IZABELA JOANNA BOŻEK
W oczekiwaniu na Nike
Trudny wybór
W internetowym wydaniu Gazety Wyborczej, w dziale poświęconym Nagrodzie Literackiej Nike znajduje się wyczerpująca prezentacja zakwalifikowanych do finału tytułów, pozostałych, nominowanych jeszcze w maju książek, historia nagrody, skład jury, lista dotychczasowych laureatów. Ale to nie wszystko: po przeczytaniu krótkiego opisu każdego z tytułów wystarczy kliknąć myszą i na specjalnym forum można zamieścić własną recenzję. Gdyby tylko na podstawie ilości i jakości wpisów na owym forum spekulować, która z prezentowanych tu książek otrzyma tegoroczną nagrodę, bez wątpienia byłaby to powieść Henryka Wańka Finis Silesiae (Wydawnictwo Dolnośląskie). Pod tym bowiem tytułem znalazła się największa liczba komentarzy, które złożyły się na interesującą dyskusję, świadczącą o żywym zainteresowaniu czytelników. Henryk Waniek, malarz, pisarz i tłumacz, w roku 1997 trafił na album fotograficzny zawierający niemal 150 zdjęć pochodzących z lat 1936-1939. Zafascynowany faktem, iż na żadnym z nich nie znalazł śladu panoszącej się wówczas propagandy faszystowskiej, a jedynie krainę ląsk, jej ludzi i krajobrazy, Waniek domyślił losy fotografa Karla Franza Klosego i jego narzeczonej oraz dopisał wydarzenia ich życia w latach 1937-1945. Trudno byłoby jednak umieścić tych dwoje w próżni, dlatego pisarz zapełnił ją bliższymi i dalszymi krewnymi, sąsiadami, znajomymi i w ten sposób powstała saga o ląsku, który bezpowrotnie rozpadł się z chwilą zakończenia drugiej wojny światowej.
"Wędruję od dawna po tej księdze, jaką jest ląsk" powiedział w jednym z wywiadów autor, dodając, że zdaje sobie sprawę, iż książka "dla wielu może być oburzająca, a przynajmniej bolesna". Powieść zmusza czytelnika do spojrzenia na ląsk z niemieckiej perspektywy, a jej wielowątkowość i wielopłaszczyznowość (historia miłosna, wydarzenia historyczne, a także odkrywanie śląskiego mistycyzmu i śląskiej magii) czynią z niej, moim zdaniem, jedną z najciekawszych książek kandydujących do Nike. Smutny tytuł będzie dla jednych podstawą do już postawionego autorowi zarzutu o propagowanie idei separatyzmu śląskiego. Inni znajdą w nim miłosną elegię o małej ojczyźnie. Jeszcze inni zachwycą się konstrukcją książki, w której autor nie stroni od wypadów w stronę eseju historiozoficznego i traktatu o sztuce fotografowania.
W tegorocznych nominacjach do Nike przeważają powieści: na siedem nominowanych tytułów jest ich aż cztery. Kolejna po Finis Silesiae powieść to Daniela Odiji Tartak (Czarne), książka, która od chwili wydania spotkała się z życzliwym przyjęciem krytyki i czytelników. Między innymi znalazła się na liście dziewięciu najważniejszych książek prozatorskich ubiegłego roku, wyłonionych przez grupę krytyków z forum krytyki literackiej Literatorium.pl oraz została mianowana Gdańską Książką 2003. Tartak to brutalna przypowieść o popegeerowskiej rzeczywistości, gdzieś na głęboko zapadłej prowincji, niewolna jednak od poetyckich i baśniowych elementów. Jakkolwiek zestawienie poetyckości z pegeerem może budzić zrozumiałe zdziwienie, to jednak i w ten sposób - nie tylko realistycznie - opisuje Odija transformację małej społeczności wiejskiej narażonej od zawsze na wykorzystywanie, biedę i nieszczęście, jej wędrówkę w stronę krwiożerczego kapitalizmu. Tytułowy bohater, Józef Myśliwski, zaradny chłop, przechytrzający wszystkich po kolei, nie nadąża w narzuconym mu wyścigu do lepszego życia. Popadając w długi, próbuje wydźwignąć się z nich za pomocą oszustwa, a w końcu pada ofiarą własnej bezwzględności. Są w tej książce postaci okrutne, są pijacy na skraju człowieczeństwa, bite kobiety, pazerni chłopi w swoim bestialstwie nie ustępujący chłopom z mitycznej Ruthenii Jerzego Kosińskiego; są też postaci na wpół rzeczywiste, obdarzone nadludzkimi właściwościami, posiadające moc uzdrawiania. Okrutna prawda, nędza i mizeria ludzkiego losu mieszają się z zamierzchłymi wierzeniami i świat, który wyłania się z owej mieszanki, bynajmniej nie napawa optymizmem.
Kolejna powieść wśród kandydatek do Nike, Gnój Wojciecha Kuczoka (W.A.B), przeraża nie mniej aniżeli poprzednia. I tak jak w przypadku Tartaku, tak i tu czytelnik zostaje przygnieciony ogromem okrucieństwa. Kuczok opowiada historię chłopca wyrastającego w patologicznej rodzinie, której wszyscy bez wyjątku członkowie zostali skażeni. Ojciec jest sadystą, maltretującym bez powodu jedynego syna i żonę, matka sponiewieraną i bezwolną ofiarą przemocy, ciotka - zdewociałą starą panna, wuj - tchórzliwym starym kawalerem, dzieci w szkole to młodociani dewianci. Jednym słowem, nie ma dokąd uciekać, bo wszystko to gnój. I dopóki nie zapadnie się zbutwiały, o przeżartych fundamentach dom (symboliczna rodzina, symboliczne społeczeństwo), dopóty ów smutny wzorzec będzie przechodził z pokolenia na pokolenie.
Gnój to książka, którą czyta się na wiele sposobów: jako studium przemocy i zła, ale także jako opowieść o konsekwentnej i czynnej tęsknocie za dobrem. Napisana, rzec by można, "intensywnym" językiem, skutecznie wydrąża w czytelniku odruch buntu.
Ostatnia z czterech nominowanych powieści może być postrzegana właśnie jako powieść, ale czytać ją także można jako swoistą rozprawę o pisarstwie, języku i mechanizmach, co do których pisarz tylko łudzi się, że ma nad nimi władzę. Magdalena Tulli w swojej trzeciej, po Snach i kamieniach i W czerwieni, książce dokonuje analizy sztuki pisarskiej, wychodząc od podstawowego pytania: po co? Wymyślona fabuła o romansie, zdradzanym mężu i zdradzającej żonie, łącznie z obecnością bliżej niezidentyfikowanego narratora, który gubi się w swojej roli i nie mogąc sprostać powierzonemu mu zadaniu przestaje panować nad historyjką, jest tylko pretekstem do rozważań o świecie i losie, na które nie mamy żadnego wpływu. Rzecz dzieje się wszędzie, miejscem akcji może być każde dowolnie wybrane miejsce świata. To i tak nie ma najmniejszego znaczenia, bo opowieść potoczy się swoim własnym, niezależnym od nikogo ani niczego trybem.
W siódemce ubiegłorocznych finalistów Nike znalazły się aż cztery tomiki poetyckie wobec jednej tylko (i to niekoniecznie słusznie) do nagrody nominowanej powieści. W tym roku proporcje zostały odwrócone: w grupie finalistów znalazł się tylko jeden tom wierszy - Ja Ewy Lipskiej (Wydawnictwo Literackie). Autorka kilkunastu poetyckich tomów, jedna z najwybitniejszych polskich poetek współczesnych obdarza nas tomem zatytułowanym tyleż przewrotnie, co prowokacyjnie. Tytułowe "ja" sugeruje nie tylko ekshibicjonizm, ale także zdaje się buńczucznie stwierdzać, iż grzech skupienia wyłącznie na sobie samym nie jest współczesnej poezji obcy. Tymczasem owo tytułowe "ja" to nie centrum uniwersum, ale jego część, nieprzesłaniające świat ego, ale pokorne współistnienie, współcierpienie, współodpowiedzialność.
To nie jest "ja" osobne, to "ja" zawsze w kontekście świata. To "ja" w dialogu, "ja" w miłości, "ja" w przeszłości i teraźniejszości.
Monografia Mieczysława Porębskiego Nowosielski (Wydawnictwo Literackie) jest zapisem kilkudziesięcioletniej przyjaźni wybitnego krytyka i historyka sztuki z Jerzym Nowosielskim, malarzem, rysownikiem i scenografem, a także poniekąd teologiem prawosławnym. Zapis to serdeczny, składający się z kilkudziesięciu szkiców pisanych w okresie kilkudziesięciu lat, co podkreśla autor monografii, pisząc: "Z Nowosielskim, jego sztuką, przeżyłem lata, całe niemal nasze dojrzewające i dojrzałe życie". Monografię charakteryzuje dwuogniskowe spojrzenie na malarza: z jednej strony otrzymujemy teoretyczną analizę jego kolejnych etapów poszukiwań twórczych, z drugiej - barwną, anegdotyczną opowieść o wspólnie spędzonym życiu. Niewątpliwie monografia Nowosielski jest także książką o samym autorze i o jego artystycznym dojrzewaniu, którego fazy towarzyszyły kolejnym etapom percepcji twórczości artysty.
Niedaleko jest z Równego, miejsca urodzenia Ryszarda Przybylskiego, do Krzemieńca, magicznego miasteczka na Kresach, otoczonego kultem miejsca urodzin Juliusza Słowackiego, nazwanego przez współczesnych "Atenami Wschodu". Krzemieniec. Rzecz o rozsądku zwyciężonych (Sic!) to niewielkich rozmiarów esej poświęcony w całości historii powstania słynnego Liceum Krzemienieckiego, które było zjawiskiem wyjątkowym w historii Polski rozbiorowej. Siła i rozmach owego przedsięwzięcia, romantyczna wizyjność pomysłu połączona z niezwykle skrupulatnie opracowanym planem umiejscowienia szkoły, zdobycia odpowiednich funduszy, sprowadzenia wybitnych umysłów epoki jako nauczycieli wskazuje na głęboką troskę, jaką kierowali się twórcy szkoły, przede wszystkim Tadeusz Czacki, ale i Kołłataj, i książę Czartoryski. Żywa to opowieść, gdzie ekscytującą relację historyczną uzupełniają wydobyte z mroków archiwów anegdoty o ludziach zaangażowanych w idee założonego w 1805 roku Liceum Krzemienieckiego. I niewątpliwie plan opracowany 200 lat temu, jego idee i założenia i dziś mogłyby posłużyć za przykład, jak stworzyć dobrą, uczciwie kształcącą szkołę.
Trudny wybór stoi przed jurorami.
|