[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 26 listopada 2004


CZESŁAW KARKOWSKI

Poeci dwóch pokoleń


Mój Miłosz Marka Skwarnickiego, pisarza, poety, publicysty, tłumacza i działacza katolickiego, pięknie wydana książka z mnóstwem fotografii przedstawiających autora i zmarłego poetę, jest jednym z pierwszych przejawów rosnącej w woluminy literatury poświęconej pamięci i twórczości noblisty. Niemal równocześnie ukazały się Moje spotkania z Miłoszem Ryszarda Matuszewskiego. W obu przypadkach nacisk położony na zaimek "mój" podkreśla subiektywny, niepełny obraz; Miłosz jest przedstawiony tak, jak się jawił autorom wspomnień.

Kontakty Skwarnickiego z Czesławem Miłoszem były początkowo bardzo sporadyczne. Raz na parę lat, kiedy udawało mu się wyjechać na Zachód, pisał listy do poety, zakazanego w kraju i obłożonego przez władze PRL anatemą. A pierwszy list od Miłosza, właściwie kartkę z życzeniami świątecznymi, dostał z Paryża w 1957 r., niejako w nieoczekiwanym podziękowaniu za wcześniej opublikowany w Tygodniku Powszechnym wiersz List z Warszawy, wyrażający pochwałę twórczości i postawy Miłosza.

Z tej przez dziesięciolecia ubogiej korespondencji Skwarnicki wykrzesał bardzo interesującą opowieść o przyjaźni dwóch poetów różnych pokoleń. Listy Miłosza, który był tytanem pracy, są długie, pełne interesujących spostrzeżeń rzucających światło na sposób myślenia i wartościowania przyszłego noblisty; licznych refleksji filozoficznych, politycznych, religijnych. Poeta prowadził obfitą korespondencję z wieloma ludźmi, a przecież był to jakby wiór, produkt uboczny jego pracowitych dni spędzanych na wykładach i spełnianiu obowiązków zawodowych na uczelni, poświęconych własnej twórczości, a także przekładom. Te listy objawiają specyficzny rys poety - jego szacunek dla ludzi. Zaskakuje powaga, z jaką podchodził do korespondencji, do każdego listu, traktowanie odbiorcy jako partnera w dyskusji, jako towarzysza intelektualnych dociekań, jako przyjaznego interlokutora.

Inna rzecz, że Miłosz czuł się bardzo samotny, skwapliwie więc korzystał z możliwości podtrzymywania wszelkich wartych tego kontaktów. Skarżył się na tę samotność także w listach do Skwarnickiego. Przez dziesięciolecia emigracji (we Francji, a później w USA) odcięty był od kontaktów z rodakami, których poziom intelektualny, wrażliwość i system wartości mógłby zaaprobować. "... moje książki - pisze w liście z lipca 1974 r. - spotykają się ze zwykłym na emigracji milczeniem, co ma przyczyny w głupocie emigracji, to raz, ale dwa, że ´piszącyª na emigracji są prawie wszyscy zależni od Free Europe i od tamtejszych polskich ´władzª, które nie mogą wybaczyć, że ich oferty odrzuciłem" (s. 142).

Ten mylny w istocie sposób postrzegania rzeczywistości wynikał ze swoistej reakcją obronnej poety, który z góry spodziewając się ataków na niego, krytyki lub pouczeń, wyprzedzał je agresją, nieufnością, odrzuceniem. Stworzył w ten sposób dystans między sobą a rodakami na emigracji - mur, który właściwie nie został zburzony do końca jego pobytu w USA.

Skwarnicki lepiej, trafniej postrzega emigrację, los ludzi zmuszony przez okoliczności dziejowe do pozostania za granicą. Jego ojciec, oficer wojska polskiego, nie wrócił do kraju po wojnie (gdzie mógł oczekiwać tylko prześladowań), wyjechał z Anglii do Chicago i tam w końcu osiadł. Autor wspomnień był zaledwie gościem u swego ojca, którego odwiedził na krótko, toteż nie przeżywał emigracji ambicjonalnie i intelektualnie, jak Miłosz, ale emocjonalnie, gdyż dotknęła go (całą jego rodzinę) bardzo głęboko i osobiście.

Motyw emigracyjny jest tylko jednym z wielu wątków w tej korespondencji. Skwarnicki przytacza całe teksty listów bądź niekiedy tylko ich fragmenty wplata w opowieść o swoich doświadczeniach i perypetiach życiowych, tutaj ograniczonych siłą rzeczy do wyjazdów zagranicznych, które na krótko ożywiały wzajemne kontakty. Po nich zapadała wieloletnia nawet przerwa. Ale cisza ta nie oznaczała zerwania więzi; autor wspomnień żyje wierszami Miłosza, przytacza je w tekście swej opowieści, a także włącza swoje utwory, które w jakiś sposób wiążą się z Miłoszem czy jego twórczością.

Skwarnicki jest Miłoszem szczerze zafascynowany. Wynika to nie tylko z jego deklaracji składanych co pewien czas na łamach tych wspomnień, ale i ze sposobu, w jaki kształtuje postać poety - podług swoich własnych życzeń i wyobrażeń. On sam, działacz katolicki, członek Papieskiej Rady ds. Laikatu, widzi Miłosza jako swego bliskiego duchowego towarzysza, jako poetę chrześcijańskiego. Jest to na pewno zasadniczo ujęcie właściwe, choć stosunek Miłosza do religii był szalenie skomplikowany, pozbawiony prostoty wiary bezwarunkowej. W jednym z interesujących listów z 1995 r. pisze: "...dusza polska niezmiennie obraca się ku prawicy, jakby miała wbudowaną igłę magnetyczną, wskazującą ten kierunek. (...) Doświadczenia tego stulecia - a przede wszystkim myślę o okresie międzywojennym - wystarczą, żeby przekonać, że kultura polska jałowieje, jeśli zwycięża w niej prawicowe myślenie. Kto więc sądzi, że krocząc na prawo służy Narodowi przez wielkie N, ten wybiera drogę prowadzącą do jego paraliżu. (...) Cokolwiek działo się w polskiej kulturze, nie działo się na prawicy. Czyż trzeba przypominać, że przedwojenny sojusz Kościoła z endecją odsuwał od niego ludzi twórczych i poszukujących, że wytworzył przedział: z jednej strony świat literatury i sztuki, czyli tzw. intelektualiści itp. - z drugiej kruchta i nacjonalistyczne hece" (s.170).

Prawda, Miłosz krytycznie wyraża się o Kościele, ale w katolicyzmie wiara funduje się na bezwarunkowym autorytecie instytucji, a Miłoszowi nieobce były przecież ciągoty, by tak rzec, "heretyckie".

Nie jest to zarzut pod adresem książki Skwarnickiego. Tak widział Miłosza, te tematy najchętniej podejmował w rozmowach z nim, na chrześcijańskie aspekty jego myśli i twórczości zwracał szczególną uwagę, a poeta ze swej strony reagował na chrześcijańską postawę autora. Ale Miłosz jest postacią zbyt wielką, zbyt skomplikowaną, jego spuścizna literacka - przebogata i wielowątkowa, toteż nie da się zamknąć wszystkiego w jednoznacznych formułach. Mój Miłosz to tylko jeden aspekt, swoisty przyczynek, ale i dokument ważny z punktu widzenia naszej wiedzy o zmarłym nobliście, który dominował nad polskim (i amerykańskim) życiem literackim przez przynajmniej pół wieku. Wiedza ta dopiero wymaga uporządkowania, usystematyzowania i zbadania, nim powstanie coś w rodzaju syntezy obejmującej poglądy Czesława Miłosza w różnych kwestiach.

---------------------

Marek Skwarnicki, Mój Miłosz, Biały Kruk, Kraków 2004, s. 195 plus indeks osób, cena 20 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika tel. 212- 594-4512, e-mail: ksiazki@dziennik.com).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail