[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 9 września 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Zbig
na prezydenta

Dzisiejszy felieton to miejscami reportaż z pola przegranej bitwy. Powstał 1 września, czyli w dniu po "pogrzebie" - jak się wyraził robotnik Stoczni Gdańskiej o obchodach słynnej rocznicy. Tego dnia obszedłem całą stocznię. Przedtem byłem na cmentarzu w Sopocie, na grobie matki. W obu miejscach czułem się podobnie. Nie poprawił mi humoru nawet zawsze radosny Krzyś Kasprzyk, autor strajkowej Piosenki do córki. Od wojny jaruzelskiej mieszka w Kanadzie. - Nie zaprosili Jurka Janiszewskiego - oznajmił po wyjściu z zimnego Bałtyku na plażę przed Grand Hotelem. Twórca symbolu Solidarności mieszka dziś w Barcelonie. Oryginał znaku, wykupiony przez prywatną fundację Signum w Poznaniu - by nie przepadł w nieznanej kolekcji - zobaczyłem w Instytucie Sztuki "Wyspa".

Instytut to na razie zdewastowany budynek w stoczni, gdzie artyści robią sztukę, skoro nie można już robić statków. Spotkaliśmy tam twórcę instalacji Soliterność Marka Sobczyka. Soliterność odwołuje się do samotności, do pasożyta i do układania z ludzi tekstów - jak kart do solitera, czyli pasjansa. Z ludzi pracujących jeszcze w stoczni nie dałoby się ułożyć nawet żywego napisu: "Pomocy!". Stocznia pracowała, ale tak, jakby była na strajku. Przed stocznią niedoszły kandydat na prezydenta, obecnie prezenter Polsatu, czekał na "człowieka z zasadami" - jak się reklamuje na plakatach wyborczych Donald Tusk. Kiedyś byli tu ludzie z żelaza, teraz są z zasadami. To pocieszające, ale lepszy byłby jednak człowiek z pomysłem. Na Polskę.

Na przykład Zbigniew Brzeziński. Na konferencji "Od Solidarności do wolności" powiedział rzeczy najważniejsze. Na przykład, "że jedyną receptą na udaną drogę do lepszego jutra dla całej ludzkości jest właśnie pluralistyczna solidarność zmierzająca świadomie do światowego społeczeństwa obywatelskiego". Że jedynie "solidarność społeczna i solidarność międzynarodowa jest moralnie i politycznie uzasadnioną odpowiedzią na wyzwania globalizacji, nowoczesności i niesprawiedliwości w świecie, który jednocześnie przechodzi głęboki kryzys duchowy". Moim zdaniem profesor Brzeziński jest najlepszym kandydatem na prezydenta Polski. Bezkonkurencyjnym. Szkoda, że nim nigdy nie zostanie.

Podczas obchodów przemawiał też Andrzej Gwiazda. Tyle że osobno, na prywatnych obchodach. I jakże inaczej. Mówił o "koncercie bezwzględności, głupoty, korupcji, egoizmu". Odrzucił dzisiejszy zwyrodniały kapitalizm i neoliberalizm. Potępił egoizm Lecha Wałęsy, który skumał się z burżuazją pieniądza, a pierwszą, czyli naszą Solidarność miał zamienić w parawan dla samouwłaszczającej się nomenklatury. To nie są hasła, bolączki i porachunki na ten czas. W słowach Gwiazdy czuć było nostalgię za okresem cudu, gdy wszyscy byliśmy razem: i robotnicy, i inteligencja. Tak było, ale się zbyło. Nigdy nie zapomnę płaczących ludzi na ulicach dojazdowych do hali Oliwii, rzucających na nasze autokary wiązanki kwiatów. To były najpiękniejsze msze święte - klęczenie na gołym betonie, z głębokim przekonaniem, że z tego klęczenia, obradowania, okupowania, strajkowania czy zwykłego opisywania tych czynności wyniknie coś dramatycznie dobrego dla Polski i świata. Dla świata wynikło samo dobro. Dla Polski został także dramat.

Włóczyliśmy się (by nie powiedzieć: wałęsali) po stoczni, a w naszych uszach brzmiała Kantata do wolności Jana A.P. Kaczmarka. Muzyka stoczni też była piękna, choć smutna. Szum suwnicy mieszał się z tekstami romantyków, śpiewanymi przez Agnieszkę Tomaszewską, odgłosy spawania, szlifowania przeplatały się ze słowami Karola Wojtyły, hasłami transparentów strajkowych. Stocznia śpiewała, ale był to łabędzi śpiew. Szliśmy przez sterty stoczniowego żelastwa, wśród zielska zarastającego drogi dojazdowe. Stocznia przypomina dziś wielkiego, prehistorycznego stwora, powalonego nagłą niemocą. Zdycha, ale zdechnąć nie może. Dogorywa, ale nadal dyszy, wydając ciche piski szlifierek. Syczenie aparatów spawalniczych można wziąć za ostrzeżenie.

Na oficjalne uroczystości zbuntowana stocznia dostała 20 zaproszeń. Załodze zakazano przychodzenia do pracy 31 sierpnia. Siedzieliśmy u stóp Pomnika. Ludzie obok niemrawo klaskali. Plac Solidarności świecił w połowie pustkami. Entuzjastyczny Wałęsa zachęcał do optymizmu. Oparta o blachę krzyża kobieta po siedemdziesiątce kręciła z niedowierzaniem głową. Podała przykład statku. Ma nazwę "Nasz Kraj". - Został przez nas zbudowany i zwodowany. Jest wolny. I tonie, a my razem z nim idziemy na dno. - Takich mamy kapitanów - dodał ktoś z boku. - A może to nie wina kapitanów, a załogi? - Panie, oni rozkradną nawet morze, to jak statek ma płynąć? - Rozkradli morze? To ładne - Mateusz zachwycił się pięknem ojczystej mowy.

Wracając spotkaliśmy prezentera Lisa. Spytał, czy my tu pracujemy. Mieliśmy na głowach kaski. Aneta miała na palcu pierścionek ze stoczniowej blachy. - Właśnie się zaręczyliśmy, pod suwnicą Anny Walentynowicz; babcia mego narzeczonego pracowała razem z nią - świadomie prowokowała sytuację medialną. Lis się uśmiechnął i powiedział, że to ładna historia, ale on ma tu zaraz wywiad z Tuskiem, więc musi lecieć. Polecieliśmy więc w swoje strony. Gwiazda do gwiazdy. My też do Gwiazdy. I Walentynowicz. Ale dzisiaj nieuchwytni.

W przeddzień obchodów Aneta z Mateuszem dostali się za bramę stoczni. Sto par oczu wpatrywało się w ognisko. Mężczyźni wyglądali jak wojownicy przed bitwą. "Chcemy żyć godnie!" - krzyczeli. Jedli kiełbaski. Tuż pod bramą zrobiono prowizoryczną scenę, na którą wdrapał się Jarek Janiszewski z "Bielizną". To lider zespołu, chyba niespokrewniony z twórcą znaku Solidarności. Odziany w wojskowy strój, otoczony stoczniowcami w kaskach. Większość słuchała koncertu, inni pozowali do zdjęć, udzielali wywiadów. Kilkunastoletni chłopiec grał Piosenkę dla córki Kasprzyka. Był ubrany jak dzieci w latach 80.

Współpraca: Aneta B. Leśniak, Mateusz Kusiba

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail