[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 8 października 2004


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Drżyj, Oriano Fallaci!

 

Bohatera pańskiej powieści ojciec wychowuje pejczem. To okrutne,
ale może czasem dziecko jest winne temu, że je karcą?

Krzysztof Masłoń w rozmówce z Wojciechem Kuczokiem, Rzeczpospolita, 4 X 2004 r.

Polska przeżywa kolejną eskalację wojny bogatych z biednymi oraz tępych z gładkimi. Wydaje się, że wszyscy walczą ze wszystkimi o wszystko. Musiałem spędzić 20 lat za Wielką Wodą, by zrozumieć ten fenomen. Polacy są najzwyczajniej najmądrzejszym narodem świata, a zwłaszcza narodem mądrzejszym od samego siebie. Na tym styku rodzi się odwieczny konflikt - i symbioza zarazem, to taka polska specjalność - wyższości z niższością, szlachetności z nikczemnością, Beger z Błochowiak, Leppera z Millerem, Rokity z Rywinem etc.

Ot, weźmy choćby najlepszą gazetę w Rzeczpospolitej - Rzeczpospolitą. W ostatnim Plusie Minusie zamieszczono wywiad, w którym polska Oriana Fallaci, wcielona w powłokę Krzysztofa Masłonia, łaskawie udziela pytań Ryszardowi Kapuścińskiemu na temat jego Podróży z Herodotem. Udzielający pytań postrzega dającego odpowiedzi w roli atrakcyjnego tła dla wykazania się swoją lokalną mądrością i globalną szerokością (horyzontów). Niektóre pytania są tak genialne, że reporter musi pokornie salwować się zdankiem: "To bardzo abstrakcyjne pytanie". W innych udzielający pytań ocenia twórczość pisarza, pozwalając mu dopowiedzieć tylko tyle, by nie wyszło, że pisarz wie więcej o sobie samym, Herodocie i jego świecie niż Masłoń. Polska Oriana Fallaci w męskim wydaniu dziennikarza Rzeczpospolitej wie po prostu lepiej. Są momenty, że udzielający pytań zgadza się z przepytywanym, wtedy szlachetnie to podkreśla. Oto Ryszard Kapuściński mówi Orianie polskiego wywiadu: "Dla mnie wywiad to jest interakcja, rozmowa - jak w tej chwili z panem - twarzą w twarz". Na co uzyskuje akceptujące poklepanie po plecach taką tyradą: "W tej kwestii zgadzam się z panem. Zbiera mi się na mdłości, gdy prosząc o rozmowę..." - i tu następuje pięć długich zdań, w których Fallaci-Masłoń (w skrócie F-M) obszernie wyjaśnia, dlaczego zbiera mu się na wymioty. Odpowiedź reportera nie dotyczy stanu żołądka dziennikarza, a jakby na przekór - stanu reportażu, i liczy także zdań pięć, ale krótszych.

Następna tyrada zaczyna się od zdania: "Jeszcze jeden paradoks". Tyrada liczy siedem linijek druku, odpowiedź reportera tylko sześć. Od razu widać, kto ma więcej do powiedzenia na temat Herodota i reportażu, literackiego zresztą. Inna tyrada udająca pytanie zaczyna się od zdania: "Pieniądze - ważna sprawa". Czyżby w walce o wierszówkę czaiła się ukryta siła stylu F-M? W głupich zachodnich mediach dziennikarze nie mają nic do powiedzenia, zadają więc pytania krótkie a treściwe, jedno- lub dwuzdaniowe. Na przykład: "Pisze pan felietony dla Przeglądu Polskiego. Czy czuje się pan wybrańcem losu?" (Oczywiście!). W tryskających mądrością mediach krajowych krótkie pytania traktowane są jak porażki. Ludzi mówiących mało i w dodatku cicho, by nie powiedzieć nieskromnie - skromnych i cichych - traktuje się w Polsce jak świrów. Wokół wszyscy krzyczą jedni przez drugich, a taki milczy wyniośle. Inteligent... (tu następuje kilka soczystych określeń).

