[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 16 września 2005


GRAŻYNA DRABIK

Nowojorska kronika
(teatr)


Lato się skończyło, bo przekroczyliśmy Rubikon weekendu Dnia Pracy. Bo zakończył się sezon występów pod rozgwieżdżonym niebem w amfiteatrze Delacorte w Central Parku. Jako pożegnalny podarunek dla rozgrzanego miasta, Public Theater odświeżył udane widowisko sprzed ćwierć wieku. Szekspirowska komedia Two Gentemen of Verona posłużyła dobranej parze od słowa i od muzyki, Johnowi Guare i Galtowi MacDermot, do przygotowania bardzo energicznego i kolorowego musicalu. Barwnie, śpiewnie i tanecznie było w 1971 r. (kiedy debiutował Raul Julia). I nadal Two Gentlemen of Verona bawiło barwnymi kostiumami, zgrabnymi piosenkami i tańcami w rytmach salsy i walczyka. Lekko i bez konsekwencji, jak owocowe lody w letni wieczór.

*

International Fringe Festival, który w drugiej połowie sierpnia wypełnił kilkanaście sal i salek na dole Manhattanu, był dla mnie dużym pozytywnym zaskoczeniem. Przeglądając program - dziesiątki i dziesiątki przedstawień, solowych i zespołowych, rozśpiewanych musicali i nowych sztuk, popołudniówek i spotkań w nocnym kabarecie, itp. - sądziłam, że Nowy Jork zaleje fala ambitnych amatorów głodnych każdej okazji do popisów. Chętnie przyznaję, że szybko musiałam skorygować te wstępne wrażenia.

Był to mój pierwszy kontakt z festiwalem i chętnie przyznaję, że tegoroczne doświadczenie było bardzo zachęcające na przyszłość. Z rogu obfitości 180 wydarzeń wybrałam ostrożnie zaledwie kilka, głównie według dogodnych terminów. Wszystkie przedstawienia, które oglądałam, miały coś ciekawego do zaoferowania, objawiały autentyczne talenty i profesjonalizm.

Nieprawdopodobne połączenie "babci" Pat Candaras z "wnukami" (Desiree Burch, Michael Cyril Creighton i Jack Kukoda) złożyło się, pod okiem Rusty Owena, w zgrabny wspólny wieczór: Grandmotherf**ker & the Seducers. Pojedyncze występy w stylu stand-up comedy, z różnych parafii humoru - trochę zderzeń etnicznych kultur, trochę nieporozumień między pokoleniami, dużo rozczarowań rodzinnych, ciut rodzinnej pociechy, sporo ryzykownych żartów nadgryzających seksualne tabu - dopełniały się wzajemnie. (Ace of Clubs, 9 Great Jones St.).

*

Ibsen wielkim dramaturgiem był? Był. Twórczo płodny? Tak. Dostarczający lektur obowiązkowych w szkołach? Pełno, w klasach różnych nacji. A więc proszę, oto ibsenowski bankiet: wieczór, gdzie można zobaczyć ostatnie sceny wszystkich 26 sztuk. Porządnie, w chronologicznym układzie, jedna po drugiej, w tempie karuzeli, wirującej w szaleńczym tempie.

Buuch! Jeszcze nie ucichł strzał w Dzikiej kaczce, a już buuch! Rozbrzmiewa strzał w Heddzie Gabler. Oczy wznosimy podziwiając góry w Little Eyolf. Nie, to już szczyty Rosmersholma. Albo wzniosłe widoki w Gdy my martwi, powstaniemy... Że przedstawienie The Last Two Minutes of the Compelete Works of Henrik Ibsen przygotowane przez Grega Allena i jego grupę Neo-Futurystów dobrze bawiło, można było się spodziewać. Że przy tym także ciut wzruszało, było miłym zaskoczeniem i dowodem mądrej wizji Allena oraz sprawności aktorów (Sarah Clark, Dina Connolly, Joe Dempsey, Merrie Greenfield, Michael Kingston i Steve Walker), którzy musieli się sprawdzić w tuzinach ról.

Co nas czeka w tym wielkim nieznanym, w czyśćcu pomiędzy krainą Dobra i Zła? O czym mogą rozmawiać dusze połączone wspólnym momentem śmierci i oczekiwania na odpowiedziedź "i co dalej?" W God's Waiting Room Ashlin Halfnight z eleganckim ukłonem w stronę powieści Bułhakowa Mistrz i Małgorzata, ryzykuje spojrzeć w tę nieznaną stronę. Tam, gdzie dusze - już nie na tym świecie, lecz jeszcze nie wolne od pasji, zazdrości, trosk i nadziei tego świata - odgrywają uparcie swoje myśli i działania z ostatnich chwil życia. Spirala wątku była tu ciekawa, postacie zarysowane wyraziście i ton między lekką zabawą, ironicznym komentarzem a zadumą. Przyglądamy się sobie, bezradnym aktorom w śmieszno-smętnym kabarecie życia. Jednoaktówka Halfnighta otrzymała zasłużoną nagrodę jako jedna z trzech najlepszych nowych sztuk festiwalu. (P.S. 122, Second Ave.)

Akcent polski - o przedstawieniu The Crazy Locomotive Witkacego grupy Trap Door z Chicago oraz monodramacie Michaela Wrynna Doyle'a Letter from Poland pisała już w Nowym Dzienniku Ewa Kara. Dodam więc tylko, że polscy artyści mieszkający w Nowym Jorku powinni pomyśleć, jak aktywniej włączyć się w tę sympatyczną imprezę w przyszłym roku.

*

Po krótkich próbnych lotach w Kalifornii i po długim okresie przeróbek wylądował na Broadwayu musical Lennon. Przepraszam za ostrość uwag poniżej, ale serce mocno nadżera rozczarowanie. Szkoda straconej okazji na taką miernotę.

Jak to się to stało, że z prawie gwarantowanego sukcesu: wyśmienite piosenki Johna Lennona, dramatyczny życiorys, dobry zespół muzyczny, utalentowani aktorzy-śpiewacy (wielu spośród nich to alumni popularnego musicalu Rent), plus entuzjazm wielbicieli lidera zespołu The Beatles, a więc cóż mogło przemienić ten wybuchowo pozytywny potencjał w nudnawe widowisko, gdzie znane piosenki brzmią obco, a zdjęcia wyświetlane na ogromnych ekranach wokół sceny wyglądają zaledwie dekoracyjnie?

Życie Lennona nudnawe? Piosenki monotonnie dudniące ciężkim hałasem w zbytnim nagłośnieniu? Ani cienia żywej, twórczej inteligencji, sceptycznego spojrzenia i autoironii tak charakterystycznych dla tego artysty.

Za dużo "konsultantów" składających widowisko według recepty "co się będzie podobać jak największej liczbie osób", a przede wszystkim Yoko Ono, która kontroluje prawa autorskie do spuścizny kompozytora. Za dużo "koncepcji": nie jeden aktor, a kilku w roli Lennona, by podkreślić różne strony artysty. By więcej osób mogło się identyfikować z bohaterem opowieści. By uwidocznić (dosłownie) mantrę głoszoną w wywiadach przez Yoko Ono: "Każdy może grać Lennona, nie tylko jedna rasa czy specjalni wybrańcy".

Koncepcja w zamyśle może nawet pełna dobrych chęci, odzwierciedlająca fakt, że Lennon znalazł odzew na wszystkich kontynentach, wśród kobiet i mężczyzn, wśród ludzi wszystkich ras. Lecz jak to często bywa z ładnym pomysłem na papierze, zupełnie nie sprawdza się w przedstawieniu, które przecież ma być o Johnie Lennonie, jednym i jedynym.

W musicalu główna rola jest rozłożona na cztery głosy kobiet, które tylko śpiewają, oraz pięciu mężczyzn, którzy śpiewają oraz mówią (dialog skomponowano z cytatów wziętych z wywiadów Lennona). A więc mamy wielu Lennonów na scenie: trzech białych w różnym wieku, dwóch Murzynów, jedną Murzynkę, jedną białą, jedną Latynoskę i jedną z rysami azjatyckimi. (Trzeba jeszcze dodać, że choć Lennon mieni się w dziewięciu osobach, Yoko Ono jest jedna i jedyna).

Może każdy chciałby "zagrać Lennona", ale gdy dzieje się to równocześnie, gdy aktorzy nieustannie wchodzą i wychodzą z roli, gdy śpiewają intymne piosenki chórem, Lennon staje się popularną marką na sprzedaż. Zanika człowiek o jedynym, skomplikowanym życiorysie. Zanika artysta o wyjątkowym talencie. Zanika poeta, który wychwytywał na swoim radarze to, co inni niejasno przeczuwali, nadając bolączkom swego czasu i uniwersalnym tęsknotom wyrazisty - konkretny i szczególny - kształt.

Lennon, a nie "każdy" wszelkiej rasy i płci, skomponował Give Peace a Chance, nawet jeśli tysiące śpiewały później tę piosenkę z przejęciem i przekonaniem przyjmując ją za własny hymn protestu przeciw wojnie. To on, a nie "każdy", skomponował wzruszające w bardzo różnych tonacjach, intymne piosenki Mother i Beautiful Boy. A także pulsującą goryczą i wyzwaniem Woman Is the Nigger of the World. A także pogodnie roztańczoną Twist and Shout. I Power to the People, Instant Karma, I'm Stepping Out, Imagine...

Z samych tytułów piosenek można ułożyć bardziej dramatyczny "poemat znaleziony" niż to, co obserwujemy na scenie. Bowiem obserwujemy atłasowo miękką wersję podlewaną gęstym sosem sentymentów. Drapieżna siła ambicji i połączonych talentów młodych Beatlesów zamienia się w pogodne igraszki rozbawionych szczeniaków. Dramaty rodzinne szybko znikają w ciemnych kątach. Eksperymenty z narkotykami i ostre zaangażowanie polityczne Lennona wspomniane są tylko w kontekście ogólnego narzekania na prześladowania Lennona przez prasę i policję. (Lennon jako biedna ofiara?!)

Wątek wartko dąży ku głównemu wydarzeniu: spotkaniu Lennona z Yoko Ono. Już się spotkali! Podziwiać więc teraz można, jak mądra, jak wspaniała, jak cierpliwa, jak cicho cierpiąca, jak wyrozumiała, jak twórczo płodna, jak dorosła jest Yoko. Jakie szczęście miał niedorosły John, że ją spotkał. Że się w jej ręce w końcu ufnie oddał. Że zaznał rodzinnej błogości.

I nic już nie pomoże, by całość nie utonęła w ciepełku "ballady o Johnie i Yoko". Ani wdzięk Willa Chase'a, jedynego aktora, którego fizyczne podobieństwo do Lennona i delikatniejsza interpretacja piosenek na krótkie choć momenty przywołuje obecność nieobecnego. Ani talent Terrence'a Manna i Michaela Pottsa. Ani bluesowo rozkołysany śpiew Chucka Coopera. Ani nawet wspaniałe piosenki Lennona.

Z tej fałszywie skromnej a bezpiecznie wygładzonej wersji jego życia pozostaje tęsknota za głosem Johna Lennona. Za piosenkami w jego wykonaniu, które potrafią przemawiać do nas bezpośrednio, niby proste, lecz kunsztownie skonstruowane. Bowiem wielkiego talentu i odwagi potrzeba, by wyrazić uczucie otwarcie i przekonująco.

-------------------------

Musical Two Gentlemen of Verona, na podstawie sztuki Williama Shakespeare'a, w adaptacji Johna Guare i Mela Shapiro, ze słowami piosenek Johna Guare oraz muzyką Galta MacDermota. Reżyseria i choreografia: Kathleen Marshall, scenografia: Riccardo Hernąndez, kostiumy: Martin Pakledinaz, oświetlenie: Peter Kaczorowski, dźwięk: ACME Sound Partners, kierownictwo muzyczne i dyrygent: Kimberly Grigsby, trener zwierząt: William Berlioni. Występują: Kate Chapman (Vissi D'Amore Girl), David Costabile (Launce), Rosario Dawson (Julia), Christine Digiallonardo (Swings), Rubén Flores (Swing), Renée Elise Goldsberry (Silvia), Oscar Isaac (Proteus), Mel Johnson, Jr. (Duke of Milan), Megan Lawrence (Lucetta), Norm Lewis (Valentine), Paolo Montalban (Eglamore), Don Stephenson (Vissi D'Amore Boy, Thurio), Noah Weisberg (Speed). Przedstawienia od 16 sierpnia do 11 września, Delacorte Theatre, Central Park.

Lennon, według pomysłu Dona Scardino, na podstawie piosenek Johna Lennona. Reżyseria: Don Scardino, scenografia: John Arnone, kostiumy: Jane Greenwood, oświetlenie: Natasha Katz, dźwięk: Bobby Aitken, kierownictwo muzyczne: John Miller, choreografia: Joseph Malone. Występują: Will Chase, Chuck Cooper, Julie Danao-Salkin, Mandy Gonzalez, Marcy Harriell, Chad Kimball, Terrence Mann, Julie Murney, Michael Potts oraz zespół muzyczny pod kierunkiem Jeffreya Klitza. Premiera 14 sierpnia, Broadhurst Theatre, przy Broadwayu.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail