PRZEMYSŁAW GULDA
Jazz
międzykontynentalny
Obaj grali z gwiazdami światowego jazzu, obaj mają imponujące
osiągnięcia. Podziwiają się nawzajem. Ale na jednej scenie
jeszcze nie wystąpili. Wreszcie się uda - i to na jakiej scenie!
25 września w nowojorskiej Carnegie Hall dojdzie do wspólnego
występu Adama Makowicza (z lewej) i Leszka Możdżera.
Ten wieczór w jednej z najbardziej prestiżowych sal koncertowych świata zapowiada się niezwykle interesująco. W pierwszej części artyści zaprezentują repertuar oparty na kompozycjach Fryderyka Chopina.
- Ale proszę się nie nastawiać na to, że wykonamy klasyczne utwory naszego wielkiego kompozytora w tradycyjnej aranżacji - wyjaśnia już na wstępie Adam Makowicz. - To będą nasze autorskie improwizacje, oparte na tematach z jego twórczości. Potraktujemy je właściwie jak piosenki, wyciągniemy tylko ekstrakt głównej melodii, a reszta będzie już należała do naszej muzycznej wyobraźni.
Na początku drugiej części muzycy zagrają własne kompozycje. Ale będzie trochę przewrotnie, bo Makowicz wykona utwór Możdżera i odwrotnie.
- Zaproponowałem Makowiczowi dwa swoje tematy, z których jeden przypadł mu do gustu - wyjaśnia kulisy tego pomysłu Leszek Możdżer. - On dał mi sporo nut ze swoimi kompozycjami, z których wybrałem jedną.
Na koniec wieczoru muzycy wykonają na dwa fortepiany kilka standardów, utwory Leonarda Bernsteina, George'a Gershwina, Cole Portera i Duke'a Ellingtona.
Koncert ze snu
- Pomysł tego koncertu wziął się ze... snu - tłumaczy Adam Makowicz. - Przyszedł do mnie kiedyś Paweł Potoroczyn, dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku, i opowiedział, że przyśniło mu się, że gram Chopina na dwa fortepiany z Możdżerem. Od razu zaczął mnie nakłaniać do tego, żeby ten sen przekuć w rzeczywistość.
Okazało się, że Makowicza wcale nie trzeba było długo przekonywać - znał twórczość Leszka Możdżera już wcześniej i uznawał go za jednego z najciekawszych i najwszechstronniejszych polskich jazzmanów młodego pokolenia. A poza tym - lubi takie wyzwania. Zdarzało mu się dość często grywać w duecie z różnymi muzykami i efekty zawsze były niezwykle interesujące. Dla Możdżera ta propozycja także okazała się czymś o wiele ważniejszym niż tylko kolejne koncertowe zamówienie.
- Dla mnie będzie to bardzo symboliczne spotkanie - mówi. - Stanę na scenie z jednym z moich pierwszych idoli, z muzykiem, na którego twórczości właściwie się wychowałem.
Możdżer nie ukrywa emocji, które wiążą się z tym przedsięwzięciem. Otwarcie mówi o szacunku, jakim darzy swojego pierwszego przewodnika po świecie jazzu. Opowiada o uwagach i sugestiach, które Makowicz przekazywał mu podczas pierwszych wspólnych prób przed nowojorskim występem.
- Poprawiał mnie, zwracał uwagę na pewne kwestie - opowiada trójmiejski muzyk. - Bardzo to doceniam, była to dla mnie duża lekcja pokory. Już dawno nie miałem porządnej lekcji fortepianu. Ten koncert będzie dla mnie prawdziwym chrztem bojowym. Chociaż nie będzie żadnej walki między nami, bo to zabiłoby muzykę. Będziemy walczyć tylko o to, żeby udało nam się stopić w jeden instrument. Adam Makowicz ma bardzo wyrazisty, łatwo rozpoznawalny styl, który jest w zasadzie dość odległy od tego, co sam w tej chwili prezentuję. Chciałbym w tym kontekście pokazać coś swojego, ale nie za wszelką cenę.
Obaj muzycy podkreślają, że we wspólnym graniu zawsze istnieje wiele niebezpieczeństw dla indywidualistów, a cała sztuka polega na tym, żeby między nimi powstało swego rodzaju porozumienie, wspólnota prowadząca do stworzenia czegoś nowego i oryginalnego. W tym przypadku, gdy chodzi o muzyków tak różnych, wywodzących się z zupełnie innych pokoleń, mających zupełnie inne doświadczenia sceniczne i kompozytorskie, a także reprezentujących zupełnie inne style, taki eksperyment może przynieść szczególnie ciekawe efekty.
Z widokiem na Manhattan
Adam Makowicz w tym duecie to muzyk pokolenia największych gwiazd klasycznego polskiego jazzu, zaczynających kariery w późnych latach 50., którzy po dwudziestu latach borykania się z ciemnymi stronami grania niepokornej muzyki za żelazną kurtyną, osiągnęli poczesną pozycję zarówno w Polsce, jak i w świecie.
Muzyczną edukację rozpoczął Makowicz od repertuaru klasycznego, ale szybko uległ fascynacji jazzem. Niechęć nauczycieli krakowskiego liceum muzycznego do niepopularnej wówczas muzyki spowodowała, że szybko stał się muzycznym samoukiem. Na przełomie lat 50. i 60. grał na fortepianie w różnych krakowskich grupach jazzowych. Pierwsze sukcesy zaczął odnosić w zespole Jazz Darings, w którego składzie znalazł się m.in. Tomasz Stańko. Późniejsze lata przyniosły współpracę z tak ważnymi muzykami polskiego jazzu, jak Michał Urbaniak, Zbigniew Namysłowski czy Jan Ptaszyn Wróblewski.