Z powyżej opisanej formuły wywiadu wyłamuje się Forum, ale tygodnik zamieszcza na szczęście same przedruki (dlatego znika z kiosków). Na przykład w Die Weltwoche ukazał się wywiad z aktorem grającym Hitlera. Dziennikarz pyta po prostu: "Nie miał pan żadnych wyrzutów sumienia?" - zamiast wygłosić druzgocący własną wiedzą wykład na temat Hitlera-potwora. Rzecz w Polsce niepojęta: pozwala pytanemu mówić! Przerywa mu tylko po to, by posuwać rozmowę aż do wyczerpania tematu pytankiem-puentą: "Hitler miałby być więc postacią tragiczną?". W wywiadzie mowa o niemieckim filmie Upadek.

Zachód przeżywa, jak widać, upadek wywiadu prasowego, za to w Polsce ci on kwitnie. Dzięki innowacji: zadawanie w wywiadach pytań dobre jest na Zachodzie. W polskich mediach ta zasada nie obowiązuje, bo Polska jak zawsze idzie swoją trzecią drogą do prawdy. Na 28 "pytań" F-M tylko w ośmiu zaplątał się pytajnik. Czym zatem jest pozostałych 20 - że głupio spytam? Popisami oczytania pytającego? Smrodkami dydaktycznymi, serwowanymi już to reporterowi, już to czytelnikom? I jedno, i drugie. Po co więc Oriana-Krzysztof nam to serwuje, skoro wszystko wie i rozumie? Głupie pytanie, nieprawdaż? Na to pytanie odpowiada przekornie jedno z nielicznych w tym wywiadzie jednozdaniowych pytań, zakończonych pytajnikiem: "Czy zdarzyło się panu przyłapać Herodota na kłamstwie?".

Pytania F-M nie kończą się znakami zapytania także dlatego, że pytanie to ograniczenie. Zamiast popisywać się własną wiedzą, udzielający pytań musiałby zamknąć zdanie pytajnikiem i zamknąć dziób, dopuszczając do głosu pytanego, co nie mieści się w polskiej głowie, a raczej gębie. Polskie gadające głowy muszą udowadniać polskiemu zaścianko-salonowi (tu wszystko się pomieszało i występuje razem), że zawsze mają więcej od wszystkich do powiedzenia. Dlatego traktują interlokutorów jak dzieci wywołane do tablicy, a czytelnikom wyznaczają z góry określoną pozycję głupich Jasiów czekających na wielkopańskie uświadomienie. Nic, tylko się dać uświadamiać i cieszyć, że bazująca w Nowym Jorku Oriana Fallaci ma swój męski odpowiednik w Warszawie. Nie mogę się doczekać, aż nasz wywiadowca ją przepyta. Drżyj, Oriano!

Polska recepta na rozmowę z reporterem opisującym nieznany nam świat wydaje się być jedna: nie pozwolić mu się rozwinąć w odpowiedziach. Pytania, i owszem, można rozbudowywać w nieskończoność, aż do całkowitego zakrycia i wyparcia wypowiedzi włącznie. Taki wywiad, czy raczej antywywiad, nosi cechy typowego małżeństwa po przejściach.

Ryszardowi Kapuścińskiemu udaje się w pewnym miejscu zauważyć skromnie, że "rzeczywistość jest dużo bardziej fascynująca niż najlepsze fabularyzowanie", na co zostaje pouczony profesorskim tonem: "Nie musi mnie pan przekonywać, ale będę się upierał, że istnieje granica ludzkiej wytrzymałości, obawa przed niebezpieczeństwem, strach przed śmiercią. Z tym sobie reporter, od czasów Herodota, musi radzić". Pracujący za biurkiem F-M wie lepiej od Ryszarda Kapuścińskiego, z czym musi sobie radzić reporter, co to jest strach przed śmiercią, i nie musi pary F-M reporter R.K. przekonywać.

Mnie nie musi przekonywać F-M, ale będę się upierał, że istnieje granica ludzkiej wytrzymałości, obawa przed niebezpieczeństwem takich wywiadów, strach przed śmiercią. Z nudów. Z tym sobie reporter, od czasów Herodota, musi radzić. Szkoda tylko, że padło na Ryszarda Kapuścińskiego. Rzecz w tym, że Rzeczpospolitej nie stać na wywiad z wybitnym pisarzem, przeprowadzony przez prawdziwą, a nie podrabianą Orianę Fallaci. Taki wywiad byłby na pewno fascynującą rozmową, a nie typowo polską wojną niższości z wyższością, braku profesjonalizmu ze światową klasą. Wynik jest z góry przesądzony.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail