GRAŻYNA DRABIK
Nowojorska kronika
(teatr)
Są książki, które pamięta się przede wszystkim jako własne
przeżycie. Uciekło w niebyt zapomnienia imię głównego bohatera.
Zanikł wątek i przesłanie, czasem nawet nazwisko autora. Pozostał smak
wzruszeń. Fascynacja. Poczucie odkrywania nowego terytorium możliwych
doznań.
Dla mnie jednym z takich momentów było spotkanie w młodości z japońskim
pisarzem Yukio Mishimą. Realia jego powieści były mi zupełnie obce.
Obce i trudne do zapamiętania były imiona osób i nazwy miejsc. Obce zakręty
fabuły i szczegóły wątków. Ale mocno pulsowały w jego powieściach
całkiem zrozumiałe dramaty uczuć. Odzew wywoływał ciemny rytm zakazanego
pożądania, obsesji i wielkich pasji. Zdumiewająco rozpoznawalny był
surowy kod honoru, niebezpieczeństwo łamania tego kodu, jak i niebezpieczeństwo
podporządkowania się jego wymogom.
Nie wiem, czy był to dobry, czy zły zachwyt, pozytywna otwartość na
"inność" czy młodzieńcza przekora w zachłyśnięciu się czymś
odmiennym. Może Mishima apelował do ponadkulturowej warstwy czystych emocji.
Może, przeciwnie, łatwość, z jaką odpowiadałam na jego wezwanie,
wywodziła się z pokrętnego wspólnictwa dziedzictwa polskiego i japońskiego
romantyzmu. Z rozpoznawalnej przez obie kultury rycerskiej potrzeby sprawdzianu
odwagi. Z przyzwolenia czy gotowości na śmierć w imię wyższych wartości
- miłości, patriotyzmu, wiary.
Wiem, że jego wyrazista proza dostarczyła mi ważnych a skomplikowanych
przeżyć. Jego zaś tragiczna śmierć w 1970 r. zamknęła logicznym,
lecz brutalnym gestem życie w równym stopniu wywołujące podziw, jak
protest. W imię wartości kultury samurajów Mishima popełnił samobójstwo,
tradycyjne seppuku, po nieudanej próbie wywołania rewolty przeciw
nowym "baronom przemysłu" i wpływom Zachodu, a szczególnie obecności
Stanów Zjednoczonych w Japonii.
Rozdarcie brzucha samurajskim mieczem było gestem spójnym z jego twórczością
i życiem. I jak ta twórczość i życie - niełatwym do interpretacji.
Może bowiem wyrażać rezygnację wobec potężnych sił i prądów
nieuchronnej "nowoczesności". Lecz i bohaterską niezgodę, nawet wobec
oczywistej przegranej. Pozytywną identyfikację z tradycją. Lecz i niszczycielską
siłę zbytniej wierności wobec tradycji. Wyrachowanie gestu teatralnej
błazenady. Wiarę w symboliczną nośność jednego, indywidualnego czynu...
Rozpisałam się o pisarzu, bo wydaje mi się, że dramat życia i
śmierci Yukio Mishimy nadaje szczególnego znaczenia jego krótkiej wizycie
w Nowym Jorku. Ściślej mówiąc, wizycie zespołu Ninagawa z Tokio, który
w czasie Lincoln Center Festival przedstawił dwie jego jednoaktówki Sotoba
Komachi oraz Yoroboshi pod wspólnym tytułem Nowoczesne sztuki
nõ.
Nõ jest teatrem wysoce stylizowanym i obwarowanym szeregiem zastrzeżeń,
które bardzo surowo wyznaczają, co jest możliwe, dozwolone i pożądane.
Przede wszystkim trzeba podkreślić, że w swym "całościowym" podejściu
nõ zbliża się do opery, bowiem efekt przedstawienia zależy
w dużo większej mierze niż w europejskim teatrze od połączenia
tekstu z muzyką, tańcem i śpiewem. Wymaga to wszechstronnego przygotowania
aktorów, wśród których najwybitniejsi zdobywają podziw widzów, dokonując
metamorfozy na scenie poprzez pełne ekspresji użycie głosu i ruchu ciała.
Kunszt ten mogliśmy podziwiać w precyzyjnej grze aktorów z zespołu
Ninagawa. Szczególnie uderzająca była sztuka Haruhiko Jo, który - bez
zmiany kostiumu, bez gier świateł, a nawet bez specjalnego przestawiania
tonacji głosu z męskiego na kobiecy - stwarza na naszych oczach iluzję
obecności brzydkiej staruchy w łachmanach, by potem przywołać wizję
jej w młodości, pięknej dziewczyny Komachi, podziwianej przez niezliczonych
adoratorów. Tak widzi ją młody poeta spotkany przypadkowo w parku (romantyczny
Yo Takahashi). Tak widzimy ją my, zaczarowani przekonującym słowem i gestem
aktora.
Bardzo ciekawa była także gra Mari Natsuki, jedynej kobiety w głównej
roli w teatrze, który do niedawna był wyłączną domeną mężczyzn.
Jej prosta i wstrzemięźliwa gra punktowała operowe ekscesy Tatsuya
Fujiwara w roli Toshinori, chłopca, który został rozdzielony z rodzicami
w czasie wojny i oślepł podczas bombardowania. Jako sędzia w cywilnym
sądzie, Natsuki musi podjąć salomonową decyzję, komu przyznać prawa
rodzicielskie: rodzicom biologicznym, którzy po latach poszukiwań odnaleźli
wreszcie zagubionego syna, czy rodzicom przybranym, którzy go znaleźli
w nieszczęściu i wychowali.
Od początków XX wieku, a szczególnie po II wojnie światowej, toczy
się w Japonii burzliwa dyskusja, na ile można i należy modernizować
tradycyjną japońską sztukę. Niezależnie od pytań i odpowiedzi
uczestników debaty coraz to nowe pokolenia artystów pracują w konwencji
teatru nõ, przyjmując niektóre jego elementy, modyfikując
inne i próbując je łączyć z wymogami europejskiego realizmu. Yukio
Ninagawa, urodzony przed wojną, jest jednym z czołowych reżyserów
poruszających się swobodnie w obu światach: "tradycji" i "nowoczesności".
Z punktem odniesienia w Tokio, ale też stale obecny w szerokim obiegu festiwalowym.
Japończyk i obywatel świata.
Mishima pisząc 10 jednoaktówek dla teatru nõ wziął po
swojemu udział w tym twórczym procesie kształtowania kultury, jej przemian
i ciągłości. Udział przewrotny. W obu sztukach odnosi się do tradycyjnych,
ponadczasowych opowieści i mitów, od siedmiuset lat stanowiących bazę
repertuaru japońskiego teatru. Umieszcza je jednak we współczesnych realiach,
rozkładając odmiennie akcenty i podważając ustalone znaczenia. Jak
jego powieści i życie, sztuki Mishimy są skomplikowanymi zagadkami:
wyraziste w fabule, dwuznaczne w wymowie, pełne sugestii raczej niż z
jasnym przesłaniem.
Jako doznanie estetyczne, Modern Noh Plays w inscenizacji i wykonaniu
The Ninagawa Company było fascynującym widowiskiem, przygotowanym z prawdziwie
operowym rozmachem i kunsztem. Lecz w swoim pozaestetycznym wymiarze miało
jeszcze inną, wstrząsającą wymowę. Opowieść o starej, zgorzkniałej
babie, wrogiej życiu i obojętnej na wszystko poza własnymi wspomnieniami,
może być odczytana jako parabola fascynacji pustą kulturą Zachodu,
zatruwająca duszę. Każdy, kto uzna mnie za piękną, powiada Komachi
przy dźwiękach Vocalise Rachmaninowa, musi umrzeć. Młody poeta,
nie mogąc się oprzeć iluzjom, kona u jej stóp.
Yoroboshi kończy się arią bólu i przekleństw rzucanych przez
oślepłego w czasie wojny Toshinori. Wyrósł na człowieka zdolnego tylko
do nienawiści, zastygłego w jednym okrutnym momencie przeszłości. Ani
razu nie pada nazwa Hiroszima. Lecz czuje się powiew fali rozchodzącej się
z punktu zero tej symbolicznej, a brutalnie rzeczywistej bomby. I z każdego
wojennego zniszczenia.