W latach 70. znacznie rozszerzył swe muzyczne zainteresowania: grał z zespołem Novi Singers, akompaniował Wojciechowi Młynarskiemu czy Urszuli Dudziak. Na pierwszym miejscu był jednak jazz - tu odnosił największe sukcesy, grał z największymi muzykami. Szybko zrozumiał, że w komunistycznej wówczas Polsce jego kariera wcześniej czy później zostanie ograniczona.
W roku 1977 zdecydował się więc na wyjazd do Nowego Jorku. W owym czasie oznaczało to w zasadzie konieczność zerwania więzi z krajem. W USA odnosi wielkie sukcesy - gra z takimi mistrzami, jak Herbie Hancock czy Benny Goodman, nagrywa bardzo dobrze przyjmowane płyty, daje mnóstwo koncertów w prestiżowych klubach i salach koncertowych.
Po 1989 r., gdy można już swobodnie podróżować do Polski, chętnie tam wraca i gra wiele koncertów. W ojczyźnie spotyka się z bardzo ciepłym przyjęciem. Dawni wielbiciele nadal go pamiętają, a dzięki porywającym występom i kolejnym znakomitym płytom szybko zdobywa wielu nowych.
Potęga wyobraźni
Kiedy Makowicz zaczynał amerykańską karierę, mając już za sobą wiele sukcesów w kraju, kilkanaście płyt i współpracę praktycznie z wszystkimi liczącymi się polskimi muzykami jazzowymi, Leszek Możdżer miał ledwie kilka lat i właściwie dopiero zaczynał naukę gry na pianinie. Muzyk urodził się niewiele ponad trzydzieści lat temu w Gdańsku i właśnie z Trójmiastem związany jest do dziś. Tu uczył się przez wiele lat muzyki, przechodząc wszystkie szczeble klasycznego wykształcenia, zakończonego dyplomem gdańskiej Akademii Muzycznej. Ale - podobnie jak Makowicz - dość szybko uległ fascynacji jazzem i porzucił dlań muzykę poważną. A co najmniej zepchnął ją na dalszy plan.
Został członkiem jednego z najważniejszych zespołów polskiego młodego jazzu - grupy Miłość. Pierwszą próbę z tym składem odbył w dniu swoich dwudziestych urodzin. Przyłączenie się do grupy okazało się jednym z lepszych prezentów urodzinowych. Zespół kierowany przez charyzmatycznego i ekscentrycznego kompozytora, basistę i kontrabasistę Ryszarda Tymona Tymańskiego - bardzo szybko stał się prawdziwą gwiazdą jazzu, a raczej: yassu, bo tak swoją oryginalną, dynamiczną i kontestującą jazzową tradycję muzykę nazywają młodzi buntownicy.
Są kontrowersyjni i bezczelni, ale nikt nie może im odmówić pomysłowości, energii i rosnących z roku na rok umiejętności.
Wraz z Miłością Możdżer nagrywa w okresie sześciu kolejnych lat sześć znakomitych płyt, ale nie zaniedbuje też rozwijania swej kariery poza zespołem. Gra w tym czasie m.in. ze Zbigniewem Namysłowskim i Erykiem Kulmem, zaczyna prowadzić własne zespoły i nagrywać solowe płyty.
Pierwsze z nich zawierały jazzowe impresje i improwizacje oparte na tematach zaczerpniętych z twórczości Fryderyka Chopina - zyskały one znakomite recenzje, a sam Możdżer uznany został za jednego z najbardziej obiecujących pianistów jazzowych młodego pokolenia. I nie były to opinie na wyrost. Potwierdziły je kolejne lata, kolejne płyty i dokonania koncertowe muzyka.
Możdżer jawi się przede wszystkim jako artysta niezwykle wszechstronny i otwarty na różnego rodzaju wyzwania, obdarzony na dodatek niezwykłym wyczuciem artystycznym i poczuciem humoru. Gra tradycyjny jazz, koncertuje na wszystkich prawie kontynentach, gra i nagrywa z wielkimi gwiazdami światowej sceny, improwizuje na tematy zaczerpnięte z muzyki poważnej, przetwarza ją w zupełnie zaskakujący i niepowtarzalny sposób, komponuje tematy do spektakli teatralnych i filmów, a czasami po prostu potrafi się znakomicie zabawić muzyką. Najlepszym przykładem jest jeden z jego niedawnych trójmiejskich koncertów, podczas którego wykonał swoje wariacje na temat utworów legendarnej eksperymentalno-popowej niemieckiej grupy Kraftwerk, zagrane na fortepianie, ale także... na dziecięcych zabawkach, starych odbiornikach radiowych i innych zupełnie nietypowych instrumentach. Wygląda na to, że wyobraźnia muzyczna Możdżera doprawdy nie ma granic.
Nie można więc mieć wątpliwości: z połączenia wirtuozerii i doświadczenia Adama Makowicza z pomysłowością i oryginalnością Leszka Możdżera musi powstać coś ciekawego i nieoczekiwanego. Ich wspólny koncert z pewnością będzie ważnym wydarzeniem.
|