ANDRZEJ KORASZEWSKI
To był
taki piękny rok
Zaczął się, kiedy afera Rywina była jeszcze w zenicie i lud podejrzewał, że to J.M. Rokita posłał Rywina do Michnika, żeby uzyskać stosowne oświetlenie reflektorów i uwagę kamer. Pełnej jasności w tej sprawie nie ma, chociaż taką koncepcję wydaje się potwierdzać wysłanie Kulczyka do Ałganowa przez Giertycha. Siemiątkowski nie ujawnił, ile razy Giertych był na Jasnej Górze i z kim tam właściwie rozmawiał. Zresztą służbom specjalnym nie jest łatwo podchodzić pod mury Częstochowy, bo jak tylko jakiś agent się tam pojawia, słychać okrzyk: "Kordecki na wały!", a z Kordeckim to nawet Barcikowski nie chce zadzierać.
Tak czy inaczej, pojawiły się głosy, że sejmowa komisja do badania najbardziej obecnie fotogenicznej afery będzie już teraz permanentna i że będzie to taka nasza Komisja Badania Nagiej Narodowej Półprawdy.
Teraz, w grudniu, kiedy oglądamy się wstecz, to już wiemy, że przystąpienie Polski do Unii Europejskiej nie miało większego znaczenia. Uczciwie mówiąc, sam ksiądz Jankowski pochłonął więcej drukowanego papieru niż ta cała Unia Europejska. Nie ma się zresztą czemu dziwić, każdy chciał wiedzieć, co się właściwie u Świętej Brygidy działo, a z tą Unią to niczego się nie daje zrozumieć. Owszem, pisali, że rolnicy mają coś dostać, i w związku z tym pisarka Krystyna Kofta bardzo głośno protestowała. W dodatku nie ona jedna była oburzona. Intelektualiści też dawali do zrozumienia, że im się to nie podoba, ale nikt nie miał czasu na urządzanie blokad, bo nagle zafascynowała ich transparentność. Przypominało to kompleks lokalnego Edypa, takie marzenie senne o przejrzystości przeciwnika, przy ustawicznych wyznaniach miłości do matki-demokracji. Nie, żeby ten przeciwnik miał być niewidzialny, przeciwnie, żeby wszędzie było jak w Starachowicach, jak z Jagiełłą, Długoszem, Sobotką i zbójnikami. Oczywiście samemu trzeba być opakowanym (jakżeż ten język angielski zakorzenił się w polszczyźnie).
Niektórzy mają poczucie déją vu. W Sojuszu Lewicy Demokratycznej katastrofa jak trzy lata temu w Akcji Wyborczej Solidarność. Trzęsienie ziemi jest nawet jeszcze większe i już dziś wiadomo, że w nowym roku lewica będzie musiała wstąpić w ślady prawicy i zmylić pogonie (jak powiada mój znajomy, to wszystko są Gruszki na Sejmie i ich asystenci).
Tyle rzeczy się w tym roku nadziało, że będąca przy nadziei prawica (zreformowana AWS) rzuciła hasło naprawy Rzeczpospolitej. Lewica nie ma w tej sprawie zdecydowanego zdania, ale Unia Wolności przekonuje nas, żeby nie naprawiać. Ich obawy mogą być niestety uzasadnione i poparte są naukowo. Były nawet badania socjologicznie i zadano respondentom pytanie, "czy chcieliby naprawiać Rzeczpospolitą metodami, które mogłyby zagrażać demokracji"? Wbrew wszelkim przewidywaniom okazało się, że większość respondentów (59%) takimi metodami to nie chce. (Czytelnik mógłby mnie posądzić o brak życzliwości wobec socjologów, ale ja naprawdę cytuję, co można sprawdzić np. w Gazecie Wyborczej z dnia 8 grudnia AD MMIV).
Wcześniej kilka razy próbowano postawić premiera i innych przed Trybunałem Stanu. Trybunał Stanu to tylko namiastka plutonu egzekucyjnego czy stosu, ale w naszych czasach pewnie niczego więcej się nie uzyska, tak więc młodziutki poseł Ziobro już wyraził nadzieję, że się wreszcie doczeka.
Poseł Kaczyński zaproponował w mijającym roku przywrócenie kary śmierci, ale najwyraźniej pod wpływem lektur o praktykach w łódzkim pogotowiu opowiedział się za wykonywaniem tej kary za pomocą zastrzyków. (U nas Manneken-PiS ma dwa oblicza, więc jest to taki połowiczny Światowid).
Pamięć narodowa (a raczej Instytut Pamięci Narodowej) doskwierała nam przez cały rok i spieraliśmy się dzielnie, czy dokumenty komunistycznej bezpieki są bardziej wiarygodne od innych krajowych pism urzędowych. Jedni twierdzą, że profesjonalizm polskich urzędów jest na wyrównanym poziomie, inni znów na dokumenty komunistycznej bezpieki patrzą podejrzliwie, a wreszcie trzecia kategoria gotowa jest ufać, że w tej instytucji był jednak jakiś profesjonalizm. Tu i ówdzie pojawiają się opinie, że ta interpretacja też jest oportunistyczna i wybiera się daną opcję w zależności od tego kto, komu i dlaczego. (Zauważa się tu jednak osobliwą korelację, im silniejszy antykomunizm, tym większe zaufanie do dokumentów bezpieki. Jest to w naszym życiu publicznym jeden z nielicznych przykładów szacunku dla przeciwnika).
Prawdę mówiąc, moja opinia o braku zainteresowania Unią Europejską była trochę krzywdząca, bo na przykład dochody, wysokość delegacji służbowych i inne materialne przywileje posłów do Parlamentu Europejskiego wzbudzały niesłychane emocje, chociaż nie czytałem ani jednego artykułu, którego autor poszukiwałby odpowiedzi na pytanie, kto i jakie instrukcje przygotowuje naszym posłom, jak one brzmią i co to znaczy, że ci ludzie nas reprezentują.
Oczywiście nie bardzo wiadomo, czego ja się czepiam, bo co to właściwie znaczy, że jesteśmy reprezentowani? Niby przez kogo? Są wybory, a nie ma reprezentacji, i o to właśnie przecież chodziło. O ile mamy wątpliwości, czy politycy nas reprezentują, to nie powinniśmy mieć wątpliwości, że reprezentują nas środki masowego przekazu. Nie tylko nas reprezentują, dzięki nim wiemy, co mamy myśleć (a nie jest to w końcu mało).
Tak więc, na początku roku 2004 z Polityki (i nie tylko) dowiedzieliśmy się, że powinniśmy się cieszyć z tego, iż firma Bumar straciła kontrakt na dostawę broni dla Iraku, a na końcu roku, że teraz możemy się już cieszyć, bo jednak będzie tę broń dostarczać. Oczywiście interesowaliśmy się nie tylko ekonomią. Już w styczniu wstrząsała nami Pasja Mela Gibsona i dzieciny masowo wyciągane były z lekcji fizyki i chemii, żeby mogły tę Pasję zobaczyć na własne oczy. Niektórzy wyrażali ciche obawy, że niektóre sceny albo nawet większość scen z tego filmu może być dla dziatwy nazbyt okrutna, ale szybko zostali uciszeni (przez osoby, które w innych dniach były zwolennikami surowej cenzury tak programów telewizyjnych, jak i filmowych).
Nasze poczucie międzynarodowego braterstwa przez sztukę doszło ponownie do głosu, kiedy w kilka miesięcy później mogliśmy cieszyć nasze oczy filmem Michaela Moore'a Fahrenheit 9/11. Trzeba przyznać, że w tym przypadku nawet media nie wiedziały, co myśleć, i sprawiały wrażenie, jakby dopuszczały możliwość, że ich czytelnicy będą myśleć samodzielnie.
W lipcu dowiedzieliśmy się, że polskie najlepsze uniwersytety to światowa czwarta liga, a nieco później, że jeśli idzie o korupcję i nepotyzm na wyższych uczelniach (czyli na przykład bezprawne załatwianie miejsc na uczelniach dla dzieci naszych znajomych), to być może należymy do światowej czołówki. W świecie polskiej nauki twierdzi się, że Wydział Prawa Uniwersytetu Gdańskiego padł ofiarą zainteresowania prasy i przypadkiem właśnie tam ujawniono to, co dzieje się wszędzie. No cóż, korupcja była daniem dnia na naszych telewizyjnych ekranach przez wszystkie dni mijającego roku i widz stopniowo tracił zdolność dziwienia się czemukolwiek. Chociaż trzeba przyznać, że wejście komornika do kurii gdańskiej i zajęcie mebli oraz obrazów arcybiskupa wywołało duże zdumienie. Nie jest pewne, czy to zdumienie wywołała sama afera związana z firmą Stella Maris, czy niezwykły heroizm komornika. Związane z kurią wydawnictwo oskarżone jest o pranie brudnych pieniędzy i proces tej firmy może okazać się równie fascynujący jak... jak wszystko inne w Polsce.
Oczywiście nie tylko przystąpienie do Unii Europejskiej było z konieczności wydarzeniem trzeciorzędnym w minionym roku, mało uwagi poświęciliśmy również zmianie rządu i objęciu stanowiska premiera przez Marka Belkę. W gimnazjum uczniowie przez wiele tygodni nie byli pewni, jak nazywa się polski premier, ale trudno się było temu dziwić, bo młodzież zdawała się podzielać niepewność dziennikarzy telewizyjnych.
Nie mogę wykluczyć, że Polska ma najbardziej kompetentnego premiera od czasów Księstwa Warszawskiego, obawiam się jednak, że i tym razem oficerowie musztry szykują nam jakieś powstanie. Trudno im się dziwić, z taką tradycją trudno oczekiwać od nich, żeby zajmowali się uczeniem podchorążych jazdy konnej i musztry właśnie.
Krótko mówiąc, to był taki piękny rok, następny zapowiada się jeszcze piękniej. Z malowniczego Dobrzynia nad Wisłą życzę wszystkim Do Siego Roku.
|