[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 24 grudnia 2004


MAREK KLECEL

Mistrz
Jan Twardowski


Tajemnicą poezji księdza Jana Twardowskiego jest jej zwodnicza prostota. Na pozór wszystko w niej proste i oczywiste: zachwyt nad urodą świata, mimo kłopotów i rozmaitych klęsk pogoda życia, waga dobrych uczuć, zadowolenie z księżowskiej posługi. To wszystko czasem wydaje się zbyt proste. Pięknie, zdarzy się nam pomyśleć, że ktoś tak czuje i tak prosto swe uczucia wyraża, tak potrafi przekonywać, ale przecież świat nie jest taki wspaniały, nie pójdzie za tym wskazaniem. Czasem można to uznać za księżowską naiwność, która wszystko ubiera w dziecięco proste, niewinne kształty.

W istocie ta prostota nie jest początkiem, a końcem, rezultatem długiej drogi życiowej przez trudności i komplikacje ludzkiego życia, jest prostotą prawdy osiągniętej w mądrości wiary. Bo poezja ks. Twardowskiego jest przede wszystkim świadectwem jego wiary, jest jej wyrazem i objawieniem. Poeta odkrywa wielkość i piękno Stworzenia, ale i ryzyko klęski, upadku człowieka, Krzyż, który jest drogą do innego świata. Widzi wszystko w świetle wiary. Wtedy wszystko zestraja się i staje zrozumiałe, do pojęcia i przyjęcia. Odnajdujemy swe miejsce w świetle obecności Bożej, gdy pozwolimy, by wiara przeniknęła wszystko razem z nami i oświetliła świat tak, że na nowo się w nim zobaczymy. To w świetle takiej wiary ks. Twardowski dostrzega z miłością i pokorą całe Stworzenie, gdyż widzi, że wychodzi ono, wypływa z Boga. Stworzenie wielkie i małe: piesek przydrożny i biedronka, gwoździe w Krzyżu Chrystusa i siebie samego przez siebie pomijanego, niby zapomnianego w orszaku Bożym. Poeta ugina się pod nadmiarem Stworzenia, jego nieskończonością i tajemnicą, dlatego jego słowo musi być proste, jak najprostsze, małe, służebne.

Trudno więc mówić o poezji ks. Twardowskiego inaczej, jak tylko wyliczając jej charakterystyczne cechy: prócz prostoty, poczucie humoru, ironię, paradoksalność myśli i obrazów, która lepiej zbliża do prawd wiary niż powielana wciąż kaznodziejska retoryka lub sentymentalna często apologetyka. Ks. Twardowski wypracował sobie przez lata rzecz najtrudniejszą, wiarygodny sposób wyrażania swej wiary. Trudno więc mówić o jego poezji nie narażając się na śmieszność i pretensjonalność. Sam ksiądz przestrzega żartobliwie przed taką przemądrzałością w swym Niecodzienniku:

"Jestem bardzo wdzięczny tym, którzy pisali recenzje i artykuły o moich wierszach. Stale się od nich uczę. Zdarzało się jednak, że omawiając moje wiersza, pisano o dialektyce, antynomiach, Pascalu, Heraklicie, Heglu, koegzystujących realiach. Przeraziłem się. Otworzyłem tom moich wierszy i natrafiłem na takie teksty: ´polna myszka siedzi sobie, konfesjonał ząbkiem skrobieª, ´kto bibułę buchnie, temu łapa spuchnieª, ´siostra Konsolata, bo kąsa i lataª, ´rysowałem diabła bez rogów, bo samiczkaª - i uspokoiłem się".

Nie sposób jednak powstrzymać się tu od pewnej uwagi. Ksiądz nie powinien mieć większych złudzeń. Może być jeszcze gorzej. Recenzenci, krytycy, a z czasem i uczeni badacze nie przepuszczą skromnym w mniemaniu autora wierszom pisanym na chwałę Bożą. Wyliczą mu wszystkie pliszki i biedronki, zające i jeże, każdy listek i deszczyk, wszelkie najdrobniejsze stworzenie pomijane skrzętnie przez panującą poezję. Jedni badacze stworzą bestiarium i herbarium ks. Twardowskiego, inni teologię bożej krówki - miejmy nadzieję, że nie będzie podobna do tej podyktowanej przez cenzora PRL, który w zdaniu "boża krówka wpadła przez okno" kazał skreślić słowo "boża".

Trudno będzie tego wszystkiego uniknąć przede wszystkim dlatego, że ks. Jan Twardowski jest jednym z najwybitniejszych, jeśli nie najwybitniejszym polskim poetą religijnym ostatnich czasów. Niejeden jeszcze uczony uzyska doktorat i habilitację dzięki pracom o jego twórczości.