Na inwektywy ślepego mężczyzny Ninagawa nałożył nagranie wypowiedzi
Yukio Mishimy, dokonane tuż przed jego samobójstwem. Scenę rozświetlił
jaskrawy zachód słońca. Głos Mishimy zwracał się do nas, gorąco
o czymś przekonując - ni to krzyk protestu, ni prośba. Głos, już
nam wiadomo, z zaświatów. Z jakimś bolesnym a niezrozumiałym apelem.
*
Sierpień, najsuchszy jeśli chodzi o nowości w "zwykłych" teatrach,
stał się od paru lat okazją do uczty dla dramaturgów, alternatywnych
zespołów, początkujących aktorów, eksperymentujących reżyserów
i w ogóle dla wszelkiej maści rzeszy teatralnych artystów czy artystów
in spe. Przy bogatym stole The New York International Fringe Festival,
rozstawionym w najróżniejszych salach i salkach na dole miasta - w West
Village, w Greenwich i East Village, w SoHo, Tribece i na Lower East Side -
można pokosztować prawie wszystkiego: monodramów i z rozmachem przygotowanych
musicali, intymnych jednoaktówek i cyrkowo hałaśliwych przedstawień,
żonglerki słownej i popisów tanecznych.
Przymiotnik o międzynarodowości w nazwie festiwalu na razie wyraża
raczej ambicje organizatorów, ale ambicje idące we właściwym kierunku
i coraz bardziej się sprawdzające. W tym roku wśród uczestników znajduje
się parę "przecieków" z bardzo już znanego Edinburgh Festival Fringe.
I choć przeważająca większość artystów jest nadal lokalna, nowojorska,
ciekawe nuty mogą dodać przybysze z amerykańskich "prowincji" - Kalifornii,
Chicago i Michigan, jak i parę zespołów z zagranicy. Ponadto, jak dobrze
wiadomo, wszystko, co "nowojorskie", już z samej swej natury zyskuje szeroki
międzynarodowy wymiar.
W sposób oczywisty taki plebejski bazar w środku lata bije pokłony przede wszystkim
przed różnymi licami bóstwa Komedii, od absurdu poprzez kabaret
i satyrę do wodewilu i najzwyklejszej burleski. Ale można
też znaleźć - wśród prawie dwustu zgłoszonych przedstawień!
- dramaty obyczajowe, adaptacje poetyckie i ambitne zamierzenia
o wydźwięku politycznym. Będzie okazja, ryzykując stosunkowo
niewysoką opłatę 15 dol. za bilet, by zobaczyć Animal Farm
George'a Orwella przygotowaną przez grupę Sang Sang z Korei
lub Johnny Got His Gun Daltona Trumbo, inscenizację
tekstów Franza Kafki, adaptację poezji Edny St. Vincent Millay
czy Elizabeth Barrett Browning. Znajdziemy tu też polonika:
Chicago Trap Door Theatre przywozi inscenizację dramatu Witkacego
The Crazy Locomotive w reżyserii Beaty Pilch. Życzę
miłych, samodzielnych eksploracji (The New York International
Fringe Festival, 12-28 sierpnia. Informacja: 212-279-4488
oraz 1.888.FRINGENYC, www.fringenyc.org).
---------------------------------------------
The Ninagawa Company, Modern Noh Plays: Sotoba Komachi oraz
Yoroboshi, Yukio Mishima. Reżyseria: Yukio Ninegawa,
scenografia: Kaoru Kanamori, kostiumy: Lily Komine, oświetlenie:
Tamotsu Harada, dźwięk: Madahiro Inoue, choreografia: Uran
Hirosaki. Występują: Tatsuya Fujiwara (Toshinori), Haruhiko
Jo (Old Woman), Mari Natsuki (Shinako Sakurama), Yo Takahashi
(Poet). Lincoln Center Festival 2005, 28-30 lipca, Rose Theater.
|