. Jezyk tych naszych wojenek niczym sie nie rozni od sprawozdan z wojenek wiekszych. Wystarczy poczytac relacje z procesu Rywina.
Nie chce sie wypowiadac za kolegow, nie chce sie bic w ich piersi. Uderze sie w swoje. Jezyk moich felietonow tez w ostatnich miesiacach zesztywnial, mozna nim bylo krajac jak nozem. Chcialbym wiec przeprosic tych Czytelnikow, ktorym byc moze moje teksty wydaly sie zbyt brutalne czy napastliwe. Obiecuje bandazowac swoj jezyk przed kolejnymi eskapadami, jakich bedzie na pewno wiele, biorac pod uwage sytuacje na polskiej scenie i politycznej, i literackiej. Ze o scenie polnocnoamerykanskiej nie wspomne. Pomimo roznic, jakie nas dziela, jestesmy jedna rodzina. Chcialbym wiec usiasc do bardzo dlugiego stolu wigilijnego z rozrzucona od Atlantyku po Pacyfik rodzina, ale usiasc bez spraw nie zalatwionych, win i grzechow niewybaczonych.
Przeciez swieta Bozego Narodzenia sa jedyna okazja w roku, gdy wybacza sie nieprzyjaciolom swoim, gdy przeprasza sie za winy i grzechy, gdy zasypuje sie roznice i kladzie kladki ponad rwacymi potokami potoczystych slow - do pojednania. Nawet zolnierze w okopach skladaja bron i dziela sie oplatkiem. Tak przynajmniej bywalo podczas pierwszej wojny swiatowej, ktora przy calej swej brutalnosci byla jeszcze jakos bardziej ludzka wojna. Numer z Saddamem, wypierajacym z okladki Chrystusa, zadaje klam tej nadziei. Numer z Saddamem, zwyciezajacym Chrystusa, jest sygnalem nadejscia czasow bez Boga. Czasow, w ktorych Boga pokonuje trwoga. To tak w najwiekszym skrocie.
Pisanie byloby strata zycia, zajeciem zastepczym i zupelnie idiotycznym, gdyby piszacy w gazetach, mowiacy w radiu czy telewizji przestali wierzyc w rodzaj ludzki. Gdyby robili to z pobudek czysto merkantylnych albo, co gorsza - z pragnienia odegrania sie na przeciwniku. A takim pragnieniem przepelniony jest tytul "Mamy go!". Satysfakcja bijaca z tego tytulu nie ma nic wspolnego ze swiatecznym nastrojem i numerem, w jakim zostala wydrukowana wolowymi literami. Przypomina raport podany przez zaloge wozu policyjnego. Dlatego wiadomosc ta nie ma tez nic wspolnego z wiadomoscia prasowa; jest to wiadomosc subiektywna, lekcewazaca na przyklad odczucia wyznawcow Allaha, wsrod ktorych nie wszyscy zapewne brali udzial w polowaniu na Saddama czy ucieszyli sie z jego pojmania.
Najgorsze w takim podaniu i potraktowaniu tej wiadomosci, nadaniu jej takiej rangi, ze nawet wydrukowany juz numer z Chrystusem na okladce nie broni sie przed dyskwalifikacja, jest jednak sposob, w jaki potraktowano nas, chrzescijan. Stwierdzenie na okladce powaznego tygodnika nie jest jedynie cytatem, jest sygnalem powrotu do czasow polowan na czarownice, kiedy wiadomosc o zlapaniu i spopieleniu jednej czy kilku Bogu ducha winnych kobiet dominowala rozmowy zarowno salonow, jak i ulicy.
Saddam zasluzyl na spalenie na kilku stosach naraz, co do tego nie mam watpliwosci. Ale Chrystus? Czy Jezus Chrystus zasluzyl na spopielenie w piecach drukarni, do czego niewatpliwie doszlo, skoro wycofano czesc "trefnego" nakladu? Saddama schwytano 13 grudnia. Jest to data rownie wazna w dziejach Ameryki, jak 13 grudnia w dziejach Polski. Leza przede mna swiateczne numery polskich tygodnikow. Nie tylko nie ma w nich sladu po stanie wojennym, nie ma tez Saddama. Polacy jednak rozumieja, ze jego miejsce jest w piekle, a na stoliku przy drzewku wigilijnym winny lezec tygodniki z Panem Bogiem na okladce. Zatem - pogodnych swiat Bozego Narodzenia i pomyslnosci w Nowym Roku zyczy
Marek Kusiba
|
|