Dlaczego jest wielki? Zapewne i przez swą "małość", skromność, pokorę. Nie stara się nawet być poetą, nie wspina się na koturny słów, nie ima się retoryki tak kuszącej dla księdza, kaznodziejstwa złotoustego i wielomównego. Pytany, jak pisze, powołuje się na łaskę Bożą i to, co mu przyjdzie do głowy. Przyjmuje postawę Bożego prostaczka lub naiwnego dziecka. A przecież swym prostym słowem dotyka rzeczy wielkich, największych. Poezja mająca wyrazić to, co niewypowiedzialne i niedające się ogarnąć myślą, słowem, językiem, musi przecież należeć do rzeczy wielkich, najtrudniejszych do wypowiedzenia, wręcz niemożliwych. Więc doświadczenie tej poezji i samego poety to doświadczenie wiary pokornie poddanej wielkości i tajemnicy świata i Boga. W świetle tej wiary poeta może dopiero wypowiedzieć się o Bogu i odkrywać stale, w każdej chwili i na każdym kroku wielkość jego Stworzenia.

Prostota, do jakiej doszedł ks. Twardowski, polega na wyborze najprostszych środków poetyckich bliskich prozie i aforyzmowi, wypowiedzi skrótowych, lakonicznych i powściągliwych, które wypracowała nowoczesna poezja. By jednak powiedzieć coś o rzeczywistości nadprzyrodzonej, zauważyć jej ślady, które bez wiary łatwo umykają, trzeba się nieraz uciec do środków, które mogą się wydać zaskakujące. Bo i świat nie jest oczywisty; w tym, co nam dane, prawdziwy sens jest ukryty. Obok tego, co spodziewane, "normalne", jest przypadek lub cud, to, co niezwykłe. "W tym, co nieważne - mówi ksiądz - jest coś ważnego, w tym, co niepotrzebne - jest coś potrzebnego, w tym, co nieświęte - jest coś świętego". Wszędzie są ślady innego porządku. Obok zła - dobro, obok cierpienia - poświęcenie i miłość, obok upadku i grzechu - nadzieja ocalenia. "Zło jest romantyczne, a dobro zwyczajne/ dobro wciąż na ostatku, bo zło jest ciekawe". "Świat można zaakceptować, jeśli się dostrzeże wartość czy nawet więcej - urok dramatu, jaki jest składnikiem życia".

Prawda o świecie i naszym w nim udziale nie jest więc dana wprost i tak oczywista, jak by się chciało. Człowiekowi ujawnia się w czymś, co wydaje się pozorną sprzecznością. W wywiadzie z 1994 roku ks. Twardowski mówił: "Myślę, że o Bogu można mówić tylko językiem paradoksów. Bo i wiara jest paradoksalna: Trójca Święta, Bóg stał się człowiekiem, Eucharystia, widzenie po śmierci Boga twarzą w twarz - to są wielkie paradoksy. Bóg mówi językiem nielogicznym według naszej logiki, więc jak można mówić o nim innym językiem?". A gdzie indziej: "Lubię piętrzyć paradoksy: miłości, wiary, śmierci - dotyczące wymiarów egzystencji. Uważam, że ich rozwiązanie leży tylko w naturze Boga".

Dla człowieka Bóg jest samym paradoksem. Jak w wierszu Wszystko ważne:

Wszechświat Go nie ogarnie
a zmieścił się w żłobie
Wszechmogący a nie wszystko może
skoro cierpliwie sam prosi o miłość
bliski a taki jakby Go nie było
poważny bo tak mądry że cieszyć się umie /.../
wszystko ważne pośród rzeczy wiecznych
uśmiech Boga to łaska co rozumie śmiesznych
w świecie w którym świat się świata boi
ukryj mnie w spokoju paradoksów Twoich

Podobnie charakterystyczne motywy i zestawienia znajdziemy w wielu innych utworach ks. Twardowskiego. W wierszu Pokorny poeta nie oszczędził sobie pewnego ironicznego akcentu, który ukazuje zderzenie perspektywy boskiej i ludzkiej w widzeniu rzeczy świata tego:

Bóg wszechmogący a taki pokorny
wszędzie jest a nigdzie nie widać
trzyma się krzyża rękami obiema
czysty bo wszystko mając nic dla siebie nie ma
słucha cierpliwie że już się nie przyda
tylko Wszechmogący może być tak mały
jeszcze mówią Mu na złość
że ma Syna Żyda

W tej nowoczesnej prostocie właściwej dla poezji współczesnej, oszczędnej w środkach stylistycznych, powściągliwej w emocjach i skupionej na przedmiocie wiersza, ks. Twardowski odwołuje się też do tradycji pozornie odległej, do epoki baroku, która już dawno odkryła prawdę paradoksu w rozumieniu świata. "Kiedy szukam inspiracji do pisania wierszy - mówił w wywiadzie z 1991 roku - sięgam do baroku. Myślę, że w okresie baroku powstawała polska poezja religijna intelektualna. W epoce konfliktów, przeciwieństw, upadku kultury antycznej, w okresie sporów religijnych, kiedy nie uznawano obiektywnego piękna w naturze, dostrzeżono brzydotę estetyczną jako sferę doznań interesującą plastyków. Lubię czytać Sępa-Szarzyńskiego, Grabowieckiego, Morsztyna, a przede wszystkim księdza Józefa Bakę, niegdyś ośmieszonego, dzisiaj cenionego. Myślę, że jego szkielety, o których pisał, nie tylko straszyły, ale i bawiły. (...) moje wyliczanki też są trochę barokowe".

Przykład księdza Baki ("Śmierć babula,/ Jak cybula/ łzy wyciska,/ Gdy przyciska") objaśnia po części rodzaj humoru i typ ironii właściwy dla ks. Twardowskiego, który swemu osiemnastowiecznemu poprzednikowi poświęcił zabawny wierszyk:

Stuk puk do nieba.
- Kto to?
- To ja.
Noc.
Święci już śpią na błękitnej trawce.
Za humor i trumienkę mam chrapkę
pocałować księdza Bakę w łapkę.

Zarazem ks. Twardowski przekracza poetykę barokowego paradoksu jako zbyt już literacką i konceptualną. Odnajduje zawsze ukojenie w wierze i spokojnym oddaniu się Bogu, w którym znajduje się odpowiedź na wszystkie ludzkie pytania, lęki, cierpienie:

Bo Pan Bóg jest tak jasny
że nic nie tłumaczy
bo wiedzieć wszystko to nic nie wyjaśniać

Człowiek rozdarty, "rozdwojony w sobie", jak ten z barokowego Sępa-Szarzyńskiego, znajdzie odpowiedź i zarazem wezwanie:

Miłość zerwaną znieś jak gorączkę
z chusteczką do nosa w łzach
święte cierpienie pocałuj w rączkę
Bogu się mówi - tak

Wiara, która jest objawieniem miłości, również nie jest dla człowieka oczywista, raz na zawsze dana: "Wiara jest walką o wiarę, tak jak miłość walczy o miłość". Wiara i miłość narażone są na upadek, utratę:

jest krzyż wiary
jest i krzyż niewiary
wie o tym
Jezus
proszący o ciszę
zrozumie obejmie
rękami obiema
już wierzysz - kiedy cierpisz że Go nie ma

Ten sam paradoks wiary i niewiary, tyle że humorystycznie przez księdza odwrócony, wygląda następująco:

Straciłem wiarę
w ostatnią lekcję i dzwonek
nie wierzę w ogóle w koniec
nie wierzę, że Matki Boskiej nie zobaczę
nie wierzę, że komunista nie płacze
nie wierzę już w bociana
nie wierzę, że głód jest mniej potrzebny od chleba
nie wierzę, że krowa zarżnięta nie idzie do nieba
żeby naprawdę uwierzyć
w ile trzeba nie wierzyć

W poezji ks. Twardowskiego ujawniają się różne strony rzeczy, wielkie i małe, poważne i humorystyczne, odwieczne i znikome w zależności od perspektywy, w jakiej je zobaczymy - własnej i ograniczonej lub większej, nadludzkiej, nadprzyrodzonej. Życie przeobraża się w wierze i obecności Bożej, odnajduje się miejsce dla wszystkich spraw, szczęście rzeczy niepozornych i większych, bo "spadają z obłoków małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia". I śmierć nie jest tą śmiercią, za którą ją mamy. "Śmierć to ciekawostka, że trzeba iść dalej" - powiada niefrasobliwie poeta, jakby ulegał pokusie żartu nawet wobec jej groźnego oblicza. W wierszu Usłyszane zapisane mamy taki żart zza grobu, tyle że z tej, a nie z tamtej tegoż grobu strony:

Drzwi zadrżały - kto to?
- śmierć
weszła drobna malutka z kosą jak zapałka
zdziwienie. Oczy w słup
a ona
- przyszłam po kanarka

O poczuciu humoru ks. Twardowskiego można by długo mówić, przytaczając przykłady. Aleksandra Iwanowska, wydawca wielu wyborów jego poezji, m.in. zbioru aforyzmów Dłużej niż na zawsze, wierszy o przyrodzie Nie tylko o jeżach, Z pliszką siwą, zanotowała anegdotę, która wiąże się z najbardziej znanym wierszem księdza, poświęconym pamięci Anny Kamieńskiej, a zaczynającym się wersem Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą:

"Do księdza Twardowskiego przyszła młoda dziewczyna i powiedziała:

- Proszę o ślub. Jak najszybciej!
Ksiądz spojrzał na nią podejrzliwie i zapytał:
- Skąd ten pośpiech?
- Słyszał ksiądz to powiedzenie: {Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą}? Spieszę się, żeby mi nie uciekł!".

Spieszmy się więc kochać także księdza Jana Twardowskiego.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail